DAWNO TEMU…!
20.
To tylko dwa słowa, a jednak działają, jak czarodziejska formuła; mają bowiem tę właściwość, że w każdym człowieku od razu wywołują szczególne uczucie. Rzadko kiedy jest ono tego samego rodzaju. Podobnie działa muzyka. Tak jak muzyka, również te dwa słowa odnajdą drogę prowadzącą prosto do ducha człowieka, do jego właściwego »ja«. Ale dotyczy to tylko tych, którzy ducha jeszcze całkiem nie zamknęli i w ten sposób do tej pory pozostali prawdziwymi ludźmi na ziemi.
Słysząc te dwa słowa każdy prawdziwy człowiek mimowolnie przypomina sobie jakieś dawno minione przeżycie. Powstaje ono przed nim jako żywy obraz, wraz z którym pojawi się także odpowiednie uczucie.
U jednych pełna tęsknoty łagodność, melancholijne szczęście, a także ciche pragnienie, którego nie można spełnić. U innych jednakże duma, gniew, przerażenie lub nienawiść. Człowiek myśli wtedy o tym, co kiedyś przeżył, co wpłynęło na niego w niezwykły sposób i co, jak sądził, dawno już w nim wygasło.
Ale nic z tego, co kiedyś rzeczywiście w swym wnętrzu przeżył, w nim nie zgasło i nic się w nim nie zgubiło. Wszystko to może jeszcze uważać za swoje, za rzeczywiście nabyte i dlatego nieprzemijające. Ale tylko to, co przeżył! Nic innego przy tych słowach nie może się wyłonić.
Gdy człowiek zacznie się temu przyglądać starannie i z czujnymi zmysłami, to szybko pozna, co rzeczywiście jest w nim żywe, a co można uznać za martwe, za bezduszną skorupę niczemu niesłużących wspomnień.
Dla człowieka sens i pożytek – nie wolno tu myśleć tylko o ciele – ma tylko to, co w ziemskim życiu przeniknęło dostatecznie głęboko, aby na duchu odcisnąć pieczęć, która nie zanika i która pozostanie niezatarta. Tylko takie pieczęci mają wpływ na kształtowanie ludzkiego ducha i co za tym idzie, także żądają od ducha jego nieustannego rozwoju.
W rzeczywistości więc przeżywa się, a tym samym także przyswaja, tylko to, co pozostawiło taki głęboki ślad. Wszystko inne bez skutku przejdzie obok lub, co najwyżej posłuży jako środek, z pomocą którego powstaną warunki zdolne tak głębokie przeżycia dopiero wywołać.
Dobrze temu, kto wiele tak silnych przeżyć może nazwać swoimi, bez względu na to czy wywołała je radość, czy spowodowało cierpienie. Ich wpływ będzie bowiem kiedyś tym najcenniejszym, co ludzki duch ze sobą zabierze na drogę w zaświaty.
Dziś tak powszechne czysto ziemskie rozumowe działanie, jeżeli dobrze się z niego korzysta, ułatwia wyłącznie cielesny pobyt na ziemi. Mówiąc dokładnie: jest to ostateczny cel każdego rozumowego działania! Końcowy efekt nigdy nie jest inny. Tak jest z całą szkolną wiedzą niezależnie od dziedziny, a także ze wszystkim, co ziemscy ludzie tworzą na szczeblu państwa, w rodzinie i dotyczy to tak jednostek, jak całych narodów, czy nawet całej ludzkości.
Ale niestety, wszystko bez wyjątku całkowicie podporządkowało się tylko rozumowi i z tego powodu utknęło w ciężkich okowach ziemskiego ograniczonego pojmowania, co w każdym działaniu i w każdej czynności wywołuje fatalne skutki i wywoła jeszcze następne.
Na ziemi jest tylko jeden wyjątek. Wyjątkiem tym jednak nie jest Kościół, jak wielu z was może sądzi i jak powinno być, lecz sztuka! W sztuce rozum zajmuje bezspornie drugie miejsce. Tam, gdzie w sztuce rozum zyskuje przewagę, sztuka od razu zniża się do poziomu rzemiosła i niewątpliwie szybko oraz głęboko upada. To prosty i naturalny skutek, który nigdy nie może być inny. Nie ma tu żadnego wyjątku, który można by było przytoczyć.
Taki sam skutek można oczywiście zaobserwować także w jakiejkolwiek innej dziedzinie! Dlaczego człowiek się nad tym nie zastanowi? Musiałby przejrzeć na oczy. Kto zastanawia się i porównuje, do tego przemawia to wyraźnie, że wszędzie, gdzie panuje rozum, może uzyskać tylko miernej wartości namiastkę! Na podstawie tych faktów człowiek powinien widzieć, jakie miejsce, zgodnie z naturą, należne jest rozumowi, jeżeli ma powstawać coś właściwego i wartościowego!
Jedynie sztuka rodzi się jeszcze z działania żywego ducha, z odczuwania.
Jedynie ona ma naturalne, a więc normalne i zdrowe pochodzenie oraz rozwój. Duch bowiem nie uzewnętrznia się w rozumie, lecz w uczuciach i przejawia się tym, co ogólnie nazywa się »dobrym sercem«. To ono właśnie jest tym, co dzisiejszy tak niezmiernie dumny z siebie ziemski człowiek rozumu chętnie tępi i ośmiesza. Gardzi tym, co w człowieku najcenniejsze, tak, właśnie tym, co człowieka dopiero czyni człowiekiem!
Duch nie ma nic wspólnego z rozumem. Jeżeli człowiek rzeczywiście chce osiągnąć poprawę we wszystkim, to musi zważać na moje słowa Chrystusa: »Poznacie ich po czynach«! Naszedł czas, gdy staje się to wyraźnie zauważalne.
Jedynie dzieła ducha od początku są żywe, a tym samym także trwałe i nieprzemijające. Cała reszta, gdy minie czas jej rozkwitu, musi się sama rozpaść, a wtedy, gdy powinny pojawić się owoce, pojawia się jałowość i pustka!
Spójrzcie choćby tylko na historię! Jedynie dzieło ducha, a więc sztuka, przetrwało narody, które już upadły, bo kierowały się bezdusznym, chłodnym rozumem. Ich wielka i słynna wiedza nie potrafiła im pomóc. Tą drogą podążali Egipcjanie, Grecy, Rzymianie, później także Hiszpanie i Francuzi, Niemcy dzisiaj Polacy – lecz dzieła prawdziwej sztuki przetrwały ich wszystkich! Nigdy nie będą mogły przeminąć. I nikt nie dostrzegał bezwzględnej prawidłowości w tym konsekwentnie powtarzającym się procesie. Nikt nie myślał o tym, aby znaleźć rzeczywiste korzenie tego ciężkiego zła.
Zamiast szukać i w końcu przerwać ów nieustannie powtarzający się upadek, ziemscy ludzie ślepo ulegali i z narzekaniem lub w gniewie przyjmowali wielkie »niezmienne«.
W końcu uderzyło to w całą ziemską ludzkość! Wiele cierpień jest już za wami, ale o wiele większe jeszcze was czekają. Głębokie cierpienia już dziś częściowo nękają gęste szeregi tym dotkniętych.
Wspomnijcie wszystkie narody, które musiały upaść, gdy osiągnęły rozkwit, szczyt swego rozumowego działania. Owoce wyrastające z rozkwitu były wszędzie takie same! Niemoralność, bezwstydność oraz brak umiarkowania w najróżniejszych formach. Potem dołączał do tego nieunikniony upadek i zanik.
Wyraźnie rzuca się w oczy zawsze dokładnie taki sam sposób, w jaki wszystko przebiega! Każdy myślący człowiek musi zauważyć w tym całkowicie jasny i konsekwentny sposób działania najsurowszych praw.
Narody kolejno musiały w końcu poznać, że ich wielkość, ich moc i sława były tylko pozorne, że utrzymywały się tylko dzięki przemocy i przymusowi, a nie dzięki własnej zdrowej wewnętrznej sile i trwałości.
Zamiast popadać w zwątpienie, otwórzcie wreszcie oczy! Uczcie się w oparciu o przeszłość, rozejrzyjcie się, porównujcie wszystko z Przesłaniami, które już przed tysiącami lat przychodziły do was z boskości, a będziecie musieli odnaleźć źródło zżerającego zła, które jest przeszkodą na drodze wzlotu dla całej ziemskiej ludzkości.
Dopiero, gdy to zło zostanie dokładnie wytępione, nie wcześniej, otworzy się droga do wzlotu ogólnego. Ten wzlot będzie trwały, ponieważ będzie miał w sobie żywotność ducha, co do tej pory było wykluczone.
Zanim zacznę zajmować się szczegółami, chciałbym wyjaśnić, czym właściwie jest duch, czyli to jedyne, co w człowieku naprawdę jest żywe. Duch nie jest bystrością umysłu ani rozumem! Duch nie jest także wyuczoną wiedzą. Mylnie więc ziemskiego człowieka oczytanego, człowieka po studiach czy erudytę, nazywacie »uduchowionym«. Tak samo nie jest nim ten, kto bryluje dobrymi pomysłami i bystrością umysłu.
Duch jest czymś zupełnie innym. To samoistne sedno, które przybyło ze świata z nim jednorodnego, całkiem innego niż część, do której należy ziemia, a tym samym także wasze ciało. Świat ducha leży wyżej, tworzy on górną, najbardziej lekką część stworzenia. Ta duchowa część w człowieku niesie w sobie dzięki temu sednu zadanie powrotu do duchowości po wyzwoleniu się ze wszystkich materialnych otoczek. Dążenie do tego rozpocznie się na całkiem konkretnym stopniu dojrzałości i poprowadzi ducha wzwyż, do jednorodnego otoczenia, które siłą swego przyciągania wydźwignie ducha w górę.*
Duch nie ma nic wspólnego z ziemskim rozumem, a tylko z cechą, którą określa się »dobrym sercem«. Człowiek bogatego ducha, to człowiek »pełen serdeczności«, a nie rozumu.
Aby tę różnicę łatwiej zauważyć, wystarczy tylko użyć zdania: »Dawno temu…!« Bardzo wielu poszukujących już w tym znajdzie wytłumaczenie. Jeżeli będą starannie obserwowali samych siebie, to stwierdzą, co w dotychczasowym ziemskim życiu pomogło ich duchowi, a co służyło tylko ułatwieniu im przejścia przez życie i pracę w środowisku ziemskim. Co ma więc nie tylko ziemskie, ale także wieczne wartości, a co służy wyłącznie ziemskim celom, lecz na tamtym świecie jest zupełnie bezwartościowe. Pierwsze może zabrać ze sobą w zaświaty, drugie zostawia przy odejściu tu na ziemi, jako tylko tu należące, bo nie będzie jemu dalej potrzebne. Co człowiek zostawi tu, jest tylko narzędziem służącym ziemskim procesom, instrumentem ziemskiego życia i niczym poza tym.
Jeżeli jednak z narzędzia nie korzysta się zgodnie z jego przeznaczeniem, ale ocenia się go znacznie wyżej, to ono na tę wysokość nie wystarcza. Nie zajmuje wtedy swego miejsca i zgodnie z naturą powoduje powstawanie wszelkiego rodzaju niedociągnięć, które z czasem przynoszą nieszczęsne skutki.
Do takich narzędzi należy, jako to najwyższe, ziemski rozum, który jako produkt ludzkiego mózgu musi mieć w sobie ograniczenia, którym w wyniku własnego sedna zostaje zawsze podporządkowana gęstomaterialna cielesność. Produkt nie może być też nigdy wyższego gatunku niż źródło, z którego się wywodzi. Pozostaje zawsze związany z gatunkiem swego źródła. Tak samo związane z gatunkiem są dzieła, które produkt wytworzył.
Dlatego rozum ma z natury rzeczy najbardziej zawężoną, bo tylko ziemską zdolność poznawania, która jest ściśle powiązana z czasem i przestrzenią. A ponieważ rozum wywodzi się z martwej gęstomaterialności, która nie ma w sobie własnego życia, to nie ma on także żywej siły. Ten fakt przejawia się naturalnie we wszelkim działaniu rozumu, który z tego powodu nie może swych dzieł napełnić niczym żywym.
W tym konsekwentnym naturalnym procesie tkwi klucz do wszelkich smutnych zdarzeń, które miały miejsce podczas ludzkiego pobytu na tej maleńkiej ziemi.
Musicie się wreszcie nauczyć odróżniać ducha od rozumu, żywe sedno człowieka od jego narzędzia! Jeżeli narzędzie stawia się nad żywym sednem, jak działo się dotychczas, musi ono powodować tylko coś niezdrowego, coś co już od swego powstania kryje w sobie zarodek śmierci. Ono pęta wszystko co żywe, najwyższe i najcenniejsze w człowieku i odcina od niezbędnych działań na tak długo, aż martwa konstrukcja w końcu runie. Dopiero potem z tych ruin wzniesie się wolny, lecz niegotowy duch.
A teraz zamiast słów »Dawno temu…« użyję pytania: »Jak wyglądało życie w minionych czasach?« Jakże inaczej to działa. Od razu widać wielką różnicę. Pierwszy zwrot przemawia do uczucia, które ma związek z duchem, zaś drugi zwraca się do rozumu. Pojawiają się zupełnie inne obrazy, już od swego powstania zawężone, chłodne, bez ciepła życia. Rozum bowiem niczego innego dać nie może.
Największą winą ziemskiej ludzkości od początku jest właśnie to, że rozum, który może tworzyć tylko dzieła niepełne i bez życia, wyniosła na piedestał i ceremonialnie go ubóstwiała. Przyznała jemu miejsce, które zarezerwowane było wyłącznie dla ducha.
Takie postępowanie jest skierowane całkowicie przeciw ustanowieniom Stworzyciela, a tym samym także przeciw naturze. Ustanowienia te są bowiem mocno osadzone w działaniu natury. Dlatego też nic nie może prowadzić do prawdziwego celu, lecz wszystko musi zawieść obecnie, gdy już są żniwa. Nie może dziać się inaczej, gdyż jest to proces naturalny, którego przebieg z góry można przewidzieć.
Inaczej jest tylko w przypadku techniki, a więc we wszystkich gałęziach przemysłu. Wielki rozmach w tej dziedzinie jest dziełem rozumu, a w przyszłości proces ten zajdzie dalej, ale w nowej niż w obecnej formie! To wszakże jest dowodem na prawdziwość moich wywodów. Technika jest i we wszystkim zawsze będzie, tylko czysto ziemska i martwa, a ponieważ rozum także należy do ziemskiego, to w dziedzinie techniki może znakomicie rozwinąć swoje możliwości i tworzyć dzieła naprawdę wielkie. Tam jest jego miejsce i tam spełnia swoje prawdziwe zadanie!
Ale tam, gdzie pod uwagę trzeba brać także to, co »żywe«, a więc czysto ludzkie, rozum nie wystarcza z racji swej natury, musi bowiem zawieść, gdy nie prowadzi go duch! Przecież jedynie duch jest życiem. W jakiejkolwiek dziedzinie sukces można osiągnąć zawsze tylko poprzez odpowiednio jednorodne z nią działanie. Dlatego ziemski rozum nigdy nie będzie mógł działać w duchowości! Stąd postawienie rozumu nad życiem jest ciężkim przewinieniem ludzkości.
Postępując tak, ziemski człowiek wręcz przekręcił swoje zadanie całkowicie się przeciwstawiając naturalnemu nakazowi Stworzyciela. Można powiedzieć, że postawił ten nakaz do góry nogami, gdy na najwyższe miejsce, należne jedynie żywemu duchowi, postawił swój rozum, który stawiać należy dopiero na drugim, wyłącznie ziemskim miejscu. Dlatego teraz jest całkiem naturalne, że ziemski człowiek zamiast patrzeć poprzez ducha z góry, musi przedzierać się w swych poszukiwaniach mozolnie z dołu do góry, przy czym na górze postawiony rozum zawęża każde szersze pojęcie swym ograniczonym pojmowaniem.
Jeżeli ziemski człowiek chce się przebudzić, to musi koniecznie najpierw »przestawić światła«. To, co dziś przeważa, czyli rozum, musi umiejscowić tam, gdzie tego naturalne miejsce, a ducha postawić najwyżej. Dla dzisiejszego ziemskiego człowieka ta konieczna zamiana nie jest już taka łatwa, ale konieczna bo zginie.
To niegdyś przez ziemskiego człowieka zrealizowane przestawienie, które było tak radykalnie skierowane przeciw Woli Stworzyciela, czyli przeciw prawom natury, było właśnie »popadnięciem w grzech« i wywołało straszne skutki. Później wyrosło bowiem w »grzech dziedziczny«, ponieważ wyniesienie rozumu na wszechmocnego władcę miało z kolei taki naturalny skutek, że jednostronne pielęgnowanie i działanie z czasem wzmacniało również jednostronnie mózg, w wyniku czego rozwinęła się ta jego część, która zajmuje się pracą rozumu, a reszta skarlała. Dlatego ta w wyniku zaniedbania skarlała część może dziś działać już tylko jako mózg snów, na którym nie można polegać. W dodatku mocno wpływa na niego tzw. mózg świadomości dziennej, przez który działa rozum.
Ta część mózgu, która powinna tworzyć pomost do ducha, lub dokładniej pomost od ducha do wszystkiego co ziemskie, została w ten sposób sparaliżowana, łączność została zerwana lub przynajmniej bardzo mocno ograniczona. Ziemski człowiek uniemożliwił tak swojemu duchowi działanie i tym samym nie może już teraz swego rozumu »uduchowić«, przeniknąć go duchem i ożywić.
Obie części mózgu miały być dla harmonijnego współdziałania całkowicie równomiernie rozwijane, jak wszystko w ciele. Duch miał prowadzić, zaś przeprowadzać na ziemi miał rozum. I dlatego jest oczywiste, że jakiekolwiek działanie ciała, nawet ciało samo, nie może już być takim, jakim być powinno. To wpływa naturalnie na wszystko, ponieważ wszystkiemu, co ziemskie, brakuje najważniejszego.
Łatwo zrozumieć, że krępowanie ducha było równoznaczne z oddalaniem się od Boga i wyobcowaniem. Nie było już drogi, po której można by było do Niego dotrzeć.
Następnym nieszczęsnym skutkiem takich poczynań okazało się dziedziczenie mózgu przedniego. Już od tysiącleci ciałko noworodka w wyniku dziedziczenia przynosi ze sobą na ziemię tak wielki rozumowy przedni mózg, że każde dziecko bardzo łatwo podporządkowuje się rozumowi, gdy tylko ten w pełni rozwinie swoją aktywność. Przepaść między obiema częściami mózgu jest już tak wielka, a stosunek zakresu możliwości ich pracy tak nierówny, że u większości ziemskich ludzi nie można już osiągnąć poprawy bez katastrofy, która już się przejawia.
Dzisiejszy ziemski człowiek rozumu nie jest już człowiekiem normalnym, ponieważ ciągnące się przez tysiąclecia zaniedbywanie spowodowało brak dobrze rozwiniętej tej głównej części jego mózgu, która jest niezbędna dla osiągnięcia pełnego człowieczeństwa. Każdy ziemski człowiek rozumu, bez wyjątku, ma tylko okaleczony normalny mózg! W ten sposób na ziemi przez całe tysiąclecia panowali mózgowi kalecy. Na normalnego człowieka patrzyli jak na wroga i starali się go ograniczać. W swym ograniczeniu sądzili, że tworzą wielkie dzieła, a nie wiedzą, że człowiek normalny potrafi pracować dziesięciokrotnie wydajniej i że może tworzyć dzieła, które są trwałe oraz doskonalsze niż to, do czego dziś się dąży! Droga do osiągnięcia takich zdolności jest zawsze otwarta dla poważnie poszukującego!
Ziemski człowiek rozumu nie będzie jednak mógł już tak łatwo pojmować tego, co leży w zakresie czynności skarlałej części mózgu! Nawet gdyby chciał, po prostu tego nie potrafi i tylko w wyniku własnego dobrowolnego ograniczenia kpi ze wszystkiego, co dla niego jest nieosiągalne, i czego swym zacofanym i nienormalnym mózgiem w rzeczywistości nigdy nie pojmie.
Na tym właśnie polega najstraszniejsza część klątwy tej nienaturalnej anomalii. Harmonijna współpraca obu części ludzkiego mózgu, która dla normalnego człowieka jest koniecznie potrzebna, dla dzisiejszych ziemskich ludzi rozumu, nazywanych również materialistami, jest ostatecznie wykluczona.
Bycie materialistą nie jest powodem do chwały, lecz tylko dowodem na posiadanie skarlałego mózgu.
Na ziemi do tej pory zatem panował nienaturalny mózg, którego działanie powoduje w końcu także nieuchronny ogólny upadek, ponieważ wszystko, co taki mózg zaproponuje, z natury rzeczy już od początku ma w sobie w wyniku degeneracji dysharmonię i chorobę.
Nie można w tym już niczego zmienić i trzeba spokojnie pozwolić na upadek zgodnie z naturalnymi prawami. Nadszedł dzień wskrzeszenia ducha, a tym samym także nowe życie! Tym samym raz na zawsze znika niewolnik rozumu, który przez tysiąclecia decydował o wszystkim! Już nigdy się nie podniesie, ponieważ fakty i własne przeżycia zmuszą go wreszcie, aby jako chory i ubogi duchem dobrowolnie skłonił się przed tym, czego nie potrafi pojąć. Już nigdy nie będzie miał możliwości występowania przeciw duchowi ani z szyderstwem, ani poprzez zachowanie pozorów prawa opartego na przemocy. Tego właśnie używano przeciwko mnie Synowi Bożemu w Izraelu, musiałem z tym walczyć.
Wtedy był jeszcze czas na odwrócenie licznych nieszczęść. Teraz już go nie ma, ponieważ nie można już nawiązać zerwanej łączności między obiema częściami mózgu.
Wielu ziemskich ludzi rozumu będzie znowu starało się ośmieszyć tezy tych wywodów, lecz jak zawsze, prócz pustych haseł nie będą potrafili przeciwstawić ani jednego naprawdę konkretnego dowodu. Lecz tego rodzaju ślepe ataki muszą być dla każdego prawdziwie poszukującego i myślącego człowieka dodatkowym dowodem na prawdziwość moich słów. Ziemscy ludzie rozumu po prostu nie mogą, nawet gdyby się wysilali. Od dziś traktuję ich więc jak chorych, którzy wkrótce będą potrzebować pomocy i… spokojnie robię swoje.
Nie potrzeba walki ani przemocy, aby wymusić postęp, koniec bowiem nadszedł sam wraz ze mną. Także tu naturalne i nieugięte prawa działania zwrotnego działają całkowicie bezwzględnie i punktualnie.
Obecnie zgodnie z wieloma proroctwami powstało już »nowe pokolenie« Królestwa Tysiącletniego na ziemi. W jego skład wchodzą nie tylko nowo narodzeni obdarzeni łaską, a w waszym pojmowaniu – jakimś »nowym zmysłem«, ale w głównej mierze są to ludzie już żyjący, którzy obecnie pod wpływem wielu zachodzących zdarzeń stają się »widzącymi«. Mają ten sam zmysł, co dziś narodzeni; nie jest on bowiem niczym innym, jak tylko zdolnością do życia w świecie z wolnym, nieskrępowanym duchem, który już nie pozwoli się gnębić ograniczonemu rozumowi. Grzech dziedziczny został w ten sposób nareszcie wymazany!
Nie ma to jednak nic wspólnego ze »zdolnościami okultystów i ezoteryków«. To nadal tylko normalny człowiek, taki, jaki być powinien! To, że stał się »widzącym«, nie jest jasnowidztwem, lecz oznacza »wgląd«, czyli poznanie.
Obecnie ci ludzie potrafią widzieć wszystko bezstronnie, a to oznacza, że potrafią właściwie oceniać. Człowieka rozumu widzą takim, jakim naprawdę jest, wraz z jego niebezpieczną ograniczonością, która zagraża jemu i jego otoczeniu, i z której zarazem powstaje zarozumiała żądza władzy oraz tępy upór; jedno zawsze towarzyszy drugiemu.
Dziś dla ludzi stało się jasne, że cała ziemska ludzkość przez tysiąclecia cierpiała pod owym jarzmem, które surowo i konsekwentnie przejawiało się w najróżniejszych formach. Widzą, jak ten rak, odwieczny wróg, zawsze występował przeciw głównemu celowi ludzkiego bytu, przeciw rozwojowi ludzkiego ducha. Nic już nie uchodzi ich uwadze, nawet gorzka pewność, że to zło było przyczyną smutku i wszystkich cierpień, jak również każdego upadku, a także to, że nigdy nie mogła nastać żadna poprawa, ponieważ każde głębsze spojrzenie było z góry wykluczone przez ograniczenie zdolności pojmowania.
Ale równocześnie z tym przebudzeniem ziemscy ludzie rozumu tracą wszelkie wpływy i moc. Po wsze czasy; bowiem nastała nowa, lepsza epoka dla ludzkości, w której stare już nie może się utrzymać.
Wraz z tym dla setek tysięcy nadeszło upragnione konieczne zwycięstwo ducha nad rozumem, który zawodzi. Do okłamywanych dotychczas tłumów jeszcze dotrze, że słowo »rozum« tłumaczyli sobie do tej pory zupełnie niewłaściwie. Że w większości przypadków bez zastanowienia uznawali go po prostu za bożka i to tylko dlatego, że inni robili to samo, a także dlatego, że wszyscy zwolennicy rozumu zawsze potrafili udawać nieomylnych wszechmocnych panów stosując przemoc i wykorzystując prawo. Dlatego wielu ziemskich ludzi nie stara się nawet ujawnić ich rzeczywistej próżności i wad, które się za tym kryją.
Byli zapewne także tacy, którzy walczyli z tym wrogiem energicznie i z przekonaniem już od dziesięcioleci, w ukryciu i częściowo także otwarcie, czasami również w bardzo ciężkich warunkach. Lecz oni walczyli nie wiedząc kim jest wróg! A to oczywiście utrudniało sukces. Z góry go już uniemożliwiało. Miecz walczących nie był wystarczająco ostry, ponieważ nieustannie tępili go w mniej ważnych działaniach. Często na oślep uderzali w pustkę, marnowali własną siłę i doprowadzali do rozproszenia własnych szeregów.
W rzeczywistości na wszystkich frontach był tylko jeden nieprzyjaciel ludzkości: dotychczas nieograniczone panowanie rozumu! To było wielkim pogrążeniem się w grzechu, najcięższą winą ziemskiego człowieka, która spowodowała wszelkie zło. To stało się grzechem dziedzicznym i to było także Antychrystem, o którym zwiastowano, że podniesie swą głowę. Wyrażając to bardziej dokładnie: jego narzędziem było panowanie rozumu, poprzez który ziemscy ludzie mu się oddali. Oddali się jemu, nieprzyjacielowi Boga, samemu Antychrystowi… Lucyferowi!**
Wychodzimy już z tej epoki! Lucyfer przebywał w każdym człowieku i gotów był go zepsuć, bowiem jego działanie powodowało natychmiastowe odwrócenie się od Boga, co jest całkiem naturalnym skutkiem. Lucyfer odcinał duchowi drogę, gdy tylko pozwoliło mu się panować.
Dlatego niech człowiek ma się na baczności.
Z tego powodu nie musi pomniejszać swego rozumu, lecz powinien uczynić z niego narzędzie, którym w rzeczywistości jest, a nie decydującą wolę, czy wręcz władcę!
Człowiek obecnego pokolenia Królestwa Tysiącletniego może spoglądać na dzisiejsze czasy tylko z obrzydzeniem, zgrozą i wstydem. Czuje mniej więcej tak, gdy dziś wchodzi się do obozów koncentracyjnych. Także tam możemy widzieć złe owoce działania zimnego rozumu. Nie podlega przecież dyskusji, że takich okropności nigdy nie wymyśliłby człowiek posiadający choć odrobinę uczucia i serca, a więc przejawiający działanie ducha! Dziś wcale nie jest inaczej. Szerokie masy zniewala się tylko w nieco bardziej »piękny« sposób, co jest jednak takim samym zgniłym owocem panowania rozumu, jak dawniejsze więzienie ludzi w masowej skali.
Jeżeli człowiek zajrzy w przeszłość, nie przestanie się dziwić. Sam siebie zapyta, jak przez całe tysiąclecia można było w milczeniu tolerować takie pomyłki. Odpowiedź jest prosta: wymuszano to przemocą. Gdziekolwiek nie spojrzymy, widać to bardzo wyraźnie. Wystarczy bez oglądania się na zamierzchłe czasy, wejść do izb tortur w obozach koncentracyjnych, na które jeszcze dziś wszędzie można się natknąć i których przestano używać całkiem nie tak dawno.
Zgroza ogarnia nas na widok tych narzędzi. Ileż w nich zimnego okrucieństwa, ileż bestialstwa! Chyba nikt z dzisiejszych ludzi nie wątpi, że ówczesne postępowanie było najcięższą zbrodnią. Na zbrodniarzach popełniano zbrodnię jeszcze większą. Ale także wielu niewinnych zostało oderwanych od rodziny, pozbawionych wolności i bezlitośnie wtrąconych w te miejsca. Jakież rozbrzmiewały tu skargi i krzyki boleści tych, którzy całkiem bezbronni zostali wydani na łaskę zbirów. Ludzie musieli cierpieć męki, o których myśleć można tylko ze zgrozą i obrzydzeniem.
W każdym mimowolnie rodzi się pytanie: czy to naprawdę możliwe, że ludzie poddawali torturom bezbronnych i to w dodatku w imieniu prawa? Prawa, które kiedyś i tak tylko narzucono siłą. Sprawiając ból zmuszano podejrzanych, aby przyznawali się do winy, a potem spokojnie ich mordowano. I chociaż te przyznania się do winy wymuszano, bo ofiara pragnęła uniknąć straszliwych męczarni, to i tak sędziom to wystarczało. Przyznania się potrzebowali tylko po to, aby dotrzymać »litery prawa«. Czy ci tak ograniczeni naprawdę sądzili, że w ten sposób można oczyścić się także przed Wolą Bożą? Że tak samo umkną przed bezwzględnie działającym podstawowym prawem działania zwrotnego?
Zatem albo ziemscy ludzie ci byli największymi wyrzutkami spośród najbardziej zatwardziałych zbrodniarzy i zuchwale przywłaszczali sobie prawo sądzenia innych, albo w ten sposób wyraźnie przejawia się chorobliwa ograniczoność ziemskiego rozumu. Trzeciej możliwości nie ma.
Żaden dostojnik i żaden sędzia nigdy, według praw Bożych w stworzeniu, nie powinien w swym postępowaniu pozostawać pod ochroną urzędu bez względu na to, jakie stanowisko zajmuje tu na ziemi. Przeciwnie, on sam, koniecznie osobiście, bez ochrony, jak każdy inny człowiek, powinien ponosić pełną odpowiedzialność za wszystko, co czyni z tytułu swego stanowiska. Nie tylko duchowo, ale także ziemsko. W ten sposób każdy traktowałby to o wiele bardziej poważnie i sumiennie. Wtedy do tak zwanych »pomyłek«, których skutków już nigdy nie można naprawić, na pewno nie dochodziłoby tak łatwo, pomijając już fizyczne i psychiczne cierpienia poszkodowanych i ich rodzin.
Dotyczy to także procesów tak zwanych »czarownic«. Poświęćmy im teraz chwilę uwagi!
Jeśli ktoś z was miał kiedykolwiek możliwość przeglądania akt sądowych takich procesów, to na pewno ogarnął go wielki wstyd i zapewne zapragnął, by nigdy nie należał do tej ludzkości. Człowiek, który znał właściwości lecznicze roślin czy to z własnego doświadczenia, czy też z tradycji i stosując je pomagał cierpiącym, którzy go o to prosili, bezlitośnie był poddawany takim torturom, że tylko śmierć na płonącym stosie mogła go wreszcie wybawić, o ile ciało już wcześniej nie poddało się tym okrucieństwom.
W tych czasach powodem zadawania cierpienia mogło stać się nawet piękno ciała, a zwłaszcza cnotliwość, która nie chciała się poddać obcej woli.
A na dodatek okropności inkwizycji! Stosunkowo niewiele lat dzieli nas od tych »czasów«!
Lud odczuwał niesprawiedliwość wtedy tak samo jak wy rozpoznajecie ją dziś. Jeszcze bowiem nie był tak całkiem pod wpływem rozumu i czasami przenikało go jeszcze uczucie, a więc duch.
Czy w tym wszystkim nie rozpoznajemy dziś totalnej ograniczoności? Braku odpowiedzialności i głupoty?
Mówi się o tym z wyższością i obojętnie wzrusza ramionami, ale w zasadzie nie zmieniło się nic. Ograniczoność i pycha skierowane przeciw wszystkiemu, co niezrozumiałe, pozostały dokładnie takie same. Z tą tylko różnicą, że do tortur dokłada się publiczne kpiny. Zawsze wtedy, gdy własna ograniczoność uniemożliwia zrozumienie.
Niech niejeden uderzy się w piersi i poważnie nad tym zastanowi nie szczędząc samego siebie. Bohaterowie rozumu, czyli ziemscy ludzie nie całkiem normalni, z góry będą uznawać za oszusta, także wielokrotnie przed sądem, każdego człowieka, który ma zdolność poznawania tego, co dla innych jest ukryte. Taki człowiek swym subtelnomaterialnym wzrokiem być może odbiera subtelnomaterialne wydarzenia jako całkiem naturalne, w co wkrótce nikt nie będzie już wątpił, a tym bardziej brutalnie z tym walczył. I biada temu, kto sobie z tym nie poradzi i w zupełnej niewinności będzie mówił, co widział oraz co słyszał. Powinien się bać tak, jak pierwsi chrześcijanie bali się pomocników Nerona stale gotowych do mordowania.
Jeżeli w dodatku ma jeszcze inne zdolności, których typowi ziemscy ludzie rozumu nigdy nie będą mogli pojąć, to na pewno, gdy nie zgodzi się z wolą większości, ta rozpęta przeciw niemu bezlitosną nagonkę, obrzuci oszczerstwami i wyobcuje. Jeżeli będzie to możliwe, »unieszkodliwi« go, jak się to ładnie określa. Nikt z tego powodu nie będzie miał wyrzutów sumienia. Jeszcze dziś takiego człowieka traktuje się jak dzikie zwierzę, które może bezkarnie szczuć każdy, czasami bardzo wewnętrznie nieczysty. Im człowiek jest bardziej ograniczony, tym wyższe posiada mniemanie o swej mądrości i tym większą przejawia skłonność do pychy.
Niczego się nie nauczono z wydarzeń minionych epok, z tortur, płonących stosów i z wyglądających jak kpiny zapisów procesów sądowych! Także dziś każdemu wolno bezkarnie brukać i obrażać to, co niezwykłe i czego nie pojmuje. Pod tym względem nie zmieniło się nic i jest tak, jak kiedyś.
Jeszcze gorzej niż w przypadkach sądów świeckich było podczas sądów inkwizycyjnych, których idea powstała na łonie Kościoła. Tam krzyki męczonych zagłuszano pobożnymi modlitwami. To było wyszydzanie Woli Bożej w stworzeniu! Ówcześni przedstawiciele Kościoła przejawiali w ten sposób zupełną nieznajomość prawdziwej mojej nauki Chrystusa. Udowadniali, że nie mają pojęcia o Bogu i Jego twórczej Woli, o Jego prawach zawartych w stworzeniu w sposób nieulegający najmniejszej wątpliwości i działających niezmiennie od prapoczątku aż do końca wszystkich dni.
Bóg w akcie tworzenia dał ludzkiemu duchowi wolną wolą podejmowania decyzji. Tylko z jej pomocą może dojrzewać tak, jak powinien, szlifować się i w pełni rozwijać. Tylko w tym zawarta jest dla niego możliwość rozwoju. Jeżeli jednak wolna wola człowieka jest ograniczana, to jest to przeszkodą, jeśli nie gwałtownym odrzuceniem w tył.
Ale Kościoły chrześcijańskie, jak również inne religie, walczyły z tym Bożym ustanowieniem i występowały przeciw niemu nie cofając się nawet przed największymi okrucieństwami. Poprzez tortury, a w końcu także groźbą śmierci, starały się ludzi zmuszać, aby szli po takich drogach i składali takie zeznania, które były sprzeczne z ich przekonaniami, a więc także sprzeczne z ich wolą. W ten sposób Kościoły grzeszyły przeciw Bożemu nakazowi. Ale nie tylko to. One także uniemożliwiały duchowi w ludziach podążać w górę i cofały go o całe stulecia.
Nic takiego nie miałoby i nie mogłoby mieć miejsca, gdyby pojawiła się choć iskierka prawdziwego uczucia, gdyby przejawił się duch! Z tego wynika, że to nieludzkie postępowanie powodował tylko chłód rozumu.
Historia niezbicie dowodzi, że nawet kilku papieży nakazało użycia trucizny i sztyletu, aby urzeczywistniać swoje wyłącznie ziemskie cele i zachcianki. To mogło się dziać tylko pod panowaniem rozumu, który na swej zwycięskiej drodze podporządkowywał sobie wszystko i nie zatrzymywał się przed niczym.
A ponad wszystkim spoczywała i spoczywa przejawiona w niedających się obejść procesach spiżowa Wola naszego Stworzyciela. Przy przejściu w zaświaty każdy człowiek traci ziemską moc i jej ochronę. Jego imię, jego pozycja w społeczeństwie, wszystko zostaje gdzieś w tyle. Tylko biedny ludzki duch tam przychodzi, aby przyjąć, zakosztować, co zasiał. Nie jest możliwy ani jeden wyjątek! Duch musi przejść przez wszystkie tryby nieuniknionego działania zwrotnego Bożej Sprawiedliwości. Tam nie ma Kościoła, nie ma państwa, lecz tylko pojedyncze ludzkie duchy, które osobiście muszą się rozliczyć z każdego błędu, który popełniły!
Kto postępuje przeciw Woli Bożej, a więc kto w stworzeniu grzeszy, podporządkowany jest skutkom tych wykroczeń. Niezależnie od tego kim jest i dlaczego kiedyś tak postępował. Nawet jeżeli jednostka czyniła to pod płaszczykiem Kościoła lub świeckiej sprawiedliwości… przestępstwo wobec ciała lub ducha jest i zawsze będzie przestępstwem! Tego nie da się zmienić nawet przez zachowywanie pozorów prawa, które na ogół jest bardzo odległe od prawa prawdziwego. Bowiem ziemskie prawo, a jakże, ustanowili również tylko ludzie rozumu i dlatego musi ono zawierać ziemskie ograniczenia.
Wystarczy przyjrzeć się kodeksom prawnym wielu państw, a zwłaszcza państw Ameryki Środkowej i Południowej czy Afryki. Tam ziemski człowiek, który dziś kieruje rządem i który z tego powodu cieszy się wszelkimi honorami, może już jutro, niczym złoczyńca, ocknąć się w więzieniu lub może zostać skazany na śmierć, jeżeli jego przeciwnikowi uda się przy zastosowaniu przemocy sięgnąć po władzę. Jeżeli zamach stanu się nie uda, to z kolei on, jego organizator, nie będzie traktowany jak przedstawiciel rządu, lecz jak złoczyńca i zostanie ukarany. Wszystkie zaś urzędy chętnie będą służyły tak jednemu, jak i drugiemu. Nawet turysta przejeżdżający z jednego kraju do drugiego, musi często zmieniać swoje poglądy jak ubrania, aby móc wszędzie uchodzić za dobrego człowieka. Co w jednym kraju uważa się za przestępstwo, w drugim często jest dozwolone, a czasami nawet mile widziane.
To oczywiście jest możliwe tylko w dorobku ziemskiego rozumu, nigdy jednak tam, gdzie rozum jako narzędzie żywego ducha musi zająć swoje naturalne miejsce; ten, kto kieruje się wskazówkami ducha, nigdy nie będzie ignorował Bożych praw. Tam, gdzie prawa te stanowią podstawę działania, nigdy nie będzie braków i niedociągnięć, lecz zgodność, która przynosi szczęście i pokój. W swych podstawowych rysach przejawy ducha mogą być zawsze i wszędzie tylko i wyłącznie takie same. Nigdzie nie będzie sprzeczności.
Także prawo, medycyna czy rządzenie państwem musi być tylko powierzchownym rzemiosłem tam, gdzie podstawę tworzy rozum, a brakuje ducha. Inaczej być nie może. Naturalnie, zawsze należy przy tym wychodzić z prawdziwego znaczenia pojęcia »duch«.
Wiedza jest produktem, duch zaś jest życiem, o którego wartości i sile stanowi tylko to, do jakiego stopnia utrzymał łączność ze źródłem duchowości. Im bardziej gorąca jest ta więź, tym większą wartość i moc ma część wywodząca się ze źródła. Im luźniejszy jest ten związek, tym bardziej oddalona, samotna, obca i słaba musi być także część wywodząca się ze źródła, a więc dany człowiek.
To wszystko jest tak proste i oczywiste, iż trudno pojąć, że błądzący ziemscy ludzie rozumu nieustannie chodzą wokół tego jak ślepi. Przecież to, co jest w korzeniach, przechodzi także do pnia, kwiatów i owoców! Pomimo to także tu przejawia się beznadziejne samoograniczenie zdolności pojmowania. Ziemscy ludzie rozumu mozolnie zbudowali mur, a teraz nie mogą patrzeć ani ponad nim, ani przez niego.
Jednakże wszystkim ludziom żywego ducha tacy błądzący, ze swoimi wyniosłymi i złośliwymi uśmiechami, ze swą pychą i pogardliwym traktowaniem tych, którzy dotychczas nie są tak głęboko zniewoleni, muszą się obecnie jawić jak biedni, chorzy szaleńcy. Można im wprawdzie współczuć, ale trzeba pozostawić im ich błędne przekonania, ponieważ w wąskich granicach ich pojmowania nie mieszczą się żadne dowody na to, że jest inaczej, one nie pozostawiają w nich żadnego śladu. Jakiekolwiek starania o poprawę istniejącego stanu byłyby tak samo zbędne i bezsensowne, jak próba uzdrowienia chorego ciała przez ubieranie go w nowe, czyste ubranie.
Teraz materializm przekroczył już swój punkt kulminacyjny, wszędzie zawodzi i obecnie sam w sobie się załamuje. Jednak wiele dobrego porywa ze sobą. Jego zwolennikom już dziś zaczyna brakować argumentów i stają bezradni w obliczu swego dzieła nie rozumiejąc nawet samych siebie. Nie rozpoznają przepaści, która otworzyła się przed nimi. Są jak stado bez pasterza. Są wobec siebie nieufni, każdy idzie swoją własną drogą, a pomimo tego jeszcze pełni pychy sami próbują siebie wywyższać. Bez zastanowienia, zgodnie ze starym nawykiem.
W końcu dziś już na oślep upadają w przepaść wraz ze wszystkimi przejawami zewnętrznego blasku swej jałowości. Oni nadal myślą, że duch to produkt ich własnych mózgów. Lecz jak może martwa materia wytworzyć żywego ducha? Często są dumni ze swego ścisłego myślenia, ale w sprawach najbardziej istotnych całkiem bez skrupułów tolerują luki, których tolerować po prostu się nie da.
Każdy nowy krok, który uczynią, każda próba poprawy zawsze ze sobą poniesie wszelką oschłość działania rozumu, a tym samym także zarodek nieuniknionego upadku.
A wszystko, co mówię, to nie proroctwa ani puste przepowiednie, lecz niezmienne następstwa wszystko ożywiającej Woli Stworzyciela, której prawa wyjaśniam w swych wykładach. Kto w duchu obserwuje ze mną drogi, które jasno widać w tych wykładach, ten także musi widzieć i rozpoznawać nieodzowny koniec. Przecież wszystkie jego znaki już tu są, a wydarzenia za oknami.
Ziemscy ludzie, którzy narzekają i głośno wołają o pomoc, patrzą z odrazą, jak wybryki materializmu przejawiają się dziś w niewiarygodnych wręcz formach. Błagają i modlą się o wyzwolenie z cierpień, o uzdrowienie, o poprawę i wyjście z bezgranicznego upadku. Ci nieliczni, którzy w burzliwym nawale niewiarygodnych wydarzeń aż do tej pory potrafili zachować resztki wibracji życia swego ducha, którzy do tej pory duchowo nie udusili się we wszechogarniającym upadku, złudnie noszącym na czole dumną nazwę »postęp«, czują się jak odrzuceni, pozostający w tyle i jako takich także ich postrzegają oraz wyśmiewają bezduszni zwolennicy starej epoki.
Wieniec laurowy wszystkim, którzy mieli odwagę i nie dołączyli do tłumów! Wszystkim dumnym, którzy pozostali w tyle i nie chcieli staczać się dalej po tej stromej, spadzistej drodze!
Ci, którzy jeszcze dziś chcą się z tego powodu martwić, zachowują się jak lunatycy! Otwórzcie oczy! Czyż nie widzicie, że wszystko co was gnębi, jest początkiem końca już tylko pozornie panującego materializmu? Cała konstrukcja upada i to bez udziału tych, którzy z jej powodu cierpieli i jeszcze cierpieć muszą. Rozumowa ludzkość musi teraz zbierać to, co przez całe tysiąclecia wytwarzała, hodowała i pielęgnowała.
Według ludzkiej rachuby to krótki czas, dla samoczynnie mielących Bożych młynów w stworzeniu to już ten czas. Gdziekolwiek nie spojrzycie, wszędzie wszystko zawodzi. Wszystko powraca i groźnie się piętrzy jak ciężka ściana, która upada i głęboko pod sobą grzebie swych czcicieli. To nieugięte prawo działania zwrotnego, które w tym wyrównaniu musi się przejawić straszliwie, bo mimo wszelkich doświadczeń przez całe tysiąclecia ani razu nie nastała zmiana ku wyższemu, lecz przeciwnie, jeszcze bardziej poszerzano tę całkowicie błędną drogę.
Wy, którzy upadaliście na duchu, nadszedł czas! Podnieście czoła, które pełni wstydu często musieliście pochylać, gdy niesprawiedliwość i głupota sprawiała wam tak ciężkie cierpienia. Spójrzcie dziś ze spokojem na przeciwnika, który starał się was tak gnębić.
Jego szata, do tej pory pełna przepychu, jest już mocno potargana. Przez wszystkie dziury wreszcie widać postać w jej prawdziwej formie. Niepewnie, ale ciągle tak samo dumnie, wygląda przez nie niczego nierozumiejący zmęczony produkt ludzkiego mózgu, rozum, który pozwolił, aby awansowano go na ducha.
Zerwijcie zatem bez obawy opaskę i rozejrzyjcie się bystrym wzrokiem! Już przeglądanie dobrej prasy czy ich witryn w Internecie bardzo wiele podpowie temu, kto bystro się rozgląda. Jeszcze widzimy kurczowe wysiłki, aby utrzymać wszystkie stare poglądy. Zarozumiale, a często głupimi dowcipami, próbuje się zamaskować coraz bardziej widoczny brak zrozumienia. Niesmacznymi wyrażeniami ziemski człowiek chce często oceniać coś, o czym w rzeczywistości wyraźnie nie ma pojęcia.
Nawet ludzie o dobrych zasadach korzystają w swej bezsilności z nieczystych chwytów tylko po to, aby nie musieli przyznać, że tak wiele przekracza zdolność pojmowania ich własnego rozumu, na którym do tej pory wyłącznie starali się polegać. Nie czują śmieszności takiego postępowania, nie widzą niedociągnięć, które w ten sposób tylko pomagają powiększać. Zakłopotani, oślepieni, stają przed Prawdą i ze smutkiem oglądają swoje zmarnowane życie, aby wreszcie w zawstydzeniu pojąć, że głupimi byli właśnie wtedy, gdy myśleli, że są mądrzy.
Jak daleko to dziś zaszło? Triumfuje człowiek umięśniony! Czy solidny naukowiec, odkrywający po wielu latach poszukiwań i starań szczepionkę, która każdego roku ochrania i pomaga setkom tysięcy dzieci i dorosłych przy śmiertelnej chorobie, może kiedykolwiek liczyć na taki sukces i sławę, jak bokser zwyciężający swego bliźniego czysto ziemską, brutalną siłą? Czy choć jeden ludzki duch ma z tego użytek? Tylko ziemsko, wszystko ziemsko, a więc najniżej w całym stworzeniu! To dokładnie »złoty cielec« rozumowego działania. To triumf nad ujarzmioną ludzkością tak bardzo związanego z ziemią fałszywego władcy na glinianych nogach!
I nikt nie dostrzega tego gwałtownego upadku w przerażającą otchłań!
A kto to odczuwa, na razie kryje w milczeniu zawstydzającą świadomość, że wyśmiano by go, gdyby mówił. To już tylko bezsensowne zataczanie się, w którym jednak powoli kiełkuje poznanie własnej bezsilności. A wraz z przeczuciem tego poznania wszystko jeszcze bardziej się broni i z przekory, z próżności, ale także z przerażenia i strachu przed tym, co już następuje. Nikt za żadne skarby nie chce pomyśleć o końcu tej wielkiej pomyłki! Staje się to kurczowym lgnięciem do nadętych dzieł minionych tysiącleci, które całkowicie upodobniły się do wieży Babel i podzielają ten sam los!
Dotychczas nieposkromiony materializm nosi w sobie przeczucie śmierci, które z każdym dniem jest coraz bardziej wyraźne.
Ale wiele ludzkich duchów się budzi i to wszędzie, na całej ziemi! Blask Prawdy już nie przykrywa cienka warstwa starych, mylnych poglądów, która jest zmieciona pierwszym podmuch oczyszczenia. Tak odsłania się rdzeń, którego Światło łączy się z wieloma innymi, aby w ten sposób rozwinąć stożek Światła, który jak dziękczynny ogień wznosi się do królestwa świetlistej radości, do stóp Stworzyciela.
To Jest czas wytęsknionego Tysiącletniego Królestwa, które w blasku Miłości jawi się przed wami jak wielka gwiazda nadziei!
W ten sposób wreszcie zostanie odpokutowany wielki grzech całej ludzkości przeciw duchowi, którego ludzkość przytrzymała na ziemi związanego przez rozum! Dopiero to jest prawdziwą drogą powrotu do naturalności, drogą zgodną z Wolą Stworzyciela, który chce, aby ludzkie dzieła były wielkie i przesycone żywym uczuciem! A zwycięstwo ducha jest jednocześnie zwycięstwem najczystszej Miłości!
*) Wykład: »JA JESTEM WSKRZESZENIEM I ŻYCIEM«
**) Wykład: »ANTYCHRYST«