Archiwum dla październik, 2008

KSIĘGA ŻYCIA

KSIĘGA ŻYCIA

28.

Tak jak ciemności otaczały Golgotę, gdy Ja Jezus, Żywe Światło, opuszczałem tę ziemię, tak i teraz gromadziły się one nad ludzkością, przynosząc jej wielkie cierpienie, które sprawiła Bożej Miłości w okrutny sposób podstępnego i całkiem niezdolnego do jakiegokolwiek drgnięcia uczuć rozumu, który jako najmocniejsze narzędzie Lucyfera, stał się dla was świętością!

Spróbujcie teraz, ziemscy ludzie, jeśli dacie radę, obronić się swoim rozumem przed Świętym gniewem Bożym! Brońcie się przed wszechmocą Tego, który łaskawie powierzył wam w użytkowanie tę część stworzenia. Spustoszyliście ją, zanieczyściliście jak zagrodę najbardziej zaniedbanych zwierząt tak, że może w niej mieszkać już tylko cierpienie i niedola, ponieważ przed waszym fałszywym postępowaniem i ciemnym chceniem uciekał wszelki pokój i radość, ukrywała się z przerażeniem wszelka czystość.

Spróbujcie się ukryć przed niezłomną Sprawiedliwością Bożą! Dosięga was wszędzie w bezlitosnym spełnianiu Bożej Woli i nie odpuszcza niczego z potwornej winy, którą się obarczyliście powodowani uporem i przekorą.

Zostaliście skazani, zanim mogliście wyjąkać choć jedno słowo usprawiedliwienia i wszelkie prośby, wszelkie narzekania, wszelkie bluźnierstwa lub przekleństwa nic wam już nie pomogą. Ostatni termin na zastanowienie się i nawrócenie wykorzystaliście jedynie na pielęgnowanie swoich przywar i niewybaczalnie go roztrwoniliście bezpowrotnie!

Nie mówię wam tego jako ostrzeżenia, ponieważ na to jest już za późno. Nie mam zamiaru nadal upominać, jak czyniłem to latami. Sami będziecie musieli się nad tym zastanawiać podczas obecnych waszych przeżyć. Dlatego jeszcze raz wam mówię, co ten czas dla was w sobie kryje. Może wiedza o tym ulży wam w niejednym cierpieniu, skoro już i tak niczemu nie może zapobiec.

Wy wiecie, że jest to spłacaniem długu, który sami dobrowolnie wzięliście na swoje barki, bo nikt was do tego nie zmuszał. Jeżeli z pomocą mych słów będziecie mogli w cierpieniu osiągnąć poznanie i zmartwychwstanie w was przy tym pragnienie Światła i czystości, które sformuje się w pokorną prośbę, to jeszcze możecie z tych głębin zostać uratowani, ponieważ Boża Miłość czuwa.

Wtedy także ujrzycie nowe życie, którym Pan obdaruje tylko tych, którzy z ochotą będą współbrzmieli w uświęconych prawach Jego stworzenia, którzy Jego dom, w którym są tylko gośćmi, będą utrzymywali wolny od wszelkich wrogich Światłu czynów i którzy nie będą już zuchwale pustoszyli pięknych ogrodów, bo ich świetnością i czystością powinni się zawsze radować, aby móc się w nich wzmacniać.

O, wy zaślepieni, dlaczego nie chcieliście się obudzić! Ilu kłopotów mogliście sobie zaoszczędzić. Teraz wasz byt okrywa się jednak szarym woalem głębokiego żalu, od którego mogą was jeszcze raz uwolnić i wybawić tylko oślepiające gromy Świętego Bożego gniewu.

A gniew ten z niebywałą mocą rozpętuje się nad wami w obecnym czasie Świętego Sądu!

Ale sąd jest inny niż myślicie. Wiecie o księdze życia, którą Sędzia Boży otworzy przed każdym o wyznaczonej godzinie.

W księdze życia poza imionami wszystkich tworów obdarzonych życiem niczego nie ma.

A zapisanymi kartami wielkiej księgi życia, kartami, które świadczą o każdej jednostce zgodnie z jej myślami i czynami, są same duchy, bo to na nich odcisnęło się wszystko, co w przemianach swego bytu przeżyły lub spowodowały.

To z nich sędzia jasno odczytuje każde »za« i »przeciw«. Lecz czytanie także wyobrażacie sobie niewłaściwie. Również ono jest o wiele prostsze od tego, jak to sobie wyobrażacie.

Sędzia nie każe każdemu duchowi z osobna stawać przed sobą, przed swym majestatem, lecz z Bożego nakazu wysłał uderzenia miecza we wszechświat. Uderzenia miecza są promieniowaniem, które wyszło i trafia we wszystko w stworzeniu!

Zrozumcie tę zaskakującą prostotę i niespodziewaną naturalność!

Sędzia nie wysłał promieni świadomie, z rozmysłem, do tego czy owego. Nie, on je po prostu tylko wysłał ze Świętego Bożego nakazu; to Boża Siła, nic innego bowiem nie może działać tak, jak Jego Najświętsza Wola.

Uderzenia promieni, czy też fale promieniowania, przenikają więc całe stworzenie, jednak z taką Siłą, jakiej do tej pory nigdy tu nie było.

Przed ich działaniem nic nie może się ukryć. Tak więc o już wyznaczonej godzinie, zgodnie z prawem stworzenia, promień Bożej Siły trafia każdego ducha.

Wszystko, co ludzki duch jeszcze ma w sobie, gdy trafia go dla niego niewidzialny Boży promień, budzi się do życia i się przejawia, aby stać się czynem, aby w ten sposób wreszcie zamknął się krąg. To ducha porywa w dół lub unosi w górę.

Co niewłaściwego lub złego w przemianach swego bytu duch potrafił już zrzucić dzięki przeżyciom, które nadeszły jako zgodna z prawem pokuta, to zostało wymazane, jakby nigdy tego nie było. Potem nic już do niego nie lgnie, nic go nie obciąża. Jest uwolniony i czysty, i dlatego nie może jemu to teraz szkodzić.

Tylko to, co do tej pory nie zamknęło swojego kręgu, i dlatego jeszcze do ducha lgnie i jest z nim związane, zostaje teraz przez ciśnienie Światła bezceremonialnie zmuszone do zamknięcia kręgu w ten sposób, że ożywając się przejawia i przy tym otrzymuje taki cios, na jaki zasługuje.

Cios ten dokładnie odpowiada sile chcenia, które rozwiązując się w działaniu zwrotnym zwraca się przeciw duchowi, będącego punktem wyjścia. Napierające ciśnienie Światła wszystko teraz wzmacnia i spycha z powrotem do punktu wyjścia, do ducha, bez względu na to czy jest to dobre, czy złe.

Wszystko, co w ociężałym biegu zgęstniałego i stwardniałego otoczenia ludzkich duchów potrzebowałoby na ziemi może jeszcze wielu tysięcy lat na zamknięcie kręgu, zostaje obecnie wtłoczone w okres kilku miesięcy. Powoduje to Siła uderzeń ze Światła, które nadają wszystkiemu taki bodziec do ruchu, jakiego ziemscy ludzie się nie spodziewają.

Tak działa sąd nad światem w swojej prostej naturalności! Tym razem jest to tak często wam zwiastowany »Sąd Ostateczny«! Lecz jego skutki są całkiem inne niż myśleliście. To, co wam już wcześniej było wiadome, było obrazami, ponieważ inaczej wcale nie potrafilibyście tego zrozumieć.

Przesłanie Świętego Graala jednak poszerza waszą wiedzę o procesach w stworzeniu i dlatego można przekazywać wam coraz więcej. Teraz bowiem przez pryzmat mojego Przesłania możecie to już zrozumieć.

Ciosy miecza Sądu Ostatecznego uderzają w stworzenie jak mocne świetliste promienie i płyną przez wszystkie kanały, które wytworzyło samoczynne działanie Bożych praw w stworzeniu, a których punktem wyjścia są wszelkie uczucia, myśli, chcenie i czyny ludzi.

Dlatego sądzące promienie zostają prowadzone tymi już istniejącymi kanałami z absolutną pewnością do wszystkich duchów i działają zależnie od tego, jakie duchy są, ale w takim przyśpieszeniu, że w kilka miesięcy cały byt duchów wchodzi w ostatnie zamknięcie kręgu wszelkiego dotychczasowego działania. W zależności od tego, jaki jest rzeczywisty stan ducha, do którego dotarły promienie, zostanie on wyniesiony albo strącony, ożywiony i wzmocniony albo zniszczony.

Taki jest sąd! Dziś dzięki Przesłaniu możecie opisany tu proces zrozumieć.

Wcześniej nie potrafiliście tego zrozumieć i dlatego wszystko podawano wam w prostych obrazach, które w przybliżeniu odpowiadały zachodzącym procesom.

Te uderzenia Sądu Ostatecznego są już i was dotykają, każdego w stworzeniu, bez względu na to czy ma on ziemskie ciało, czy nie.

Pierwsze właśnie w was już uderzyły i budziły do życia wszystko, co jeszcze przywierało do waszych duchów za czasów pobytu na ziemi Syna Człowieczego, Imanuela.

Lecz także ostatnie uderzenia, które przyniosły albo zniszczenie, albo wzlot, już dotarły z pokonującą wszystko surowością, aby zakończyć na tej ziemi oczyszczenie! Dotykają teraz ludzkość i już nic nie może ich zatrzymać. Nadeszła godzina, którą Bóg dokładnie wyznaczył, uderzają w ludzkość bezwzględnie, ale sprawiedliwie!

Dodaj komentarz

WSZYSTKO, CO MARTWE W STWORZENIU, ZOSTAJE WSKRZESZONE, ABY SĄDZIŁO SAMO SIEBIE!

WSZYSTKO, CO MARTWE W STWORZENIU, ZOSTAJE WSKRZESZONE, ABY SĄDZIŁO SAMO SIEBIE!

27.

Sąd Ostateczny! Każda związana z nim obietnica mówiła o wskrzeszeniu wszystkich zmarłych na czas Sądu Ostatecznego. Ludziom ziemskim znów jednak wkradł się błąd w pojmowanie tego pojęcia. Nie powinno się bowiem mówić: wskrzeszenie wszystkich zmarłych, lecz wskrzeszenie wszystkiego, co martwe! To znaczy: ożywienie wszystkiego, co w stworzeniu trwa w bezruchu, aby ożyło na czas Sądu Bożego i przez wprawienie w ruch zostało wywyższone lub wytępione.

Nic nie może trwać w bezruchu, ponieważ Żywa Siła, która przepływa teraz wzmocniona przez cale stworzenie, która napiera i naciska, zmusza wszystko, aby się poruszało. Przez to wzmacnia się również to, co do tej pory odpoczywało lub drzemało. Jest obudzone i wzmocnione, więc musi się przejawić, a przez wprawienie w ruch zostaje wyciągnięte na Światło, nawet gdyby chciało się ukrywać. Można także powiedzieć, że samo wychodzi na Światło i musi się ujawnić, nie mogąc jak dotychczas ciągle drzemać. Zgodnie z powiedzeniem: »Prawda zawsze wychodzi na jaw!«

Nowe przenikanie Światła wszystko ożywia i wprawia w ruch, wszystko w całym tym stworzeniu. Światło mocno przyciąga wszystko, co w tym stworzeniu jest zawarte lub nawet się ukrywa… i wszystko, czy tego chce, czy nie, wchodzi w kontakt ze Światłem. Nie może przed nim uciec nawet gdyby miało skrzydła Jutrzenki – nie znajdzie kryjówki przed Światłem w żadnym miejscu w całym stworzeniu. Nic nie pozostaje nieoświetlone.

W ruchu wywołanym przyciąganiem Światła rozbija się i płonie wszystko, co nie wytrzymuje jego promieni, a więc co samo z siebie Światła już nie pragnie. To jednak, co ku Światłu zmierza, w czystości swego chcenia rozkwita i się wzmacnia!

Tak dzieje się także z wszystkimi cechami duchów ziemskich ludzi. Co do tej pory w duchach tych spoczywało pozornie martwe, co w nich drzemało, często przez ziemskich ludzi samych niezauważane, to w wyniku działania siły zostaje obudzone i wzmocnione, staje się myślą i czynem, aby zgodnie ze swym rodzajem wprawione w ruch samo według Światła się kierowało. Pamiętajcie: to, co w was tkwi, ożywa! Na tym polega wskrzeszanie wszystkiego, co martwe! Sąd tkwiący w istocie życia! Sąd Ostateczny!

Musicie przy tym rozprawić się ze wszystkim, co w was jest, musicie się oczyścić, jeśli bowiem złu uda się uzyskać nad wami przewagę, przestaniecie istnieć wraz z nim. Ono was zatrzyma pieniąc się i sycząc, pochłonie was, aby wraz z sobą porwać w przepaść rozkładu. Zło nie może bowiem trwać w blasku Bożej Siły!

Dałem wam teraz Słowo wskazujące drogę, która wraz z przebudzeniem tego stworzenia doprowadza was bezbłędnie do światłych wyżyn i która nie pozwoli wam upaść bez względu na to, co będzie się działo i co będzie starało się w was zapłonąć! Jeżeli z wiernym przekonaniem skierowaliście wzrok ku Światłu, jeżeli moje Słowo właściwie pojęliście i wchłonęliście w ducha, to w spokoju uniesiecie się wzwyż z chaosu, oczyszczeni, wyzwoleni od wszystkiego, co przedtem przeszkadzałoby wam w wejściu do raju.

Czuwajcie więc i módlcie się, aby nie dać sobie zmącić jasności postrzegania próżnością i zarozumialstwem, które są dla ziemskich ludzi najniebezpieczniejszymi pułapkami! Strzeżcie się! To, jaki zaczyn przygotowaliście teraz w swoich wnętrzach, decyduje o was podczas oczyszczania stworzenia!

Dodaj komentarz

ZIEMSKI CZŁOWIEK PRZED SWOIM BOGIEM

ZIEMSKI CZŁOWIEK PRZED SWOIM BOGIEM

26.

Ludzie! Jak dotychczas jawiliście się w oczach swojego Boga! Obłudnymi kłamstwami raczyliście Go tak samo, jak samych siebie okłamywaliście fałszywą pobożnością, którą zawsze mieliście tylko na ustach, lecz w której nigdy nie uczestniczył wasz duch. To wy w swoich świątyniach, w swoich Kościołach, tworzyliście obrzędy i reguły wcale nie pytając czy są miłe Bogu. Jeżeli wam się podobały, to nabożeństwo, czyli w waszym mniemaniu służbę Bogu, uważaliście za spełnione.

Czyż nie widzicie, jak było to zuchwałe? To wy chcieliście decydować o wszystkim, a Boża Wola nigdy was nie interesowała. Co według was było wielkie, podobnie miał także przyjmować Bóg. Chcieliście narzucać Bogu swoje poglądy we wszystkim jako jedyne właściwe, bez względu na to, czego dotyczyły.

Co wy uważaliście za słuszne, Bóg jako słuszne powinien był nagradzać. Co wy uznawaliście za niesłuszne, Bóg powinien był karać.

Nigdy tak naprawdę nie chcieliście sprawdzać, co Bóg uznaje za słuszne i co przed Jego okiem jest niesłuszne. Boże prawa was nie interesowały, nie interesowała was niezmienna Święta Wola Boża, która istniała od wieczności, do tej pory się nie zmieniła i nigdy się nie zmieni!

O nią teraz rozbijacie się wy i wszystkie fałszywe ludzkie wytwory, które ustanawiały sobie prawa mające służyć waszym ziemskim życzeniom. Wy jednak sami w oczach Boga jawicie się jako intryganci i leniwi słudzy, którzy nigdy nie troszczyli się o Jego Wolę z powodu swojego egoizmu, zarozumialstwa i godnej pożałowania przemądrzałości.

Sługami byliście i ciągle jeszcze jesteście, wy, którzy myśleliście, że jesteście panami i w pysze oraz lenistwie swojego ducha staraliście się tępić i poniżać wszystko, czego nie mogliście zrozumieć i co nie wspierało niskich ziemskich celów, które zawsze staraliście się uważać za najszczytniejsze.

Nieszczęśni, jak mogliście tak bluźnić! Chcieliście, aby wszystko służyło tylko wam, nawet prawa! Tylko to, co wam służyło i to obojętnie w jakiej formie, tylko to, co wam pomagało w spełnianiu waszych ziemskich żądań, to jedyne uznawaliście za właściwe i tylko tym jeszcze chcieliście się zajmować.

Gdy jednak teraz żąda się od was, abyście Panu, któremu zawdzięczacie swój byt, sami służyli gorliwie i wiernie, to bardzo się dziwicie, bo uważacie, że to On powinien służyć wam swą Siłą, swą wspaniałością i swą wielką Miłością!

Jak mogłoby być inaczej, skoro macie o sobie tak wielkie mniemanie! Myśleliście, że służba Bogu jest wystarczająca wtedy, gdy Boga uznajecie i w myślach prosicie Go o pomoc w spełnianiu wszystkich waszych życzeń. Czyli, mówiąc wprost, chcieliście, aby wam służył swą wszechmocą, która jest Jemu właściwa i aby wasze życie uczynił pięknym! O niczym innym nie myśleliście.

Proszenie było w najlepszym wypadku waszą służbą Bogu!

Dokładnie się nad tym choć raz zastanówcie; jeszcze nigdy nie było inaczej.

Jeżeli zaczynacie sprawdzać siebie dokładnie, to czyż nie wywołuje to w was wstydu i zarazem gniewu?

Większość sądzi, że ich byt na ziemi nie ma innego celu poza gromadzeniem ziemskiego majątku. W najlepszym wypadku celem jest także rodzina i dzieci! A kto tak nie myśli, ten w ten sposób i tak postępuje! Po co więc w tym przypadku rozmnażanie się, jak wy to określacie, które w rzeczywistości wcale nie jest rozmnażaniem, lecz dawaniem innym ludzkim duchom możliwości do wcielenia się, aby nadal się doskonaliły i usuwały stare uchybienia. Przez to, co czynicie, zwiększacie ciężar swoich win; przecież w ten sposób wstrzymujecie wzlot wszystkich duchów, które jako swoje dzieci wychowujecie tak, aby zmierzały do równie bezwartościowych celów.

Po co budowanie ziemskiego królestwa, gdy nie dzieje się to ku czci Bożej i jeżeli wszelkie w nim działanie nie jest zgodne z Jego Wolą, której na dodatek nie znacie i której dotychczas nawet nie chcieliście poznać, ponieważ wasz sposób myślenia stawiacie ponad wszystko.

Chcecie zadowalać tylko siebie i w dodatku oczekujecie, że wasze partactwo dostąpi błogosławieństwa Bożego! Ale służyć swojemu Bogu i pełnić wobec Niego swoje obowiązki, nie macie ochoty.

Roztrzaskiwane jest teraz dziwaczne postępowanie ziemskich ludzi, którzy w swoim obłędzie odważają się imię Boże używać do wszelkiego zła kalając tym samym to, co najświętsze!

Zostajecie zrzuceni z tronu, wy i wasz przemądrzały rozum, aby choć niektórzy z was mogli jeszcze odzyskać zdolność naprawdę pokornego przyjmowania prawdziwej mądrości z boskich wyżyn, mądrości, która jako jedyna może uczynić was ludźmi. Dobrowolnie nigdy byście do tego nie dojrzeli.

Lżycie to, co wam nie odpowiada i od razu podnosicie kamienie, aby z powierzchni ziemi zmieść to, co niewygodne i co chce wam przeszkodzić w składaniu hołdów samym sobie.

Wolicie z radością witać pachołków Lucyfera, schlebiających waszej próżności i podsycających wasze zarozumialstwo po to, by tym pewniej odciąć was potem od Światła i utrzymywać w duchowym lenistwie, które musi doprowadzić wasz prawdziwy byt do stadium śmiertelnego snu.

Ale Ja wam mówię: zostajecie wyrywani z upojenia, z dusznego odurzenia, które mocno was już krępuje. Zanim zostaniecie wepchnięci w trzęsawisko, które wydaje się wam tak pociągające, musicie wbrew swojej woli obudzić się choćby tylko po to, aby w ostatniej chwili w strasznej rozpaczy uzyskać poznanie tego, co w swym karygodnym zobojętnieniu dobrowolnie odrzuciliście.

Ziemia i cały świat zostają teraz oczyszczane. Wszelki brud zostaje usuwany, aby wszystkie twory w pokoju i radości mogły służyć Panu, Bogu Wszechmogącemu, który niegdyś w swojej Miłości pozwolił im świadomie korzystać z błogosławieństw w stworzeniu.

A jeżeli znów ktoś będzie chciał przeszkadzać, nie baczyć na Boże prawa w stworzeniu czy nawet przeciw nim występować, to zostanie bez litości usunięty, ponieważ swym postępowaniem wprowadzałby tylko zawiść, nienawiść, cierpienie, chorobę i śmierć.

Nieszczęścia te ominą was jedynie wtedy, gdy naprawdę będziecie chcieli poznać Słowo Najwyższego i gdy będziecie Je szanować. Dlatego najpierw musicie Je właściwie zrozumieć! Do tej pory jednak tłumaczyliście Je sobie tak, jak się to wam samym podobało i nie przyjmowaliście Je takim, jakim Bóg dał wam Je ku pomocy, aby ratować was w najcięższej potrzebie!

Nie cofnęliście się jednak nawet przed tym, by ze Świętego Słowa uczynić niewolnika swej pychy. Ono bowiem, wypaczone w swoim prawdziwym sensie, służyło tylko wam. A to przecież wy, w interesie własnego zbawienia, powinniście służyć Jemu i to w taki sposób, w jaki Słowo wam dano.

Cóż uczyniliście z Bożego Słowa w swych interpretacjach, a nawet w Jego zapisie! To, że możecie o tym wieść spory, że wy, jako ziemscy ludzie, spotykacie się, aby o Nim rozprawiać, już wyraźnie dowodzi, jak niejasne i stojące na niepewnych fundamentach było to, co zuchwale podajecie za czyste, wzniosłe Słowo Boże! Słowo Pana jest nietykalne, proste, jasne i w stworzeniu wyryte jak w spiżu.

Tam, gdzie się Je nie zaciemnia i nie wypacza, nie trzeba żadnych wyjaśnień i rad! Rozumie Je każdy twór!

Wielkość tej prostoty wydawała się waszemu śmiesznemu zarozumialstwu jednak zbyt mało znacząca! Długo i mozolnie pracowaliście w mrocznym warsztacie swojego mózgu, aż udało się wam Słowo tak przekręcić i sformować, jak wam się podobało. Potem odpowiadało ono waszym nic nieznaczącym ziemskim życzeniom, słabostkom i waszemu mniemaniu o własnej wielkości i ważności.

W ten sposób powstało coś, co musiało wam służyć, coś, co upodobała sobie wasza próżność.

Również pokora, którą okazujecie mówiąc o swoich wielkich grzechach, dla których jakiś tam Bóg poniósł ofiarę pojednania, jest tylko próżnością najpodlejszego rodzaju. Bóg za was! Za jakżeż wartościowych musicie się uważać! Myślicie, że już nic nie musicie robić poza tym, że po długim przekonywaniu łaskawie zgodzicie się poprosić o wybaczenie!

Tak rozumując nawet najbardziej zarozumiały i obłudnie pokorny ziemski człowiek musi poczuć ciężar na sercu.

A to tylko jedno z waszych licznych przewinień. Wszystko w ten sposób zdeformowaliście, wszystko, co powinno wyjaśniać wasz stosunek do wielkiego Stwórcy, wasz, to znaczy tworów świadomych siebie samych.

Nic z tego nie pozostało w wyniku zarozumialstwa ziemskich ludzi czyste i szlachetne. Dlatego zmienił się także stosunek do Boga. Stał się fałszywy.

Wyniośle oczekiwaliście sowitej nagrody lub w sposób godny pogardy żebraliście. Tylko tak staliście przed swym Panem, jeżeli w ogóle kiedykolwiek się wysilaliście, aby znaleźć czas i naprawdę o Nim myśleć, zmuszeni do tego przez liczne cierpienia, które musiały w was uderzać jako zwrotne skutki waszego postępowania!

Teraz jednak musicie się wreszcie obudzić i przyjąć Prawdę taką, jaka rzeczywiście Jest; nie taką, jak wy Ją sobie wyobrażacie! W ten sposób runie to, co niewłaściwe i braki obłudnego mędrkowania staną się widoczne. Nic nie będzie mogło się dłużej kryć w ciemnościach. Teraz bowiem, według Bożej Woli, zabłyśnie Światło, aby ciemności runęły i ustąpiły!

Teraz nastało Światło także na ziemi i w całej wielkiej materii! Płonie i świecić we wszystkich jej częściach, rozkłada i spala wszelkie zło i wszelką złą wolę. To, co fałszywe, musi się przejawić, gdziekolwiek chciałoby się ukryć, samo musi runąć w blasku Bożego Światła, które teraz rozjaśnia całe stworzenie. Zapada się wszystko, co nie współbrzmi z cudownymi Bożymi prawami. Co nie chce według nich żyć, opada w dół w sferę zniszczenia, gdzie nigdy już nie będzie mogło ponownie powstać!

Dodaj komentarz

LENISTWO DUCHOWE

LENISTWO DUCHOWE

25.

Ziemsko postrzegalnie huczą teraz we wszechświecie uderzenia zegara świata, który wybija godzinę dwunastą. Stworzenie trwożliwie wstrzymuje swój oddech, a każdy twór bojaźliwie się kuli. To Boży głos JEST tu i żąda! Żąda wyrównania rachunków z wami, którym w tym stworzeniu pozwolono żyć.

Źle gospodarowaliście talentem, który Bóg w swej Miłości wam powierzył. Obecnie zostaną wypędzeni wszyscy słudzy, którzy myśleli tylko o sobie, a nigdy o swoim Panu. Zostaną wypędzeni także wszyscy, którzy siebie starali się uczynić panami.

Wy, ziemscy ludzie, stoicie wobec moich słów z trwogą w duchu, ponieważ nie sądziliście, że Boskość może być surowa. To jednak tylko i wyłącznie wasza wina. Do tej pory bowiem wszystko, co przyszło od Boga, wszelką Boskość, wyobrażaliście sobie jako łagodnie miłujące i wszystko wybaczające, bo tak uczyły was Kościoły!

Lecz te mylące nauki były tylko rozumowym wyrachowaniem, którego celem były masowe łowy ziemskich ludzkich duchów. Każde łowy potrzebują przynęty, która wabi to, co się łowi. Właściwy dobór przynęty jest najważniejszą sprawą dla każdego łowu.

A ponieważ były to łowy na ludzkie duchy, to sprytnie skonstruowano plan opierając się na ich słabych stronach. Przynęta musiała być odpowiednia dla najsłabszego miejsca! A główną i największą słabością duch było wygodnictwo, lenistwo ich ducha!

Kościół bardzo dobrze wiedział, że odniesie wielki sukces, gdy wyjdzie naprzeciw tej słabości i nie będzie żądał jej usunięcia!

Będąc tego świadom zbudował dla ziemskich ludzi szeroką i wygodną drogę, która według jego zapewnień miała prowadzić do Światła. Na tę drogę wabił ziemskich ludzi, którzy zamiast przez chwilę wysilać ducha, woleli płacić dziesięciny, klęczeć i setki razy mruczeć modlitwy.

Dlatego Kościół ziemskim ludziom wysiłek ducha odebrał, odpuścił im nawet wszystkie grzechy, byleby tylko na zewnątrz byli ziemsko posłuszni i wykonywali to, czego Kościół od nich ziemsko żądał.

Obojętne czy chodziło o uczęszczanie na nabożeństwa, o spowiedź, o liczne modlitwy, daniny lub dary i spadki, Kościół to zadowalało. Wierzących pozostawiał w błędnym mniemaniu, że za wszystko, co dali Kościołowi, otrzymają miejsce w Królestwie Niebieskim.

Jak gdyby Kościół te miejsca mógł rozdawać!

Służba i posłuszeństwo łączy jednak wszystkich takich wierzących tylko z ich Kościołem, a nigdy z ich Bogiem! Ani Kościół, ani jego słudzy nie mogą zdjąć z ducha nawet pyłku jego winy czy wręcz jemu odpuścić! Tak samo Kościołowi nie wolno żadnego ducha ogłaszać świętym, ponieważ jest to wtrącanie się w doskonałe, wieczne Boże prawa w stworzeniu, które są niezmienne.

Jak ziemscy ludzie mogą się ważyć zabierać głos i decydować o sprawach, które są domeną Wszechmocy, Sprawiedliwości i Wszechmądrości Bożej! Skąd ziemscy ludzie biorą odwagę, aby wmawiać bliźnim, że jest to wiarygodne! Nie mniejszym bluźnierstwem jest także to, że ziemscy ludzie z wiarą przyjmują to zarozumialstwo, w którym wyraźnie widoczne jest poniżanie Bożej wielkości!

Tak niewiarygodne postępowanie możliwe jest tylko w przypadku bezmyślnych i stadnych ziemskich ludzi, którzy w ten sposób wyciskają na sobie piętno największego duchowego lenistwa. Przecież już samo najprostsze zastanowienie się musi pozwolić każdemu od razu łatwo rozpoznać, że takiego zarozumialstwa nie można tłumaczyć ludzką pychą czy manią wielkości, lecz że jest ono ciężkim bluźnierstwem przeciw Bogu!

Działanie zwrotne musi się przejawić w straszny sposób!

Czas Bożego pobłażania dobiegł już końca. Święty gniew uderza w szeregi bluźnierców, którzy chcieli okłamywać ziemską ludzkość, aby zachować i umacniać swoją pozycję. Jednocześnie w swych wnętrzach dokładnie czują, że chodzi o sprawy, do których nigdy nie będą uprawnieni, bo tak wysoko nie sięgają.

Jak mogą dysponować Królestwem Bożym w wieczności? Promień Bożego gniewu w jedną noc zbudzi ich z niewiarygodnego duchowego snu i… sądzi!

Co daje Bogu ziemski człowiek swym posłuszeństwem wobec Kościoła? Przecież taki ziemski człowiek nie ma w sobie żadnej naturalnej potrzeby uczuć, które jako jedyne potrafią pomóc jemu wspiąć się w górę.

Powiadam wam, że służyć Bogu ludzie mogą naprawdę właśnie tylko poprzez to, co w wyniku działania Kościołów nie ożyło: poprzez własne myślenie i samodzielne badanie! Każdy musi sam przejść przez młyny, tryby Bożych praw w stworzeniu. I dlatego jest konieczne, aby każdy sam w odpowiednim czasie poznał rodzaj młynów i ich zasadę działania.

Lecz właśnie liczne Kościoły wytrwale nie dopuszczały do tego, aby wierzący mogli zacząć używać tak potrzebnego własnego myślenia i odczuwania. W ten sposób zabrały ziemskim ludziom oparcie, które jako jedyne może ich bezpiecznie prowadzić i wskazywać drogę do Światła. Natomiast każdemu starały się narzucać taką interpretację, która w efekcie musiała przynosić korzyści jedynie Kościołowi. Korzyści, wpływy i władzę!

Ludzkie duchy mogą służyć swemu Stworzycielowi tylko poprzez utrzymywanie swojego ducha w ruchu. Przez to równocześnie służą przede wszystkim samym sobie. Bogu miły jest tylko i wyłącznie taki ludzki duch, który w tym stworzeniu stoi jasny i czujny, zna prawa stworzenia i podporządkowuje im swoje myśli i czyny, ponieważ wtedy wypełnia on cel swojego bytu, a ten ma w tym stworzeniu każdy ludzki duch.

Nie polega to na kultywowaniu obrzędów, których żądają od swych wiernych Kościoły! Obrzędom tym brakuje bowiem naturalności i wolności przekonania, brakuje im wiedzy tego podstawowego wymogu prawdziwej służby Bogu! Brakuje ruchu i radości, która pobudzałaby wszystkie twory, aby ich duchy mogły się w szczęściu świadomości radować z możliwości współdziałania w kreowaniu piękna tego stworzenia będąc jego częścią i w ten sposób dziękować i chwalić swojego Stworzyciela.

Zamiast ludzi czczących Boga z radością i swobodą, Kościół wychował sobie niewolników! Sam siebie wysunął na najbardziej eksponowane miejsce przed oczy ziemskiej ludzkości. W ten sposób przyćmił prawdziwe Światło. Zamiast ludzkie duchy budzić i wyzwalać, pętał je i zniewalał. Podstępem utrzymywał je we śnie, uciskał, a pragnienie wiedzy oraz wiedzę samą tępił dogmatami sprzecznymi z Wolą Bożą, dogmatami, które Woli Bożej się sprzeciwiają. A wszystko po to, aby utrzymać własną władzę.

Tak jak Kościoły już wcześniej nie unikały katowania swoich przeciwników, wszelkiego rodzaju morderstw i tortur, tak i dziś zniesławiają bliźnich, obrzucają ich błotem, podkopują reputację, podżegają przeciwko nim i kładą na ich drodze wszelkie możliwe przeszkody, jeżeli ci nie zechcą dobrowolnie wejść w szeregi ich niewolników. Używają nieuczciwych środków tylko po to, aby wzmocnić swoje wpływy i utrzymać swoją ziemską władzę.

I właśnie teraz w działaniu zwrotnym ta władza jako pierwsza zachwiała się i pada, ponieważ jest przeciwieństwem tego, co chce Bóg! Ona także udowadnia, jak bardzo Kościoły odległe są od służenia z pokorą Bogu.

Niezliczone tłumy pozwoliły się zwabić na kołyszące do snu łono Kościołów tylko dlatego, że tam pozwolono im być duchowo leniwymi. Uwierzyły w bluźnierczą iluzję łatwego odpuszczania grzechów, a wraz z liczbą duchowo leniwych rosły także ziemskie wpływy Kościołów, których końcowym celem była ziemska władza. Ziemscy ludzie nie zauważali, że poprzez mylne poglądy i fałszywe nauki zaciemniano i kalano Świętą Sprawiedliwość Wszechmogącego Boga. W wyniku zwodzenia widzieli szeroką i wygodną drogę do Światła, której jednak w rzeczywistości nie ma. Droga dowolnego rozgrzeszania prowadzi bowiem w ciemności i w zagładę.

Wrogie Bogu samowładztwo wszystkich Kościołów oddziela ich wiernych od Boga, zamiast do Niego prowadzić. Nauki były fałszywe! Ludzie jednakże sami powinni byli łatwo to rozpoznać, ponieważ przeczą one wyraźnie najbardziej podstawowemu poczuciu sprawiedliwości. Dlatego wierni Kościołów winni są tak samo, jak same Kościoły!

Kościoły głoszą moje słowa Chrystusa z ewangelii według Jana:

»Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej Prawdy. On zaś, gdy przyjdzie, ukarze świat ze względu na grzechy i na sprawiedliwość. I przyniesie sąd. Ja jednak idę do Ojca i Mnie już nie ujrzycie. Od Ojca wyszedłem i przyszedłem na świat! Znów świat opuszczam i idę do Ojca!«

Te słowa czytane są w kościołach bez zrozumienia. Ja Syn Boży przecież całkiem jasno powiedziałem, że zamiast Mnie, przyjdzie ktoś inny, aby zwiastować Prawdę i przynieść sąd. Duch Prawdy, który jest Żywym Krzyżem, Imanuel. A pomimo to Kościół także w tym przypadku naucza niewłaściwie i sprzecznie z tymi jasnymi słowami.

Naucza tak, chociaż już Paweł pisał kiedyś do Koryntian: »Nasza wiedza jest niedoskonała. Lecz gdy przyjdzie Doskonałość, minie wszystko, co niedoskonałe.«

W ten sposób apostoł wskazywał, że najpierw trzeba oczekiwać przyjścia tego, który będzie głosił Prawdę doskonałą. Obietnicy jego przyjścia danej przeze mnie Syna Bożego nie powinno się więc utożsamiać ze znanym wylaniem siły Ducha Świętego, które było już przeszłością, gdy Paweł pisał te słowa.

Paweł w ten sposób potwierdza, że apostołowie nie uważali, aby wylanie siły Ducha Świętego było spełnieniem obietnicy posłania Pocieszyciela, Ducha Prawdy, jak teraz liczne Kościoły oraz wierni starają się dziwnie zinterpretować Zielone Świątki, ponieważ nic innego nie pasuje do ich systemu wiary. Wręcz przeciwnie, tworzy to wyrwę, która musi powodować poważne chwianie się tej nieprawdziwej konstrukcji.

To jednak nic już nie da! Teraz nadszedł czas poznania i to, co nieprawdziwe, runie!

Ludzkość dotychczas nie mogła obchodzić prawdziwych Zielonych Świątek i nie mogła osiągać poznania poprzez przebudzenie ducha, ponieważ uwierzyła w wiele mylnych interpretacji, które są przede wszystkim dziełem Kościołów.

Nic z tej wielkiej winy nie zostanie Kościołom wybaczone!

Ludzie! Ze zdziwieniem stoicie teraz w obliczu nowego Słowa i wielu z was już wcale nie potrafi rozpoznać, że przychodzi ono ze światłych wyżyn. Jest bowiem tak bardzo różne od waszych wyobrażeń. A w dodatku przywiera do was jeszcze część lepkiej senności, którą otuliły was Kościoły oraz szkoły, byście pozostali ich poczciwymi zwolennikami i nie żywili w sobie pragnienia przebudzenia własnego ducha.

Dotychczas ziemskim ludziom było obojętne czego żąda Bóg. Ja jednak jeszcze raz wam powiadam: »Szeroka i wygodna droga, którą Kościoły do tej pory starały się was mamić, aby mieć z tego korzyść, jest fałszywa! Obiecywana przez nie iluzja o samowolnym rozgrzeszaniu nie doprowadzi do Światła nikogo!«

Dodaj komentarz

ODDANIE

ODDANIE

24.

»Bądź wola Twoja!« Ludzie wierzący w Boga wymawiają te słowa w oddaniu! Jednak w ich głosie zawsze obecny jest pewien żal albo skrywa się on w ich myślach, uczuciach. Tych słów używa się prawie wyłącznie tam, gdzie pojawia się cierpienie, które było nieuniknione. Tam, gdzie ziemski człowiek stwierdza, że nic już nie można zrobić.

Wtedy, jeżeli jest wierzący, w bezczynnym oddaniu mówi: »Bądź wola Twoja!«

Jednakże to nie pokora przez niego przemawia, lecz słowa te mają wywołać spokój w obliczu czegoś, co czyniło go bezsilnym.

To jest przyczyną oddania, które ziemski człowiek wyraża w takich chwilach. Gdyby jednak otrzymał choćby najmniejszą możliwość, aby móc coś zmienić, to wtedy nie odwoływałby się do Bożej Woli, ale jego oddanie szybko zmieniłoby formę na »Niech stanie się według mojej woli!«

Takim jest ziemski człowiek!

»Panie, jak Ty chcesz, tak uczyń ze mną!« Ziemscy ludzie w ten lub podobny sposób często śpiewają na pogrzebach. Każdy cierpiący ziemski człowiek w swym wnętrzu chowa jednak niezłomne życzenie: »Gdybym mógł to zmienić, uczyniłbym tak od razu!«

Ludzkie oddanie nigdy nie jest prawdziwe. W najgłębszych pokładach ludzkiego ducha zakorzenione jest wręcz coś przeciwnego. Jest tam bunt przeciw losowi dręczącemu ducha i właśnie ten bunt staje się dla niego cierpieniem, które go »przytłacza« i kruszy.

To, co niezdrowe w tym procesie, powodowane jest niewłaściwym korzystaniem ze znaczenia słów »Bądź wola Twoja!« One nie powinny brzmieć tam, gdzie używają ich ziemscy ludzie i Kościoły.

Wola Boża tkwi w prawach tego stworzenia! Gdy więc człowiek powie »Bądź wola Twoja!«, to jest to jednoznaczne z zapewnieniem: »Szanuję Twoje prawa w stworzeniu i chcę się do tych praw dostosować!« Szanować znaczy to samo, co ich przestrzegać, a z kolei przestrzegać, to to samo, co według nich żyć! Tylko tak człowiek może szanować Wolę Bożą!

Jeżeli jednak chce być posłusznym i według niej żyć, to w pierwszym rzędzie musi ją także znać!

To jest właśnie tym punktem, w którym ziemska ludzkość grzeszyła najbardziej! Do tej pory ziemski człowiek nigdy nie troszczył się o Boże prawa w stworzeniu, a więc o Świętą Wolę Bożą! Pomimo to ciągle, nieustannie powtarza: »Bądź wola Twoja!«

Widzicie, jak bezmyślnie staje ziemski człowiek przed Bogiem! Jak bezsensownie przytacza wzniosłe moje słowa Chrystusa. Czyni tak jęcząc, często wijąc się z bólu, czując się skończony, nigdy jednak nie wymawia ich jako radosnego ślubowania!

»Bądź Wola Twoja« w rzeczywistości oznacza: »Według niej chcę postępować« lub »Tego chcę, co jest w Twej Woli«. Równie dobrze można powiedzieć: »Chcę być Twej Woli posłuszny!«

Kto jednak jest posłuszny, ten także coś czyni. Posłuszny nie znaczy bezczynny, to zawarte jest już w słowie samym. Posłuszny coś wykonuje.

Gdy jednak dzisiejszy ziemski człowiek wypowie »Bądź wola Twoja«, to sam nie chce nic czynić i swemu odczuwaniu nadaje taki sens: »Czekam spokojnie, uczyń to Ty!«

Potem czuje się wielkim, wierzy, że przezwyciężył sam siebie i że »zatracił« się w woli Bożej. Myśli sobie, że w ten sposób wręcz wzniósł się ponad wszystkich, wierzy, że dokonał niesamowitego rozwoju.

Lecz w rzeczywistości wszyscy tacy ziemscy ludzie są nieużytecznymi słabeuszami, nierobami, marzycielami, fantastami i fanatykami, a nie użytecznymi ogniwami w stworzeniu! Należą do tych, którzy podczas sądu musieli zostać odrzuceni; nie chcieli bowiem być robotnikami w winnicy Pana! Pokora, którą się pysznią, jest tylko lenistwem. Są leniwymi sługami!

Pan jednak żąda życia, które zawarte jest w ruchu!

Oddanie! Słowo to nie powinno dla wierzących w Boga w ogóle zaistnieć! W jego miejsce wstawcie »radosne chcenie«! Bóg chce od ludzi nie tępego oddania, ale radosnego działania.

Najpierw dokładnie przypatrzcie się tak zwanym »oddanym Bogu«. To obłudnicy, którzy kryją w swym wnętrzu wielkie zakłamanie!

Na cóż pełen oddania wzrok skierowany w górę, jeżeli jednocześnie ten sam wzrok spogląda na swoje otoczenie podstępnie, chciwie, z pychą, zarozumialstwem czy lekceważeniem! Takie postępowanie tylko podwaja winę.

Tacy oddani niosą kłamstwo w sobie; oddania bowiem nigdy nie można pogodzić z »duchem«! Więc także z duchem ludzkim! Nic, co jest z ducha, nigdy nie może ożywić w sobie zdolności prawdziwego oddania! Każda taka próba będzie na pewno tylko czymś sztucznym, a więc okłamywaniem siebie samego czy nawet świadomą obłudą. Ludzki duch nigdy nie może tego prawdziwie odczuć, bo jego sedno na to nie pozwala. Ciśnienie, pod którym stoi ludzki duch, nie pozwoli, aby zdolność oddania przejawiła się świadomie, jest ono bowiem zbyt silne i dlatego człowiek nie może być oddany.

Oddanie to zdolność tkwiąca tylko w istotnym! W swej prawdziwej postaci przejawia się tylko u zwierzęcia. Zwierzę jest swemu panu oddane! Duch jednak tego pojęcia nie zna! Dlatego dla człowieka zawsze pozostanie ono czymś nienaturalnym.

Niewolnikom wszczepiano oddanie z trudem i przemocą, gdy podczas sprzedaży i kupna stawiano ich jako osobisty majątek na poziomie zwierząt. Ale oddanie tych niewolników nigdy nie mogło stać się oddaniem w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Było to otępienie, wierność lub miłość, która ukrywała się za pozornym oddaniem i tak się przejawiała, ale nigdy nie było to oddanie prawdziwe. Niewolnictwo jest wśród ludzi nienaturalne.

W duchowym oddanie istotnego narasta do stopnia świadomej i chcianej wierności! Czym więc w istotnym jest oddanie, tym w duchowym jest wierność!

Człowiekowi nie godzi się być oddanym, ponieważ jest on z ducha! Zwracajcie tylko większą uwagę na samą mowę. Ona już w słowach wyraża to, co prawdziwe, niesie prawdziwy sens wszystkiego. Daje wam odpowiedni obraz.

Na przykład zwycięzca do pokonanego mówi »Poddaj się!« Sens tych słów jest taki: »Oddaj mi się na łaskę i niełaskę, a więc bezwarunkowo, abym sam mógł decydować o tobie, o twoim życiu lub śmierci!«

W ten sposób jednak dopuszcza się bezprawia. Człowiek przecież także jako zwycięzca powinien dokładnie kierować się Bożymi prawami. Pod tym względem każde uchybienie czyni go bardziej winnym wobec Pana. Działanie zwrotne na pewno go później dosięgnie! To dotyczy jednostek tak samo jak całych narodów!

Teraz jest czas, w którym musi się rozwiązać wszystko, wszystko, co się do tej pory stało na świecie! Co było bezprawiem, a także to, co dziś dzieje się na ziemi, nie pozostanie bez pokuty!

Ta pokuta nie jest jednak sprawą późniejszej przyszłości, ale już teraźniejszości!

Szybkie rozplątywanie wszystkich działań zwrotnych nie jest więc sprzeczne z prawem stworzenia, lecz całkiem konsekwentnie zawarte w nim samym.

Obecnie działanie tego mechanizmu przyśpiesza się w wyniku wzmocnionego promieniowania Światła, które wymusza końcowe skutki. Najpierw jednak wcześniej wszystko stopniowo zaowocowało i osiągnęło stan przejrzałości, aby zło samo się rozpadło i obumierając samo się sądziło, podczas gdy dobro zostaje wyzwolone spod dotychczasowego ciśnienia zła i może się wzmocnić.

Obecnie to promieniowanie wzrosło tak, że w wielu przypadkach działanie zwrotne nadchodzi natychmiast, bezpośrednio!

To moc, która przerazi ziemskich ludzi i której już będą musieli się obawiać! Ale tak naprawdę bać się powinni tylko ci, którzy postępowali bezprawnie. Przed uderzeniem działania zwrotnego, które działa w Bożych prawach, nie uratuje ich to, że sami czuli się praworządnymi, czy też chcieli, aby inni w ich praworządność uwierzyli.

I choć na ziemi ludzie wymyślili inne prawa, pod ochroną których wielu postępuje niewłaściwie, niesprawiedliwie, w mniemaniu, że są praworządni, to nie zdejmuje to z nich nawet krzty ich winy.

Boże prawa, czyli Boża Wola, nie troszczą się wcale o poglądy, które ziemscy ludzie włożyli w ziemskie prawa i to nawet wtedy, jeżeli dziś cały świat ocenia te poglądy jeszcze jako dobre. Co nie jest zgodne z prawami Bożymi, w to uderza teraz cios miecza. Skazując wyzwala.

Dziś, zgodnie z Bożymi prawami, wszyscy, którzy z winy ziemskich ludzi niewinnie cierpieli, mogą się radować; prawo bowiem stoi w ich obronie, a ich przeciwnicy lub sędziowie zostają wydani Sprawiedliwości Bożej.

Cieszcie się, bo Sprawiedliwość Boża Jest! Działa już we wszystkich krajach tej ziemi! Spójrzcie na ten chaos! To efekty obecnej Woli Bożej! To już oczyszczenie!

Dlatego już teraz wszystko, co wśród ziemskich ludzi jest niedobre, bez względu na to czy chodzi o gospodarkę, państwo, politykę, Kościoły, sekty, narody, rodziny, czy o same jednostki, wyżywa się aż po śmierć! Wszystko, wszystko zostaje obecnie wyciągnięte przed Światło, aby się przejawiło i siebie sądziło! Także to, co do tej pory mogło spoczywać w ukryciu, musi pokazać się, jakie jest w rzeczywistości, musi się przejawić i w końcu zwątpić w siebie i innych, w sobie się rozpaść i rozproszyć.

Pod wpływem ciśnienia Światła już dziś wrze we wszystkich krajach, w każdym miejscu. Wszelkie cierpienia narastają, doprowadzają do rozpaczy, aż w końcu pozostanie tylko całkowity brak nadziei i świadomość, że ci, którzy chcieli ratować, mieli oprócz egoistycznych życzeń tylko puste słowa i w żaden sposób nie mogli dopomóc. Wojownicy ducha pędzą nad ludzkością jak huragan i twardo uderzają tam, gdzie czyjaś głowa nie chce się pochylić.

Dopiero potem powstanie właściwy zaczyn, z którego ponownie wzniesie się błaganie o Bożą pomoc! Po mordowaniu i niszczeniu, po głodzie, epidemiach i śmierci, po poznaniu własnej bezradności!

Potem nastąpi wielkie budowanie Królestwa Tysiącletniego.

Wtedy załamani powinni się wyzwolić spod ucisku ciemności! Powinni jednak stać się wolni przede wszystkim wewnętrznie! Ale wewnętrznie się wyzwolić może każdy tylko sam. Najpierw wszakże musi wiedzieć, co wolność oznacza i czym jest!

Wolny jest tylko ten człowiek, który żyje w prawach Bożych! Tylko tak stoi w stworzeniu nieskrępowany i nieograniczany. Wtedy wszystko go wspomaga, nic mu nie przeszkadza. Wszystko mu »służy«, ponieważ korzysta z tego we właściwy sposób.

Tylko prawa Boże w stworzeniu są w rzeczywistości tym, czego człowiekowi potrzeba do zdrowego i radosnego życia w stworzeniu. Są one niejako pokarmem dla jego dobrego samopoczucia! Tylko ten, kto Wolę Bożą zna i według niej żyje, jest naprawdę wolny. Inaczej postępujący muszą siebie wiązać licznymi włóknami praw tego stworzenia, ponieważ sami się w nie wplątują.

Stworzenie powstało najpierw w Woli Boga, w Jego prawach. Włókna praw współdziałając zanurzają się coraz głębiej i wszędzie wymuszają ruch, z którego wynika rozwój. Włókna te rozwijając się muszą same także się coraz bardziej rozgałęziać, podczas gdy wokół nich w ciągłym ruchu nieustannie powstają nowe formy stworzenia. Tak oto prawa te są równocześnie oparciem, możliwością trwania i dalszego poszerzania stworzenia.

Nie ma niczego bez Woli Bożej, która jako jedyna powoduje ruch. Wszystko w stworzeniu kieruje się według niej.

Tylko ludzki duch nie współbrzmiał z tymi włóknami! Zaplątał je, a tym samym także samego siebie, ponieważ chciał pójść po nowych drogach według własnej woli i z gotowych, już istniejących dróg, nie korzystał.

Wzmocnione promieniowanie Światła wnosi teraz zmianę. Włókna wszystkich praw Bożych w stworzeniu napełnią się wzmożoną siłą, w wyniku czego mocno się naprężają. To ogromne napięcie powoduje szybki powrót włókien na ich pierwotne pozycje. Przy tym wszystko zaplątane i zamotane nagle i niepowstrzymanie się rozwiązuje, a zdarzenie to po prostu burzy wszystko, co w stworzeniu jeszcze nie będzie w stanie się dopasować!

Bez względu na to czy chodzi o rośliny, zwierzęta, góry, rzeki, kontynenty, państwa, czy o człowieka, runie wszystko, co w ostatniej chwili nie będzie mogło dowieść, że jest prawdziwe i przez Boga chciane!

Dodaj komentarz

KOBIETA PÓŹNIEJSZEGO STWORZENIA

KOBIETA PÓŹNIEJSZEGO STWORZENIA

23.

Te trzy słowa dotykają najbardziej bolesnego miejsca w późniejszym stworzeniu. Tego punktu, któremu potrzebne są największe zmiany i ciągłe oczyszczanie.

Podczas gdy mężczyzna późniejszego stworzenia upadł do roli niewolnika własnego rozumu, kobieta dopuściła się czynu o wiele gorszego.

Wyposażona w największą subtelność uczuć z łatwością powinna była wznieść się ku czystości światłych wyżyn i dla całej ludzkości wytworzyć pomost do raju. Kobieta! Potoki światła powinny przez nią przepływać. Wszelkie jej cielesne, gęstomaterialne predyspozycje są na to nastawione. Kobiecie wystarczy naprawdę tylko chcieć, a wszelkie potomstwo z jej łona już przed narodzinami musi być mocno chronione i otoczone siłą Światła! Nic innego nie byłoby w ogóle możliwe, ponieważ każda kobieta bogactwem swych uczuć może prawie całkiem sama wpływać na to, jaki duch za jej pośrednictwem się wcieli. Dlatego to ona w pierwszym rzędzie odpowiada za wszelkie potomstwo.

Oprócz tego bogato obdarzono ją jeszcze nieograniczonymi możliwościami wpływania na cały naród, a nawet na całe późniejsze stworzenie. Dla niej źródłem, z którego czerpie największą moc, jest dom i ognisko rodzinne! Jedynie stamtąd wywodzi się jej siła, jej nieograniczona moc, a nie z życia publicznego! W domu i w rodzinie dzięki swym zdolnościom staje się królową. Z cichego, przytulnego domostwa jej zdecydowane oddziaływanie obejmuje cały teraźniejszy i przyszły naród, wpływa na wszystko.

Nie ma niczego, bez wyjątku, gdzie nie miałby znaczenia jej wpływ, jeżeli stoi tam, gdzie w pełni rozkwitną jej wewnętrzne żeńskie zdolności. Ale jedynie wtedy, gdy kobieta jest rzeczywiście prawdziwą kobietą, wypełni przeznaczenie wskazane jej przez Stworzyciela. Wtedy jest w pełni tym, czym być może i czym być powinna. A tylko prawdziwa żeńskość bez użycia słów wychowuje mężczyznę, który mógłby sięgać niebios będąc wspieranym jej cichym działaniem, które skrywa niebywałą moc. Wtedy taki mężczyzna z natury swojego wnętrza będzie starał się ochraniać prawdziwą żeńskość i zrobi to z ochotą i radością, gdy tylko żeńskość ta okaże się prawdziwą.

Dzisiejsze kobiety jednak depczą swoją rzeczywistą moc i wzniosłe zadanie, przechodzą obok tego ślepo, bluźnierczo niszczą wszelką świętość, która w nich jest i zamiast działać budująco, powodują rozkład, jak najgorsza trucizna w późniejszym stworzeniu. Porywają ze sobą w głębiny zarówno mężczyzn, jak i dzieci.

Spójrzcie na dzisiejsze kobiety! Pozwólcie promieniowi Światła spocząć na nich z całą jego surowością i trzeźwością, które zawsze są cechami towarzyszącymi czystości.

Z trudem będziecie jeszcze rozpoznawać wzniosłą wartość prawdziwej żeńskości, w której może się rozwinąć ta czysta moc, która dana jest jedynie subtelniejszej żeńskiej uczuciowości i której powinno się używać tylko tak, aby przynosiła błogosławieństwo.

Mężczyzna nigdy nie może rozwinąć tego przenikliwego oddziaływania. Ciche tkanie niewidzialnej siły, której Stworzyciel pozwala przenikać wszechświat, odbiera najpierw i w pełni kobieta swym subtelniejszym odczuwaniem. Mężczyzna odbiera tę siłę tylko częściowo i przemienia w czyny.

I tak jak Żywa Siła Stworzyciela dla wszystkich ludzi pozostaje niewidzialna, chociaż podtrzymuje cały wszechświat, żywi go i utrzymuje w ruchu, takie też ma być tkanie prawdziwej żeńskości; po to kobietę stworzono, to jest jej wzniosłym, czystym i godnym podziwu celem!

Mówienie »słaba kobieta« jest śmieszne; przecież duch kobiety jest mocniejszy niż duch mężczyzny. Nie wynika to z ducha samego, ale z jego ściślejszego połączenia z siłą płynącą przez stworzenie, a to połączenie możliwe jest dzięki jej zdolności subtelniejszego odczuwania.

Ale właśnie to kobieta stara się dziś ukrywać; wysila się, aby stać się szorstką lub swą delikatność zupełnie stłumić. Z tego, co jej dano, odrzuca w bezgranicznej próżności i głupocie to, co najpiękniejsze i najbardziej cenne. Sama w ten sposób wyklucza się ze Światła i dlatego powrotna droga pozostanie dla niej zamknięta.

Czym dziś stały się te obrazy królewskiej żeńskości! Z przerażeniem trzeba się od nich odwrócić. Gdzie u dzisiejszej kobiety można jeszcze znaleźć prawdziwy wstyd, który jest najdelikatniejszym uczuciem szlachetnej żeńskości? Jest tak niezmiernie wypaczony, że dla wszystkich musi być śmieszny.

Dzisiejsza kobieta wprawdzie wstydzi się nosić długie suknie, gdy moda nakazuje nosić krótkie, lecz nie wstyd jej przy uroczystych okazjach obnażać i wszystkim pokazywać trzy czwarte swego ciała. No i oczywiście nie tylko pokazywać, ale podczas tańca nieuchronnie wystawiać także na dotyk rąk! Gdyby żądała tego moda, bez wahania obnażyłaby się jeszcze bardziej, a zgodnie z dotychczasowymi doświadczeniami może także całkiem!

Wcale nie przesadzam. Tej hańby mieliśmy już więcej niż dosyć. Ten, kto powiedział: »Dama zaczyna się ubierać, aby mogła pójść spać!«, miał niestety aż zbyt wiele racji.

Co więcej, subtelne odczuwanie jest podstawą zmysłu piękna! To oczywiste. Gdyby jednak delikatność kobiecych uczuć trzeba było dziś według tego oceniać, to wynik byłby bardzo niekorzystny. Sposób ubierania się świadczy przecież często i całkiem wyraźnie o czymś przeciwnym. Nogi kobiety lub nawet matki, ubrane w cienkie pończochy bardzo trudno kojarzyć z kobiecą godnością. Chłopięce fryzury i sporty nowoczesnych kobiet wcale nie mniej szpecą prawdziwą żeńskość! Nieuniknionym skutkiem próżnego szaleństwa mody jest kokieteria, która rzeczywiście zagraża ciału i duchowi oraz w nie mniejszym stopniu także prostemu rodzinnemu szczęściu. Tak wiele kobiet często daje pierwszeństwo wulgarnym i w rzeczywistości obraźliwym zalotom jakiegoś próżniaka przed wiernym postępowaniem swojego męża.

Wiele, bardzo wiele dowodów można byłoby jeszcze przytoczyć na to, że dzisiejsza kobieta jest wyraźnie stracona dla swojego rzeczywistego zadania w późniejszym stworzeniu! Tym samym stracone są także wszystkie wzniosłe wartości, które jej powierzono i z których obecnie musi się rozliczać. Niech tacy puści ziemscy ludzie będą przeklęci! Kobiety nie są jakimiś tam ofiarami panujących stosunków! One same te stosunki wymusiły.

Wielkie gadanie o postępie nie zmieni niczego i entuzjastki postępu wraz z ich naśladowczyniami będą opadały głębiej, coraz głębiej. One wszystkie już pogrzebały swoją rzeczywistą wartość. Przeważająca większość dzisiejszych kobiet już nie zasługuje na prawo noszenia godnego imienia »kobieta«! A zastępować mężczyzn lub nimi się stać i tak nigdy nie będą mogły, w końcu więc w późniejszym stworzeniu staną się darmozjadami, które zgodnie z nieugiętymi prawami natury muszą zostać wytępione.

Kobieta spośród wszystkich tworów późniejszego stworzenia w najmniejszym stopniu zajmuje to miejsce, które zajmować powinna! Na swój sposób stała się najsmutniejszą postacią wśród wszystkich tworów! Przecież jej duch musiał już zgnić, ponieważ lekkomyślnie ofiarowuje swoje najszlachetniejsze uczucia oraz swą najczystszą siłę śmiesznej próżności i tym samym wyszydza zadanie, które powierzył jej Stworzyciel. W wypadku takiej lekkomyślności próby ratowania nie dałyby niczego; kobiety bowiem albo odrzuciłyby te słowa, albo w ogóle nie mogłyby ich już zrozumieć i pojąć.

Tak więc dopiero po przeżytych okropnościach powstanie nowa, prawdziwa kobieta, która będzie pośredniczką i wytworzy podstawy nowego życia, życia ustanowionego przez Boga, podstawy działania ludzkości w późniejszym stworzeniu uwolnionym od trucizn i zgnilizny.

Dodaj komentarz

LUDZKIE SŁOWO

LUDZKIE SŁOWO

22.

Was, ludzi, Stworzyciel w swojej wielkiej łasce obdarzył zdolnością tworzenia słów, aby wspomagały wasze dojrzewanie w gęstomaterialności! Rzeczywistej wartości tej zaszczytnej łaski nigdy nie poznaliście, bo nie wysilaliście się, aby ją poznać i traktowaliście to lekkomyślnie. Teraz musicie gorzko cierpieć z powodu skutków swojego niewłaściwego postępowania.

Cierpicie i jeszcze nie znacie przyczyn, których skutki przynoszą takie męki.

Nikomu nie wolno igrać z darami Wszechmogącego, jeżeli nie chce sobie szkodzić. Tego żąda działające w stworzeniu prawo, którego nigdy nie da się zwieść.

A gdy weźmiecie pod uwagę, że ten dar mowy, czyli wasza zdolność tworzenia słów, które wymawiane urzeczywistniają w gęstej materii wasze chcenie, jest niezwykle cennym darem waszego Twórcy, to wiedzcie także, że wynikają z tego dla was obowiązki i niezmierna odpowiedzialność, bo dzięki mowie i za jej pośrednictwem powinniście działać w stworzeniu!

Słowa i zdania, które formujecie, budują waszą zewnętrzną dolę na tej ziemi. Są jak ogrodowe sadzonki, które sadzicie wokół siebie. Przecież każde ludzkie słowo jest tym najbardziej żywym, czym wy w stworzeniu możecie dla siebie działać!

To daję wam dziś do rozważenia jako przestrogę: każde słowo kształtuje, ponieważ wszystkie słowa są mocno zakotwiczone w odwiecznych prawach stworzenia!

Każde słowo, które człowiek utworzył, powstało pod ciśnieniem praw wyższych i musi działać twórczo zgodnie z tym, jak go użyto, w ściśle konkretny sposób!

Człowiek dzierży w swoich rękach, zgodnie ze swą wolną wolą, sposób użycia słowa. Na skutki działania jednak nie może wpływać, ponieważ działanie to surowo i sprawiedliwie, zgodnie z Uświęconym Prawem, przeprowadza dotąd człowiekowi nieznana moc.

Dlatego na każdego, kto niewłaściwie korzysta z ukrytego działania słowa, czekają w końcowym rozliczeniu tylko troski i cierpienia!

Ale gdzie jest taki ziemski człowiek, który pod tym względem jeszcze nie grzeszył? Cały ziemski ludzki ród jest już od tysiącleci mocno w tę winę wplątany. Ileż cierpienia rozsiano na ziemi poprzez niewłaściwe używanie daru mowy!

Trujące ziarno ziemscy ludzie rozsiewali destrukcyjną i pustą gadaniną. Ten siew dobrze wzeszedł, w pełni rozkwitł, a teraz przynosi owoce, które musicie zbierać czy chcecie, czy nie; to bowiem, co dziś na was spada, to skutki waszego postępowania!

Kto zna prawa w stworzeniu, które działają nie według ludzkiego uznania, ale po swych drogach poruszają się spokojnie, nieustannie, niezmiennie i nieomylnie od prapoczątku aż po wieczność, tego nie może zaskoczyć, że ta trucizna musi przynosić najbardziej plugawe owoce.

Ziemscy ludzie, rozejrzyjcie się wokół siebie trzeźwo i bez uprzedzeń. Bez wątpienia musicie rozpoznać samodzielnie działające Boże prawa Najświętszej Woli; przecież macie przed sobą owoce swego siewu! Gdziekolwiek byście nie spojrzeli, wszędzie natraficie na hałaśliwą gadaninę, która góruje nad wszystkim i wszystkiemu przewodzi. Ten siew szybko musiał dojść do takiego rozkwitu, aby teraz dojrzewając ujawnić swoje prawdziwe sedno, a potem jako nieużyteczny upaść.

On musi dojrzewać pod podwyższonym ciśnieniem ze Światła, musi piąć się w górę, jak w szklarni, aby potem w swej pustce, utraciwszy jakiekolwiek oparcie, runąć i pogrzebać pod sobą wszystko, co lekkomyślnie mu zaufało, lub, co samolubnie mając nadzieję mniemało, że ukryje się pod jego ochroną.

Nastał czas żniw! Dlatego teraz wszystkie skutki niewłaściwej mowy spadają na jednostki oraz na całe masy, które taką mowę popierały.

Dojrzałość do żniw niesie ze sobą naturalnie także to, że teraz, pod koniec, największe wpływy i największą moc muszą otrzymać ci, którzy najwięcej gadają, co wskazuje na absolutną konsekwencję działania Bożych praw. To finał, to zbieranie owoców nieustannego niewłaściwego używania słowa, o którego ukrytym działaniu nierozsądna ludzkość nie mogła wiedzieć, ponieważ już dawno przed taką wiedzą się zamknęła.

Nie słuchała ostrzegawczych moich słów Jezusa, Syna Bożego, gdzie już kiedyś mówiłem:

»Niech wasza mowa będzie: tak lub nie! Wszystko, co nad to, pochodzi od złego.«

W tych słowach tkwi o wiele więcej niż myśleliście; one w sobie zawierają wzlot lub upadek ludzkości!

Poprzez swą skłonność do nieustannej i niepotrzebnej gadaniny wybraliście upadek, który właśnie nadszedł. Także on jeszcze na koniec, przed ogólnym załamaniem się podczas sądu, wyraźnie ujawnił wam, by ułatwić niosące ratunek poznanie, wszystkie owoce, które sami dla siebie wymusiliście przez niewłaściwe stosowanie słowa.

Siła działania zwrotnego wynosi teraz na pierwszy plan mistrzów waszych własnych grzechów w takim stopniu, że grozi wam przygnieceniem, byście wreszcie osiągnęli poznanie i wyzwolili się od tego lub pod tym zginęli.

To jest Sprawiedliwość i zarazem pomoc, którą w swej doskonałości może dać tylko Wola Boża!

Rozejrzyjcie się wokół siebie! Przecież musicie uznać, że tak jest, jeżeli tylko chcecie. A tym, którzy się jeszcze wahają, zostanie przez jeszcze gorsze niż dotychczas cierpienia siłą zerwana zasłona, którą sami trzymają przed oczami, aby nie widzieć owoców swego chcenia. W ten sposób ziemia zostaje oczyszczona z ciężaru waszej wielkiej winy!

Udział w tym brała cała ziemska ludzkość, nie tylko jednostki. To kwiaty wszelkiego niewłaściwego postępowania w minionych stuleciach, które teraz po zakończeniu sądu, musiały dojrzeć i wydać ostatnie owoce, aby te przejrzały i obumarły.

Swawolna, bezsensowna i bezmyślna gadanina, zawsze jednak fałszywa, nie współbrzmi z odwiecznymi prawami stworzenia. Musiała narastać aż stała się powszechną chorobą, która jest dziś widoczna i teraz musi w gorączce, jak podczas gwałtownej wichury, strząsnąć owoce… one spadają na was ziemską ludzkość.

Dlatego nie trzeba żałować żadnego narodu, który teraz z tego powodu musi boleśnie narzekać i cierpieć; przecież to owoce jego własnego chcenia, owoce które musi spożywać, chociaż są zgniłe i gorzkie, a wielu przynoszą zgubę, ponieważ z trującego siewu można zebrać tylko truciznę. Powiedziałem już, że gdy siejecie osty, pszenica z tego nie wyrośnie!

Tak więc z podżegającej, szydzącej i krzywdzącej mowy waszych współbliźnich nigdy nie może powstać nic budującego; jakikolwiek rodzaj rodzi zawsze to, czym sam jest, a przyciągać się może tylko jednorodne! O tym prawie stworzenia nigdy nie wolno wam zapomnieć! Działa samoczynnie i całe ludzkie chcenie nie może przeciw temu nigdy niczego zdziałać! Nigdy, słyszycie wyraźnie? Wryjcie to w siebie, byście w swym myśleniu, mowie i postępowaniu zawsze na to baczyli; z tego bowiem wykiełkuje wszystko i wyrośnie także wasza dola! Nigdy więc nie liczcie na nic innego poza owocami takiego samego rodzaju, jaki był siew!

To przecież w końcu nie takie trudne, a jednak zawsze w tym popełniacie błąd! Obelgi mogą zrodzić tylko obelgi, nienawiść tylko nienawiść, a morderstwo tylko morderstwo. Natomiast szlachetność, pokój, światło i radość mogą tryskać znów tylko ze szlachetnego sposobu myślenia, nigdy z czegoś innego.

Wyzwolenie i zbawienie nie zależy od wrzasku jednostek i tłumów. Naród, który pozwoli się poprowadzić krzykaczom, bezwarunkowo i zgodnie z prawem musi utracić dobrą reputację oraz popaść w biedę i śmierć, nędzę i rozpacz; gwałtem zostanie wepchnięty w błoto.

Jeżeli dotychczas nie zbierano tak często owoców w jednym ziemskim życiu, ale dopiero w późniejszych, to teraz jest inaczej. Spełnienie Świętej Woli Bożej wymusza bowiem bezpośrednie rozwiązanie wszelkich procesów na ziemi, a tym samym także rozwiązanie wszystkich pętli losu ludzi i narodów! Końcowe rozliczenie!

Dlatego pilnujcie swoich słów! Pieczołowicie dbajcie o swą mowę. Także ludzkie słowo jest bowiem czynem, który może tworzyć formy wprawdzie tylko w poziomie subtelnej gęstomaterialności, lecz których przejawy zanurzają się we wszystko, co ziemskie.

Nie wyobrażajcie sobie jednak, że obietnice spełniają się i dojrzewają w czyn zgodnie z brzmieniem słów, jeżeli mówiący równocześnie nie ma w swoim duchu najczystszych zamiarów. Nie, słowa formują to, co z nimi współbrzmi w najgłębszym wnętrzu mówiącego. W ten sposób jedno i to samo słowo może wywołać różny skutek, i biada tam, gdzie naprawdę nie współbrzmi ono w pełnej czystości!

Zdejmuję zasłonę z waszej dotychczasowej niewiedzy, byście teraz świadomie mogli przeżywać złe skutki i czerpać z tego korzyści na przyszłość.

Dlatego, aby wam pomóc, jeszcze raz powiadam:

Baczcie na swoje słowa! Wasza mowa niech będzie prosta i prawdziwa! Jest w niej według Świętej Woli Bożej zdolność formowania twórczego, ale też niszczącego, zawsze w zależności od rodzaju słów i wnętrza tego, kto mówi.

Nie marnujcie wzniosłych darów, które Bóg w wielkiej łasce wam ofiarował i starajcie się właściwie poznawać ich pełną wartość. Do tej pory siła mowy była dla was klątwą, działającą poprzez takich ziemskich ludzi, którzy będąc sługami Lucyfera nadużywali jej, co było złym skutkiem wypaczonego i jednostronnie pielęgnowanego rozumu!

Dlatego wystrzegajcie się ziemskich ludzi, którzy wiele mówią; bowiem z nimi jednocześnie podąża rozkład. Wy wszakże powinniście w tym stworzeniu stać się budowniczymi, a nie gadułami!

Baczcie na swoje słowa! Nie mówcie, aby tylko mówić. I mówcie tylko wtedy, tam i tak, jak jest to konieczne! W ludzkim słowie powinien się odbijać blask Słowa Bożego, które jest życiem i na wieki życiem pozostanie.

Wy wiecie, że całe stworzenie współbrzmi w Słowie Pana! Czy to nie jest warte zastanowienia? Stworzenie współbrzmi w nim tak, jak wy, którzy przecież do stworzenia należycie; ono bowiem ze Słowa powstało i Słowem jest utrzymywane.

Ludziom zwiastowano jasno:

»Na początku było Słowo! A Słowo było u Boga! A Bóg był Słowem!«

W tym jest dla was zawarta wszelka wiedza. Obyście tylko z niej czerpali… Ale wy czytacie i nie zważacie na to. Mówi to do was wyraźnie:

Słowo przyszło z Boga! Było i jest Jego częścią.

Mały odblask mocy żywego Słowa Bożego, w którym jest zawarte wszystko, co jest poza Bogiem, ten mały odblask spoczywa także w słowie ludzkim!

Ludzkie słowo może wprawdzie wysyłać swoje działanie tylko do poziomów subtelnej gęstomaterialności, ale to wystarcza, aby w zwrotnym działaniu mogło formować losy ziemskich ludzi, a także narodów tu na ziemi!

Pamiętajcie o tym! Kto dużo mówi, ten stoi tylko na gruncie zdeformowanego, jednostronnie rozwijanego rozumu! To zawsze idzie ręka w rękę. Po tym to poznacie! I właśnie słowa ziemskich nizin są tymi, które nigdy nie będą w stanie budować. A przecież słowo zgodnie z prawem Bożym powinno budować. Tam, gdzie nie słucha się tego nakazu, powstawać może tylko coś przeciwnego.

Dlatego nieustannie baczcie na swoje słowa! Nie rzucajcie słów na wiatr! Obecnie podczas budowania Królestwa Bożego tu na ziemi nauczam was, w jaki sposób to osiągnąć.

Najpierw musicie się nauczyć poznawać siłę słowa, któremu dotychczas tak lekkomyślnie i lekceważąco odbieraliście wartość.

Pomyślcie chociaż raz o najświętszym Słowie, które wam dano, o Słowie BÓG!

Bardzo często mówicie o Bogu, zbyt często, aby jeszcze mógł w tym brzmieć taki szacunek, z którego można byłoby wywnioskować, że przy tym odczuwacie także prawość i szacunek, które w pobożnym zapale pozwalają wam wymawiać to wzniosłe Słowo tylko szeptem, byście troskliwie chronili Je przed jakąkolwiek profanacją.

Cóż jednak wy, ziemscy ludzie, uczyniliście ze Słowa, które wyraża najświętsze ze wszystkich pojęć! Zamiast swojego ducha w pokorze i radości przygotowywać do tego najświętszego wyrażenia, aby mógł on z wdzięcznością otworzyć się na niebywałą siłę promieniowania z bezistotnej wzniosłości Światła rzeczywistego bytu, która to dopiero daje wam, jak i wszelkim innym tworom, możliwość oddychania, macie czelność ściągać Je w swój niski sposób myślenia. Korzystacie z Niego bez szacunku, jak ze słowa powszedniego, które musiało się stać dla waszego ucha tylko pustym dźwiękiem i w ten sposób nie mogło odnaleźć bramy do waszego ducha.

To oczywiste, że potem to najwyższe ze wszystkich Słów przejawi się inaczej u tych, którzy szepczą je z prawdziwym szacunkiem i w prawdziwym poznaniu.

Dlatego zwracajcie uwagę na wszystkie słowa; one bowiem kryją w sobie dla was radość lub cierpienie, budują lub burzą, przynoszą przejrzystość, lecz mogą także wprowadzić chaos, w zależności od sposobu, w jaki są wypowiadane i od tego, w jakim celu są użyte.

Później właśnie w tym celu chcę wam dać poznanie, byście potrafili dziękować każdym słowem, które Stworzyciel jeszcze teraz pozwoli wam wypowiedzieć! Wtedy będziecie szczęśliwi także ziemsko i pokój zapanuje na tej dotychczas tak niespokojnej ziemi.

Dodaj komentarz

TRZY BOŻE PRAWA!

TRZY BOŻE PRAWA!

21.

Tak wielu z was podczas poszukiwań podnosi wzrok ku Światłu i Prawdzie. Wasze życzenia są wielkie, ale jakże często brakuje wam poważnego chcenia! Ponad połowa z was poszukujących nie jest jednak wystarczająco prawdziwa. Macie swoje własne, sztywne poglądy. Kiedy choć trochę musicie je zmienić, to raczej chętnie odrzucacie wszystko, co dla was jest nowe, nawet wtedy, gdy zawierają Prawdę.

W ten sposób miliardy z was muszą się pogrążyć, ponieważ ograniczyliście pętami mylnych przekonań własną swobodę ruchu, a tej potrzebujecie, aby wznieść się w górę i przez to nie ulec rozkładowi.

Zawsze jednak są wśród was tacy, którzy tylko myślą, że już pojęli całą Prawdę, którą Jestem. Po słuchaniu lub czytaniu Słowa nie macie zamiaru poddać surowemu sprawdzaniu także samych siebie.

Nie do nich jednak te Słowa!

Nie przemawiam także do Kościołów i partii, ani do zakonów, sekt i różnych organizacji, ale z całą prostotą tylko do samego człowieka. Daleki jestem od burzenia tego, co dotychczas jest dobre i prawdziwe na ziemi; albowiem Ja buduję, odpowiadam na wasze pytania, na które do tej pory nie znaleźliście odpowiedzi, a takie pytania na pewno ma w sobie każdy z was, kto choć trochę jeszcze logicznie myśli.

Dla każdego czytelnika i słuchacza mojego Słowa konieczny jest tylko jeden podstawowy warunek: poważne poszukiwanie Prawdy. Powinien badać słowa i uczynić je żywymi w sobie, a nie zajmować się moją osobą. W przeciwnym wypadku niczego tak nie uzyskacie. Wszyscy, którzy nie wysilają się samodzielnie, aby tak czynić, już z góry tracą poświęcony temu czas i zamykają sobie bramę do Królestwa Tysiącletniego na ziemi, którą Jestem.

To wręcz niewiarygodne, z jaką naiwnością większość z was kurczowo chce za wszelką cenę pozostać nieświadomą tego; skąd przyszedł, kim jest i dokąd zmierza po tzw. ziemskiej śmierci!

Nie wolno wam dopuścić do tego, aby narodziny i śmierć, owe nierozłączne bieguny wszelkiego ziemskiego życia, stały się dla człowieka na ziemi tajemnicą.

Poglądy, które starają się wam wytłumaczyć sedno ziemskiego człowieka, zawierają wiele sprzeczności. To skutek niezdrowej megalomanii was ziemskich ludzi, wy zuchwale pysznicie się tym, że wasze sedno jest boskie!

Spójrzcie na siebie! Czyż można w was znaleźć coś boskiego? To niedorzeczne twierdzenie trzeba traktować jako bluźnierstwo, ponieważ poniża tak boskość.

Ziemski człowiek nie ma w sobie nic z boskości!

Taki wasz dziwny pogląd jest tylko chorobliwym zarozumialstwem, którego przyczyną jest świadomość niemożności pojmowania. Gdzie prawdziwy człowiek, który może uczciwie powiedzieć; że wiara we własną boskość stała się dla niego także wewnętrznym przekonaniem? Kto poważnie bada jeszcze swoje duchowe wnętrze, musi temu jednoznacznie zaprzeczyć. Wyczuwa jednoznacznie, że to tylko jego pragnienie, życzenie, aby mieć boskie w sobie, ale nie całkowita pewność! Słusznie jednak mówicie o płomieniu Bożym, który człowiek ma w sobie. Tym płomieniem Bożym jest jednak wasz duch. A ten nie jest częścią samego Boga!

Wyraz płomień jest całkowicie jednoznacznym dla was określeniem. Płomień powstaje i bucha na zewnątrz, nic jednak nie zabiera ze sobą i nie ma w sobie niczego z sedna tego, co go wytworzyło. Tak samo i tutaj. Sam płomień Boży nie jest, nie był i nie będzie Bogiem.

Gdzie takie błędy się już pojawiają w waszych pytaniach dotyczących pochodzenia całego bytu, tam cały rozwój musi ostatecznie zawieść i zawiódł! Jeżeli budujecie na nieodpowiednich fundamentach, to cała budowla musi się dziś zachwiać i upaść.

Przecież pochodzenie daje oparcie całemu waszemu bytowi i rozwojowi was jednostki! Kto próbuje, jak zawsze, sięgać daleko poza źródło swojego pochodzenia, ten sięga tak po coś, co jest dla niego jednak nieuchwytne i tym samym tracicie wszelkie oparcie w całkiem naturalnym biegu spraw.

Kiedy na przykład, sięgacie po gałąź drzewa, które w swym ziemskim gatunku jest jednorodne z waszym ziemskim ciałem, to w tej gałęzi macie oparcie i dlatego możecie wspinać się dalej w górę.

Jeżeli jednak sięgacie nad tę gałąź, to w obcym dla was gatunkowo powietrzu nie możecie znaleźć żadnego oparcia… i dlatego nie możecie się wspinać wyżej! To takie oczywiste.

Tak samo jest z wewnętrznym stanem człowieka, który nazywamy duszą, a jego sedno duchem.

Jeżeli wasz duch chce mieć niezbędne oparcie w swoim pochodzeniu, to wtedy nie wolno wam próbować wyciągać rąk aż do boskiej sfery. To jest nienaturalne; boskie jest przecież o wiele wyżej od duchowości i jest ono zupełnie innego sedna!

A jednak ziemski człowiek powodowany swoim zarozumialstwem szuka tam połączenia, którego nigdy nie może osiągnąć i nie osiąga, ale w ten sposób narusza jednak naturalny bieg spraw. Jego wątpliwe życzenia wytwarzają wielką barierę pomiędzy nim, a koniecznym dla niego przepływem siły z miejsca, z którego pochodzi. Sam siebie od niego skutecznie odcina.

Dlatego precz z takimi błędami już na zawsze! Dopiero wtedy ludzki duch może w pełni rozwinąć swoją siłę, której dziś jeszcze lekkomyślnie nie bierzecie pod uwagę i jej nie znacie, wówczas staniecie się tym, czym być możecie i czym być już powinniście, a więc panami w stworzeniu! Ale uwaga, tylko w stworzeniu, a nie nad stworzeniem.

Jedynie boskie stoi ponad wszelkim stworzeniem.

Bóg, Źródło wszelkiego bytu i życia, Jest Boży, co wyraża już samo Słowo w sobie! Człowieka stworzył Jego Duch!

Duch jest Wolą Bożą. Z tej Woli powstało stworzenie pierwotne. Trzymajcie się wreszcie tych prostych i oczywistych faktów. One dają możliwość lepszego i jasnego pojmowania.

Spróbujcie to zobaczyć przez porównanie ze swoją wolą. Ona jest czynem, ale nie jest częścią was prawdziwego człowieka. W przeciwnym wypadku jako człowiek musielibyście się z czasem rozpłynąć w swych wielu czynach woli. Nic by z was nie zostało.

Nie inaczej jest także z Panem Bogiem! Jego Wola stworzyła raj! Jego Wolą jest jednak Duch, którego nazywam »Duchem Świętym«. Raj jest tylko dziełem tego Ducha, a nie częścią Jego samego. To kolejny stopień niżej. Twórczy Duch Święty, a więc Żywa Wola Boża, nie rozpłynął się w swym stworzeniu, nie włożył też w nie części siebie samego, lecz sam pozostał całkowicie poza stworzeniem. Już księga duchowych objawień w oryginale – Biblia opisuje to całkiem jasno i jednoznacznie: »Duch Boży unosił się nad wodami«, a więc nie Bóg w swej własnej osobie! To przecież zasadnicza różnica. Dlatego również wy jako człowiek nie macie w sobie niczego z Ducha Świętego, ale tylko tego ducha, który jest dziełem, czyli czynem Ducha Świętego.

Wy jednak zamiast zająć się tym faktem, na siłę chcecie stwarzać tutaj luki. Przypomnijcie sobie powszechnie znany pogląd na stworzenie pierwotne, na raj! Miał na pewno istnieć na tej małej ziemi. Mały wasz ludzki rozum wciągnął w ten sposób wydarzenia, które musiały trwać miliony lat, w swój ciasno ograniczony czasem i przestrzenią obszar; wyobrażał sobie siebie jako centrum i oś wszelkich wydarzeń w świecie. Skutkiem tego natychmiast zgubił drogę do rzeczywistego Źródła Życia.

W miejsce tej jasnej drogi, której już nie mógł ogarnąć, musiał znaleźć jakąś namiastkę w swych religijnych ciemnych poglądach, jeżeli nie chciał siebie nazywać stwórcą wszelkiego bytu i życia, czyli Bogiem. Do tej pory tą namiastką był dla was wyraz »wiara«! I słowo »wiara« stało się waszą chorobą, na którą zapadliście wy wszyscy, cała ludzkość! Co więcej, to niepoznane słowo, które miało zastąpić wszystko zagubione, stało się dla was rafą, która spowodowała totalną katastrofę, a dziś widzicie tego skutki!

Sama wiara zadowoli jednak tylko leniwego ducha. Wiara jest także tym, z czego mogą kpić szydercy. Niepoprawnie pojmowane słowo »wiara« jest jak zapora, który dziś zamyka wam ludzkości drogę do dalszego duchowego rozwoju.

Wiara nie powinna być jednak okryciem, które wspaniałomyślnie zakrywa wszelkie wasze lenistwo i powolność w myśleniu, i które opada na ludzkiego ducha jak przyjemnie obezwładniająca chorobliwa senność. W rzeczywistości wasza wiara powinna stać się żywym przekonaniem. Przekonanie jednak żąda mocnego życia i najbardziej dokładnych osobistych badań!

Kiedy pozostaje choćby tylko jedna luka, nawet ta najmniejsza, jedna jedyna nierozwiązana zagadka, tam przekonanie nie istnieje. Dlatego wy ziemscy ludzie nie możecie posiadać prawdziwej wiary, dopóki tkwi w was choćby tylko jedno pytanie, na które nie znaleźliście do dzisiaj odpowiedzi.

Już w samych słowach »ślepa wiara« przejawia się coś całkiem niezdrowego!

Wiara wasza musi być jednak żywa, tak jak kiedyś żądałem tego od was, w przeciwnym wypadku nie ma to żadnego sensu. Żywotność jednakże oznacza aktywność wewnętrzną, rozważanie, a także osobiste sprawdzanie. Nigdy jednak nie jest to tępym przyjmowaniem obcych poglądów. »Ślepo wierzyć« jest przecież wyraźnie to samo, co »nie pojmować«. To, czego człowiek nie pojmuje, to duchowi jego nie może przynieść żadnego pożytku i nie przynosi, jeżeli bowiem czegoś nie pojmuje, to nie może to stać się w nim także żywe.

Czego jednak człowiek w swoim wnętrzu w pełni nie przeżył, tego również nigdy nie przyswoił całkowicie! A jedynie to, co przyswoił w pełni, pomaga mu wzlecieć w górę.

Nikt nie może podążać drogą, w której tworzą się wielkie wyrwy. Człowiek musi duchowo zatrzymać się tam, gdzie już nie wie, jak iść ma dalej. To niezmienny fakt i łatwo go możecie pojąć. Kto więc chce się rozwijać duchowo w górę, niech się przebudzi!

Człowiek, który śpi, nigdy nie może podążać drogą do Światła, do Prawdy! Nie można też iść z przesłoną czy opaską na swoich oczach.

Stworzyciel chce, aby Jego ludzie w stworzeniu mieli poznanie Prawdy. Poznanie jednak oznacza wiedzę prawdziwą. A do wiedzy prawdziwej ślepa wiara ma bardzo daleko. W takiej dziwnej i niepełnej wierze tkwi jedynie lenistwo ducha i powolność w myśleniu logicznym lub jego całkowity brak, a nie wielkość!

Przywilej logicznego myślenia niesie ze sobą także obowiązek osobistego sprawdzania!

Aby tego wszystkiego uniknąć, ziemscy ludzie w swoim wygodnictwie tak zmniejszyli wielkość Stworzyciela, że na dowód Jego wszechmocy przypisują Jemu jakieś dziwne akty samowoli.

Każdy kto choć trochę logicznie myśli może się zastanowić i ponownie musi odkryć w tym wielki błąd. Czyn samowoli byłby możliwy jedynie jako odchylenie od dotychczasowych obowiązujących praw natury. Nie ma jednak doskonałości tam, gdzie coś takiego może się zdarzyć. Przecież tam, gdzie jest doskonałość, nie może być żadnych zmian. W ten sposób wielu w swym błędnym myśleniu stawia Bożą wszechmoc w takim świetle, że dla normalnie myślącego człowieka byłaby ona dowodem na niedoskonałość. I w tym tkwi korzeń wszelkiego zła, który w was tkwi od wieków.

Czcijcie i chwalcie Boga za Jego doskonałość! Wtedy znajdziecie odpowiedź na wszystkie nierozwiązane zagadki wszelkiego całego bytu.

Tą drogą prowadzę tych, którzy poważnie poszukują. Niech wszyscy poszukujący Prawdy oddychają z ulgą. W końcu z radością poznajecie, że nie ma tajemnic w mechanizmie świata, nie ma żadnych luk. I wtedy… widzicie przed sobą wyraźnie drogę do duchowego wzlotu, bramę do Królestwa Bożego na ziemi którą Jestem! Wystarczy ją tylko przejść.

Niejasność nie ma w stworzeniu jakiegokolwiek uzasadnienia. Nie ma tam miejsca dla niego; przecież przed ludzkim duchem wszystko musi leżeć jak na dłoni, jasno i bez luk, aż do waszych własnych początków. Jedynie to, co jest ponad tym, sama przestrzeń boska, pozostanie dla was ludzkich duchów na zawsze najświętszą tajemnicą. Dlatego też wy ludzie, nawet o najlepszej woli i z największą swoją wiedzą, nigdy boskości nie pojmiecie. Niepojmowanie niczego, co jest boskie, jest dla was ludzi jak najbardziej naturalne. Wiadomo wam, że nic nie może przecież przejść charakterystycznego składu swojego źródła. Nawet wasz duch, prawdziwy człowiek! Różnorodny skład zawsze tworzy granicę. A boskość ma całkiem inne sedno niż duchowość, z której wywodzicie się wy ludzie.

Np. zwierzę jako istotny, nigdy nie może stać się tak jak wy człowiekiem i to nawet wtedy, kiedy jego dusza całkowicie się rozwinie. Z jego istotności w żadnym razie nie może rozwinąć się duchowość, w której rodzi się człowiek, ludzki duch. W składzie całego istotnego, brakuje zasadniczego gatunku duchowości. I tak samo nigdy nie może stać się boskim człowiek wywodzący się z duchowej części stworzenia, gdyż duchowość nie zawiera w sobie gatunku boskiego. Owszem, ludzki duch może się rozwijać aż do najwyższego stopnia swojej doskonałości, ale pomimo tego zawsze musi pozostać duchowym. Nie może nigdy wznieść się ponad swój gatunek i sięgnąć boskiego. Inne sedno także tutaj w naturalny sposób tworzy mocną granice, których ku górze nigdy nie możne on przekroczyć. Materia nie decyduje tu całkowicie o niczym, ponieważ nie posiada swojego życia i służy tylko jako otoczka, którą napędza i formuje duchowe oraz istotne.

Wielka sfera ducha przenika przez całe stworzenie. Dlatego człowiek może, powinien i musi całkowicie ją pojąć i poznać! A dzięki swojej duchowej wiedzy będzie w nim panował. Ale dobrze rozumiane i pojmowane panowanie, nawet to najsurowsze, jest równoznaczne tylko ze służeniem Stwórcy!

Nie ma miejsca w całym stworzeniu, aż do najwyższej duchowości, w którym miałby ulec zmianie sposób, według którego zachodzą naturalne procesy. Już ten sam fakt czyni wszystko dla każdego z nas godnym całkowitego zaufania. Niezdrowa, nienaturalna i tajemnicza bojaźń, chęć schowania się przed wszystkim co jeszcze nie jest poznane, wyparują potem same już bezpowrotnie. Wraz z pojawieniem się naturalności nurt świeżego powietrza wpłynie w duszną atmosferę mrocznych rojeń tych ziemskich ludzi, którzy chętnie czynią wokół siebie wiele hałasu o nic. Ich jakże chore i fantazyjne wizje, które przerażają bardzo słabych, a z których silni jednoznacznie kpią, są śmiesznie i jakże dziecinnie naiwne przed coraz bardziej pogodnym spojrzeniem tego, kto wreszcie żywo i radośnie zaczyna pojmować wspaniałą naturalność wszelkich procesów w całym stworzeniu Pana. Przecież wszystko przebiega zawsze tylko po zwyczajnych prostych torach, które można wyraźnie rozpoznać.

Wszystko przebiega jednolicie, jak najbardziej regularnie i w najściślejszym porządku. A to każdemu poszukującemu daje możliwość poszerzania jego horyzontów, aż do miejsca swojego prawdziwego pochodzenia!

Nie potrzebujecie męczących badań ani fantazji. Wystarczy, jeżeli będziecie unikać wszystkich, którzy chcą wyolbrzymiać swoje tajemnicze, pomieszane i skąpe półprawdy.

Wszystko leży przed wami ludzie takie proste, że często właśnie w wyniku tej prostoty nie osiągacie poznania, ponieważ często już z góry zakładacie, że wielkie dzieło stworzenia musi być o wiele bardziej skomplikowane, trudniejsze.

W tym miejscu potykają się tysiące takich, którzy powodowani najlepszymi swoimi chęciami patrzą w trakcie poszukiwań wysoko w górę i nie podejrzewają, że wystarczy bez wysiłku po prostu patrzeć przed siebie i rozglądać się dookoła. Wówczas widzielibyście, że już samo wasze ziemskie życie jest częścią właściwej drogi i że trzeba tylko spokojnie po niej iść do przodu! Bez pośpiechu i bez wysiłku, za to jednak z otwartymi oczami i z wolnym, nieograniczonym własnym umysłem! Człowiek musi w końcu nauczyć się rozumieć, że prawdziwa wielkość tkwi tylko w sprawach najprostszych i najbardziej naturalnych, i że prostota jest warunkiem wielkości.

Tak dzieje się w całym stworzeniu, jak również i w samym człowieku, który należy do stworzenia jako jego część!

Już samo proste myślenie i odczuwanie może dać wam jasność. Tak proste, jak posiadają je jeszcze dzieci! Jeżeli człowiek się spokojnie zastanowi, to dojdzie do takiego wniosku; że prostota jako pojęcie równa jest jasności, a także naturalności. Jedno bez drugiego nie może się obejść. To trójdźwięk wyrażający jedno pojęcie! Kto to uczyni fundamentem swoich poszukiwań, wkrótce przebije się przez cały niejasny chaos. Wtedy wszystko, co nienaturalnie doczepiono rozpłynie się już w nicość.

Człowiek pozna, że naturalnego biegu spraw nigdzie nie wolno pomijać i że w żadnym miejscu nie jest on naruszany! Także w tym przejawia się wielkość Boga! Niezmienna żywotność samoczynnie działającej twórczej Woli! Przecież prawa natury są spiżowymi prawami Bożymi, które nieustannie wyraźnie stoją przed oczami ludzi i dobitnie do was przemawiają świadcząc o wielkości Stworzyciela, o nieugiętym regularnym działaniu, które nie zna jakiegokolwiek wyjątku. Żadnego wyjątku! Przecież z ziarna owsa może wyrosnąć tylko owies, z ziarna pszenicy również tylko pszenica itd.

Tak dzieje się w stworzeniu pierwotnym, które jako bezpośrednie dzieło Stworzyciela najbliższe jest Jego doskonałości. Tam podstawowe prawa są zakotwiczone tak, że napędzane życiodajną Wolą musiały w naturalnym procesie pociągnąć za sobą w dół powstawanie następnego stworzenia, aż do widocznych waszym ziemskim wzrokiem ciał niebieskich. Z tym, że im bardziej stworzenie w swym rozwoju oddala się od doskonałości swego Źródła, tym bardziej jest gęste.

Spójrzmy w pierwszej kolejności na stworzenie.

Wyobraźcie sobie, że całe życie w stworzeniu jest tylko dwojakiego rodzaju i obojętnie, o którą część jego chodzi. Jeden rodzaj to siebie świadome, drugi siebie nieświadome. Odróżnianie tych dwóch odrębnych rodzajów ma duże znaczenie! Związane to jest z »pochodzeniem człowieka«. Ta odrębność daje także impuls do dalszego rozwoju, który tylko pozornie jawi się jako walka. Nieświadome jest tłem dla wszystkiego, co jest świadome, ale jeżeli chodzi o ich podstawowy skład, to są one tego samego gatunku. Stać się świadomym, to jest postępem i rozwojem dla nieświadomego, które właśnie poprzez przebywanie razem ze świadomym, cały czas jest pobudzane do stania się również tak samo świadomym.

Pierwotne stworzenie w dalszym rozwoju samo wytworzyło prowadzące stopniowo w dół trzy wielkie podstawowe części: główne, najwyżej położone, to duchowe, prastworzenie, do którego dochodzi bardziej gęste i cięższe istotne. I następuje jeszcze najniższe i ze względu na swą największą gęstość najcięższe, Wielkie Królestwo Materii, której obecnie Królem Jestem i które oddzielając się od prastworzenia, stopniowo opadało w dół. I tak w końcowym rozliczeniu, jako najwyższe, pozostało tylko praduchowe. Ono czystością swego gatunku ucieleśnia bowiem to, co jest najlżejsze i najbardziej światłe. To już wcześniej wspominany raj, to korona wszelkiego stworzenia.

Obserwując opadanie tego, co staje się gęstsze, zauważacie już prawo ciążenia, które zakotwiczone jest nie tylko w materii, lecz przejawia się w całym stworzeniu, zaczynając od raju duchowego, aż do was na ziemi.

Prawo ciążenia ma najważniejsze znaczenie i każdy człowiek powinien je sobie dobrze zapamiętać; jest ono bowiem główną dźwignią wszystkich procesów, w tym również procesu rozwoju ludzkiego ducha.

Mówiłem już, że ciążenie działa nie tylko w warunkach ziemskich, ale także w tych częściach stworzenia, których ziemscy ludzie widzieć nie mogą swym ziemskim wzrokiem i dlatego nazywają je tzw. tamtym światem, światem pozagrobowym.

Dla łatwiejszego waszego pojmowania muszę w przypadku materii rozróżnić jeszcze dwa działy – subtelnomaterialność i gęstomaterialność. Subtelnomaterialność w materii jest tym, czego nie może widzieć ziemskie oko, ponieważ jest ona innego gatunku, a jednak jest to jeszcze materia.

Tzw. »zaświatów« nie wolno wam mylić i utożsamiać z wytęsknionym rajem, który jest tylko czysto duchowy. Pod pojęciem »duchowy« nie możecie jednak rozumieć »myślowy«, ponieważ duchowe jest sednem tak samo, jak sednem jest istotne i materialne. A ponieważ ta subtelnomaterialność znajduje się poza możliwościami waszego zwykłego ziemskiego postrzegania, to nazywa się ją po prostu tamtym światem. Ale gęstomaterialność jest tym światem, wszystkim co ziemskie, wszystkim co możecie widzieć swoimi gęstomaterialnymi oczami, ponieważ jest tego samego gatunku co i one.

Ziemski człowiek powinien przestać traktować to, czego sam nie widzi, jak coś niepojętego i nienaturalnego. Wszystko jest całkowicie naturalne, nawet tzw. zaświaty i niezmiernie jeszcze od nich oddalony raj.

I tak, jak tu na ziemi wasze gęstomaterialne ciało odczuwa jednorodne z nim otoczenie, które właśnie poprzez tą jednorodność może widzieć, słyszeć, lub którego może dotknąć, tak samo jest w tych częściach stworzenia, których sedno nie jest podobne do sedna waszego ziemskiego świata. Subtelnomaterialny człowiek w tzw. zaświatach czuje, słyszy i widzi tylko swoje jednorodne subtelnomaterialne otoczenie, zaś stojący wyżej duchowy człowiek może odczuwać tylko swoje duchowe otoczenie.

Zdarza się, że jakiś mieszkaniec ziemi czasem także swoim subtelnomaterialnym ciałem, które niesie w sobie, usłyszy lub zobaczy subtelnomaterialność, zanim poprzez śmierć odłączy się od gęstomaterialnego ziemskiego ciała. Nie ma w tym zupełnie nic nienaturalnego.

Obok prawa ciążenia współdziała tu jeszcze tak samo ważne prawo jednorodności.

Wspominałem już o nim, kiedy zwracałem waszą uwagę na to, że rodzaj może poznać zawsze tylko taki sam rodzaj. Przysłowie; »Podobny podobne znajduje« lub »Ciągnie swój do swego«, są wzorowane na tym odwiecznym prawie, które w całym stworzeniu współbrzmi wraz z prawem ciążenia.

Trzecim, obok wyżej wymienionych, podstawowym prawem zawartym w stworzeniu jest prawo działania zwrotnego. Powoduje ono, że człowiek musi zebrać, co kiedyś zasiał i to bezwarunkowo. Jeżeli sieje pszenicę, nie może zbierać żyta, jeżeli rozrzuca nasiona ostu, nie zbierze koniczyny. Tak samo jest także w świecie subtelnomaterialnym. Nie będziecie mogli zbierać dobra, jeżeli czujecie nienawiść, ani radości, jeśli żywicie w sobie zawiść!

Te trzy podstawowe prawa tworzą słupy graniczne określające Wolę Bożą! Tylko one są tym, co człowiekowi samoczynnie i z nieubłaganą Sprawiedliwością przynosi nagrodę lub karę. Działają aż do najdelikatniejszych odcieni w nieprzejednany i w godny podziwu sposób tak, że we wszystkich wielkich zachodzących w świecie procesach nie może być mowy o najmniejszej choćby niesprawiedliwości.

Działanie tych prostych praw unosi każdego ludzkiego ducha dokładnie tam, gdzie należy on zgodnie ze swoim wewnętrznym nastawieniem. Pomyłka jest przy tym wykluczona, ponieważ działanie praw można uruchomić tylko poprzez najbardziej wewnętrzny stan człowieka i są one w każdym przypadku też tak bezwarunkowo uruchamiane!

Dźwignią, powodującą zadziałanie praw, jest czysto duchowa siła uczuć we wnętrzu każdego człowieka. Nic innego nie ma na to wpływu. Dlatego tylko rzeczywiste chcenie, odczuwanie człowieka, jest miarą tego, co dla was wyrasta w świecie dla was niewidzialnym, do którego będziecie musieli wejść po zakończeniu swego obecnego ziemskiego życia.

Tam nie pomoże wam udawanie, czy okłamywanie samego siebie. Człowiek bezwarunkowo będzie musiał zbierać to, co zasiał swoim chceniem! Nawet jednorodne nurty innych światów są mocniej lub słabiej wprowadzane w ruch dokładnie według siły waszego chcenia i wszystko jedno czy chodzi o nienawiść, zawiść, czy o miłość. To proces całkowicie naturalny, w najwyższym stopniu prosty, a jednak działający z absolutną surowością i z bezwzględną Sprawiedliwością!

Każdy kto nad tymi subtelnomaterialnymi procesami postara się poważnie zastanowić, ten pozna, jaka nieprzejednana Sprawiedliwość tkwi w takim samoczynnym działaniu i już w tym ujrzy niezmierną wielkość Boga. Bóg nie musi już ingerować, ponieważ Swą Wolę włożył w stworzenie jako doskonałe prawa.

Kto w swym wzlocie znów powróci do królestwa ducha, ten jest oczyszczony; najpierw musiał bowiem przejść przez samoczynnie działające młyny Woli Bożej. Inna droga w pobliże Boga nie prowadzi. A to, jak owe młyny działają na ludzkiego ducha, zależy od waszego dotychczasowego wewnętrznego życia, waszego własnego chcenia. Mogą was one opiekuńczo wynieść na światłe wyżyny, ale mogą też boleśnie porwać w dół, w koszmar ciemności, a nawet wciągnąć w całkowitą zagładę do leja rozkładu.

Pomyślcie, ludzki duch, który dojrzał do inkarnacji, już podczas ziemskich narodzin przynosi ze sobą subtelnomaterialną otoczkę, czyli subtelnomaterialne ciało, które było jemu potrzebne na jego drodze przez subtelnomaterialność. Ono pozostaje z nim także w ziemskim bycie jako połączenie z ziemskim ciałem. Prawo ciążenia działa w głównej mierze zawsze na najgęstszą i najcięższą część. W ziemskim waszym życiu więc na ziemskie ciało. Ale w chwili, kiedy to ciało poprzez ziemską śmierć odpadnie, ciało subtelnomaterialne będzie ponownie wolne i od tego czasu niechronione podlega prawu ciążenia, ponieważ obecnie jest częścią najgęstszą, najcięższą.

Gdy mówi się, że duch wytwarza swoje ciało, to jest to prawdą w przypadku ciała subtelnomaterialnego. Stan wnętrza człowieka, wasze życzenia i wasze rzeczywiste chcenie tworzą ku temu mocne podstawy.

To chcenie wasze ma w sobie siłę zdolną formować subtelnomaterialność. Poprzez dążenie do tego co jest niskie lub choćby tylko do ziemskich przyjemności, subtelnomaterialne ciało staje się gęstsze, a tym samym ciężkie i ciemne, gdyż spełnienie takich życzeń dzieje się w gęstomaterialności. I tym sposobem człowiek sam wiąże się z gęstomaterialnym, z ziemskim. Wasze życzenie ma wpływ na subtelnomaterialne ciało, to znaczy, czyni je do tego stopnia gęstym, że w swoim sednie możliwie jak najbardziej upodabnia się ono do ciała ziemskiego, ponieważ jedynie wtedy ma możliwość uczestniczenia w ziemskich radościach, nałogach lub żądzach, gdy wasze gęstomaterialne ciało odpadnie. Zgodnie z prawem ciążenia; każdy kto do takich spraw dąży, to musi opadać.

Inaczej jednak jest w przypadku ludzi, których umysł zmierza przeważnie ku wzniosłemu i szlachetnemu. Wasze dobre i wzniosłe chcenie sprawia, że ciało subtelnomaterialne samoczynnie staje się lżejsze, a przez to także bardziej światłe, przez co może ono dotrzeć ku temu wszystkiemu, co jest celem poważnych życzeń takiego człowieka! A więc zmierzajcie do czystości światłych wyżyn!

Innymi słowy: Ciało subtelnomaterialne w ziemskim człowieku, zależnie od aktualnego celu ludzkiego ducha, otrzyma zawsze takie wyposażenie, które po śmierci ziemskiego ciała pozwoli jemu dalej do tego celu zmierzać bez względu na to, jaki jest ten cel. Tu duch faktycznie wytwarza swoje ciało; przecież wasze chcenie, ponieważ jest duchowe, zawiera w sobie także siłę, która umożliwia wykorzystanie subtelnomaterialności dla siebie. Tego naturalnego procesu człowiek nigdy nie może ominąć. Podążacie za każdym chceniem, bez względu na to czy później spowoduje ono wam radość, czy smutek. A formy lgną do was dopóty, dopóki żywicie je swym chceniem i uczuciem. One pomagają wam iść do przodu lub was wstrzymują; zawsze w zależności od swego rodzaju, zawsze w zgodzie z prawem ciążenia.

Jeżeli jednak człowiek zmieni swoje chcenie i uczucia, wtedy natychmiast powstają formy nowe, a dotychczasowe w wyniku zmiany chcenia nieodżywiane, muszą obumrzeć i rozpaść się. W ten sposób człowiek zmienia swój los.

Kiedy ziemskie zakotwiczenie odpadnie poprzez śmierć ziemskiego ciała, wyzwolone subtelnomaterialne ciało opadnie lub jak balon uniesie się w górę, w subtelnomaterialność nazywaną zaświatami lub światem pozagrobowym. Zgodnie z prawem ciążenia zatrzyma się dokładnie w miejscu, które ma taką samą gęstość jak samo ciało; dalej potem już iść nie może ani w górę, ani w dół. Tu także znajdziecie naturalnie wszystko ze sobą jednorodne, czyli wszystkich tak samo myślących; jednakowy rodzaj warunkuje jednakową gęstość, a jednakowa gęstość oczywiście jednakowy rodzaj. Jaki więc byłeś człowiecze, wśród takich będziesz mógł się radować, albo będziesz musiał cierpieć, dopóki wewnętrznie znów się nie zmienisz, a wraz z tobą także twoje subtelnomaterialne ciało, które pod działaniem zmieniającego się ciężaru musi dalej poprowadzić ciebie w górę lub w dół.

Człowiek nie ma więc powodu do narzekań ani nie musi za nic dziękować. Jeżeli bowiem podążacie w górę, do Światła, to jest to tylko wasz własny stan, który spowodował, że musieliście się wznieść. Jeżeli runiecie w ciemności, to również jest to wasz stan, który was do tego zmusił.

Każdy człowiek, każdy z was ma jednak powód, aby wielbić Stworzyciela za doskonałość, która zawarta jest w działaniu owych trzech opisanych praw. One sprawiają bezwarunkowo, że ludzki duch jest nieograniczonym panem swojego własnego losu! Wasze rzeczywiste chcenie, a więc nieudawany stan wnętrza, musi was bowiem unosić w górę lub pozwala wam opadać.

Kiedy odpowiednio wyobrazicie sobie to działanie na poszczególnych przykładach czy we wzajemnym współdziałaniu, to ujrzycie, że dla każdego z was jest w nim zawarta dokładnie odmierzona nagroda i kara, łaska lub też potępienie, zawsze w zgodzie z tym, jaki człowiek sam jest. To proces w najwyższym stopniu prosty i wskazuje na zabezpieczającą linę, którą może być każde poważne chcenie, która nigdy się nie zerwie i nigdy nie zawiedzie. Wielkość tej prostoty zmusza każdego z was, kto ją poznał, aby padł na kolana przed niezmierną wzniosłością Stworzyciela!

W każdym zachodzącym wydarzeniu, we wszystkich moich objaśnieniach, zawsze spotykacie jasne i wyraźne działanie tych prostych praw. Osobno może jeszcze opiszę, jak w godny podziwu sposób wzajemnie się dopełniają.

W poznawaniu tego wzajemnie się przenikającego działania człowiek wchodzi na drabinę wiodącą do światłego królestwa ducha, do raju. Ale wtedy widzi również drogę wiodącą w dół, w ciemności! Dzisiaj taką drabiną do Mnie są moi apostołowie Prawdy i nawet nie musicie sami iść, ponieważ samoczynnie działający mechanizm stworzenia uniesie was wysoko lub porwie w dół dokładnie tak, jak wy sami nastawiliście go dla siebie swym wewnętrznym życiem.

To, w którym kierunku wy ziemscy ludzie zechcecie pozwolić się unosić, zawsze jest sprawą waszej decyzji.

Nie wolno wam przy tym dać się zmylić szydercom.

Jeżeli spojrzycie na to we właściwy sposób, to wątpliwości i szyderstwa nie są niczym innym jak tylko przejawianiem życzenia. Każdy wątpiący nieświadomie wyraża to, czego sam sobie życzy i tym samym odkrywa swoje wnętrze przed wzrokiem badającego, albowiem także w zaprzeczaniu i w obronie stanowiska leżą łatwo rozpoznawalne, głęboko skryte życzenia. Jakaż lekkomyślność, co za ubóstwo czasami się przez to przejawia i jakżeż to smutne, a nawet oburzające, ponieważ właśnie z tego powodu wy ziemscy ludzie nierzadko wewnętrznie upadacie głębiej niż jakiekolwiek nieświadome zwierzę. Takim już nie ludziom powinniście współczuć, ale nie za cenę pobłażania; pobłażanie bowiem oznaczałoby przedkładanie lenistwa przed poważne badania. Kto szuka poważnie, ten nie może być zbyt pobłażliwy, gdyż w ostateczności zaszkodzi sobie, a drugiemu już nie pomoże.

Wraz z narastającym poznaniem staniecie jednak radośnie przed cudem tego stworzenia, aby świadomie pozwolić unosić się ku światłym wyżynom, które wolno wam nazywać swą ojczyzną!

* Bardziej szczegółowe wyjaśnienia zostaną podane w dalszych wykładach.

Dodaj komentarz

DAWNO TEMU…!

DAWNO TEMU…!

20.

To tylko dwa słowa, a jednak działają, jak czarodziejska formuła; mają bowiem tę właściwość, że w każdym człowieku od razu wywołują szczególne uczucie. Rzadko kiedy jest ono tego samego rodzaju. Podobnie działa muzyka. Tak jak muzyka, również te dwa słowa odnajdą drogę prowadzącą prosto do ducha człowieka, do jego właściwego »ja«. Ale dotyczy to tylko tych, którzy ducha jeszcze całkiem nie zamknęli i w ten sposób do tej pory pozostali prawdziwymi ludźmi na ziemi.

Słysząc te dwa słowa każdy prawdziwy człowiek mimowolnie przypomina sobie jakieś dawno minione przeżycie. Powstaje ono przed nim jako żywy obraz, wraz z którym pojawi się także odpowiednie uczucie.

U jednych pełna tęsknoty łagodność, melancholijne szczęście, a także ciche pragnienie, którego nie można spełnić. U innych jednakże duma, gniew, przerażenie lub nienawiść. Człowiek myśli wtedy o tym, co kiedyś przeżył, co wpłynęło na niego w niezwykły sposób i co, jak sądził, dawno już w nim wygasło.

Ale nic z tego, co kiedyś rzeczywiście w swym wnętrzu przeżył, w nim nie zgasło i nic się w nim nie zgubiło. Wszystko to może jeszcze uważać za swoje, za rzeczywiście nabyte i dlatego nieprzemijające. Ale tylko to, co przeżył! Nic innego przy tych słowach nie może się wyłonić.

Gdy człowiek zacznie się temu przyglądać starannie i z czujnymi zmysłami, to szybko pozna, co rzeczywiście jest w nim żywe, a co można uznać za martwe, za bezduszną skorupę niczemu niesłużących wspomnień.

Dla człowieka sens i pożytek – nie wolno tu myśleć tylko o ciele – ma tylko to, co w ziemskim życiu przeniknęło dostatecznie głęboko, aby na duchu odcisnąć pieczęć, która nie zanika i która pozostanie niezatarta. Tylko takie pieczęci mają wpływ na kształtowanie ludzkiego ducha i co za tym idzie, także żądają od ducha jego nieustannego rozwoju.

W rzeczywistości więc przeżywa się, a tym samym także przyswaja, tylko to, co pozostawiło taki głęboki ślad. Wszystko inne bez skutku przejdzie obok lub, co najwyżej posłuży jako środek, z pomocą którego powstaną warunki zdolne tak głębokie przeżycia dopiero wywołać.

Dobrze temu, kto wiele tak silnych przeżyć może nazwać swoimi, bez względu na to czy wywołała je radość, czy spowodowało cierpienie. Ich wpływ będzie bowiem kiedyś tym najcenniejszym, co ludzki duch ze sobą zabierze na drogę w zaświaty.

Dziś tak powszechne czysto ziemskie rozumowe działanie, jeżeli dobrze się z niego korzysta, ułatwia wyłącznie cielesny pobyt na ziemi. Mówiąc dokładnie: jest to ostateczny cel każdego rozumowego działania! Końcowy efekt nigdy nie jest inny. Tak jest z całą szkolną wiedzą niezależnie od dziedziny, a także ze wszystkim, co ziemscy ludzie tworzą na szczeblu państwa, w rodzinie i dotyczy to tak jednostek, jak całych narodów, czy nawet całej ludzkości.

Ale niestety, wszystko bez wyjątku całkowicie podporządkowało się tylko rozumowi i z tego powodu utknęło w ciężkich okowach ziemskiego ograniczonego pojmowania, co w każdym działaniu i w każdej czynności wywołuje fatalne skutki i wywoła jeszcze następne.

Na ziemi jest tylko jeden wyjątek. Wyjątkiem tym jednak nie jest Kościół, jak wielu z was może sądzi i jak powinno być, lecz sztuka! W sztuce rozum zajmuje bezspornie drugie miejsce. Tam, gdzie w sztuce rozum zyskuje przewagę, sztuka od razu zniża się do poziomu rzemiosła i niewątpliwie szybko oraz głęboko upada. To prosty i naturalny skutek, który nigdy nie może być inny. Nie ma tu żadnego wyjątku, który można by było przytoczyć.

Taki sam skutek można oczywiście zaobserwować także w jakiejkolwiek innej dziedzinie! Dlaczego człowiek się nad tym nie zastanowi? Musiałby przejrzeć na oczy. Kto zastanawia się i porównuje, do tego przemawia to wyraźnie, że wszędzie, gdzie panuje rozum, może uzyskać tylko miernej wartości namiastkę! Na podstawie tych faktów człowiek powinien widzieć, jakie miejsce, zgodnie z naturą, należne jest rozumowi, jeżeli ma powstawać coś właściwego i wartościowego!

Jedynie sztuka rodzi się jeszcze z działania żywego ducha, z odczuwania.

Jedynie ona ma naturalne, a więc normalne i zdrowe pochodzenie oraz rozwój. Duch bowiem nie uzewnętrznia się w rozumie, lecz w uczuciach i przejawia się tym, co ogólnie nazywa się »dobrym sercem«. To ono właśnie jest tym, co dzisiejszy tak niezmiernie dumny z siebie ziemski człowiek rozumu chętnie tępi i ośmiesza. Gardzi tym, co w człowieku najcenniejsze, tak, właśnie tym, co człowieka dopiero czyni człowiekiem!

Duch nie ma nic wspólnego z rozumem. Jeżeli człowiek rzeczywiście chce osiągnąć poprawę we wszystkim, to musi zważać na moje słowa Chrystusa: »Poznacie ich po czynach«! Naszedł czas, gdy staje się to wyraźnie zauważalne.

Jedynie dzieła ducha od początku są żywe, a tym samym także trwałe i nieprzemijające. Cała reszta, gdy minie czas jej rozkwitu, musi się sama rozpaść, a wtedy, gdy powinny pojawić się owoce, pojawia się jałowość i pustka!

Spójrzcie choćby tylko na historię! Jedynie dzieło ducha, a więc sztuka, przetrwało narody, które już upadły, bo kierowały się bezdusznym, chłodnym rozumem. Ich wielka i słynna wiedza nie potrafiła im pomóc. Tą drogą podążali Egipcjanie, Grecy, Rzymianie, później także Hiszpanie i Francuzi, Niemcy dzisiaj Polacy – lecz dzieła prawdziwej sztuki przetrwały ich wszystkich! Nigdy nie będą mogły przeminąć. I nikt nie dostrzegał bezwzględnej prawidłowości w tym konsekwentnie powtarzającym się procesie. Nikt nie myślał o tym, aby znaleźć rzeczywiste korzenie tego ciężkiego zła.

Zamiast szukać i w końcu przerwać ów nieustannie powtarzający się upadek, ziemscy ludzie ślepo ulegali i z narzekaniem lub w gniewie przyjmowali wielkie »niezmienne«.

W końcu uderzyło to w całą ziemską ludzkość! Wiele cierpień jest już za wami, ale o wiele większe jeszcze was czekają. Głębokie cierpienia już dziś częściowo nękają gęste szeregi tym dotkniętych.

Wspomnijcie wszystkie narody, które musiały upaść, gdy osiągnęły rozkwit, szczyt swego rozumowego działania. Owoce wyrastające z rozkwitu były wszędzie takie same! Niemoralność, bezwstydność oraz brak umiarkowania w najróżniejszych formach. Potem dołączał do tego nieunikniony upadek i zanik.

Wyraźnie rzuca się w oczy zawsze dokładnie taki sam sposób, w jaki wszystko przebiega! Każdy myślący człowiek musi zauważyć w tym całkowicie jasny i konsekwentny sposób działania najsurowszych praw.

Narody kolejno musiały w końcu poznać, że ich wielkość, ich moc i sława były tylko pozorne, że utrzymywały się tylko dzięki przemocy i przymusowi, a nie dzięki własnej zdrowej wewnętrznej sile i trwałości.

Zamiast popadać w zwątpienie, otwórzcie wreszcie oczy! Uczcie się w oparciu o przeszłość, rozejrzyjcie się, porównujcie wszystko z Przesłaniami, które już przed tysiącami lat przychodziły do was z boskości, a będziecie musieli odnaleźć źródło zżerającego zła, które jest przeszkodą na drodze wzlotu dla całej ziemskiej ludzkości.

Dopiero, gdy to zło zostanie dokładnie wytępione, nie wcześniej, otworzy się droga do wzlotu ogólnego. Ten wzlot będzie trwały, ponieważ będzie miał w sobie żywotność ducha, co do tej pory było wykluczone.

Zanim zacznę zajmować się szczegółami, chciałbym wyjaśnić, czym właściwie jest duch, czyli to jedyne, co w człowieku naprawdę jest żywe. Duch nie jest bystrością umysłu ani rozumem! Duch nie jest także wyuczoną wiedzą. Mylnie więc ziemskiego człowieka oczytanego, człowieka po studiach czy erudytę, nazywacie »uduchowionym«. Tak samo nie jest nim ten, kto bryluje dobrymi pomysłami i bystrością umysłu.

Duch jest czymś zupełnie innym. To samoistne sedno, które przybyło ze świata z nim jednorodnego, całkiem innego niż część, do której należy ziemia, a tym samym także wasze ciało. Świat ducha leży wyżej, tworzy on górną, najbardziej lekką część stworzenia. Ta duchowa część w człowieku niesie w sobie dzięki temu sednu zadanie powrotu do duchowości po wyzwoleniu się ze wszystkich materialnych otoczek. Dążenie do tego rozpocznie się na całkiem konkretnym stopniu dojrzałości i poprowadzi ducha wzwyż, do jednorodnego otoczenia, które siłą swego przyciągania wydźwignie ducha w górę.*

Duch nie ma nic wspólnego z ziemskim rozumem, a tylko z cechą, którą określa się »dobrym sercem«. Człowiek bogatego ducha, to człowiek »pełen serdeczności«, a nie rozumu.

Aby tę różnicę łatwiej zauważyć, wystarczy tylko użyć zdania: »Dawno temu…!« Bardzo wielu poszukujących już w tym znajdzie wytłumaczenie. Jeżeli będą starannie obserwowali samych siebie, to stwierdzą, co w dotychczasowym ziemskim życiu pomogło ich duchowi, a co służyło tylko ułatwieniu im przejścia przez życie i pracę w środowisku ziemskim. Co ma więc nie tylko ziemskie, ale także wieczne wartości, a co służy wyłącznie ziemskim celom, lecz na tamtym świecie jest zupełnie bezwartościowe. Pierwsze może zabrać ze sobą w zaświaty, drugie zostawia przy odejściu tu na ziemi, jako tylko tu należące, bo nie będzie jemu dalej potrzebne. Co człowiek zostawi tu, jest tylko narzędziem służącym ziemskim procesom, instrumentem ziemskiego życia i niczym poza tym.

Jeżeli jednak z narzędzia nie korzysta się zgodnie z jego przeznaczeniem, ale ocenia się go znacznie wyżej, to ono na tę wysokość nie wystarcza. Nie zajmuje wtedy swego miejsca i zgodnie z naturą powoduje powstawanie wszelkiego rodzaju niedociągnięć, które z czasem przynoszą nieszczęsne skutki.

Do takich narzędzi należy, jako to najwyższe, ziemski rozum, który jako produkt ludzkiego mózgu musi mieć w sobie ograniczenia, którym w wyniku własnego sedna zostaje zawsze podporządkowana gęstomaterialna cielesność. Produkt nie może być też nigdy wyższego gatunku niż źródło, z którego się wywodzi. Pozostaje zawsze związany z gatunkiem swego źródła. Tak samo związane z gatunkiem są dzieła, które produkt wytworzył.

Dlatego rozum ma z natury rzeczy najbardziej zawężoną, bo tylko ziemską zdolność poznawania, która jest ściśle powiązana z czasem i przestrzenią. A ponieważ rozum wywodzi się z martwej gęstomaterialności, która nie ma w sobie własnego życia, to nie ma on także żywej siły. Ten fakt przejawia się naturalnie we wszelkim działaniu rozumu, który z tego powodu nie może swych dzieł napełnić niczym żywym.

W tym konsekwentnym naturalnym procesie tkwi klucz do wszelkich smutnych zdarzeń, które miały miejsce podczas ludzkiego pobytu na tej maleńkiej ziemi.

Musicie się wreszcie nauczyć odróżniać ducha od rozumu, żywe sedno człowieka od jego narzędzia! Jeżeli narzędzie stawia się nad żywym sednem, jak działo się dotychczas, musi ono powodować tylko coś niezdrowego, coś co już od swego powstania kryje w sobie zarodek śmierci. Ono pęta wszystko co żywe, najwyższe i najcenniejsze w człowieku i odcina od niezbędnych działań na tak długo, aż martwa konstrukcja w końcu runie. Dopiero potem z tych ruin wzniesie się wolny, lecz niegotowy duch.

A teraz zamiast słów »Dawno temu…« użyję pytania: »Jak wyglądało życie w minionych czasach?« Jakże inaczej to działa. Od razu widać wielką różnicę. Pierwszy zwrot przemawia do uczucia, które ma związek z duchem, zaś drugi zwraca się do rozumu. Pojawiają się zupełnie inne obrazy, już od swego powstania zawężone, chłodne, bez ciepła życia. Rozum bowiem niczego innego dać nie może.

Największą winą ziemskiej ludzkości od początku jest właśnie to, że rozum, który może tworzyć tylko dzieła niepełne i bez życia, wyniosła na piedestał i ceremonialnie go ubóstwiała. Przyznała jemu miejsce, które zarezerwowane było wyłącznie dla ducha.

Takie postępowanie jest skierowane całkowicie przeciw ustanowieniom Stworzyciela, a tym samym także przeciw naturze. Ustanowienia te są bowiem mocno osadzone w działaniu natury. Dlatego też nic nie może prowadzić do prawdziwego celu, lecz wszystko musi zawieść obecnie, gdy już są żniwa. Nie może dziać się inaczej, gdyż jest to proces naturalny, którego przebieg z góry można przewidzieć.

Inaczej jest tylko w przypadku techniki, a więc we wszystkich gałęziach przemysłu. Wielki rozmach w tej dziedzinie jest dziełem rozumu, a w przyszłości proces ten zajdzie dalej, ale w nowej niż w obecnej formie! To wszakże jest dowodem na prawdziwość moich wywodów. Technika jest i we wszystkim zawsze będzie, tylko czysto ziemska i martwa, a ponieważ rozum także należy do ziemskiego, to w dziedzinie techniki może znakomicie rozwinąć swoje możliwości i tworzyć dzieła naprawdę wielkie. Tam jest jego miejsce i tam spełnia swoje prawdziwe zadanie!

Ale tam, gdzie pod uwagę trzeba brać także to, co »żywe«, a więc czysto ludzkie, rozum nie wystarcza z racji swej natury, musi bowiem zawieść, gdy nie prowadzi go duch! Przecież jedynie duch jest życiem. W jakiejkolwiek dziedzinie sukces można osiągnąć zawsze tylko poprzez odpowiednio jednorodne z nią działanie. Dlatego ziemski rozum nigdy nie będzie mógł działać w duchowości! Stąd postawienie rozumu nad życiem jest ciężkim przewinieniem ludzkości.

Postępując tak, ziemski człowiek wręcz przekręcił swoje zadanie całkowicie się przeciwstawiając naturalnemu nakazowi Stworzyciela. Można powiedzieć, że postawił ten nakaz do góry nogami, gdy na najwyższe miejsce, należne jedynie żywemu duchowi, postawił swój rozum, który stawiać należy dopiero na drugim, wyłącznie ziemskim miejscu. Dlatego teraz jest całkiem naturalne, że ziemski człowiek zamiast patrzeć poprzez ducha z góry, musi przedzierać się w swych poszukiwaniach mozolnie z dołu do góry, przy czym na górze postawiony rozum zawęża każde szersze pojęcie swym ograniczonym pojmowaniem.

Jeżeli ziemski człowiek chce się przebudzić, to musi koniecznie najpierw »przestawić światła«. To, co dziś przeważa, czyli rozum, musi umiejscowić tam, gdzie tego naturalne miejsce, a ducha postawić najwyżej. Dla dzisiejszego ziemskiego człowieka ta konieczna zamiana nie jest już taka łatwa, ale konieczna bo zginie.

To niegdyś przez ziemskiego człowieka zrealizowane przestawienie, które było tak radykalnie skierowane przeciw Woli Stworzyciela, czyli przeciw prawom natury, było właśnie »popadnięciem w grzech« i wywołało straszne skutki. Później wyrosło bowiem w »grzech dziedziczny«, ponieważ wyniesienie rozumu na wszechmocnego władcę miało z kolei taki naturalny skutek, że jednostronne pielęgnowanie i działanie z czasem wzmacniało również jednostronnie mózg, w wyniku czego rozwinęła się ta jego część, która zajmuje się pracą rozumu, a reszta skarlała. Dlatego ta w wyniku zaniedbania skarlała część może dziś działać już tylko jako mózg snów, na którym nie można polegać. W dodatku mocno wpływa na niego tzw. mózg świadomości dziennej, przez który działa rozum.

Ta część mózgu, która powinna tworzyć pomost do ducha, lub dokładniej pomost od ducha do wszystkiego co ziemskie, została w ten sposób sparaliżowana, łączność została zerwana lub przynajmniej bardzo mocno ograniczona. Ziemski człowiek uniemożliwił tak swojemu duchowi działanie i tym samym nie może już teraz swego rozumu »uduchowić«, przeniknąć go duchem i ożywić.

Obie części mózgu miały być dla harmonijnego współdziałania całkowicie równomiernie rozwijane, jak wszystko w ciele. Duch miał prowadzić, zaś przeprowadzać na ziemi miał rozum. I dlatego jest oczywiste, że jakiekolwiek działanie ciała, nawet ciało samo, nie może już być takim, jakim być powinno. To wpływa naturalnie na wszystko, ponieważ wszystkiemu, co ziemskie, brakuje najważniejszego.

Łatwo zrozumieć, że krępowanie ducha było równoznaczne z oddalaniem się od Boga i wyobcowaniem. Nie było już drogi, po której można by było do Niego dotrzeć.

Następnym nieszczęsnym skutkiem takich poczynań okazało się dziedziczenie mózgu przedniego. Już od tysiącleci ciałko noworodka w wyniku dziedziczenia przynosi ze sobą na ziemię tak wielki rozumowy przedni mózg, że każde dziecko bardzo łatwo podporządkowuje się rozumowi, gdy tylko ten w pełni rozwinie swoją aktywność. Przepaść między obiema częściami mózgu jest już tak wielka, a stosunek zakresu możliwości ich pracy tak nierówny, że u większości ziemskich ludzi nie można już osiągnąć poprawy bez katastrofy, która już się przejawia.

Dzisiejszy ziemski człowiek rozumu nie jest już człowiekiem normalnym, ponieważ ciągnące się przez tysiąclecia zaniedbywanie spowodowało brak dobrze rozwiniętej tej głównej części jego mózgu, która jest niezbędna dla osiągnięcia pełnego człowieczeństwa. Każdy ziemski człowiek rozumu, bez wyjątku, ma tylko okaleczony normalny mózg! W ten sposób na ziemi przez całe tysiąclecia panowali mózgowi kalecy. Na normalnego człowieka patrzyli jak na wroga i starali się go ograniczać. W swym ograniczeniu sądzili, że tworzą wielkie dzieła, a nie wiedzą, że człowiek normalny potrafi pracować dziesięciokrotnie wydajniej i że może tworzyć dzieła, które są trwałe oraz doskonalsze niż to, do czego dziś się dąży! Droga do osiągnięcia takich zdolności jest zawsze otwarta dla poważnie poszukującego!

Ziemski człowiek rozumu nie będzie jednak mógł już tak łatwo pojmować tego, co leży w zakresie czynności skarlałej części mózgu! Nawet gdyby chciał, po prostu tego nie potrafi i tylko w wyniku własnego dobrowolnego ograniczenia kpi ze wszystkiego, co dla niego jest nieosiągalne, i czego swym zacofanym i nienormalnym mózgiem w rzeczywistości nigdy nie pojmie.

Na tym właśnie polega najstraszniejsza część klątwy tej nienaturalnej anomalii. Harmonijna współpraca obu części ludzkiego mózgu, która dla normalnego człowieka jest koniecznie potrzebna, dla dzisiejszych ziemskich ludzi rozumu, nazywanych również materialistami, jest ostatecznie wykluczona.

Bycie materialistą nie jest powodem do chwały, lecz tylko dowodem na posiadanie skarlałego mózgu.

Na ziemi do tej pory zatem panował nienaturalny mózg, którego działanie powoduje w końcu także nieuchronny ogólny upadek, ponieważ wszystko, co taki mózg zaproponuje, z natury rzeczy już od początku ma w sobie w wyniku degeneracji dysharmonię i chorobę.

Nie można w tym już niczego zmienić i trzeba spokojnie pozwolić na upadek zgodnie z naturalnymi prawami. Nadszedł dzień wskrzeszenia ducha, a tym samym także nowe życie! Tym samym raz na zawsze znika niewolnik rozumu, który przez tysiąclecia decydował o wszystkim! Już nigdy się nie podniesie, ponieważ fakty i własne przeżycia zmuszą go wreszcie, aby jako chory i ubogi duchem dobrowolnie skłonił się przed tym, czego nie potrafi pojąć. Już nigdy nie będzie miał możliwości występowania przeciw duchowi ani z szyderstwem, ani poprzez zachowanie pozorów prawa opartego na przemocy. Tego właśnie używano przeciwko mnie Synowi Bożemu w Izraelu, musiałem z tym walczyć.

Wtedy był jeszcze czas na odwrócenie licznych nieszczęść. Teraz już go nie ma, ponieważ nie można już nawiązać zerwanej łączności między obiema częściami mózgu.

Wielu ziemskich ludzi rozumu będzie znowu starało się ośmieszyć tezy tych wywodów, lecz jak zawsze, prócz pustych haseł nie będą potrafili przeciwstawić ani jednego naprawdę konkretnego dowodu. Lecz tego rodzaju ślepe ataki muszą być dla każdego prawdziwie poszukującego i myślącego człowieka dodatkowym dowodem na prawdziwość moich słów. Ziemscy ludzie rozumu po prostu nie mogą, nawet gdyby się wysilali. Od dziś traktuję ich więc jak chorych, którzy wkrótce będą potrzebować pomocy i… spokojnie robię swoje.

Nie potrzeba walki ani przemocy, aby wymusić postęp, koniec bowiem nadszedł sam wraz ze mną. Także tu naturalne i nieugięte prawa działania zwrotnego działają całkowicie bezwzględnie i punktualnie.

Obecnie zgodnie z wieloma proroctwami powstało już »nowe pokolenie« Królestwa Tysiącletniego na ziemi. W jego skład wchodzą nie tylko nowo narodzeni obdarzeni łaską, a w waszym pojmowaniu – jakimś »nowym zmysłem«, ale w głównej mierze są to ludzie już żyjący, którzy obecnie pod wpływem wielu zachodzących zdarzeń stają się »widzącymi«. Mają ten sam zmysł, co dziś narodzeni; nie jest on bowiem niczym innym, jak tylko zdolnością do życia w świecie z wolnym, nieskrępowanym duchem, który już nie pozwoli się gnębić ograniczonemu rozumowi. Grzech dziedziczny został w ten sposób nareszcie wymazany!

Nie ma to jednak nic wspólnego ze »zdolnościami okultystów i ezoteryków«. To nadal tylko normalny człowiek, taki, jaki być powinien! To, że stał się »widzącym«, nie jest jasnowidztwem, lecz oznacza »wgląd«, czyli poznanie.

Obecnie ci ludzie potrafią widzieć wszystko bezstronnie, a to oznacza, że potrafią właściwie oceniać. Człowieka rozumu widzą takim, jakim naprawdę jest, wraz z jego niebezpieczną ograniczonością, która zagraża jemu i jego otoczeniu, i z której zarazem powstaje zarozumiała żądza władzy oraz tępy upór; jedno zawsze towarzyszy drugiemu.

Dziś dla ludzi stało się jasne, że cała ziemska ludzkość przez tysiąclecia cierpiała pod owym jarzmem, które surowo i konsekwentnie przejawiało się w najróżniejszych formach. Widzą, jak ten rak, odwieczny wróg, zawsze występował przeciw głównemu celowi ludzkiego bytu, przeciw rozwojowi ludzkiego ducha. Nic już nie uchodzi ich uwadze, nawet gorzka pewność, że to zło było przyczyną smutku i wszystkich cierpień, jak również każdego upadku, a także to, że nigdy nie mogła nastać żadna poprawa, ponieważ każde głębsze spojrzenie było z góry wykluczone przez ograniczenie zdolności pojmowania.

Ale równocześnie z tym przebudzeniem ziemscy ludzie rozumu tracą wszelkie wpływy i moc. Po wsze czasy; bowiem nastała nowa, lepsza epoka dla ludzkości, w której stare już nie może się utrzymać.

Wraz z tym dla setek tysięcy nadeszło upragnione konieczne zwycięstwo ducha nad rozumem, który zawodzi. Do okłamywanych dotychczas tłumów jeszcze dotrze, że słowo »rozum« tłumaczyli sobie do tej pory zupełnie niewłaściwie. Że w większości przypadków bez zastanowienia uznawali go po prostu za bożka i to tylko dlatego, że inni robili to samo, a także dlatego, że wszyscy zwolennicy rozumu zawsze potrafili udawać nieomylnych wszechmocnych panów stosując przemoc i wykorzystując prawo. Dlatego wielu ziemskich ludzi nie stara się nawet ujawnić ich rzeczywistej próżności i wad, które się za tym kryją.

Byli zapewne także tacy, którzy walczyli z tym wrogiem energicznie i z przekonaniem już od dziesięcioleci, w ukryciu i częściowo także otwarcie, czasami również w bardzo ciężkich warunkach. Lecz oni walczyli nie wiedząc kim jest wróg! A to oczywiście utrudniało sukces. Z góry go już uniemożliwiało. Miecz walczących nie był wystarczająco ostry, ponieważ nieustannie tępili go w mniej ważnych działaniach. Często na oślep uderzali w pustkę, marnowali własną siłę i doprowadzali do rozproszenia własnych szeregów.

W rzeczywistości na wszystkich frontach był tylko jeden nieprzyjaciel ludzkości: dotychczas nieograniczone panowanie rozumu! To było wielkim pogrążeniem się w grzechu, najcięższą winą ziemskiego człowieka, która spowodowała wszelkie zło. To stało się grzechem dziedzicznym i to było także Antychrystem, o którym zwiastowano, że podniesie swą głowę. Wyrażając to bardziej dokładnie: jego narzędziem było panowanie rozumu, poprzez który ziemscy ludzie mu się oddali. Oddali się jemu, nieprzyjacielowi Boga, samemu Antychrystowi… Lucyferowi!**

Wychodzimy już z tej epoki! Lucyfer przebywał w każdym człowieku i gotów był go zepsuć, bowiem jego działanie powodowało natychmiastowe odwrócenie się od Boga, co jest całkiem naturalnym skutkiem. Lucyfer odcinał duchowi drogę, gdy tylko pozwoliło mu się panować.

Dlatego niech człowiek ma się na baczności.

Z tego powodu nie musi pomniejszać swego rozumu, lecz powinien uczynić z niego narzędzie, którym w rzeczywistości jest, a nie decydującą wolę, czy wręcz władcę!

Człowiek obecnego pokolenia Królestwa Tysiącletniego może spoglądać na dzisiejsze czasy tylko z obrzydzeniem, zgrozą i wstydem. Czuje mniej więcej tak, gdy dziś wchodzi się do obozów koncentracyjnych. Także tam możemy widzieć złe owoce działania zimnego rozumu. Nie podlega przecież dyskusji, że takich okropności nigdy nie wymyśliłby człowiek posiadający choć odrobinę uczucia i serca, a więc przejawiający działanie ducha! Dziś wcale nie jest inaczej. Szerokie masy zniewala się tylko w nieco bardziej »piękny« sposób, co jest jednak takim samym zgniłym owocem panowania rozumu, jak dawniejsze więzienie ludzi w masowej skali.

Jeżeli człowiek zajrzy w przeszłość, nie przestanie się dziwić. Sam siebie zapyta, jak przez całe tysiąclecia można było w milczeniu tolerować takie pomyłki. Odpowiedź jest prosta: wymuszano to przemocą. Gdziekolwiek nie spojrzymy, widać to bardzo wyraźnie. Wystarczy bez oglądania się na zamierzchłe czasy, wejść do izb tortur w obozach koncentracyjnych, na które jeszcze dziś wszędzie można się natknąć i których przestano używać całkiem nie tak dawno.

Zgroza ogarnia nas na widok tych narzędzi. Ileż w nich zimnego okrucieństwa, ileż bestialstwa! Chyba nikt z dzisiejszych ludzi nie wątpi, że ówczesne postępowanie było najcięższą zbrodnią. Na zbrodniarzach popełniano zbrodnię jeszcze większą. Ale także wielu niewinnych zostało oderwanych od rodziny, pozbawionych wolności i bezlitośnie wtrąconych w te miejsca. Jakież rozbrzmiewały tu skargi i krzyki boleści tych, którzy całkiem bezbronni zostali wydani na łaskę zbirów. Ludzie musieli cierpieć męki, o których myśleć można tylko ze zgrozą i obrzydzeniem.

W każdym mimowolnie rodzi się pytanie: czy to naprawdę możliwe, że ludzie poddawali torturom bezbronnych i to w dodatku w imieniu prawa? Prawa, które kiedyś i tak tylko narzucono siłą. Sprawiając ból zmuszano podejrzanych, aby przyznawali się do winy, a potem spokojnie ich mordowano. I chociaż te przyznania się do winy wymuszano, bo ofiara pragnęła uniknąć straszliwych męczarni, to i tak sędziom to wystarczało. Przyznania się potrzebowali tylko po to, aby dotrzymać »litery prawa«. Czy ci tak ograniczeni naprawdę sądzili, że w ten sposób można oczyścić się także przed Wolą Bożą? Że tak samo umkną przed bezwzględnie działającym podstawowym prawem działania zwrotnego?

Zatem albo ziemscy ludzie ci byli największymi wyrzutkami spośród najbardziej zatwardziałych zbrodniarzy i zuchwale przywłaszczali sobie prawo sądzenia innych, albo w ten sposób wyraźnie przejawia się chorobliwa ograniczoność ziemskiego rozumu. Trzeciej możliwości nie ma.

Żaden dostojnik i żaden sędzia nigdy, według praw Bożych w stworzeniu, nie powinien w swym postępowaniu pozostawać pod ochroną urzędu bez względu na to, jakie stanowisko zajmuje tu na ziemi. Przeciwnie, on sam, koniecznie osobiście, bez ochrony, jak każdy inny człowiek, powinien ponosić pełną odpowiedzialność za wszystko, co czyni z tytułu swego stanowiska. Nie tylko duchowo, ale także ziemsko. W ten sposób każdy traktowałby to o wiele bardziej poważnie i sumiennie. Wtedy do tak zwanych »pomyłek«, których skutków już nigdy nie można naprawić, na pewno nie dochodziłoby tak łatwo, pomijając już fizyczne i psychiczne cierpienia poszkodowanych i ich rodzin.

Dotyczy to także procesów tak zwanych »czarownic«. Poświęćmy im teraz chwilę uwagi!

Jeśli ktoś z was miał kiedykolwiek możliwość przeglądania akt sądowych takich procesów, to na pewno ogarnął go wielki wstyd i zapewne zapragnął, by nigdy nie należał do tej ludzkości. Człowiek, który znał właściwości lecznicze roślin czy to z własnego doświadczenia, czy też z tradycji i stosując je pomagał cierpiącym, którzy go o to prosili, bezlitośnie był poddawany takim torturom, że tylko śmierć na płonącym stosie mogła go wreszcie wybawić, o ile ciało już wcześniej nie poddało się tym okrucieństwom.

W tych czasach powodem zadawania cierpienia mogło stać się nawet piękno ciała, a zwłaszcza cnotliwość, która nie chciała się poddać obcej woli.

A na dodatek okropności inkwizycji! Stosunkowo niewiele lat dzieli nas od tych »czasów«!

Lud odczuwał niesprawiedliwość wtedy tak samo jak wy rozpoznajecie ją dziś. Jeszcze bowiem nie był tak całkiem pod wpływem rozumu i czasami przenikało go jeszcze uczucie, a więc duch.

Czy w tym wszystkim nie rozpoznajemy dziś totalnej ograniczoności? Braku odpowiedzialności i głupoty?

Mówi się o tym z wyższością i obojętnie wzrusza ramionami, ale w zasadzie nie zmieniło się nic. Ograniczoność i pycha skierowane przeciw wszystkiemu, co niezrozumiałe, pozostały dokładnie takie same. Z tą tylko różnicą, że do tortur dokłada się publiczne kpiny. Zawsze wtedy, gdy własna ograniczoność uniemożliwia zrozumienie.

Niech niejeden uderzy się w piersi i poważnie nad tym zastanowi nie szczędząc samego siebie. Bohaterowie rozumu, czyli ziemscy ludzie nie całkiem normalni, z góry będą uznawać za oszusta, także wielokrotnie przed sądem, każdego człowieka, który ma zdolność poznawania tego, co dla innych jest ukryte. Taki człowiek swym subtelnomaterialnym wzrokiem być może odbiera subtelnomaterialne wydarzenia jako całkiem naturalne, w co wkrótce nikt nie będzie już wątpił, a tym bardziej brutalnie z tym walczył. I biada temu, kto sobie z tym nie poradzi i w zupełnej niewinności będzie mówił, co widział oraz co słyszał. Powinien się bać tak, jak pierwsi chrześcijanie bali się pomocników Nerona stale gotowych do mordowania.

Jeżeli w dodatku ma jeszcze inne zdolności, których typowi ziemscy ludzie rozumu nigdy nie będą mogli pojąć, to na pewno, gdy nie zgodzi się z wolą większości, ta rozpęta przeciw niemu bezlitosną nagonkę, obrzuci oszczerstwami i wyobcuje. Jeżeli będzie to możliwe, »unieszkodliwi« go, jak się to ładnie określa. Nikt z tego powodu nie będzie miał wyrzutów sumienia. Jeszcze dziś takiego człowieka traktuje się jak dzikie zwierzę, które może bezkarnie szczuć każdy, czasami bardzo wewnętrznie nieczysty. Im człowiek jest bardziej ograniczony, tym wyższe posiada mniemanie o swej mądrości i tym większą przejawia skłonność do pychy.

Niczego się nie nauczono z wydarzeń minionych epok, z tortur, płonących stosów i z wyglądających jak kpiny zapisów procesów sądowych! Także dziś każdemu wolno bezkarnie brukać i obrażać to, co niezwykłe i czego nie pojmuje. Pod tym względem nie zmieniło się nic i jest tak, jak kiedyś.

Jeszcze gorzej niż w przypadkach sądów świeckich było podczas sądów inkwizycyjnych, których idea powstała na łonie Kościoła. Tam krzyki męczonych zagłuszano pobożnymi modlitwami. To było wyszydzanie Woli Bożej w stworzeniu! Ówcześni przedstawiciele Kościoła przejawiali w ten sposób zupełną nieznajomość prawdziwej mojej nauki Chrystusa. Udowadniali, że nie mają pojęcia o Bogu i Jego twórczej Woli, o Jego prawach zawartych w stworzeniu w sposób nieulegający najmniejszej wątpliwości i działających niezmiennie od prapoczątku aż do końca wszystkich dni.

Bóg w akcie tworzenia dał ludzkiemu duchowi wolną wolą podejmowania decyzji. Tylko z jej pomocą może dojrzewać tak, jak powinien, szlifować się i w pełni rozwijać. Tylko w tym zawarta jest dla niego możliwość rozwoju. Jeżeli jednak wolna wola człowieka jest ograniczana, to jest to przeszkodą, jeśli nie gwałtownym odrzuceniem w tył.

Ale Kościoły chrześcijańskie, jak również inne religie, walczyły z tym Bożym ustanowieniem i występowały przeciw niemu nie cofając się nawet przed największymi okrucieństwami. Poprzez tortury, a w końcu także groźbą śmierci, starały się ludzi zmuszać, aby szli po takich drogach i składali takie zeznania, które były sprzeczne z ich przekonaniami, a więc także sprzeczne z ich wolą. W ten sposób Kościoły grzeszyły przeciw Bożemu nakazowi. Ale nie tylko to. One także uniemożliwiały duchowi w ludziach podążać w górę i cofały go o całe stulecia.

Nic takiego nie miałoby i nie mogłoby mieć miejsca, gdyby pojawiła się choć iskierka prawdziwego uczucia, gdyby przejawił się duch! Z tego wynika, że to nieludzkie postępowanie powodował tylko chłód rozumu.

Historia niezbicie dowodzi, że nawet kilku papieży nakazało użycia trucizny i sztyletu, aby urzeczywistniać swoje wyłącznie ziemskie cele i zachcianki. To mogło się dziać tylko pod panowaniem rozumu, który na swej zwycięskiej drodze podporządkowywał sobie wszystko i nie zatrzymywał się przed niczym.

A ponad wszystkim spoczywała i spoczywa przejawiona w niedających się obejść procesach spiżowa Wola naszego Stworzyciela. Przy przejściu w zaświaty każdy człowiek traci ziemską moc i jej ochronę. Jego imię, jego pozycja w społeczeństwie, wszystko zostaje gdzieś w tyle. Tylko biedny ludzki duch tam przychodzi, aby przyjąć, zakosztować, co zasiał. Nie jest możliwy ani jeden wyjątek! Duch musi przejść przez wszystkie tryby nieuniknionego działania zwrotnego Bożej Sprawiedliwości. Tam nie ma Kościoła, nie ma państwa, lecz tylko pojedyncze ludzkie duchy, które osobiście muszą się rozliczyć z każdego błędu, który popełniły!

Kto postępuje przeciw Woli Bożej, a więc kto w stworzeniu grzeszy, podporządkowany jest skutkom tych wykroczeń. Niezależnie od tego kim jest i dlaczego kiedyś tak postępował. Nawet jeżeli jednostka czyniła to pod płaszczykiem Kościoła lub świeckiej sprawiedliwości… przestępstwo wobec ciała lub ducha jest i zawsze będzie przestępstwem! Tego nie da się zmienić nawet przez zachowywanie pozorów prawa, które na ogół jest bardzo odległe od prawa prawdziwego. Bowiem ziemskie prawo, a jakże, ustanowili również tylko ludzie rozumu i dlatego musi ono zawierać ziemskie ograniczenia.

Wystarczy przyjrzeć się kodeksom prawnym wielu państw, a zwłaszcza państw Ameryki Środkowej i Południowej czy Afryki. Tam ziemski człowiek, który dziś kieruje rządem i który z tego powodu cieszy się wszelkimi honorami, może już jutro, niczym złoczyńca, ocknąć się w więzieniu lub może zostać skazany na śmierć, jeżeli jego przeciwnikowi uda się przy zastosowaniu przemocy sięgnąć po władzę. Jeżeli zamach stanu się nie uda, to z kolei on, jego organizator, nie będzie traktowany jak przedstawiciel rządu, lecz jak złoczyńca i zostanie ukarany. Wszystkie zaś urzędy chętnie będą służyły tak jednemu, jak i drugiemu. Nawet turysta przejeżdżający z jednego kraju do drugiego, musi często zmieniać swoje poglądy jak ubrania, aby móc wszędzie uchodzić za dobrego człowieka. Co w jednym kraju uważa się za przestępstwo, w drugim często jest dozwolone, a czasami nawet mile widziane.

To oczywiście jest możliwe tylko w dorobku ziemskiego rozumu, nigdy jednak tam, gdzie rozum jako narzędzie żywego ducha musi zająć swoje naturalne miejsce; ten, kto kieruje się wskazówkami ducha, nigdy nie będzie ignorował Bożych praw. Tam, gdzie prawa te stanowią podstawę działania, nigdy nie będzie braków i niedociągnięć, lecz zgodność, która przynosi szczęście i pokój. W swych podstawowych rysach przejawy ducha mogą być zawsze i wszędzie tylko i wyłącznie takie same. Nigdzie nie będzie sprzeczności.

Także prawo, medycyna czy rządzenie państwem musi być tylko powierzchownym rzemiosłem tam, gdzie podstawę tworzy rozum, a brakuje ducha. Inaczej być nie może. Naturalnie, zawsze należy przy tym wychodzić z prawdziwego znaczenia pojęcia »duch«.

Wiedza jest produktem, duch zaś jest życiem, o którego wartości i sile stanowi tylko to, do jakiego stopnia utrzymał łączność ze źródłem duchowości. Im bardziej gorąca jest ta więź, tym większą wartość i moc ma część wywodząca się ze źródła. Im luźniejszy jest ten związek, tym bardziej oddalona, samotna, obca i słaba musi być także część wywodząca się ze źródła, a więc dany człowiek.

To wszystko jest tak proste i oczywiste, iż trudno pojąć, że błądzący ziemscy ludzie rozumu nieustannie chodzą wokół tego jak ślepi. Przecież to, co jest w korzeniach, przechodzi także do pnia, kwiatów i owoców! Pomimo to także tu przejawia się beznadziejne samoograniczenie zdolności pojmowania. Ziemscy ludzie rozumu mozolnie zbudowali mur, a teraz nie mogą patrzeć ani ponad nim, ani przez niego.

Jednakże wszystkim ludziom żywego ducha tacy błądzący, ze swoimi wyniosłymi i złośliwymi uśmiechami, ze swą pychą i pogardliwym traktowaniem tych, którzy dotychczas nie są tak głęboko zniewoleni, muszą się obecnie jawić jak biedni, chorzy szaleńcy. Można im wprawdzie współczuć, ale trzeba pozostawić im ich błędne przekonania, ponieważ w wąskich granicach ich pojmowania nie mieszczą się żadne dowody na to, że jest inaczej, one nie pozostawiają w nich żadnego śladu. Jakiekolwiek starania o poprawę istniejącego stanu byłyby tak samo zbędne i bezsensowne, jak próba uzdrowienia chorego ciała przez ubieranie go w nowe, czyste ubranie.

Teraz materializm przekroczył już swój punkt kulminacyjny, wszędzie zawodzi i obecnie sam w sobie się załamuje. Jednak wiele dobrego porywa ze sobą. Jego zwolennikom już dziś zaczyna brakować argumentów i stają bezradni w obliczu swego dzieła nie rozumiejąc nawet samych siebie. Nie rozpoznają przepaści, która otworzyła się przed nimi. Są jak stado bez pasterza. Są wobec siebie nieufni, każdy idzie swoją własną drogą, a pomimo tego jeszcze pełni pychy sami próbują siebie wywyższać. Bez zastanowienia, zgodnie ze starym nawykiem.

W końcu dziś już na oślep upadają w przepaść wraz ze wszystkimi przejawami zewnętrznego blasku swej jałowości. Oni nadal myślą, że duch to produkt ich własnych mózgów. Lecz jak może martwa materia wytworzyć żywego ducha? Często są dumni ze swego ścisłego myślenia, ale w sprawach najbardziej istotnych całkiem bez skrupułów tolerują luki, których tolerować po prostu się nie da.

Każdy nowy krok, który uczynią, każda próba poprawy zawsze ze sobą poniesie wszelką oschłość działania rozumu, a tym samym także zarodek nieuniknionego upadku.

A wszystko, co mówię, to nie proroctwa ani puste przepowiednie, lecz niezmienne następstwa wszystko ożywiającej Woli Stworzyciela, której prawa wyjaśniam w swych wykładach. Kto w duchu obserwuje ze mną drogi, które jasno widać w tych wykładach, ten także musi widzieć i rozpoznawać nieodzowny koniec. Przecież wszystkie jego znaki już tu są, a wydarzenia za oknami.

Ziemscy ludzie, którzy narzekają i głośno wołają o pomoc, patrzą z odrazą, jak wybryki materializmu przejawiają się dziś w niewiarygodnych wręcz formach. Błagają i modlą się o wyzwolenie z cierpień, o uzdrowienie, o poprawę i wyjście z bezgranicznego upadku. Ci nieliczni, którzy w burzliwym nawale niewiarygodnych wydarzeń aż do tej pory potrafili zachować resztki wibracji życia swego ducha, którzy do tej pory duchowo nie udusili się we wszechogarniającym upadku, złudnie noszącym na czole dumną nazwę »postęp«, czują się jak odrzuceni, pozostający w tyle i jako takich także ich postrzegają oraz wyśmiewają bezduszni zwolennicy starej epoki.

Wieniec laurowy wszystkim, którzy mieli odwagę i nie dołączyli do tłumów! Wszystkim dumnym, którzy pozostali w tyle i nie chcieli staczać się dalej po tej stromej, spadzistej drodze!

Ci, którzy jeszcze dziś chcą się z tego powodu martwić, zachowują się jak lunatycy! Otwórzcie oczy! Czyż nie widzicie, że wszystko co was gnębi, jest początkiem końca już tylko pozornie panującego materializmu? Cała konstrukcja upada i to bez udziału tych, którzy z jej powodu cierpieli i jeszcze cierpieć muszą. Rozumowa ludzkość musi teraz zbierać to, co przez całe tysiąclecia wytwarzała, hodowała i pielęgnowała.

Według ludzkiej rachuby to krótki czas, dla samoczynnie mielących Bożych młynów w stworzeniu to już ten czas. Gdziekolwiek nie spojrzycie, wszędzie wszystko zawodzi. Wszystko powraca i groźnie się piętrzy jak ciężka ściana, która upada i głęboko pod sobą grzebie swych czcicieli. To nieugięte prawo działania zwrotnego, które w tym wyrównaniu musi się przejawić straszliwie, bo mimo wszelkich doświadczeń przez całe tysiąclecia ani razu nie nastała zmiana ku wyższemu, lecz przeciwnie, jeszcze bardziej poszerzano tę całkowicie błędną drogę.

Wy, którzy upadaliście na duchu, nadszedł czas! Podnieście czoła, które pełni wstydu często musieliście pochylać, gdy niesprawiedliwość i głupota sprawiała wam tak ciężkie cierpienia. Spójrzcie dziś ze spokojem na przeciwnika, który starał się was tak gnębić.

Jego szata, do tej pory pełna przepychu, jest już mocno potargana. Przez wszystkie dziury wreszcie widać postać w jej prawdziwej formie. Niepewnie, ale ciągle tak samo dumnie, wygląda przez nie niczego nierozumiejący zmęczony produkt ludzkiego mózgu, rozum, który pozwolił, aby awansowano go na ducha.

Zerwijcie zatem bez obawy opaskę i rozejrzyjcie się bystrym wzrokiem! Już przeglądanie dobrej prasy czy ich witryn w Internecie bardzo wiele podpowie temu, kto bystro się rozgląda. Jeszcze widzimy kurczowe wysiłki, aby utrzymać wszystkie stare poglądy. Zarozumiale, a często głupimi dowcipami, próbuje się zamaskować coraz bardziej widoczny brak zrozumienia. Niesmacznymi wyrażeniami ziemski człowiek chce często oceniać coś, o czym w rzeczywistości wyraźnie nie ma pojęcia.

Nawet ludzie o dobrych zasadach korzystają w swej bezsilności z nieczystych chwytów tylko po to, aby nie musieli przyznać, że tak wiele przekracza zdolność pojmowania ich własnego rozumu, na którym do tej pory wyłącznie starali się polegać. Nie czują śmieszności takiego postępowania, nie widzą niedociągnięć, które w ten sposób tylko pomagają powiększać. Zakłopotani, oślepieni, stają przed Prawdą i ze smutkiem oglądają swoje zmarnowane życie, aby wreszcie w zawstydzeniu pojąć, że głupimi byli właśnie wtedy, gdy myśleli, że są mądrzy.

Jak daleko to dziś zaszło? Triumfuje człowiek umięśniony! Czy solidny naukowiec, odkrywający po wielu latach poszukiwań i starań szczepionkę, która każdego roku ochrania i pomaga setkom tysięcy dzieci i dorosłych przy śmiertelnej chorobie, może kiedykolwiek liczyć na taki sukces i sławę, jak bokser zwyciężający swego bliźniego czysto ziemską, brutalną siłą? Czy choć jeden ludzki duch ma z tego użytek? Tylko ziemsko, wszystko ziemsko, a więc najniżej w całym stworzeniu! To dokładnie »złoty cielec« rozumowego działania. To triumf nad ujarzmioną ludzkością tak bardzo związanego z ziemią fałszywego władcy na glinianych nogach!

I nikt nie dostrzega tego gwałtownego upadku w przerażającą otchłań!

A kto to odczuwa, na razie kryje w milczeniu zawstydzającą świadomość, że wyśmiano by go, gdyby mówił. To już tylko bezsensowne zataczanie się, w którym jednak powoli kiełkuje poznanie własnej bezsilności. A wraz z przeczuciem tego poznania wszystko jeszcze bardziej się broni i z przekory, z próżności, ale także z przerażenia i strachu przed tym, co już następuje. Nikt za żadne skarby nie chce pomyśleć o końcu tej wielkiej pomyłki! Staje się to kurczowym lgnięciem do nadętych dzieł minionych tysiącleci, które całkowicie upodobniły się do wieży Babel i podzielają ten sam los!

Dotychczas nieposkromiony materializm nosi w sobie przeczucie śmierci, które z każdym dniem jest coraz bardziej wyraźne.

Ale wiele ludzkich duchów się budzi i to wszędzie, na całej ziemi! Blask Prawdy już nie przykrywa cienka warstwa starych, mylnych poglądów, która jest zmieciona pierwszym podmuch oczyszczenia. Tak odsłania się rdzeń, którego Światło łączy się z wieloma innymi, aby w ten sposób rozwinąć stożek Światła, który jak dziękczynny ogień wznosi się do królestwa świetlistej radości, do stóp Stworzyciela.

To Jest czas wytęsknionego Tysiącletniego Królestwa, które w blasku Miłości jawi się przed wami jak wielka gwiazda nadziei!

W ten sposób wreszcie zostanie odpokutowany wielki grzech całej ludzkości przeciw duchowi, którego ludzkość przytrzymała na ziemi związanego przez rozum! Dopiero to jest prawdziwą drogą powrotu do naturalności, drogą zgodną z Wolą Stworzyciela, który chce, aby ludzkie dzieła były wielkie i przesycone żywym uczuciem! A zwycięstwo ducha jest jednocześnie zwycięstwem najczystszej Miłości!

*) Wykład: »JA JESTEM WSKRZESZENIEM I ŻYCIEM«

**) Wykład: »ANTYCHRYST«

Dodaj komentarz

CO TAK WIELU ZIEMSKICH LUDZI ODDZIELAŁO OD ŚWIATŁA?

CO TAK WIELU ZIEMSKICH LUDZI ODDZIELAŁO OD ŚWIATŁA?

 19.

Subtelnomaterialne ciemności pokładały się nad tą ziemią jak głęboka noc! Już bardzo długo to trwało. W ciasnym, duszącym objęciu ściskały ziemię tak mocno, że każde światłe uczucie upodabniało się do płomienia, który z braku tlenu traci siłę, szybko bladł i wygasał.

Straszny był ten subtelnomaterialny stan, który dziś przejawia się w swych najgorszych skutkach zwrotnych pod mocnym ciśnieniem Światła. Kto mógłby dziś ujrzeć ten proces choć na pięć sekund, temu przerażenie odebrałoby wszelkie wątpliwości i rozpocząłby od razu mocny swój wzlot duchowy, aby zachować jeszcze jakąś nadzieję na swój ratunek!

A wszystko to spowodowały przewinienia ziemskich ludzi, ich skłonność ku temu co niskie. Największym wrogiem ziemskiej ludzkości pozostaje ona sama. Zostało zażegnane niebezpieczeństwo, że nawet i ta garstka, która ponownie poważnie stara się dotrzeć na wyżyny, została by porwana w głębiny wraz z całą resztą, która dojrzała do nich dziś z przerażającą szybkością.

To uścisk Światła, po którym nieuchronnie następuje śmiertelne wchłanianie, wchłanianie przez ciężkie i gęste bagno, w którym wszystko bezgłośnie ginie co jest jednorodne z ciemnościami. To już nie walka, ale ciche, nieme, potworne duszenie, wyżywanie się ciemności wzajemnie.

A ziemski człowiek tego nie chce zauważyć, ale już codziennie wszystko coraz mocniej narasta, aż doprowadzi was do zagłady. Duchowe lenistwo czyni was ślepym na ten zgubny proces, proces rozkładu ciemności.

Grzęzawisko wszakże naciskane Światłem nieustannie wypuszcza trujące opary, stopniowo duszące do tej pory czujnych i silnych, aby ich uśpić, pozbawić siły i wciągnąć z pozostałymi w bagno do leja rozkładu.

Tak to dziś wygląda na tej ziemi. To, co tutaj przedstawiam, nie jest obrazem, lecz życiem! Takie procesy rzeczywiście zachodzą, ponieważ wszelka subtelnomaterialność posiada formy tworzone i ożywiane przez uczucia ziemskich ludzi. To środowisko, które czeka na ziemskich ludzi, gdy będą musieli odejść z tej ziemi i nie będzie można poprowadzić ich w górę, na bardziej rozświetlone piękne niwy, ponieważ dziś ziemia jest zamknięta energetycznie dla wszystkich, którzy nie promieniują jako duchy na fioletowo.

Ciemności wszakże gęstnieją coraz bardziej naciskane Światłem!

Był czas, w którym ta ziemia zmuszona była przez 21 lat żyć pod panowaniem ciemności bez jakiejkolwiek bezpośredniej pomocy Światła, ponieważ ziemska ludzkość wymusiła to swoim chceniem. Skutki chcenia większej części ziemskiej ludzkości musiały przynieść taki koniec. Nastał obecnie czas, który kiedyś zezwolono ujrzeć mojemu uczniowi Janowi, czas, w którym Bóg zasłania swoją twarz.

Dookoła panowała noc. Lecz podczas największych cierpień, gdy groziło utonięcie wszystkiemu, również temu co lepsze, zaczęło zarazem także świtać! Świt przyniósł jednak najpierw ból wielkiego oczyszczenia, które jest nieuniknione i dziś się przejawia w narastającej skali. Dopiero po tym będzie można rozpoczynać ratowanie wszystkich poważnie poszukujących Prawdy i dążących do Królestwa Tysiącletniego, do mnie Jezusa Chrystusa na ziemi. Ale podać pomocnej dłoni nie mogę nikomu z tych was, którzy lgną jeszcze do niskich spraw! Tacy z was muszą się zapaść w straszliwe głębiny, w których mogą jeszcze żywić nadzieję na przebudzenie w wyniku cierpień, bo one spowodują powstanie w nich wstrętu do siebie samych.

Ci, którzy dotychczas mogli kpić i na pozór bezkarnie przeszkadzać dążącym w górę, milkną i popadają w zadumę, aż w końcu jak żebracy lamentują i błagają o Prawdę.

Nie pójdzie wam jednak łatwo, jesteście bowiem bezwarunkowo zmuszani do przejścia między młyńskimi kamieniami żelaznych praw Bożej Sprawiedliwości, aby w przeżyciach osiągnąć poznanie swych błędów.

Podczas moich podróży mogłem się przekonać, że pomiędzy leniwe ludzkie duchy wniosłem płonącą pochodnię, moje Słowo, które wyjaśnia, że w człowieku nie ma nic boskiego, podczas gdy właśnie teraz poświęca się tyle wysiłku, aby odnaleźć Boga w sobie i w ten sposób w końcu także samemu stać się Bogiem!

Dlatego moje Słowo w wielu przypadkach wzbudza niepokój, ziemska ludzkość zaś stara się mu opierać ze wszystkich sił, ponieważ chce słyszeć tylko słowa, które usypiają, uspokajają, które są przyjemne!

Tak obruszający się są tchórzami, którzy najchętniej ukryliby się sami przed sobą, byle tylko pozostać w cieniu – tam przecież tak przyjemnie można sobie pomarzyć zgodnie z własnym życzeniem.

Nie każdy potrafi znieść wystawienie na Światło Prawdy, które jasno i bezlitośnie obnaża plamy i niedostatki jego szaty.

Tacy ziemscy ludzie drwinami, upokarzającą ironią lub wrogością starali się nie dopuścić do nadejścia obecnego dnia, który wyraźnie ukazuje, na jakich glinianych nogach stoi chimeryczny bożek ich własnego »ja«. Ci lekkomyślni odgrywają komedię tylko sami przed sobą. Po niej nieubłaganie nadeszła szara środa popielcowa! W swych mylnych poglądach chcieliście ubóstwiać tylko samych siebie i pod tym względem czujecie się ziemsko szczęśliwi i zadowoleni. Z góry traktujecie jak wroga tego, kto narusza ten leniwy spokój!

Tym razem jednak całe to oburzenie wam nie pomoże!

Czczenie samego siebie, które przejawia się w twierdzeniu, że boskość zawarta jest w człowieku, równe jest w swej wymowie sięganiu brudnymi rękami po wzniosłość i czystość Bożą. W ten sposób hańbicie to, co dla was najświętsze i do czego w błogiej ufności podnosicie wzrok!

W waszym wnętrzu stoi ołtarz, który ma służyć czczeniu waszego Boga. Ołtarzem tym jest wasza zdolność odczuwania. Jeżeli jest czysta, to ma ścisły kontakt z duchowością, a tym samym także z rajem! Pojawiają się wtedy chwile, w których także wy możecie w pełni wyczuwać bliskość waszego Boga, a mojego Ojca, jak zdarza się często w najgłębszym bólu oraz największej radości!

Wtedy Jego bliskość wyczuwacie tak samo, jak w raju nieustannie ją przeżywają wieczni praduchowi, z którymi jesteście w takich chwilach ściśle połączeni. Mocne wzruszenie wywołane wielką radością lub głębokim bólem odsuwa na kilka sekund na dalszy plan wszelką niższą ziemskość, a to wyzwala czystość uczucia, która od razu stwarza pomost ku jednorodnej czystości ożywiającej raj!

To jest największym szczęściem ludzkiego ducha. Wieczni w raju żyją w nim nieustannie. Niesie to z sobą wspaniałą pewność całkowitego bezpieczeństwa. Wieczni w pełni uświadamiają sobie bliskość Wielkiego Boga, w którego Sile stoją, ale przy tym także za oczywiste uważają to, że osiągnęli najwyższą możliwą dla nich wysokość i że nigdy nie mogą uzyskać zdolności ujrzenia Boga.

To jednak wcale ich nie zasmuca, a wręcz przeciwnie – poznanie Jego niedostępnej wielkości wzbudza w nich euforyczne dziękczynne modlitwy za Jego niewymowną łaskę, którą nieustannie okazuje zarozumiałemu tworowi.

A takie szczęście może przeżywać także ziemski człowiek. Całkiem słusznie się mówi, że w chwilach uświęconych człowiek czuje obecność Boga. Ale staje się bluźnierstwem, jeżeli ktoś w oparciu o ów cudowny stan uświadomienia sobie bliskości Boga twierdzi, że on sam ma w sobie iskrę Boga.

Tak samo bluźnierstwem jest poniżanie Bożej Miłości. Jak można mierzyć Miłość Bożą według skali miłości ludzkiej lub nawet twierdzić, że Miłość Boża ma wartość mniejszą od miłości ludzkiej? Spójrzcie na ziemskich ludzi, którzy wyobrażają sobie, że Miłość Boża będącą najwyższym ideałem, spokojnie wszystko toleruje i w dodatku jeszcze wszystko wybacza! Boskość chcą widzieć w tolerowaniu wszelkiego rozwydrzenia niskich tworów, czyli w tym, co czyni tylko największy słabeusz, największy tchórz, którym się z tego powodu gardzi. Pomyślcie jednak, jak potworna hańba jest w tym zawarta!

Ziemscy ludzie chcą bezkarnie grzeszyć i jednocześnie są przekonani, że wręcz jeszcze ucieszą Boga, jeżeli pozwolą sobie odpuścić grzechy, aby nie musieć za nie pokutować! Taki pogląd można osiągnąć tylko na drodze niesłychanej ograniczoności, karygodnego lenistwa albo przez uznanie beznadziejnej słabości własnego chcenia dobra i wzlotu. Tak jedno jak i drugie jest godne potępienia.

Wyobraźcie sobie Bożą Miłość! Kryształowo jasną, promienną, czystą i wielką! Czy można przypuszczać, że mogłaby być tak słodko uległą i niegodnie ustępliwą, czyli taką, jaką ziemscy ludzie chętnie chcieliby mieć? Chcą budować fałszywą wielkość tam, gdzie życzą sobie słabości. Ten nieprawdziwy obraz wytwarzają tylko po to, aby mogli przy nim sami przed sobą jeszcze coś udawać, aby mogli się uspokajać w obliczu własnych błędów, które pozwalają im skwapliwie służyć ciemnościom.

Gdzie świeżość i siła, które są nieodzownymi atrybutami kryształowo czystej Miłości Bożej? Boża Miłość i najsurowsza Boża Sprawiedliwość są nierozłączne. Są wręcz tym samym. Sprawiedliwość jest Miłością, a Miłość znów jest tylko w Sprawiedliwości i zarazem jedynie w Sprawiedliwości zawarte jest Boże odpuszczenie.

Kościoły mają rację, gdy nauczają, że Bóg wszystko wybacza! On rzeczywiście wybacza! W przeciwieństwie do ziemskiego człowieka, który nawet tego, kto odpokutował jakąś małą winę, na zawsze uważa za niegodnego. Poprzez takie myślenie wina ziemskiego człowieka się podwaja, ponieważ nie postępuje on zgodnie z Wolą Bożą. W tym wypadku miłości ludzkiej brakuje sprawiedliwości.

Działanie twórczej Woli Bożej oczyszcza każdego ludzkiego ducha z jego winy poprzez przeżywanie lub poprzez dobrowolną poprawę, skoro tylko duch wysili się, aby podążać wzwyż.

Jeśli powróci z młynów w materii do duchowości, to w królestwie Stworzyciela stoi czysty i nie gra żadnej roli to, czym kiedyś uchybił! Jest tak samo czysty jak ten, który nigdy nie zawinił. Przedtem jednak jego droga prowadziła przez skutki Bożych praw i w tym fakcie zawarta jest gwarancja Bożego odpuszczenia, Jego łaski.

Czy dziś nie słyszycie wielokrotnie z przerażeniem powtarzanego pytania: Jak z Woli Bożej mogły nadejść tak straszne czasy? Gdzie Boża Miłość, gdzie Sprawiedliwość? Tak pyta ziemska ludzkość, pytają narody, rozmawiają o tym rodziny i jednostki! Czy dla każdego nie powinno to być raczej dowodem na to, że Boża Miłość jednak jest trochę inna niż to sobie wielu wyobraża? Chociaż raz aż do końca spróbujcie pomyśleć o Bożej Miłości, którą ziemscy ludzie uporczywie starają się wyobrażać sobie jako tę, która wszystko wybacza i to wybacza bez ich pokutowania, wszystko znosi i w końcu wszystko wspaniałomyślnie daruje. Jakże żałosne musiały by być tego skutki! Czy ziemski człowiek myśli, że jest tak wartościowy, że z jego powodu Bóg ma cierpieć? A może nawet jest od Boga bardziej wartościowy? Jak wiele ukrywa się za takim ludzkim zarozumialstwem.

Tak rozumując musicie potykać się o tysiące przeszkód, a wszystkie wnioski, które w oparciu o to wyciągniecie, będą Boga tylko poniżały i czyniły niedoskonałym.

Lecz On Był, Jest i zawsze Będzie doskonały bez względu na to, jakie stanowisko wobec Niego zajmują ziemscy ludzie.

Jego odpuszczenie zawarte jest w Sprawiedliwości. W niczym innym. I także jedynie w niezmiennej Sprawiedliwości zawarta jest Jego wielka i do tej pory tak niewłaściwie pojmowana Miłość!

Odzwyczajcie się od stosowania w tym przypadku ziemskiej miary. Sprawiedliwość Boża i Boża Miłość dotyczą ludzkiego ducha! Materia nie decyduje tu o niczym. Ona przecież jest tylko formowana przez samego ludzkiego ducha i bez ducha nie posiada życia.

Dlaczego tak często zadręczacie się typowo ziemskimi drobnostkami, które odczuwacie jako swe winy, choć one nimi nie są?

Tylko to, co duch w trakcie czynu chce, jest decydujące dla Bożych praw w stworzeniu. Wolą ducha nie jest jednak aktywność myśli, ale najbardziej wewnętrzne uczucie, rzeczywiste chcenie w człowieku, które jako jedyne może wprowadzić w ruch prawa zaświatów i także samoczynnie w ruch je wprowadza.

Boża Miłość nie pozwoli, aby ziemscy ludzie Ją poniżali, w Niej bowiem są zawarte w stworzeniu także żelazne prawa Jego Woli, którą Miłość niesie. A prawa te przejawiają się tak, jak przejawia się w nich człowiek. Doprowadzić go mogą aż w pobliże Boga lub wytworzą oddzielającą ścianę, której nie może zburzyć, chyba, że wreszcie dostosuje się do Bożych praw, co równoznaczne jest posłuszeństwu, bo jedynie w nim może odnaleźć wybawienie i szczęście.

To monolit! To wielkie dzieło bez skazy, bez rysy. Każdy głupiec i każdy błazen, który chce inaczej, roztrzaska sobie głowę.

W dziele tym Boża Miłość czyni tylko to, co każdemu ludzkiemu duchowi przynosi korzyści, a nie to, co powoduje ziemską radość i wydaje się przyjemne. Boża Miłość sięga o wiele dalej, bo ogarnia cały byt.

Dziś niektórzy z was często myślą tak: jeżeli oczekuje się utrapień i zagłady, aby w ten sposób doszło do wielkiego oczyszczenia, to Bóg na pewno będzie tak sprawiedliwy, że najpierw przyśle posła głoszącego konieczność pokuty. Człowieka trzeba przecież najpierw ostrzec! Gdzie Jan, który obwieści to, co nastąpi?

To nieszczęśnicy i ich puste myśli, które mają ambicję bycia czymś wielkim. Głosy te kryją w sobie tylko puste zarozumialstwo. Przecież takiego posła publicznie by potępiono i zamknięto w więzieniu!

Otwórzcie wreszcie oczy, słuchajcie uważnie! Tańcząc lekkomyślnie przechodzicie obok wszelkich cierpień i trwogi bliźnich. Nie chcecie widzieć i nie chcecie słyszeć!

Ten, który nawoływał do pokuty, przyszedł już przed dwoma tysiącami lat, a bezpośrednio za nim Ja Słowo, które stało się ciałem jako i dziś. Ziemscy ludzie jednak gorliwie starali się czysty blask Słowa zaciemnić i stłumić, aby powoli zgasła siła przyciągania Jego blasku, co dziś jest niemożliwe.

A wszyscy, którzy chcą wydobyć Słowo z objęć pnączy, dziś poznają, z jaką siłą posłowie ciemności starają się uniemożliwić jakiekolwiek radosne przebudzenie, ale i im Światło rozświetla wszystko w ich wnętrzu ukazując tak prawdę o nich!

Lecz w dzisiejszych czasach już nie powtórzy się to, co stało się za czasów moich Chrystusa, Nazarejczyka! Wówczas przyszło Słowo! Ziemska ludzkość mając wolną wolę zdecydowała się wtedy w zasadzie na nie przyjęcie, na odrzucenie mnie! Od tamtych czasów została poddana prawom, które wtedy samoczynnie dołączyły do tak podjętej wolnej decyzji. Później, na drodze, którą sami wybrali, ziemscy ludzie znaleźli wszystkie owoce swego własnego chcenia.

Dziś krąg się zamknął, JESTEM ponownie. Wszystko coraz bardziej się gromadziło i spiętrzyło jak ściana, która już runie na nic niepodejrzewającą i żyjącą jeszcze w duchowym otępieniu ziemską ludzkość. Na koniec, w obecnym czasie spełnienia, naturalnie nie macie już wolnego wyboru!

Teraz wreszcie musicie zebrać wszystko, co zasialiście wówczas, a także na wszystkich późniejszych błędnych drogach.

Dziś wszyscy są znów wcieleni na tej ziemi, aby się rozliczyć, wszyscy, którzy kiedyś, za czasów moich Chrystusa, gardzili Słowem. Tacy dziś już nie mają prawa do żadnych ostrzeżeń i ponownego podejmowania decyzji. W ciągu dwóch tysięcy lat mieliście dosyć czasu, aby się zastanowić! Również ten, kto zgadza się z niewłaściwą nauką o Bogu i Jego stworzeniu, i nie stara się pojmować tego czyściej, wcale Słowa nie przyjął. Jest nawet o wiele gorzej, ponieważ błędna wiara powstrzymuje od poznania Prawdy.

Biada jednak temu, kto Prawdę fałszuje lub zmienia po to, aby do niego zbiegali się ziemscy ludzie, ponieważ nauki w wygodniejszej postaci są dla nich bardziej przyjemne. Taki ziemski człowiek obciąża się winą nie tylko z powodu fałszerstwa i wprowadzania w błąd, lecz także ponosi wszelką odpowiedzialność za tych, których udało mu się zwabić w ten sposób, że Prawdę »podawał« w formie wygodniejszej lub dla nich bardziej do przyjęcia. Nie otrzyma pomocy, gdy nadchodzi obecnie godzina zapłaty.

Runie w głębiny, które już nigdy go nie wydadzą i słusznie! – Także to, między innymi, pozwolono ujrzeć Janowi i przed tym ostrzegać w Objawieniu.

Lecz tym razem, gdy rozpoczęło się już wielkie oczyszczenie, ziemski człowiek nie ma już czasu sprzeciwiać się temu procesowi, czy wręcz stawiać mu opór. Tym razem bezwzględnie działają Boże prawa, o których ziemski człowiek tak chętnie tworzył sobie niewłaściwy obraz.

Właśnie w czasach największych okropności, jakie ziemia kiedykolwiek przeżywała, ludzkość nauczy się wreszcie, że Miłość Boża daleka jest od miękkiego niedołęstwa, o które zuchwale się Ją posądza.

Ponad połowa, dwie trzecie ludzi dzisiejszych czasów w ogóle nie powinna się znajdować na tej ziemi!

Od tysiącleci ludzkość upadała coraz niżej i żyła tak mocno pogrążona w ciemnościach, że swym nieczystym chceniem budowała liczne pomosty ku ciemnym sferom, które leżą bardzo głęboko pod ziemskim poziomem. Tam żyją ci, którzy głęboko upadli i którym ich subtelnomaterialny ciężar do tej pory całkowicie uniemożliwiał wydostanie się na górę, na ziemski poziom.

Na tym polegała ochrona wszystkich ludzi żyjących na ziemi i równocześnie także ochrona tych ciemnych duchów. Oddziela je naturalne prawo ciążenia subtelnomaterialnego. Na dole mogą folgować swoim niskim namiętnościom nikogo przy tym nie krzywdząc. Mało tego. Ich niepohamowane wyżywanie się godzi tam tylko w tych, którzy są z nimi tego samego rodzaju i tak samo zaczepiają ich inni. W ten sposób cierpienie obecne jest po obu stronach i prowadzi do dojrzewania, a nie do dalszej winy. Cierpienie może w nich, bowiem obudzić wstręt do samych siebie i równocześnie pragnienie ucieczki z tego poziomu. Pragnienie to z czasem prowadzi do pełnej męki rozpaczy, która w końcu może pociągnąć za sobą najżarliwsze modlitwy, a tym samym poważne chcenie poprawy.

Tak miało być. Lecz z powodu wypaczonej ludzkiej woli stało się inaczej!

Ziemscy ludzie swym ciemnym chceniem wytworzyli pomost do sfery ciemności. W ten sposób podali rękę tam żyjącym i poprzez przyciągającą siłę jednorodności umożliwili im wyjście na górę, na ziemię. Tu ciemne duchy stanęły także przed możliwością ponownej inkarnacji, co dla nich w normalnym biegu świata nie było jeszcze przewidziane.

Bowiem na ziemi, gdzie za pośrednictwem gęstomaterialności mogą żyć wspólnie z bardziej jasnymi i lepszymi, powodują tylko szkody i obciążają się nową winą. Nie jest to możliwe na niskich poziomach, gdzie jest ich miejsce, ponieważ tym, którzy są tego samego rodzaju, niskość przynosi tylko pożytek. W końcu nauczą się poznawać samych siebie do tego stopnia, że niskie sprawy staną się dla nich odrażające, co przyśpieszy poprawę.

Ziemski człowiek korzystając nisko i podle ze swej wolnej woli naruszył normalną drogę wszelkiego rozwoju budując subtelnomaterialne pomosty do sfer ciemności. Dlatego ci, którzy upadli aż tam, mogli wtargnąć na ziemski poziom jak dzika sfora i teraz zaludniają jego większą część.

A ponieważ jasne duchy musiały ustępować ciemnościom tam, gdzie ciemności uzyskały mocne oparcie, łatwo było ciemniejszym duchom, które niesłusznie przeniknęły na ziemski poziom, doprowadzić niekiedy do wcielenia także tam, gdzie w normalnych warunkach na pewno wcielił by się duch jasny. W takich wypadkach ciemny duch przytrzyma się z pomocą kogoś z otoczenia przyszłej matki, to umożliwi temu duchowi utrzymać się i wygnać jasnego, i to nawet wtedy, gdy ojciec lub matka są światli.

To także wyjaśnia, dlaczego w dobrych rodzinach pojawia się tak wiele czarnych owiec. Jeżeli jednak przyszła matka uważa na siebie, na swoje najbliższe otoczenie i na to, z kim się spotyka, to do tego dojść nie może.

Można więc dostrzegać tylko Miłość w tym, że ostateczne działanie praw w absolutnej Sprawiedliwości zmiata z ziemskiego poziomu tych, którzy tu nie należą, aby runęli do leja rozkładu, bo zgodnie z ich rodzajem na nic innego nie zasługują. Nie będą mogli już przeszkadzać jaśniejszym duchom we wzlocie ani siebie obarczać nową winą, gdyż ich już nie będzie, jako nieświadomi powrócą tam skąd wcześniej wyszli.

Ale nadszedł czas, który żelazną dłonią twardo ściska serca wszystkich i który w ludzkim tworze wytępia duchową pychę ze straszliwą bezwzględnością. Rozwiewają się także wszystkie wątpliwości, które dotychczas przeszkadzały ziemskiemu człowiekowi się przekonać, że boskie nie jest w nim, lecz wysoko nad nim i że może ono istnieć jedynie jako najczystszy obraz na ołtarzu jego wewnętrznego życia, obraz, do którego w pokornej modlitwie podnosi wzrok.

To nie jest błądzenie, lecz wina, jeżeli ludzki duch wyznaje, że chciałby także być boski. Takie wywyższanie się musi go strącić, ponieważ równa się próbie wyrwania władzy z rąk Boga i umiejscowienia Go na stopniu, na którym powinien stać człowiek, a na którym dotychczas nawet się nie pojawił, ponieważ chciał znaczyć więcej i zapatrzył się w wyżyny, których nie tylko nigdy nie może osiągnąć, lecz których nawet nie może zrozumieć. W ten sposób ziemski człowiek zlekceważył wszelką rzeczywistość, sam siebie w stworzeniu uczynił całkiem niepotrzebnym i co gorsza, stał się szkodnikiem!

Swoją własną błędną postawą spowodował, że obecnie z przeraźliwą ostrością udowodnia mu się, że tak, jak obecnie się jawi w swym głębokim upadku, nie jest nawet cieniem boskiego. Przerażony widzi, że cały skarb ziemskiej wiedzy, który mozolnie gromadził przez całe tysiąclecia, nie znaczy nic. W poczuciu własnej bezsilności przeżywa, jak owoce jego jednostronnych ziemskich dążeń stają się dla niego nie tylko niepotrzebne, lecz często są wręcz klątwą. Niech sobie wówczas przypomni o własnej »boskości«, jeżeli będzie jeszcze mógł!

Słyszy grzmiące słowa: »Na kolana, tworze, przed Bogiem i Panem! Nie waż się zuchwale stawiać siebie na Jego poziom!«

Osobliwa dziwaczność leniwych ludzkich duchów sięgnęła już wszelkich możliwych granic.

Dopiero potem ziemska ludzkość będzie mogła myśleć o wzlocie. Jest czas, w którym upada to, co nie stoi na prawdziwych podstawach. Pozoranci, fałszywi prorocy i skupiające się wokół nich stowarzyszenia załamują się w sobie! W ten sposób wszystkie dotychczasowe drogi stają się jawne.

Niejeden próżny ziemski człowiek stwierdza na pewno z zaskoczeniem, że stoi nad przepaścią i że zaczyna szybko spadać, ponieważ błędnie go prowadzono, chociaż w swej pysze sądził, że podąża wzwyż, że już zbliża się do Światła! Stwierdza, że otworzył bramę, która go chroniła, że nie ma za nią dostatecznie mocnej ochrony i że sprowadził na siebie zagrożenie, nad którym w naturalnym biegu spraw by przeszedł. Błogo będzie tym, którzy już dziś odnajdują właściwą drogę powrotu do Królestwa Tysiącletniego na ziemi!

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »