Archiwum dla grudzień, 2008

TAJEMNICA NARODZIN

TAJEMNICA NARODZIN

45.

Ziemscy ludzie nie wiedzą, co czynią, kiedy mówią, że jest wielką niesprawiedliwością to, do jakich warunków człowiek się narodzi!

Jeden stanowczo ogłasza: »Jeżeli istnieje jakakolwiek sprawiedliwość, to jak może urodzić się dziecko obciążone chorobą dziedziczną! Niewinne dziecko musi cierpieć za grzechy rodziców!«

Ktoś inny mówi: »Jedno dziecko rodzi się w bogactwie, a drugie w nędzy i ubóstwie. Z tego nie może powstać wiara w sprawiedliwość«.

Albo słyszymy: »Nawet, jeżeli przypuścimy, że rodzice zasłużyli na karę, która ich spotkała, to jednak niedobrze, że karą tą była choroba i śmierć dziecka. Dziecko przecież w tym wypadku musi cierpieć niewinnie«.

Poglądy takie są rozpowszechnione między ziemskimi ludźmi w tysiącach odmian. I nawet prawdziwie szukający łamią sobie często nad tym głowę.

Proste stwierdzenie – »niezbadane są drogi Boże i prowadzą do dobrego końca« – nie wykreśli natrętnego słówka »dlaczego«. Kto chce się tym zadowolić, musi obojętnie z tym się pogodzić lub musi każde wewnątrz dręczące go pytanie stłumić w sobie jako bezpodstawne.

Tak jednak być nie powinno! Poprzez pytania można odnaleźć prawdziwą drogę. Obojętność lub nienaturalne tłumienie przypomina niewolnictwo. Bóg jednak nie chce mieć niewolników! Nie chce tępego poddaństwa, lecz swobodnego i świadomego w górę podniesionego wzroku.

Jego cudowny i mądry układ wszechrzeczy nie musi kryć się w pełnej tajemnic szarości, lecz przedstawiony w jasnym świetle i bez niedomówień jawi się nam jeszcze wspanialszy, większy i doskonalszy! Układ ten niezmiennie i nieugięcie, stale z jednakowym spokojem i pewnością wykonuje swoje wieczne dzieło.

Ludzki gniew czy uznanie są mu całkowicie obojętne, tak samo jak to czy mechanizm jego działania jest komuś znany, czy nie. Każdej jednostce przynosi z powrotem dojrzałe owoce jej własnego wysiewu i to dokładnie, w najbardziej delikatnych odcieniach.

»Boże młyny mielą powoli, lecz niezawodnie«. To ludowe powiedzenie trafnie określa snucie nieuniknionych uczynków zwrotnych wszędzie w stworzeniu, którego niezmienne prawa kryją w sobie Bożą Sprawiedliwość i są jej wykonawcami. Płyną, tętnią i uderzają we wszystkich ludzi bez względu na to czy sobie tego życzą, czy nie, czy poddają się temu, czy też z tym walczą. Oni muszą przyjmować to jako sprawiedliwą karę i odpuszczenie, bądź też jako nagrodę, jeżeli wolno im podążać w górę.

Gdyby mógł ktoś narzekający albo wątpiący chociaż raz ujrzeć owo subtelnomaterialne falowanie, owo tkanie przeniknięte Duchem surowości, to od razu umilkłby ze wstydem i zdruzgotany uświadomiłby sobie zuchwałość swych słów. Owo nawijanie i snucie losu, podobne do wiecznie czynnego Bożego warsztatu tkackiego, przenika przez całe stworzenie i jest jego żywą częścią.

Widok tej potężnej wzniosłości i pewności od razu zmusiłby człowieka, aby padł na kolana i przeprosił.

Jakże małego wyobrażał sobie swego Boga! A jakże niezmierną wielkość ujrzałby w Jego dziełach. Dopiero potem uświadomiłby sobie, że nawet w swych najwyższych ziemskich pojęciach mógł Boga tylko poniżać, pomniejszać doskonałość Jego wielkiego dzieła w daremnej próbie umiejscowienia Go w wąskich granicach wytworzonych pielęgnowaniem rozumu, który nigdy nie może wznieść się ponad przestrzeń i czas.

Człowiekowi nie wolno zapomnieć, że żyje wewnątrz Bożego dzieła, że sam jest częścią tego dzieła i dlatego koniecznie podlega jego prawom.

Owo Boże dzieło nie składa się jednak tylko z tego, co można widzieć ziemskim wzrokiem, lecz także ze świata subtelnomaterialnego, w którym odgrywa się największa część właściwego ludzkiego bytu i działania. Od czasu do czasu na ziemi przebiegające życia są tylko małymi ułamkami owego bytu. Są jednak zawsze bardzo ważnymi momentami decydujących zwrotów.

Narodziny na tę ziemię są tylko rozpoczęciem jednego szczególnego etapu w całości ludzkiego bytu, nie są wszakże jego rzeczywistym początkiem.

Kiedy człowiek, jako taki, rozpoczyna swą wędrówkę przez stworzenie, to jest wolny, niezwiązany włóknami losu, które wytwarza dopiero potem swym chceniem. Włókna losu wnikają w subtelnomaterialność i po drodze pod wpływem przyciągania jednorodnych gatunków coraz bardziej się wzmacniają, spotykają się z innymi oraz splatają nawzajem i działają zwrotnie na tego, kto je wytworzył, z którym są połączone przynosząc mu w ten sposób jego los, czyli karmę.

Skutki włókien, równocześnie powracających do swego twórcy, łączą się ze sobą i w ten sposób kolory, które były pierwotnie wyraźne, zmieniają swoje odcienie i dają nowe, bardziej złożone obrazy*.

Poszczególne włókna wytwarzają drogę dla działania zwrotnego tak długo, dopóki ich twórca dostarcza im swym życiem wewnętrznym oparcia potrzebnego ich gatunkowi. Jeżeli więc pod wpływem własnej decyzji przestanie dbać o owe drogi, to włókna nie mogąc utrzymać się odpadają suche i martwe, i to bez względu na to czy są dobre, czy złe.

Tak więc każde włókno losu formuje się subtelnomaterialnie czynem woli w momencie, kiedy człowiek decydował się coś wykonać. Rozwija się dalej będąc równocześnie zakotwiczone w swym twórcy. Stwarza w ten sposób bezpieczną drogę dla takich samych gatunków, wzmacnia je, lecz równocześnie otrzymuje od nich nową siłę, która płynie z powrotem do punktu wyjścia.

W procesie tym zawarta jest zarówno pomoc, która zgodnie z obietnicami dociera do tego, kto dąży do dobra, jak również fakt, że »zło musi płodzić znów tylko zło«**.

Każdemu człowiekowi przynoszą zwrotne skutki owych przebiegających włókien, do których codziennie nawiązuje nowe, jego los, który sam sobie utworzył i któremu zostaje poddany. Jakakolwiek samowola, a więc i niesprawiedliwość jest przy tym niemożliwa. Karma, która lgnie do człowieka niczym pozornie niesprawiedliwe przeznaczenie, jest w rzeczywistości tylko nieuniknionym skutkiem przeszłości człowieka, jeśli owej przeszłości nie wyrównało do tej pory działanie zwrotne.

Rzeczywisty początek ludzkiego bytu jest zawsze dobry, a w wypadku wielu ludzi taki jest także koniec. Wyjątek stanowią ci, którzy zginęli z własnej winy podając swymi decyzjami rękę złu, które potem całkowicie porwało ich w zamęt zniszczenia. Los zmienia się zawsze tylko między poszczególnymi etapami życia, w których ludzkie wnętrze rozwija się i dojrzewa.

Człowiek więc swoje przyszłe życie kształtuje zawsze sam. Dostarcza włókien i w ten sposób decyduje o ich kolorze, a także o deseniu szaty tkanej dla niego przez prawo działania zwrotnego na krosnach Bożego warsztatu tkackiego.

Przyczyny decydujące o zewnętrznych warunkach, w jakich zrodzi się duch, leżą często w bardzo odległej przeszłości, tak samo, jak przyczyny decydujące o okresie, pod którego wpływem dziecko wstępuje w ziemski świat. Te podczas jego życia na ziemi trwale potem na niego działają i osiągają to, co jest dla ducha niezbędne, aby mógł wyrównać, co zaniedbał, by przekształcił się, odrzucił to i dalej się rozwijał.

Ale nawet to nie wpływa jednostronnie wyłącznie na dziecko, lecz włókna łączą się samoczynnie w sposób umożliwiający najbliższej okolicy równoczesne korzystanie z działania zwrotnego.

Rodzice dają dziecku właśnie to, czego jemu potrzeba dla jego rozwoju, a dziecko tak samo daje rodzicom i to bez względu na to, czy chodzi o rzeczy dobre, czy o złe. Przecież częścią rozwoju ducha oraz jednym z etapów wzlotu jest naturalnie także wyzwolenie się od zła. To dzieje się w taki sposób, że człowiek przeżyje zło aż do najdrobniejszych skutków, a to jemu umożliwi rozpoznanie zła jako takiego i odrzucenie go. Wszak okazję do tego daje jemu zawsze działanie zwrotne. Bez niego człowiek nigdy nie mógłby naprawdę wyzwolić się od tego, co uczynił.

Prawo działania zwrotnego zawiera więc w sobie drogę do wolności lub wzlotu, co jest niezmiernym darem i łaską. Dlatego absolutnie nie można mówić o karze. »Kara« jest niewłaściwym wyrazem, bo przecież to właśnie w niej najwyraźniej przejawia się miłość, pomocna dłoń, którą podaje Stworzyciel, aby człowiek mógł pozbawić się grzechów i wyzwolić się.

Przyjście człowieka na świat składa się z poczęcia, wcielenia i narodzin. Wcielenie jest właściwym wejściem człowieka w ziemskie życie***.

Niezliczona jest ilość włókien współdziałających i decydujących o wcieleniu. Procesy te jednak zawsze, jak zresztą wszystko w stworzeniu, opierają się na absolutnej Sprawiedliwości zróżnicowanej w najmniejszych szczegółach i powodują postęp wszystkich w nich uczestniczących.

Dlatego narodziny dziecka są czymś o wiele bardziej ważnym i wartościowym niż ziemscy ludzie zazwyczaj myślą. Zawarta jest w nich równocześnie nowa, specjalna łaska Stworzyciela dla dziecka, jego rodziców, ewentualnie jego rodzeństwa i dla innych ludzi, którzy z dzieckiem wejdą w kontakt. Wszyscy oni otrzymują tak możliwość rozwoju, w podążaniu naprzód.

Rodzice mają możliwość rozwijania swojego ducha poprzez opiekę nad dzieckiem podczas jego choroby czy w czasie różnych kłopotów i zmartwień związanych z jego wychowaniem. To po prostu albo środek służący osiągnięciu konkretnego celu, albo rzeczywiste odpokutowanie starej winy, a niekiedy nawet symboliczne rozwiązanie grożącej karmy.

Bardzo często zdarza się, że ogarnięty łaską Bożą człowiek w wyniku własnego dobrego chcenia z góry odpokutuje swoją własną ciężką chorobę, która w postaci karmy powinna uderzyć w niego według prawa działania zwrotnego. Tak dzieje się wtedy, kiedy ktoś z własnej woli poświęca się dla cudzego lub własnego dziecka.

Rzeczywiste odpokutowanie może nastać tylko poprzez głębokie odczuwanie, w pełnym przeżywaniu. Kiedy człowiek kierowany prawdziwą miłością troszczy się o kogoś innego, to jego przeżycia są często o wiele mocniejsze niż w wypadku własnej choroby. Gdy chodzi o dziecko lub osobę, którą naprawdę kochamy, to strach i boleść odczuwamy wtedy o wiele głębiej. Tak samo głęboko oczywiście odczuwamy radość z ponownego powrotu do zdrowia.

Już tylko owe mocne przeżycia wypalają na zawsze ślady w uczuciu, w duchu człowieka. W ten sposób przetwarzają go i zrywają włókna losu, które w przeciwnym wypadku zdążyłyby go jeszcze dopaść.

Po owym zerwaniu włókna powracają, niczym naprężone gumowe taśmy, szybko z powrotem w odwrotną stronę, a więc do subtelnomaterialnych centrali jednorodności, których siła przyciąga obecnie włókna jednostronnie w swoją stronę. W ten sposób niemożliwe jest jakiekolwiek dalsze oddziaływanie na człowieka, który się zmienił, ponieważ brakuje drogi łączącej.

Stare winy można odpokutować tak na tysiące różnych sposobów, jeżeli człowiek dobrowolnie, chętnie i z miłości przyjmie na siebie jakieś obowiązki wobec drugiego.

Najpiękniejsze przykłady takiego postępowania podałem w swoich przypowieściach. Zbawienne skutki takiego postępowania przypomniałem bardzo wyraźnie także w swoim »Kazaniu na Górze« i wszystkich innych mowach. Zawsze wtedy mówiłem o »bliźnim« i wskazywałem najlepszą drogę prowadzącą do rozwiązania karmy i do wzlotu sposobem bardzo prostym i pełnym czystego życia.

»Miłuj bliźniego, jak siebie samego« napominałem i dawałem w ten sposób klucz do bramy prowadzącej w stronę szeroko pojętego wzlotu. Nie musi zawsze chodzić o chorobę. Dzieci i związana z nimi potrzebna opieka i wychowanie dają w najbardziej naturalny sposób tyle okazji, że to już samo wystarcza do odpokutowania wszystkiego, co tylko wchodzi w rachubę. Dlatego dzieci są błogosławieństwem bez względu na ich zdrowie i rozwój!

To, co dotyczy rodziców, dotyczy także rodzeństwa i wszystkich tych, którzy częściej się z dziećmi spotykają. Także oni mają okazję skorzystać z narodzin nowego obywatela świata starając się z cierpliwością i troską na wszelkie sposoby jemu pomagać, chociażby miało to polegać tylko na wyzbyciu się swych negatywnych cech itp.

Niemniej jednak pomaga to także samemu dziecku. Każdemu człowiekowi narodziny umożliwiają przesunięcie się o dużą część drogi w górę! Jeżeli w czyimś wypadku tak się nie dzieje, to jest to wyłącznie jego wina, ponieważ sam tego nie chciał.

Dlatego trzeba traktować każde narodziny jak dobrotliwy dar Boży, który rozdzielany jest równomiernie. Błogosławieństwo nie ominie nawet tego, kto sam własnych dzieci nie posiadając, weźmie na wychowanie dziecko obce, może być nawet o wiele większe, jeśli tak uczynił nie dla własnego zadowolenia, lecz dla dobra samego dziecka.

W wypadku zwykłego wcielenia najważniejszą rolę odgrywa przyciąganie tego samego gatunku duchowego, które współwytwarza skutki zwrotne. Cechy traktowane przez ludzi jako dziedziczne, nie są w rzeczywistości dziedziczone, są tylko wynikiem owego przyciągania jednorodnego. Nie ma cech, które byłyby duchowo odziedziczone po matce lub ojcu, ponieważ dziecko jest tak samo pełnym i całym człowiekiem, jak oni sami. Posiada tylko takie same cechy swojego wnętrza i przez te cechy czuło się przyciągane.

Lecz podczas wcielenia nie decyduje tylko siła przyciągania tego samego gatunku duchowego. Swój wpływ mają tu także inne włókna losu lgnące do ducha, który ma inkarnować. Włókna te mogą być ewentualnie jakoś związane z którymś z członków rodziny, do której jest duch doprowadzony. Wszystko to współdziała razem na urzeczywistnieniu wcielenia.

Inaczej jest, jeżeli duch dobrowolnie zdecyduje się spełnić jakieś zadanie lub posłanie, aby pomóc konkretnym ludziom na ziemi, bądź też bierze udział w szeroko zakrojonej akcji, mającej pomóc całej ludzkości. W tym wypadku świadomie z góry przyjmuje to wszystko, co na ziemi go spotka. Dlatego nawet w tym wypadku nie można mówić o niesprawiedliwości. Działanie zwrotne przyniesie takiemu duchowi nagrodę, jeśli działa on w miłości pełnej poświęcenia, w miłości bezinteresownej.

W rodzinach, w których pojawiają się choroby dziedziczne, wcielają się duchy, którym choroby te są potrzebne, aby się wyzwolić poprzez działanie zwrotne, oczyścić lub by mogły posunąć się do przodu.

Włókna, które kierują i decydują, nigdy nie dopuszczą do pomyłki lub wcielenia niesprawiedliwego. Pomyłka jest niedopuszczalna. Można by ją porównać do daremnej próby pływania pod prąd. Pod prąd, który płynie swym głównym korytem z niezmierną siłą uniemożliwiającą jakikolwiek opór, tak więc każda próba sprzeciwu skazana jest na niepowodzenie. Jeżeli jednak ktoś korzysta dokładnie z cech owego nurtu, to przynosi jemu on tylko i wyłącznie błogosławieństwo.

Nawet w wypadku owych dobrowolnych inkarnacji, kiedy duch bierze na siebie z własnej woli w konkretnym celu ciężar choroby, nie może dojść do przeoczenia czegokolwiek. Na przykład, jeżeli ojciec lub matka zachorowali z własnej winy, a przyczyną mogło być naruszanie praw natury żądających bezwarunkowego dbania o zdrowie powierzonego ciała, to w bólu spowodowanym widokiem tejże choroby u dziecka będzie już odpokutowanie winy. Jeżeli ich ból będzie szczery i prawdziwy, to doprowadzi do oczyszczenia ducha.

Nie ma sensu przytaczanie konkretnych przykładów, ponieważ każde narodziny, do których doszło pod wpływem wielokrotnie splecionych włókien losu, dawałyby za każdym razem nowy obraz różniący się od innych. Nawet przypadki tego samego gatunku jawiłyby się w odmiennym świetle w wyniku zlewania się niezliczonych subtelnych odcieni działania zwrotnego.

Chciałbym przytoczyć tylko jeden prosty przypadek: matka kocha swojego ziemskiego syna tak bardzo, że na wszelkie sposoby uniemożliwia jemu ożenek, byle tylko pozostał z nią. Nieustannie wiąże go ze sobą. Taka miłość jest fałszywa, absolutnie egoistyczna, chociaż matce wydaje się, że czyni wszystko, aby życie syna na ziemi było możliwie najpiękniejsze. Swoją egoistyczną miłością bezprawnie ingerowała w życie ziemskiego syna.

Prawdziwa miłość nigdy nie myśli o sobie, lecz zawsze dba tylko o dobro drugiego i w ten sposób także postępuje. Nawet za cenę własnych rezygnacji.

Nadchodzi czas, kiedy matka zostaje odwołana. Syn ziemski pozostaje teraz sam. Jest jednak już o wiele za późno, aby jeszcze potrafił zmobilizować się i podążyć drogą swoich własnych życzeń, którą podążać umożliwia młodość. A jednak było to dla niego pewnym zyskiem. Utrata czegoś w życiu coś dla niego załatwiła. Albo rozwiązało się coś jednorodnego z jego przeszłego życia, a więc na przykład ominęła go sądzona mu wewnętrzna samotność w małżeństwie, gdyby się ożenił albo coś innego. W każdym wypadku mógł na tym tylko zyskać.

Matka jednak odeszła zabierając swą egoistyczną miłość ze sobą. Siła przyciągająca do siebie wszystko, co jest duchowo jednorodne i przed którą nie potrafi się bronić, prowadzi ją prosto do ludzi o tych samych cechach charakteru. Przebywając bowiem w pobliżu takich ludzi ma możliwość za pośrednictwem ich uczuć odczuć sama na sobie małą część swojej pasji, ponieważ oni także będą przejawiać wobec innych swoją egoistyczną miłość. Pozostaje w ten sposób związana z ziemią.

Jeżeli wśród ludzi, w których pobliżu przebywa, dojdzie do poczęcia, to w wyniku owego mocnego duchowego przyciągania znowu się inkarnuje.

I tu się karta odwraca. Będąc dzieckiem jest w taki sam sposób traktowana, jak niegdyś ona traktowała swojego ziemskiego syna i cierpi z powodu wad ziemskiego ojca lub matki, które tak samo były kiedyś jej wadami. Nie uda jej się opuścić domu ziemskich rodziców, choć o tym marzy i choć nadarzy się ku temu niejedna okazja. Jej wina zostanie odpokutowana, jeżeli przeżyciem swych wad na sobie samej pozna, że źle postępowała i tym sposobem od wad tych się wyzwoli.

Podczas połączenia z ciałem gęstomaterialnym, a więc podczas wcielenia, każdy człowiek otrzymuje opaskę na oczy, która uniemożliwia jemu widzenie przeszłego życia. Także to, jak zresztą wszystko w stworzeniu, przynosi jemu tylko korzyści. Również w tym zawarta jest mądrość i miłość Stworzyciela.

Gdyby każdy pamiętał wszystkie szczegóły swojego poprzedniego życia, to w swoim nowym życiu na ziemi odgrywałby tylko rolę spokojnego postronnego obserwatora, który jest świadomy swojego awansu lub pokutowania. W tym wypadku jednak jakikolwiek jego postęp byłby niemożliwy, a groziłoby jemu o wiele większe niebezpieczeństwo upadku.

Życie na ziemi, jeżeli ma mieć jakikolwiek sens, musi być naprawdę przeżyte. Tylko to, co człowiek wewnętrznie przeżyje, a więc odczuje we wszystkich odcieniach czerni i bieli, do niego naprawdę należy. Gdyby człowiek z góry zawsze jasno znał kierunek, który musi obrać, aby odpokutować swoje winy, to nie musiałby wcale myśleć i podejmować decyzji. Przez to jednak nie zyskałby siły samodzielności, która jest jemu koniecznie potrzebna.

Lecz tak każdą życiową sytuację odbiera bardziej prawdziwie. Wszystko, co człowiek naprawdę przeżył, pozostawia niezatarte ślady w uczuciu, a więc w tym, co nie przemija i co zabiera człowiek zawsze ze sobą, jako swój majątek, z którym jest nierozerwalnie połączony i który człowieka przetwarza w zależności od owych głębokich uczuć. Zabiera ów majątek ze sobą podczas zmiany swojego bytu w nową formę. Zabiera jednak ze sobą naprawdę tylko to, co rzeczywiście przeżył, a cała reszta zanika w momencie ziemskiej śmierci. Uczuciowe przeżycia są trwałym zyskiem, są czystym ekstraktem jego życia na ziemi!

Do rzeczy przeżytych nie należy nic z tego, czego się człowiek nauczył, za wyjątkiem tych spraw, których się nauczył i przyswoił sobie w uczuciach, w przeżyciach. Cała reszta, cały ten olbrzymi balast wiedzy, dla którego niejeden człowiek poświęca całe swoje ziemskie życie, odpada niczym bezwartościowy śmieć. Dlatego każda chwila życia powinna być traktowana poważniej niż stało się to zwyczajem, aby ludzkie myśli, słowa i czyny zostały przepełnione mocnym ciepłem życia i nie popadały w puste schematy.

Ponieważ podczas wcielenia każdy otrzymuje opaskę na oczy, to wydaje się, że noworodek jest całkiem nieświadomy, a to z kolei prowadzi do mylnego poglądu traktującego nieświadomość na równi z niewinnością. Przy tym często taki noworodek przynosi ze sobą bardzo obszerną karmę, stwarzającą jemu możliwości do odpokutowania jego poprzednich błędnych dróg poprzez ich przeżycie. W wypadku przeznaczenia losu jest karma tylko koniecznym wynikiem przeszłości. W wypadku dobrowolnego podjęcia się konkretnego zadania, człowiek przyjmuje jednak karmę z własnej woli, aby przy jej pomocy mógł osiągnąć potrzebne ziemskie doświadczenie i dojrzałość, umożliwiające jemu lepsze spełnienie swojego zadania. W niektórych wypadkach karma jest nawet częścią samego zadania.

Dlatego niech człowiek już nie narzeka twierdząc, że proces narodzin cechuje niesprawiedliwość, ale wdzięcznie podniesie swój wzrok do Stworzyciela, który każdymi narodzinami daje tylko nową łaskę!

*Wykład: »LOS«

**Wykład: »CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA«

***Wykład: »STWORZENIE CZŁOWIEKA«

Dodaj komentarz

JA JEZUS CHRYSTUS WCZORAJSZY ZBAWICIEL DZISIEJSZY SĘDZIA

JA JEZUS CHRYSTUS WCZORAJSZY ZBAWICIEL DZISIEJSZY SĘDZIA

44.

Zbawiciel na krzyżu Jezus Nazarejski, który został zamordowany przez ziemskich ludzi! Tysiące takich krzyży postawiono na znak tego, że ponoć Ja Chrystus na ziemi izraelskiej za ludzkość cierpiałem i zmarłem. Ze wszystkich stron wołają w stronę wierzących: »Pamiętajcie o tym!«

Na odległych polach, na ruchliwych ulicach wielkich miast, w małym pokoiku, w kościołach, nad grobami i przy weselach, wszędzie stoją jako wyraźny znak klątwy, którą dziś ludzkość na sobie odczuwa. Pamiętajcie o tym! Wasze grzechy były powodem tego, że Ja Syn Boży, który do was na ziemię wtedy przyniosłem zbawienie, cierpiałem i zmarłem na krzyżu zamordowany przez was!

Wierzący podchodzi do krzyża głęboko wzruszony, pełen uświęconego szacunku i wdzięczności. Potem opuszcza owe miejsce z wrażeniem radości i ze świadomością, że ofiara poniesiona poprzez śmierć na krzyżu wyzwoliła z grzechów także jego.

Ty wszakże, który naprawdę poszukujesz, idź do Światła i odrzuć błędne przekonanie, odrzuć od siebie znak klątwy i postaraj się pojąć Mnie Żywe Słowo! Odrzuć miękki płaszcz wygodnictwa, który tak przyjemnie grzeje i budzi w tobie błogie wrażenie bezpiecznego azylu. Wrażenie, które pozostawia cię w mrocznym letargu aż do ostatniej ziemskiej godziny, która już nastała. W godzinie tej nagle przebudzasz się ze swego półsnu, gdy odarty z ziemskich przesądów i uprzedzeń stajesz twarzą w twarz z niezmąconą Prawdą. Już bardzo szybko kończy się twój sen, do którego tak przywarłeś i który stłumił twą aktywność.

Dlatego obudź się, czas, który spędzasz na ziemi, jest bezcenny! Ja jako Jezus Nazarejski ówczesny Zbawiciel przyszedłem z powodu waszych grzechów, to absolutnie pewne i nietykalne. Także to, że zostałem zamordowany na krzyżu jak złoczyńca z powodu waszych win.

To jednak nie zdjęło z ciebie twych grzechów! Niosący ratunek czyn Mój Zbawiciela polegał na tym, że podjąłem walkę z ciemnościami, aby przynieść ludzkości Światło, aby utorować drogę do wybaczenia wszystkich grzechów.

Wędrować tą drogą musi, według niezmiennych praw Stworzyciela, już każdy sam. Nawet Ja Chrystus nie przyszedłem po to, aby zmienić prawa, lecz po to, aby je spełnić i je wypełniam Siłą. Staraj się więc pojąć Mnie, który Jest twoim najlepszym przyjacielem! Nie nadawaj prawdziwym słowom mylnego sensu!

Jeżeli jest całkiem słusznie napisane: To wszystko stało się z powodu grzechów ludzkości, to oznacza to, że przyjście Moje Jezusa było konieczne tylko dlatego, ponieważ ludzkość nie potrafiła już sama wyrwać się z ciemności, które sobie wytworzyła, nie potrafiła wyrwać się z ich objęć.

Ja Chrystus musiałem ludzkości tę drogę wskazać. Gdyby ludzkość nie wplątała się tak głęboko w swe grzechy, a więc gdyby poszła właściwą drogą, to przyjście Moje Jezusa nie byłoby konieczne, a Moja walka z ciemnościami i droga pełna cierpienia mogła być Mi oszczędzona.

Dlatego całkiem słusznie mówi się, że musiałem przyjść tylko z powodu grzechów ludzkości, aby ludzie krocząc swą niewłaściwą drogą nie wpadli całkiem w otchłań bez dna, w ciemności.

Ale to nie oznacza, że każdemu, kto rzeczywiście wierzy w Moje słowa i żyje według nich, zostanie od razu zdjęty ciężar jego grzechów osobistych. Jeżeli jednak żyje według Moich słów, to grzechy te będą mu odpuszczone. Powoli jednak i dopiero wtedy, kiedy zostaną odpokutowane w działaniu zwrotnym i to w wyniku pracy dobrego chcenia. Nie inaczej. Tym jednak, którzy nie żyją według Moich słów, grzechy wcale nie mogą być odpuszczone.

To wszakże nie oznacza, że odpuszczenie grzechów jest osiągalne tylko dla członków Kościołów chrześcijańskich.

Ja Jezus głosiłem i głoszę Prawdę. Moje słowa muszą więc zawierać równocześnie to, co także w innych religiach jest prawdziwe. Nie chciałem i nie chcę założyć żadnego Kościoła, lecz wskazuję ludzkości prawdziwą drogę, która równie dobrze może prowadzić poprzez prawdziwe nauki innych religii. Dlatego odnajdujecie w Moich słowach tak wiele zgodnego z religiami wtedy już istniejącymi.

Ja niczego z nich nie przejąłem i nie przejmuje. Ponieważ jednak przynoszę Prawdę, to jest w niej zawarte oczywiście także wszystko to, co prawdziwego istniało już w innych religiach.

Także ten, kto wprawdzie nie zna Moich słów, lecz uczciwie dąży do szlachetności i Prawdy, często żyje już całkiem zgodnie z sensem tych słów i dlatego na pewno zbliża się do czystej wiary oraz odpuszczenia grzechów. Bacz, byś nie oceniał tego jednostronnie. Jest to brak szacunku dla dzieła Mojego Zbawiciela.

Kto w poważnym poszukiwaniu dąży do Prawdy lub kto dąży do czystości, temu nie brak nawet miłości. Taki człowiek jest stopień po stopniu prowadzony duchowo w górę, chociaż często dzieje się tak za cenę wielkich wątpliwości i wewnętrznych rozterek. I wszystko jedno, jakiej religii jest wyznawcą, ze Mną spotka się już tutaj i musi przejść bramę, którą Jestem, albo w świecie subtelnomaterialnym trafi do leja rozkładu i zaniknie jako świadomy siebie samego. Gdy przejdzie bramę poprowadzę go dalej aż do końcowego poznania Boga Ojca i w ten sposób wypełnią się słowa: »Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie«.

»Końcowe poznanie« jednak nie zaczyna się z ostatnimi ziemskimi godzinami, lecz na konkretnym stopniu rozwoju ludzkiego ducha, dla którego przejście z gęstomaterialności do subtelnomaterialności oznacza tylko przemianę.

Powrócę teraz do samego aktu odkupienia: ludzkość błądziła w duchowych ciemnościach tak jak i dziś. Sama sobie je wytwarza nadal podczas nieustannego podlegania tylko rozumowi, który najpierw z wielkim wysiłkiem nadmiernie rozwinęła. W ten sposób ludzie sami sobie zawężają horyzonty pojmowania, aż całkowicie związują się z przestrzenią i czasem tak, jak ich mózg. Potem nie mogą już odnaleźć i pojąć drogi do nieskończoności i wieczności.

Tym sposobem całkiem związaliście się z ziemią i ograniczyliście się do przestrzeni i czasu. Wszelka łączność ze Światłem, z czystością i duchowością, została tak zerwana. Ludzkie chcenie mogło zmierzać tylko w kierunku spraw ziemskich. Wyjątek tworzyło już tylko kilka jednostek, które będąc prorokami nie miały jednak dosyć energii i siły, aby się przebić i utorować drogę do Światła.

W wyniku takich stosunków otworzono złu wszystkie bramy.

Ciemności wypłynęły i zalały ziemię zniszczeniem i goryczą. To mogło doprowadzić tylko do jednego: do duchowej śmierci. To najstraszniejsze, co może człowieka spotkać.

Winę za wszystkie te biedy ponoszą jednak ludzie sami! Sami je spowodowali, ponieważ dobrowolnie obrali ten kierunek. Oni tego chcieli i wspierali to pyszniąc się tym wręcz w swej bezgranicznej ślepocie jako osiągnięciami. Ponieważ z wysiłkiem sami siebie zmusili do ograniczenia swej zdolności pojmowania, nie docierał do nich koszmar skutków. Taka ludzkość już nie mogła wytworzyć własnymi siłami drogi do Światła. Dobrowolne ograniczenie było już zbyt wielkie.

Jeżeli miał w ogóle być możliwy jakikolwiek ratunek, to musiała nadejść pomoc ze Światła. Inaczej nie można było powstrzymać zaniku ludzkości w głębinach ciemności.

Ciemności posiadają w wyniku swych zanieczyszczeń większą gęstość, a tym samym i ciężar. Z powodu tego ciężaru ciemności same mogą przenikać w górę tylko do pewnej granicy danej gęstością i wagą, jeżeli nie przyjdzie im z pomocą siła przyciągania działająca z drugiej strony. I na odwrót: cechą charakterystyczną Światła jest lekkość, odpowiadająca jego czystości i ta uniemożliwia mu zejście aż do owych ciemności.

Jest więc pomiędzy Światłem, a ciemnościami niemożliwa do pokonania przepaść, w środku której znajduje się człowiek i jego ziemia!

Jest więc w pełni w rękach ludzi i zależy jedynie od jakości ich życzeń i chcenia czy pójdą naprzeciw Światłu, czy pogrążą się w ciemnościach, czy otworzą bramy i utorują drogi tak, aby ziemia mogła być zalana Światłem lub zawalona ciemnościami. Ludzie sami ze swą siłą chcenia są tym gruntem, który daje pewne oparcie Światłu lub ciemnościom, podstawą, z której może Światło lub ciemności działać dalej z większą lub mniejszą siłą.

I w zależności od tego, która strona bardziej przeważy, Światło czy ciemności, ludzkość otaczana jest tym, co dana strona może dać: dobrem lub złem, błogością lub goryczą, szczęściem lub nieszczęściem, rajskim pokojem lub piekielnymi mękami.

Czystość ludzkiego chcenia stała się o wiele za słaba, aby móc posłużyć jako punkt oparcia Światłu pośród coraz bardziej wzmagających się ciężkich i dławiących wszystko ciemności. Punkt, z którym Światło mogłoby się połączyć do tego stopnia, aby z niepokalaną czystością i dlatego też z nieograniczoną siłą, rozszczepić ciemności i wyzwolić ludzkość, która mogłaby później czerpać Siłę z nowo powstałego Źródła Światła i w ten sposób odnaleźć drogę wzwyż, do światłych wyżyn.

Dopóki Światło nie uzyskało mocnego punktu oparcia, nie mogło samo zejść tak głęboko w brud i nieczystość. Dlatego musiał nadejść pośrednik. Tylko poseł ze światłych wyżyn mógł swym wcieleniem na ową ziemię przebić ciemną ścianę wytworzoną przez ludzkie chcenie i w środku zła wytworzyć taką gęstomaterialną podstawę dla Światła Bożego, podstawę pewnie stojącą w ciężkich ciemnościach. Tam zakotwiczone mogły potem czyste promienie Światła przenikać w ciemne masy, druzgotać je i rozpędzać, aby ludzkość całkiem nie ugrzęzła w ciemnościach i aby w nich się nie zadusiła.

Tak więc Ja naprawdę przyszedłem z powodu ludzkości i jej grzechu!

Łączności ze Światłem, która w ten sposób powstała, ciemności nie mogły zerwać, ponieważ czystość i Siła wysłańca Światła stały temu na przeszkodzie. W ten sposób dla ludzkości została przebita nowa droga prowadząca do wyżyn ducha.

Tak więc ze Mnie Jezusa, z owej potężnej ziemskiej bazy Światła, wychodziły i dziś wychodzą promienie Światła i przenikały i przenikają ciemności przy pomocy Żywego Słowa, przynoszącego Prawdę. Ja przekazuję Prawdę bez zniekształceń, ponieważ sam Jestem Słowem i Prawdą.

Ludzie zostali wyrwani ze swego stanu zamroczenia niezwykłymi zdarzeniami, które zaczęły się dziać wraz z Moim przyjściem tak jak i dziś. Podążali za owymi dziwami i natknęli się na Słowo. Kiedy jednak usłyszeli przyniesioną przeze Mnie Jezusa Prawdę i kiedy zaczęli się nad nią zastanawiać, powstawało powoli w setkach tysięcy ludzi pragnienie podążenia za ową Prawdą i dowiedzenia się o Niej więcej. I ten wysiłek powoli zbliżał ich do Światła.

Ciemności, do tej pory ogarniające ludzi, zaczęły w wyniku tego chcenia coraz bardziej słabnąć i jeden promień Światła za drugim zwycięsko przenikał ciemności, gdy ludzie rozważając Moje słowa poznali, że są prawdziwe. Wokół takich ludzi było coraz jaśniej i jaśniej, aż w końcu ciemności, nie znajdując u nich oparcia, całkowicie od nich odpadły, tracąc w ten sposób coraz więcej gruntu w ludzkich masach. Tak oto Słowo Prawdy działa w ciemnościach – jak kiełkujące ziarnko gorczycy i jak zakwas w cieście.

I to był zbawicielski Mój czyn Jezusa, Syna Bożego, nosiciela Światła i Prawdy.

Ciemności mniemając, że są już władcą całej ludzkości, zaczęły gwałtownie przeciwdziałać, aby akt zbawienia uniemożliwić. Zbliżyć się bezpośrednio do Mnie samego nie mogły i nie mogą – odbijają się od Moich czystych uczuć. Było więc oczywiste, że wykorzystały wszelkie przejawiające ochotę do współpracy narzędzia, które były w tej walce do dyspozycji.

Narzędziami tymi byli ludzie nazywający siebie całkiem słusznie »ludźmi rozumu«. Tacy podporządkowali się rozumowi i byli mocno związani z przestrzenią i czasem w taki sam sposób, w jaki związany jest z przestrzenią i czasem rozum. Dlatego nie mogli zrozumieć pojęć wyższego stopnia, pojęć duchowych, pojęć bardzo odległych od przestrzeni i czasu. Również dlatego nie potrafili pójść śladami nauki o Prawdzie.

Wszyscy tacy stali według własnego przekonania bardzo mocno na »realnym gruncie«, gdzie zresztą po dziś dzień stoi jeszcze bardzo wielu ludzi. »Realny grunt« jest w rzeczywistości jednak gruntem bardzo ograniczonym. Ludzie ci należeli w większości przypadków do klasy panującej, a więc posiadali moc świecką i kościelną.

Tak więc ciemności, stawiając zaciekły opór, podżegały owych ziemskich ludzi, a ci mając w rękach ziemską moc dopuścili się wobec Mnie Jezusa czynów przemocy.

Ciemności miały nadzieję, że w ten sposób będą mogły zniszczyć dzieło odkupienia. To, że miały na ziemi tak wielki wpływ, było winą znów tylko samej ludzkości, która dobrowolnie zawężyła w wyniku błędnego stanowiska swą zdolność pojmowania i przekazała tym samym wszelką moc w ręce ciemności.

To z powodu tego grzechu ludzkości Ja jako Jezus Nazarejski musiałem cierpieć! Ciemności popędzały swe narzędzia w dalszym ciągu posuwając się aż do skrajności: Mnie ówczesnemu Jezusowi Nazarejskiemu mojej ziemskiej powłoce groziła śmierć na krzyżu, ponieważ obstawałem przy swoim oświadczeniu, że przynoszę Prawdę i Światło. Chodziło o decyzję ostateczną. Gdybym uciekł i wszystkiego zaniechał, to mógłbym uniknąć śmierci mojego gęstomaterialnego ciała na krzyżu. Wtedy jednak w ostatniej chwili ciemności odniosłyby zwycięstwo, ponieważ wszelkie działania Moje powoli odpłynęłyby w niepamięć i ciemności zwycięsko zapanowałyby nad wszystkim. Ja nie spełniłbym wówczas swego posłania, akt zbawienia pozostałby niedokończony.

Wewnętrzne zmagania w Getsemane były gwałtowne, lecz krótkie. Nie bałem się śmierci cielesnej, lecz spokojnie poszedłem na ziemską śmierć za Prawdę, którą przynosiłem. Własną krwią przypieczętowałem podczas ukrzyżowania wszystko to, czego nauczałem i czym żyłem wówczas.

Tym czynem całkowicie pokonałem ciemności, które w ten sposób utraciły swą ostatnią wielką nadzieję. Ja zwyciężyłem. Z Miłości do ludzkości, której w ten sposób pozostawiłem otwartą drogę ku wolności i Światłu, bowiem śmierć Moja jako Nazarejczyka ostatecznie przekonała ludzi o Prawdzie zawartej w Moich słowach.

Gdybym ratował się ucieczką i zrezygnowałbym ze swego posłania, to wzbudziłbym w ten sposób w ludziach wątpliwości.

Tak oto Ja jako Jezus Nazarejski zostałem zamordowany i zmarłem wówczas ziemsko z powodu grzechów ludzkości! Gdyby ludzkość nie grzeszyła tym, że odwróciła się od Boga ograniczając swą zdolność pojmowania pod wpływem rozumu, to mogłem sobie oszczędzić swego przyjścia tak samo, jak ziemskiego umierania w mękach na krzyżu. Dlatego całkiem właściwe jest twierdzenie: Za wasze grzechy przyszedłem, cierpiałem i ziemsko zmarłem na krzyżu w wyniku morderstwa!

To wcale jednak nie oznacza, że nie musisz sam odpokutować swych własnych grzechów!

Teraz jest to jednak dla ciebie o wiele trudniejsze, ponieważ Ja wskazałem tobie drogę przynosząc w swych słowach Prawdę, a ty z niej nie skorzystałeś.

A więc nawet Moja ziemska śmierć na krzyżu nie może tak po prostu zmyć twych osobistych grzechów. Ażeby mogło dziać się coś takiego, to trzeba by najpierw było unieważnić wszystkie prawa wszechświata. To jednak się nie stanie. Ja sam dosyć często odwoływałem się do wszystkiego tego, co »jest pisane«, a więc do starego. Nowa ewangelia Miłości także nie ma zamiaru burzyć lub odrzucać starej ewangelii Sprawiedliwości, lecz chce ją dopełnić. Chce z nią utworzyć jedność.

Nie zapominaj więc o Sprawiedliwości wzniosłego Stwórcy wszechrzeczy, o Sprawiedliwości, której nie da się posunąć ani o włos i która jest niezmienna od początku świata aż po jego koniec! Sprawiedliwość ta nie mogłaby przecież pozwolić, aby ktoś wziął na siebie winę drugiego i w ten sposób winę tę odpokutował.

Przyjść, cierpieć, ziemsko umrzeć, być bojownikiem za Prawdę, to wszystko mogłem uczynić z powodu winy innych, wina ta więc była tego przyczyną, lecz Ja sam pozostałem czysty i winą tą nietknięty i dlatego też nie mogłem jej osobiście wziąć na siebie.

Moje dzieło zbawienia nie jest z tego powodu bynajmniej mniejsze, lecz jest ofiarą największą ze wszystkich. Przyszedłem ze światłych wyżyn i zanurzyłem się w bagno z powodu ciebie, walczyłem o ciebie, z powodu ciebie cierpiałem i ziemsko zmarłem, aby przynieść pochodnię oświetlającą tobie prawdziwą drogę w górę, tak więc już nie musiałeś błądzić i tonąć w ciemnościach!

Taki Jestem, Ja twój Zbawiciel. To był Mój wielki i potężny akt Miłości.

Boża Sprawiedliwość, poważna i surowa, pozostała nadal w prawach wszechświata; albowiem co człowiek sieje, to zbierze, mówię także o tym w swym Przesłaniu. W wyniku działania Bożej Sprawiedliwości człowiekowi nie zostanie przebaczony nawet grosz długu!

O tym myśl, kiedy stoisz przed krzyżem klątwy, znakiem który już na wszystkich co go posiadają ściąga nieszczęście. Ja swym Słowem otworzyłem wam drogę do odpuszczenia grzechów, a wy z niej nie skorzystaliście, więc w wydarzeniach poznacie Prawdę o sobie samych.

Nie wystarczy bynajmniej tylko nauczyć się Słowa i wierzyć w Nie, ale również według Niego żyć! Wierzyć w Nie, traktować Je jak prawdziwe i równocześnie nie postępować we wszystkim tak, jak każe, mijałoby się z celem. Ba, na odwrót! Postępując w ten sposób jesteś gorszy od ludzi, którzy słów Moich w ogóle nie znają.

Dlatego obudź się wreszcie, a może nie zginiesz duchowo. Czas, który pozwolono ci przeżywać na ziemi, jest dla ciebie bezcenny, jednak większość z was już go nie ma!

Dodaj komentarz

RELIGIA MIŁOŚCI

RELIGIA MIŁOŚCI

43.

Religia Miłości jest źle rozumiana dlatego, ponieważ pojęcie »Miłość« zostało wielostronnie zdeformowane i wypaczone. Największą częścią prawdziwej Miłości jest Surowość!

To, co dzisiaj nazywane jest miłością, jest wszystkim, tylko nie Miłością. Jeżeli spojrzy się dokładnie na podstawy wszystkiego, co się tak nazywa, to nie zobaczy się niczego poza samolubstwem, próżnością, zarozumialstwem, słabością, wygodnictwem lub instynktami.

Prawdziwa Miłość nie będzie dbała o to, co drugiemu się podoba, co jest dla niego przyjemne i co sprawia jemu radość, lecz będzie kierować się tylko tym, co dla drugiego jest korzystne! I obojętne czy drugiemu sprawia to przyjemność, czy też nie. Tak wygląda prawdziwa Miłość i służba.

Jeżeli więc napisano: »Kochajcie swoich nieprzyjaciół!« to znaczy to: »Czyńcie to, co dla nich jest korzystne! A więc jeżeli nie można inaczej, to możecie ich karać, aby poznali w czym uchybili!« W ten sposób będziecie im służyli. Musi przy tym jednak panować Sprawiedliwość, ponieważ Miłości nie można oderwać od Sprawiedliwości, z którą tworzy jedność!

Niewłaściwe folgowanie byłoby równoznaczne z jeszcze większym pielęgnowaniem błędów nieprzyjaciół, a to umożliwiałoby im dalej upadać. Czy to byłaby miłość? Wręcz na odwrót, w ten sposób ponosilibyśmy winę.

Z religii Miłości stała się religia słabości i to wyłącznie w wyniku niewypowiedzianych ludzkich życzeń. W podobny sposób ze Mnie zwiastującego Prawdę Jezusa Chrystusa chciano uczynić osobę uległą i miękką, chociaż takim nigdy nie byłem i nie Jestem. Właśnie z powodu cechującej Mnie wszechogarniającej Miłości miałem i mam między ludźmi rozumu opinię osoby szorstkiej i poważnej.

Mój smutek, tak często Mnie ogarniający, był zupełnie oczywisty, jeżeli weźmie się pod uwagę wzniosłość Mojego posłania i porówna się ją z ówczesnym i obecnym ludzkim materiałem. Smutek ów nie miał jednak nic wspólnego z miękkością.

Religia Miłości jest, po odrzuceniu wszystkich zniekształceń i dogmatycznych ograniczeń, nauką opierającą się na najbardziej rygorystycznej konsekwencji, w której nie ma miejsca na słabość i nielogiczne pobłażanie.

Dodaj komentarz

GŁOS WEWNĘTRZNY

GŁOS WEWNĘTRZNY

42.

Tak zwany »głos wewnętrzny«, owo duchowe w człowieku, którym człowiek może się kierować, to uczucie! Nie bez powodu mówi ludowa mądrość: »Pierwsze odczucia są zawsze prawdziwe«.

Jak we wszystkich podobnych powiedzonkach i przysłowiach, tak również tu zawarta jest głęboka prawda. To, co oznacza się określeniem »odczucie«, jest zawsze uczuciem. To, co człowiek na przykład odczuwa przy pierwszym spotkaniu z kimś, kogo do tej pory nie znał, może być bądź nawoływaniem do ostrożności stopniującym się w niechęć, bądź czymś całkiem przyjemnym lub nawet sympatycznym, w wielu wypadkach jednak także obojętnością.

Jeżeli odczucie to zostanie usunięte na drugi plan podczas rozmowy i dalszych kontaktów, to stanie się tak pod wpływem rozumowego podejścia do sprawy. Jeżeli z tego powodu powstanie myśl, że pierwotne odczucie nie było właściwe, to prawie zawsze pod koniec takiej znajomości okaże się, że było ono jednak prawdziwe. Często dzieje się tak po wielkich cierpieniach tych, którzy dali się zwieść rozumowi i poddali się wpływom kłamliwego ludzkiego zachowania.

Uczucie, które nie jest sztywno związane z przestrzenią i czasem, i które jest połączone z jednorodnością, z duchowością, od razu poznało prawdziwy charakter drugiej osoby i nie dało się zwieść sprytowi rozumu.

Jest rzeczą nie do pomyślenia, aby uczucie mogło się mylić.

Kiedykolwiek zdarzy się, że ludzie zawiodą, to zawsze tak dzieje się z dwóch powodów: z powodu rozumu lub wrażenia!

Jakże często możemy słyszeć coś w rodzaju: »W tej lub tamtej rzeczy znów pozwoliłem pokierować sobą wrażeniu i znów spotkał mnie zawód. Człowiek powinien jednak polegać na własnym rozumie!«

Ludzie w ten sposób mówiący popełniają błąd uważając, że wrażenie jest głosem wewnętrznym. Wychwalają rozum nie podejrzewając, że to właśnie on odgrywa podczas odbioru wrażeń ważną rolę.

Dlatego uwaga! Wrażenie nie jest uczuciem. Wrażenie ma swoje źródło w gęstomaterialnym ciele. Ciało wytwarza instynkty, które są kierowane rozumem i pozwalają powstać wrażeniu. To coś całkiem innego niż uczucie. W porównaniu z tym współpraca wrażeń i rozumu jest podstawą dla powstawania fantazji.

Tak więc mamy po stronie ducha tylko uczucie* wyniesione ponad przestrzeń i czas. Po stronie spraw ziemskich stoi przede wszystkim gęstomaterialne ciało, związane z czasem i przestrzenią. Ciało jest źródłem instynktów, których współpraca z rozumem daje w efekcie wrażenie.

Rozum, produkt mózgu połączonego z przestrzenią i czasem, czyli to najbardziej subtelne i najwyżej stojące w materii, może wytwarzać fantazję, jeżeli równocześnie z nim działa wrażenie.

Fantazja jest więc wypadkową współpracy rozumu i wrażenia. Jest subtelnomaterialna, lecz bez duchowej siły. Dlatego fantazja może działać tylko wstecznie. Może wpływać zawsze tylko na wrażenia tego, kto ją wytworzył. Nie potrafi jednak emitować fal siły na innych ludzi.

Działa w ten sposób tylko w zwrotnym oddziaływaniu na wrażenia człowieka, który fantazję wywołał, budząc przy tym jego własny entuzjazm, lecz na otoczenie nie ma wpływu. To bardzo wyraźna oznaka niższego zaszeregowania. W przypadku uczucia chodzi o coś innego. Jest ono przesiąknięte siłą ducha zdolną tworzyć i ożywiać i dlatego promieniuje na zewnątrz, działając w ten sposób na innych, zachwycając ich i przekonując.

Mamy więc odczuwanie, czyli uczucie z jednej strony i ciało – instynkty – rozum – wrażenie i fantazję ze strony drugiej.

Uczucie jest duchowe i stoi ponad ziemskimi pojęciami przestrzeni i czasu. Wrażenie jest subtelną gęstomaterialnością zależną od instynktów i rozumu. Stoi więc niżej.

Aczkolwiek wrażenie jest subtelno – gęstomaterialne, to i tak nigdy nie jest możliwe jakiekolwiek jego pomieszanie z duchowym uczuciem. Uczucia nie można więc w żaden sposób pokalać. Uczucie będzie zawsze czyste i jasne, ponieważ wywodzi się z ducha. Ludzie będą go więc też zawsze wyraźnie wyczuwać lub »słyszeć«, o ile… to, co do nich przemawia, jest naprawdę uczuciem!

Większość ludzi jednak zamknęła się przed owym uczuciem, stawiając między nie i siebie, jak szczelną warstwę, jak mocny mur, właśnie wrażenie, potem oczywiście mylnie traktując wrażenie jak swój głos wewnętrzny. W ten sposób czeka na nich wiele rozczarowań, a te powodują, że ludzie coraz bardziej polegają tylko na rozumie nie podejrzewając, że to właśnie współpraca rozumu spowodowała ich rozczarowanie.

W wyniku tej pomyłki nierozważni odrzucają wszystko, co duchowe, z którym jednak ich doświadczenia nie miały absolutnie nic wspólnego i tym bardziej potem lgną do mniej wartościowego.

Podstawowy błąd tkwi, jak w wielu takich przypadkach, znowu w tym, że ludzie ci bez przymusu podporządkowali się rozumowi związanemu z przestrzenią i czasem!

Człowiek, który bez reszty podporządkowuje się swojemu rozumowi, równocześnie podporządkowuje się całkowicie i ograniczonym możliwościom rozumu, który będąc produktem gęstomaterialnego mózgu mocno związany jest z czasem i przestrzenią. W ten sposób człowiek całkowicie oddaje się w niewolę gęstej materii.

Wszystko, co człowiek czyni, czyni sam i dobrowolnie. Nie jest więc bynajmniej wiązany, lecz wiąże się sam! Pozwala rozumowi, aby nad nim panował, a to nigdy nie mogłoby się stać, gdyby człowiek sam tego nie chciał. Rozum swymi naturalnymi właściwościami mocno wiąże go z czasem i przestrzenią i nie pozwoli jemu, by pojął, by zrozumiał coś, co znajduje się poza czasem i przestrzenią.

W ten sposób wytwarza się wokół uczucia, które z czasem i przestrzenią nie ma nic wspólnego, jakby opakowanie, które właśnie jest mocno związane z czasem oraz przestrzenią. Powstaje jakby granica, ponosząca winę za zawężenie horyzontów pojmowania. W wyniku tego człowiek bądź wcale nie może słyszeć swojego uczucia, jego »czysty głos wewnętrzny« umilkł, bądź jest najwyżej zdolny wsłuchiwać się tylko w swoje wrażenie, to jednak związane jest z rozumem.

Dochodzi do niewłaściwego pojmowania, kiedy mówi się, że wrażenie ogranicza czyste uczucia. Przecież nie istnieje nic mocniejszego od uczucia. Ono jest najwyższą ludzką siłą, która nigdy nie może być czymś innym ograniczona lub zmuszona do ustępstwa. Bardziej właściwe jest określenie: człowiek czyni siebie niezdolnym do poznania uczucia.

Zawód spowodowany jest zawsze tylko przez samego człowieka, a nie przez to, że został on przez naturę obdarzony mniej lub bardziej. Przecież właśnie ów dar podstawowy, rzeczywista siła, to, co w człowieku jest najmocniejsze, co zawiera całe jego życie i co jest nieśmiertelne, to każda jednostka otrzymuje w równej mierze! Dlatego nikt nie posiada w porównaniu z innymi żadnych wygód. Wszystkie różnice wywodzą się tylko z tego, jak kto z danego daru korzysta!

Ów dar podstawowy, owa nieśmiertelna iskra nie może być nigdy pokalana lub zbrukana! Pozostaje czysta nawet w największym bagnie. Trzeba przerwać tę otoczkę, którą sami otuliliście się poprzez dobrowolne ograniczenie swych horyzontów pojmowania. Potem iskra zapłonie nagle tak mocnym i jasnym światłem, jak na początku, nabierze sił oraz świeżości i połączy się z duchowością!

Cieszcie się z takiego skarbu, który nietknięty spoczywa w waszych wnętrzach! Jest całkiem obojętne, czy bliźni spoglądają na was, jak na człowieka bardziej lub mniej wartościowego! Wszelki brud, który niby wał nagromadził się wokół owej duchowej iskry, można usunąć. Może go odrzucić wasze poczciwe i dobre chcenie. Jeżeli wykonaliście tę pracę i oczyściliście ów skarb, to jesteście równi każdemu, który nigdy go nie zakopał!

Lecz biada temu, kto dla swych wygód nieustannie z uporem broni się przed tym, aby jego chcenie zmierzało do dobra! Skarb zostanie mu odebrany w godzinie sądu, a tym samym wygaśnie jego byt.

Dlatego obudźcie się, wy, którzy do tej pory zamykaliście się przed dobrem i którzy swoje uczucia zakryliście warstwą rozumu ograniczającego wasze możliwości poznawania! Czuwajcie i wsłuchujcie się w głosy do was przemawiające! I czy chodzi o niezmierne cierpienie, mocny wstrząs psychiczny, wielką boleść czy też o wzniosłą, czystą radość, zdolną przebić ponurą warstwę płytkich wrażeń, to nie pozostawcie nic takiego, aby przeszło obok bez użytku. To wszystko są pomoce wskazujące wam drogę!

Będzie dla was lepiej, jeżeli nie będziecie na nie czekać i od razu zaczniecie poważnie chcieć tego, co najszlachetniejsze i zdecydujecie się na wzlot ducha. W ten sposób warstwa oddzielająca szybko stanie się znów lżejsza i cieńsza, aż w końcu się rozpłynie, a iskra ducha, zawsze czysta i niepokalana, zapłonie niczym buchający płomień.

Lecz ów pierwszy krok może i musi uczynić tylko i wyłącznie każdy sam, w przeciwnym wypadku nic mu nie pomoże.

Przy tym jest konieczne, abyście dobrze znali różnicę między życzeniem sobie czegoś, a chceniem czegoś. Życzeniem się jeszcze niczego nie wykona, ono nie wystarczy, aby uczynić krok naprzód. Musi pojawić się chcenie, które jako takie jest nie do pomyślenia bez czynów, chcenie, które czyn już przynosi z sobą. Prawdziwe chcenie jest początkiem czynu.

I chociaż wielu z was na początku pójdzie po omacku, ponieważ aż dotąd kierowaliście się tylko rozumem, to nie bójcie się – wy także zwyciężycie! Wasze obecne zadanie polega na rozjaśnieniu swojego rozumu, abyście podczas przeżywania swoich wszystkich poszczególnych błędnych dróg powoli odrzucali od siebie wszystko, co przeszkadza wam w poszerzaniu horyzontów i w ten sposób się wyzwalali.

A więc odważnie naprzód! Gdy poważnie chcecie dobra, to każda droga w końcu prowadzi do celu!

*Wykład: »UCZUCIE«

Dodaj komentarz

BÓG

BÓG

41.

Dlaczego ziemscy ludzie tak bojaźliwie unikają tego Słowa, które przecież powinno być dla nich czymś bardziej poufnym niż wszystko inne?

Czy chodzi o szacunek? Nie. To rozterka, która wynika z braku informacji. Nigdy ani Kościół, ani szkoła nie zadowoliły waszej wewnętrznej tęsknoty do Prawdy. Rzeczywista Trójjedyność Boża była dla was w zasadzie nieustanną tajemnicą, z którą w końcu staraliście się jakoś pogodzić.

Czy w takim stanie możecie się tak szczerze i żarliwie modlić, jak jest to potrzebne? To niemożliwe.

A wy powinniście i musicie zbliżać się do swojego Boga! Mówienie o czymś niewłaściwym w związku z bardziej głębokim myśleniem o Bogu jest przecież czymś niedorzecznym. Leniwi i wygodni nawet twierdzą, że to bluźnierstwo.

Ja jednak powiadam wam: konieczność zbliżania się tkwi w całym stworzeniu! Nie jest więc pokorny ten, kto tego unika, a wręcz odwrotnie – jego zarozumialstwo nie zna granic! W ten sposób przecież żąda, aby Bóg zbliżał się do niego, a to przecież człowiek powinien starać się podejść do Boga bliżej, aby Go poznać.

Obłuda i wygodnictwo, wszędzie, gdzie tylko się nie spojrzy, a wszystko to pod płaszczykiem fałszywej pokory!

Wy jednak, którzy nie chcecie już spać i którzy z zapałem staracie się odnaleźć Prawdę, słuchajcie zwiastowania i starajcie się właściwie je pojąć:

Jest tylko jeden Bóg, tylko jedna Siła! Czym więc wtedy jest Trójca? Trójjedyność? Bóg Ojciec, Bóg Syn i Duch Święty?

Kiedy ludzkość zatrzasnęła sobie drzwi do raju, nie pozwalając kierować się uczuciem, które jest duchowe i dlatego Bogu bliższe, lecz z własnej woli nadmiernie pielęgnowała rozum, któremu się poddawała, oddalała się naturalnie coraz bardziej także od Boga. Podporządkowując się rozumowi ziemscy ludzie uczynili z siebie niewolników swojego własnego narzędzia, które zostało im dane na drogę, aby z niego korzystali.

Powstała więc wyrwa, ponieważ ludzkość w przeważającej mierze chyliła się tylko ku ziemskim sprawom, które zawsze mocno uzależnione są od przestrzeni i czasu. Tych jednak Bóg w swym gatunku nie zna i dlatego nigdy nie można Go pojąć.

Z każdą generacją przepaść rosła, a ludzie coraz bardziej wiązali się tylko z ziemią. Stali się ludźmi rozumu lgnącymi do materii, ludźmi nazywającymi siebie materialistami. Nazwę tę noszą wręcz dumnie, z podniesioną głową, albowiem nie podejrzewają nawet, że są spętani, ponieważ ich mocne związanie z czasem i przestrzenią naturalnie uczyniło wąskimi także ich horyzonty.

Jakże można było w tym wszystkim odnaleźć drogę do Boga?

Byłoby to niemożliwe, gdyby pomoc nie nadeszła od Boga. A On się zmiłował. Bóg sam w swojej czystości już nie mógł uczynić się bardziej zrozumiałym dla niskich ludzi rozumu, ponieważ ci nie byli zdolni wysłanych do nich sług Bożych wyczuć, widzieć lub słyszeć. Garstkę tych, którzy to jeszcze umieli, ziemscy ludzie wyśmiali, ponieważ zawężone horyzonty materialistów, ograniczone przestrzenią i czasem, odrzucały jakąkolwiek myśl o dalszych perspektywach jako niemożliwą, ponieważ była dla nich niezrozumiała.

Dlatego nie wystarczali już nawet prorocy, których siła nie potrafiła się przebić. W końcu także podstawowe idee wszelkich religii stały się czysto materialistyczne.

Konieczne było więc nadejście pośrednika pomiędzy Bogiem, a błądzącymi ludźmi, pośrednika, który miałby więcej siły niż wszyscy jego poprzednicy, aby mógł się przebić. Czy można twierdzić, że miał nadejść dla tych nielicznych, którzy otoczeni najgęstszym materializmem jeszcze tęsknili do Boga? Tak, chociaż oponenci uważaliby to za zarozumialstwo wierzących, zamiast poznawać w tym akcie Bożą Miłość, a równocześnie także surową Sprawiedliwość, która proponuje zbawienie tak samo w postaci nagrody, jak również kary.

Dlatego Bóg w swojej Miłości oddzielił czynem własnej Woli część siebie samego i zanurzył ją w gęstomaterialne męskie ciało człowieka: byłem to Ja Jezus z Nazaretu, Słowo ciałem uczynione, wcielona Boża Miłość, Syn Boży!

Był to akt promieniowania, który zostanie jeszcze wytłumaczony.

W ten sposób oddzielona, a mimo to ściśle z Bogiem połączona część stała się osobą. Także po odłożeniu ciała ziemskiego, oraz pomimo bardzo ścisłego połączenia z Bogiem Ojcem, pozostałem nią nadal.

Bóg Ojciec i Bóg Syn są więc dwoma, a w rzeczywistości tylko Jednym!

A »Duch Święty«? O Nim powiedziałem, że grzechy przeciw Bogu Ojcu i Bogu Synowi mogą być odpuszczone, nigdy jednak nie mogą być odpuszczone grzechy przeciw »Duchowi Świętemu«!

Czyż więc »Duch Święty« stoi wyżej lub jest potężniejszy od Boga Ojca i Boga Syna? Myśl ta zaprzątała wiele umysłów, niejedno dziecko zbiła z tropu.

»Duch Święty« jest Wolą Boga Ojca, to Duch Prawdy, który od Ojca oddzielony działa osobno w całym stworzeniu, a pomimo tego pozostaje, podobnie jak Ja Miłość, a więc Syn, z Ojcem w ścisłym połączeniu i są Jednym.

Niezmienne prawa w stworzeniu, które podobne do włókien nerwowych przenikają przez wszechświat i przynoszą zawsze pojawiające się skutki zwrotne, los ludzki czy też karmę, wychodzą właśnie z… »Ducha Świętego« lub mówiąc dokładniej: z Jego działania*!

Dlatego jako Zbawiciel rzekłem, że nikt nie może bezkarnie grzeszyć przeciwko Duchowi Świętemu, albowiem Jego działanie zwrotne bezlitośnie i nieugięcie niesie w stronę sprawcy, w stronę punktu wyjścia, odpłatę czy to już dobrą, czy złą.

Tak samo z Ojca jestem Ja Jezus, Syn Boży, jak również Duch Święty. Obaj jesteśmy częścią Jego samego i całkowicie do Niego należymy, niepodzielnie. Jak ramiona poruszające się samodzielnie, a przecież należące do ciała, jeżeli to ma być nienaruszone. Także ramiona mogą wykonywać samodzielne ruchy tylko w połączeniu z całością.

Tak więc jest Bóg Ojciec w swej wszechmocy i mądrości, po prawicy część Jego samego, Ja Bóg Syn, Miłość, a po lewicy Bóg Duch Święty, Sprawiedliwość. Obaj wyszliśmy od Boga Ojca i należymy do Niego tworząc jednolitą całość. To jest Trójca Jednego Boga.

Przed stworzeniem był Bóg Jedyny! Podczas powstawania stworzenia oddzielił Bóg część swojej Woli, Imanuela aby była samodzielnie czynna w stworzeniu i w ten sposób stał się Dwójjedyny. Kiedy okazało się niezbędnym posłanie błądzącej ludzkości pośrednika, albowiem Boża czystość nie dopuściła do bezpośredniego kontaktu z ludzkością, która się dobrowolnie spętała, oddzielił Bóg w Miłości część siebie samego, abym na pewien czas zbliżył się do ludzkości. Bóg chciał w ten sposób stać się dla ludzi znów zrozumiałym i stał się od narodzin moich Chrystusa Trójjedyny!

Dla wielu stało się jasne, kim jest Bóg Ojciec i Bóg Syn, lecz »Duch Święty« pozostawał pojęciem nadal niejasnym. Duch Święty jest Sprawiedliwością wykonawczą, której odwieczne prawa, niezmienne i nieugięte, przepływają, niczym krew, przez wszechświat i dotąd tylko je odczuwano i nazywano: Los! Karma! Boża Wola, to Imanuel!

* Wykład: »ROZWÓJ STWORZENIA«

Dodaj komentarz

GRZECH DZIEDZICZNY

GRZECH DZIEDZICZNY

40.

Grzech dziedziczny powstał z pierwotnego zanurzenia się w grzechu.

Grzechem tym, a więc niewłaściwym postępowaniem, było nadmierne pielęgnowanie rozumu i połączone z tym dobrowolne związanie się z czasem i przestrzenią. Skutkiem tego było pojawienie się wszystkich cech towarzyszących zimnemu rozumowi, a więc chęci zysku, egoizmu, despotyzmu itp. One z kolei są przyczyną wielu innych cech, a w rzeczywistości właściwie wszelkiego zła.

Proces ten u ziemskich ludzi podlegających w swoim rozwoju wyłącznie rozumowi, w coraz większym stopniu wpływa na kształtowanie ciała subtelnomaterialnego. Przedni płat mózgowy, produkujący rozum, stawał się pod wpływem ciągłego obciążenia jednostronnie coraz większy. Stało się całkiem oczywiste, że podczas płodzenia owe zmiany kształtu wpływały na rozwój ciała ziemskiego i że dzieci przychodzą na świat z coraz bardziej rozwiniętym i mocniejszym przednim mózgiem.

W tym tkwiły i jeszcze do dzisiejszego dnia tkwią, szczególne predyspozycje do rozwinięcia siły rozumu, która zdolna jest wszystko opanować. Owa siła ukrywa w sobie zagrożenie polegające na tym, że w momencie jej pełnego przebudzenia nie tylko zwiąże właściciela mózgu z przestrzenią i czasem, a więc ze wszystkim ziemsko gęstomaterialnym tak mocno, że nie będzie już potrafił pojmować subtelnomaterialnego i duchowego, lecz że wplącze go także we wszelkie zło, które nieodłącznie panowaniu rozumu towarzyszy.

Grzech dziedziczny jest więc przynoszeniem owego dobrowolnie przepielęgnowanego przedniego mózgu, w którym kryje się niebezpieczeństwo absolutnej dominacji rozumu wraz z wszelkimi nieodwracalnymi złymi zjawiskami temu towarzyszącymi!

Mówiąc innymi słowy, jest to dziedziczenie organu cielesnego, noszącego nazwę wielki mózg z racji swych rozmiarów, które osiągnął na drodze sztucznie przyśpieszonej ewolucji. W ten sposób już w trakcie narodzin człowiek niesie w sobie potencjalne zagrożenie polegające na tym, że bardzo łatwo może zaplątać się w wszelakie zło. W każdym wypadku jednak będzie w wyniku owego defektu cielesnego i wynikającego z tego związania ze światem gęstomaterialnym o wiele trudniej poznawał Boga.

To jednak nie pozbawia go odpowiedzialności. Ona pozostaje, ponieważ człowiek dziedziczy tylko zagrożenie, a nie sam grzech. Zgoda na dominację rozumu i podporządkowanie się jego wpływom absolutnie nie jest przecież konieczne. Wręcz odwrotnie, może wykorzystać wielką siłę swego rozumu i jak mieczem torować sobie nią drogę w ziemskim życiu, drogę, którą wskazuje jemu jego uczucie, nazywane także głosem wewnętrznym.

Jeżeli jednak w wyniku niewłaściwego wychowania i szkolenia rozum w znacznym stopniu zapanuje nad dzieckiem, to nie niesie ono całkowitej winy. Część winy, lub, dokładniej to określając, powrotny skutek wywołany przez prawo działania zwrotnego, obciąży wychowawcę lub nauczyciela, który na niego miał wpływ. Od tego momentu coś go z dzieckiem wiąże, dopóki młody człowiek nie wyzwoli się z owych mylnych poglądów oraz ich skutków, a to może trwać nawet setki czy tysiące lat.

To wszakże, co w taki sposób wychowane dziecko uczyni potem, to znaczy wtedy, gdy nadarzy jemu się możliwość wolnej decyzji i wyboru dalszej drogi, obciąży w zwrotnym działaniu już tylko i wyłącznie je samo. Okazje do zmiany swoich zapatrywań nadarzają się podczas różnych rozmów, czytania książek lub przeżywania ciężkich życiowych sytuacji, które zmuszają do głębokiego namysłu. Te nadejdą na pewno.

Dalsza rozmowa na ten temat byłaby stratą czasu. Jakiekolwiek dalsze tłumaczenie byłoby tylko powtarzaniem już raz powiedzianego i prowadziłoby zawsze do jednego punktu. Kto się nad tym zastanawia, temu wkrótce zostanie zdjęta z oczu opaska i na wiele pytań odpowie sobie potem już sam.

Dodaj komentarz

CZŁOWIEK W STWORZENIU

CZŁOWIEK W STWORZENIU

39.

Człowiek w rzeczywistości nie powinien żyć tak, jak dotychczas, lecz powinien być człowiekiem bardziej uczuciowym. W ten sposób stwarzałby ogniwo potrzebne do dalszego rozwoju całego stworzenia.

Ponieważ w człowieku łączy się subtelnomaterialne zaświatów i gęstomaterialne tego świata, to może posiadać wgląd w oba światy i równocześnie także je przeżywać. Oprócz tego wyposażony jest też w instrument, który stawia go na szczycie całego gęstomaterialnego stworzenia – wyposażony jest w rozum. Posiadając taki instrument ma możliwość kierowania, a więc prowadzenia.

Rozum w środowisku ziemskim jest tym najwyższym i ma być sterem życia na ziemi, siłą napędową jest jednak uczucie, a to pochodzi z duchowości. Bazą i ostoją rozumu jest więc ciało, podstawą uczucia jest jednak duch.

Rozum, jako produkt mózgu, będącego częścią ciała gęstomaterialnego, jest mocno związany z ziemskimi wyobrażeniami o przestrzeni i czasie. Rozum nigdy nie potrafi być aktywny w sprawach dotyczących tego, co jest poza przestrzenią i czasem, chociaż w gruncie rzeczy jest bardziej subtelnomaterialny od ciała. Jest jednak jeszcze za gęsty i za ciężki, aby móc wznieść się nad ziemskie pojęcia przestrzeni i czasu. Jest więc całkowicie związany z ziemią.

Dla uczucia (nie mylić z wrażeniem) nie istnieje jednak pojęcie czasu i przestrzeni, ponieważ wywodzi się ono ze świata duchowego.

Z takim wyposażeniem człowiek mógł być gorąco połączony z subtelnomaterialnym, ba, mógł mieć nawet łączność ze światem duchowym, a pomimo tego mógł żyć i działać w samym środku wszystkiego, co ziemskie, w środku gęstej materii. Tylko człowiek jest w taki sposób wyposażony.

Tylko on powinien i mógł przejawić się, niczym zdrowy i naturalny most między światłymi wyżynami, a gęstomaterialną ziemią! Tylko poprzez niego i w sposób tylko jemu właściwy mogło tętnić ze Źródła Światła czyste Życie w kierunku nizin gęstomaterialności, a z dołu powracać w górę w najcudowniejszym harmonijnym działaniu zwrotnym! Człowiek odgrywa rolę łącznika pomiędzy światem subtelnomaterialnym, a światem gęstomaterialnym, tak więc oba te światy są poprzez niego połączone w świat jeden.

Swojego zadania jednak nie spełnił. Zamiast utrzymywać owe dwa światy mocno zjednoczone, oddzielił je od siebie. I to było zanurzeniem się w grzechu!

Ze swoim szczególnym wyposażeniem, które powyżej właśnie opisałem, człowiekowi rzeczywiście w pewnym sensie wyznaczono rolę władcy w świecie gęstomaterialnym, ponieważ świat ten jest uzależniony od tego, czy człowiek jest pośrednikiem, czy też nie. Zależność przejawia się w tym, że świat gęstomaterialny musiał współcierpieć zawsze w zależności od gatunku sposobu, jakim oddziaływali ludzie, tak samo, jak mógł być przez nich wydźwignięty dokładnie według tego czy nurty ze Źródła Światła i Życia mogły przepływać przez ludzkość czyste, czy też nie.

Człowiek jednak uczynił owo przepływanie w obu kierunkach niemożliwym, a przepływ ten jest niezbędny tak dla świata subtelnomaterialnego, jak i gęstomaterialnego. Tak, jak zdrowy obieg krwi utrzymuje ciało w świeżości i zdrowiu, tak samo wygląda sprawa ze zmiennym przepływem w stworzeniu. Jego zatrzymanie przyniosło ze sobą nieuniknione zakłócenia i chorobę, która w końcu wyładowuje się przez katastrofy.

Człowiek mógł pod tym względem sprawić tak smutny zawód, ponieważ nie korzystał z gęstomaterialnego rozumu tylko jako z narzędzia, lecz całkowicie jemu się podporządkował i uczynił z niego nieograniczonego władcę. W ten sposób stał się niewolnikiem własnego narzędzia i zmienił się w człowieka wyłącznie rozumowego, który sam siebie nazywa dumnie materialistą!

Podporządkowując się całkowicie rozumowi przykuł sam siebie, niczym łańcuchami, do wszystkiego, co gęstomaterialne. W taki sam sposób, w jaki rozum nie może pojmować niczego, co sięga poza ziemskie pojęcie przestrzeni i czasu, oczywiście nie może tego zrozumieć także ten, kto całkowicie jemu się podporządkował. Jego horyzont, a więc zasięg pojmowania, zawężył się równocześnie z ograniczonymi możliwościami rozumu.

W ten sposób zerwała się łączność z subtelnomaterialnością, powstawał coraz grubszy i mocniejszy mur. A ponieważ Źródło wszelkiego życia, Praświatło, Bóg, jest wysoko ponad przestrzenią i czasem, i nawet Jest niezmiernie oddalony także od subtelnomaterialności, to nie można już Go wyczuwać, jeżeli poznawanie spętane jest przez rozum. Dlatego jest całkowicie wykluczone, aby materialista poznał Boga.

Jedzenie owoców z drzewa poznania nie było niczym innym, jak tylko pielęgnowaniem rozumu. Z tym łączyło się oderwanie od subtelnomaterialności, a naturalnym skutkiem tego było zamknięcie dostępu do raju. Ludzie sami wypędzili się z niego, gdy z winy rozumu całkiem przylgnęli do gęstej materii, gdy uczynili krok w dół i dobrowolnie, z własnego wyboru, ukuli kajdany służące ich spętaniu.

Dokąd to jednak doprowadziło? Czysto materialistyczne myśli rozumu związane z ziemią i owo niskie, które im towarzyszy, czyli żądza nadmiernego zysku, kłamstwo, wykorzystywanie, ucisk, niskie żądze itd., musiały doprowadzić do bezwzględnego zwrotnego działania tego samego gatunku, które w taki sam sposób wszystko formowało, które było napędem ludzkiego działania, aż w końcu nad wszystkim rozpętało się… zniszczenie!

To jest nieunikniony światowy sąd, który przebiega zgodnie z prawami tkwiącymi w stworzeniu. Proces ten można przyrównać do burzy, która najpierw kumuluje energię, a następnie musi się wyładować niosąc zniszczenie, lecz równocześnie także oczyszczając!

Człowiek nie pełnił roli owego potrzebnego ogniwa łączącego gęstomaterialną i subtelnomaterialną część stworzenia, nie przygotowywał drogi dla koniecznego pulsowania nurtu, mającego nieustannie odświeżać, ożywiać i pobudzać, lecz rozszczepił stworzenie na dwa światy. Zamiast utrzymywać łączność pomiędzy obu częściami, związał się całkowicie ze wszystkim, co gęstomaterialne. W ten sposób obie części świata musiały być coraz bardziej chore.

Oczywiście o wiele bardziej chorowała ta część, która kontaktu ze światłym nurtem nie miała w ogóle lub w małym stopniu poprzez ową garstkę ludzi, która łączność jeszcze zachowała. To część gęstomaterialna, która z tego powodu nieuchronnie dąży do straszliwego kryzysu. Mocna febra będzie nią trząść tak długo, aż wszystko, co chore, zaniknie, a gęstomaterialność będzie mogła nareszcie wyzdrowieć z pomocą nowego obecnego mocnego przypływu z wiecznego Źródła.

Kto wszakże przy tym zaniknie?

Odpowiedź na to pytanie zawarta jest w naturalnym przebiegu samego procesu: każda głęboko odczuta myśl otrzymuje od razu subtelnomaterialną postać, która dokładnie odpowiada temu, co zawiera, a to dlatego, ponieważ w każdej myśli żyje siła twórcza. Myśl ta zostaje połączona jakby liną z tym, kto ją wytworzył. Ale w wyniku tego, że w świecie subtelnomaterialnym wszystko jednorodne się przyciąga, myśl oddala się od swojego twórcy unoszona nurtami, które we wszechświecie nieustannie tętnią poruszając się, jak wszystko w stworzeniu, po owalnej drodze.

W ten sposób nadeszła chwila, gdy myśli, które w świecie subtelnomaterialnym stały się czymś, co rzeczywiście istnieje i żyje, powracają i uderzają w punkt wyjściowy, a więc w swojego twórcę, i to uderzają wraz z innymi myślami tego samego gatunku, które po drodze do siebie przyciągnęły. Albowiem przez cały czas wędrówki pozostawały z człowiekiem połączone. Powracają do niego, aby się wyładować i wyrównać.

W końcowym, obecnie zachodzącym zogniskowanym skutku zniszczenie trafia więc w pierwszym rzędzie w tych, którzy swoim myśleniem i odczuwaniem materializm wytworzyli i nieustannie odżywiali. Nieuniknione jest to, że powracająca niszcząca siła działa w dużo większym zakresie i trafia także w ludzi, którzy w swojej jednorodności są do głównych winowajców podobni.

Obecnie już niektórzy ludzie spełnią jednak to, co mają w stworzeniu spełnić. Stają się ogniwem łączącym oba światy, a są w tym celu uzdolnionymi, korzystają z duchowości, czyli pozwalają się prowadzić swoim oczyszczonym uczuciem. Owo uczucie przenoszą w gęstomaterialność, a więc w ziemskie, a rozumu i nagromadzonych doświadczeń przy tym używają tylko jako narzędzi. Używają ich tak, aby nie zamykając oczu przed ziemskim forsować w życiu gęstomaterialnym owe czyste uczucia, które całą gęstomaterialność trwale wzmacniają, oczyszczają i uwznioślają.

W ten sposób także z gęstomaterialności mogą w kierunku subtelnomaterialności płynąć zdrowsze nurty i powstaje tak nowy, jednolity oraz harmonijny świat.

Poprzez właściwe wypełnianie swojego posłania ludzie stają się doskonali i szlachetni, a na takich właśnie ludzi stworzenie z utęsknieniem czekało. Albowiem także oni, dzięki swojemu właściwemu zaszeregowaniu w potężne dzieło stworzenia, otrzymują całkiem inne siły niż dotychczas, siły, które umożliwiają im trwale odczuwać zadowolenie i błogość.

Dodaj komentarz

STWORZENIE CZŁOWIEKA

STWORZENIE CZŁOWIEKA

38.

»Bóg stworzył człowieka według obrazu swojego i tchnął w niego swoje tchnienie!« To dwa procesy: stworzenie i ożywienie!

Oba te zdarzenia, podobnie zresztą jak wszystko w stworzeniu, zostały poddane będącym w mocy Bożym prawom. Ram tych praw nic nie może przekroczyć. Żaden czyn Bożej Woli nigdy nie będzie sprzeczny z owymi nieugiętymi prawami, które tę Wolę same niosą. Także każde objawienie i obietnica przebiega zgodnie z nimi i spełnia się według Bożych praw, nie inaczej!

Tak samo było też w wypadku powstania człowieka na ziemi, co stało się w całym potężnym stworzeniu postępem, przejściem gęstomaterialności na całkiem nowy, wyższy stopień rozwoju.

Żeby mówić o powstaniu człowieka, to trzeba mieć poznanie świata subtelnomaterialnego. Człowiek z krwi i kości jest wsunięty jako łączące i wzmacniające ogniwo pomiędzy gęstomaterialną, a subtelnomaterialną część stworzenia, lecz jego korzeń tkwi przy tym w duchowości.

»Bóg stworzył człowieka według obrazu swojego!«

Owo stworzenie człowieka było długim łańcuchem rozwoju, przebiegającym dokładnie według praw, które sam Bóg włożył w stworzenie. Prawa te, ustanowione przez Najwyższego, wypełniają Jego Wolę niezmiennie, samodzielnie i nie dopuszczają do żadnych wyjątków. Będąc same częścią Bożej Woli, dążą do doskonałości.

Tak działo się także podczas stworzenia człowieka, mającego być koroną wieńczącą dzieło. Człowieka, w którym miały połączyć się wszystkie gatunki, które były w stworzeniu. Dlatego w świecie gęstomaterialnym, a więc w materii widocznej dla ziemskiego oka, powoli w wyniku rozwoju kształtowało się naczynie, w które mogła wcielić się nieśmiertelna iskra z duchowości.

W wyniku ciągłego, mozolnego formowania powstało z biegiem czasu najbardziej rozwinięte zwierzę, które już w rozumny sposób potrafiło nawet posługiwać się różnymi środkami pomocniczymi w celu zachowania życia oraz dla obrony. Także dzisiaj możemy obserwować niektóre zwierzęta, korzystające w celu osiągnięcia i utrzymania środków do życia z prymitywnych narzędzi, zwierzęta, które podczas obrony przejawiają wręcz zadziwiający spryt.

Te w najwyższym stopniu rozwinięte zwierzęta, o których mówiłem, a które zanikły podczas wielkich klimatycznych i geologicznych zmian ziemi, oznaczone są dzisiaj mianem »praludzi«. Nazywanie ich przodkami człowieka jest jednak absolutnym nieporozumieniem! W oparciu o te same zasady moglibyśmy nazywać krowy częściowo jakby »matkami« ludzkości, ponieważ większości dzieci potrzebne jest w pierwszych miesiącach życia krowie mleko do prawidłowego rozwoju swojego ciała. A więc z pomocą krów mogły rozwijać się i żyć.

Tyle samo wspólnego, co krowa, ma z człowiekiem szlachetne i myślące zwierzę nazywane »praczłowiekiem«. Przecież gęstomaterialne ciało nie jest dla człowieka niczym więcej, jak tylko narzędziem koniecznie potrzebnym jemu na gęstomaterialnej ziemi do wszechstronnego działania i przejawiania się na zewnątrz.

Kto twierdzi, że człowiek pochodzi od małpy, ten dosłownie »wylewa dziecko z kąpielą«. Po prostu bardzo przesadza. Proces drugorzędny wywyższa na coś w rodzaju rzeczywistości przewodniej. Lecz brak przy tym najważniejszego!

Wszystko to byłoby zgodne z prawdą, gdyby ludzkie ciało było rzeczywiście »człowiekiem«. Ciało gęstomaterialne jest jednak tylko odzieniem człowieka, które ten odłoży z chwilą powrotu do świata subtelnomaterialnego.

Jak więc powstał pierwszy człowiek?

Kiedy rozwój w świecie gęstomaterialnym osiągnął swój szczyt w momencie pojawienia się najdoskonalszego zwierzęcia, to musiało się coś zmienić, aby rozwój mógł być kontynuowany i nie nastąpił zastój przynoszący niebezpieczeństwo upadku. Zmiana ta była przygotowana i nadeszła:

Subtelnomaterialno-duchowy człowiek rozpoczął swoją wędrówkę w postaci duchowej iskry, opadał przez świat subtelnomaterialny i uszlachetniał na swojej drodze wszystko wokół siebie. Na granicy owego świata subtelnomaterialnego zatrzymał się w momencie, kiedy gęstomaterialne ziemskie naczynie osiągnęło na drodze stopniowej ewolucji swój szczyt rozwoju. A tu już był subtelnomaterialno-duchowy człowiek przygotowany do połączenia się z ciałem gęstomaterialnym, aby je uszlachetniać, wspierać i pobudzać.

Tak więc, gdy naczynie dojrzewało w świecie gęstomaterialnym, duch w subtelnomaterialności rozwinął się do tego stopnia, że miał dosyć sił, aby zachować swoją samodzielność nawet po wejściu w naczynie gęstomaterialne.

Połączenie obu tych części oznaczało teraz bardziej gorące zjednoczenie świata gęstomaterialnego z subtelnomaterialnym aż w górę do duchowości.

Dopiero ten proces był narodzinami człowieka!

Samo płodzenie jest jeszcze dzisiaj w wypadku ludzi czysto zwierzęcym aktem. Wzniosłe lub niskie uczucia nie mają z owym aktem nic wspólnego, jednak mają olbrzymie skutki duchowe. Przejawiają się w bardzo znaczący sposób tym, że bezwarunkowo przyciągają taki sam gatunek.

Rozwój ciała jest aż do połowy ciąży także tylko zwierzęcego gatunku. Określenie »tylko zwierzęcego« nie jest tak całkiem właściwe i dlatego chciałbym na razie określić go po prostu jako proces czysto gęstomaterialny, a dopiero w późniejszych wykładach omówię to dokładniej.

W połowie ciąży, kiedy rozwijające się ciało osiągnie całkiem konkretny stopień dojrzałości, wciela się przeznaczony do narodzin duch, który do tej pory często przebywał w bliskiej okolicy przyszłej matki. Wejście ducha powoduje pierwsze ruchy rozwijającego się gęstomaterialnego ciałka, a więc pierwsze ruchy dziecka.

W tym okresie powstaje także specyficzny, błogi stan kobiety ciężarnej, w której dochodzą do głosu całkiem inne uczucia: to świadomość bliskiej obecności drugiego ducha w niej, to wyczuwanie tego ducha.

Uczucia, które w niej w tym okresie powstają, są zależne od gatunku tego nowego ducha.

Tak dzieje się podczas każdych narodzin człowieka, lecz powróćmy do jego pierwszego wcielenia.

Nastał więc bardzo ważny moment w rozwoju stworzenia: z jednej strony stało w świecie gęstomaterialnym w najwyższym stopniu rozwinięte zwierzę, które miało nadchodzącemu człowiekowi ofiarować gęstomaterialne ciało jako naczynie, a ze strony drugiej, w świecie subtelnomaterialnym, stał rozwinięty ludzki duch z utęsknieniem oczekujący na połączenie z gęstomaterialnym naczyniem, aby dać całej gęstomaterialności nowy impuls i swoje duchowe promieniowanie.

Kiedy więc w wypadku pary owych najbardziej rozwiniętych zwierząt doszło do płodzenia, nie wcieliła się w godzinie inkarnacji, jak dotychczas, dusza zwierzęca*, lecz zamiast niej wcielił się przygotowany duch ludzki, niosący w sobie nieśmiertelną iskrę duchową. Subtelnomaterialne ludzkie duchy, które rozwinęły w sobie w przeważającej mierze zdolności pozytywne, inkarnowały w zgodzie z jednorodnością do męskich ciał zwierzęcych, zaś duchy z przeważającymi negatywnymi bardziej delikatnymi zdolnościami, do ciał kobiecych**, które bardziej odpowiadały ich gatunkowi.

Proces ten absolutnie nie uprawnia do twierdzenia, że człowiek, który właściwie pochodzi z duchowości, wywodzi się od zwierzęcia nazwanego »praczłowiekiem«. Zwierzę to udzieliło człowiekowi na okres przejściowy tylko gęstomaterialnego naczynia. W dzisiejszych czasach nawet największy materialista nie wpadłby na pomysł, aby uważać się za bezpośredniego krewnego zwierzęcia, aczkolwiek do dzisiejszego dnia pozostało wiele znaków wskazujących na wspólne pochodzenie ciała, a więc na gęstomaterialną jednorodność. To, co w człowieku rzeczywiście jest żywe, a więc samo duchowe »ja« człowieka, nie jest jednak w żaden sposób jednorodne ze zwierzęciem ani od niego nie pochodzi.

Po swoich narodzinach był wtedy pierwszy człowiek w rzeczywistości osamotniony, nie miał rodziców, ponieważ zwierząt, chociaż wysoko rozwiniętych, nie mógł jak rodziców traktować i nie chciał z nimi żyć w żadnej wspólnocie.

Nie było jemu to zresztą wcale potrzebne, ponieważ był człowiekiem całkowicie uczuciowym i jako taki żył równocześnie w subtelnomaterialności, która dawała jemu wartości zastępujące całą resztę.

Odszczepienie kobiety z pierwszego człowieka było procesem subtelnomaterialno-duchowym. Proces ten nie przebiegł ziemsko-gęstomaterialnie, albowiem biblijne opisy i zapisy w księgach różnych starych religii w większości wypadków dotyczą tylko wydarzeń duchowych i subtelnomaterialnych. Człowiek, jako taki, był sam i w trakcie swojego rozwoju zachowywał się bardziej szorstko. W swoim zachowaniu był gruboskórny, co ułatwiało jemu trwanie w jego bycie. W ten sposób delikatne i subtelne uczucia były w coraz większym stopniu odsuwane na bok i izolowane, aż doszło w końcu do ich odszczepienia w postaci delikatniejszej części duchowego człowieka.

Owa druga, subtelniejsza część, inkarnowała w inne naczynie, aby móc aktywnie przejawiać się w gęstomaterialności, tam, gdzie właśnie ona była najbardziej potrzebna w procesie uszlachetniania tej gęstomaterialności. Jej delikatność predysponowała ją do wcielenia się w naczynie płci żeńskiej, podczas gdy szorstkie uczucia pozostały gęstomaterialnie mocniejszemu mężczyźnie. Stało się tak w absolutnej zgodzie z prawami świata subtelnomaterialnego, w którym wszystko od razu się formuje – delikatne i słabe przejawia się w formach żeńskich, a surowe i mocne w formach męskich.

Kobieta miała i mogła być rzeczywiście doskonalsza od mężczyzny i to właśnie dzięki swoim bardziej wartościowym cechom duchowym, gdyby sama starała się o harmonijne rozjaśnienie jej powierzonych uczuć. W ten sposób stałaby się siłą działającą w całym gęstomaterialnym stworzeniu w najwyższym stopniu rewolucyjnie i pobudzająco.

Niestety, to właśnie jednak ona najbardziej zawiodła, chętnie dając się ponieść przez ofiarowane jej potężne siły uczucia, które w dodatku splamiła wrażeniami i fantazją.

Jakże głęboki sens zawarty jest w biblijnej przypowieści o korzystaniu z owoców drzewa poznania, kiedy to kobieta, namówiona przez węża, podała mężczyźnie jabłko! Lepiej opisu tego wydarzenia w materii nie można było wyrazić.

Podanie jabłka mężczyźnie oznacza uświadomienie sobie przez kobietę swojego powabu i chęć wykorzystania tego powabu. To, że mężczyzna brał i spożywał, świadczy o przyjęciu przez niego tej propozycji i o obudzeniu w nim dążenia do zwracania uwagi kobiety tylko na siebie. Chciał, aby kobieta go pragnęła i realizował to poprzez gromadzenie skarbów i nabywanie różnych innych wartości.

W ten sposób rozpoczęła się pielęgnacja rozumu, którego towarzyszącymi przejawami są chęć zysku, kłamstwo i ucisk. W końcu ludzie podporządkowali się zupełnie swemu rozumowi i stali się dobrowolnie niewolnikami swojego narzędzia.

To, że ziemscy ludzie wywyższyli swój rozum i uczynili z niego władcę, ograniczyło także mocno, ze względu na charakter rozumu, ich zdolność pojmowania tylko do przestrzeni i czasu. W ten sposób utracili zdolność pojmowania i przeżywania czegokolwiek, co znajduje się nad przestrzenią i czasem, a więc wszystkiego, co duchowe i subtelnomaterialne.

To było całkowitym oderwaniem się od rzeczywistego raju i od świata subtelnomaterialnego. Oderwaniem, które spowodowali sami. Nieuniknionym następstwem takiego postępowania była niezdolność pojmowania czegokolwiek subtelnomaterialnego, które nie zna ziemskiego pojęcia przestrzeni i czasu. Nie byli zdolni do »zrozumienia« tego swoim rozumem, lgnącym do wszystkiego, co ziemskie i dlatego posiadającym bardzo wąskie horyzonty pojmowania.

W ten sposób ludzie rozumu zaczęli traktować poglądy i przeżycia ludzi uczuciowych jak »bajki«. Taki sam los zresztą spotkał niezrozumiane przez nich tradycje i podania. W końcu materialiści, a było ich coraz więcej, zdolni najwyżej do pojmowania gęstej, powiązanej z ziemskim czasem i przestrzenią materii, zaczęli się z idealistów wyśmiewać. Z tych idealistów, którzy mieli jeszcze jaką taką zdolność do nawiązywania kontaktu ze światem subtelnomaterialnym dzięki swojemu o wiele bogatszemu życiu wewnętrznemu. Idealistów tych nazywali marzycielami, a nawet głupcami i oszustami.

A wszystko to przebiegało na długiej drodze ewolucji i trwało miliony lat.

Dzisiaj znajdujemy się jednak nareszcie już w godzinie, w której nadeszła nowa, wielka era w stworzeniu. Era ta przynosi niebywały i niedający się powstrzymać rozmach oraz powoduje to, co miało zaistnieć już w czasach bezpośrednio po powstaniu człowieka: doprowadza do narodzin człowieka doskonałego i przesiąkniętego duchem. Człowieka, który całe gęstomaterialne stworzenie uszlachetnia i wspiera, bo właściwie tylko to jest zadaniem ludzi na ziemi.

Dla materialisty, trzymającego się kurczowo niskich, mocno związanych z ziemskimi pojęciami przestrzeni i czasu poglądów, nie ma już tu miejsca. Pozostał obcym, wyrzutkiem we wszystkich krajach, nie ma ojczyzny. Zasycha i znika niczym plewy oddzielone od pszenicy. Baczcie, czy w tym podziale nie jesteście zbyt lekkimi!

* Wykład: »RÓŻNICA W POCHODZENIU CZŁOWIEKA I ZWIERZĘCIA«

** Wykład: »PŁEĆ«

Dodaj komentarz

PRAWO DZIAŁANIA ZWROTNEGO

PRAWO DZIAŁANIA ZWROTNEGO

37.

Ziemscy ludzie mówią o zasłużonym lub niezasłużonym losie, o nagrodzie i karze, o odpłacie i karmie.

Wszystko to jest tylko różnym nazwaniem prawa zakotwiczonego w stworzeniu: prawa działania zwrotnego!

To prawo, które tkwi w całym stworzeniu od prapoczątku, prawo, które stało się nienaruszalną częścią wielkiego i nigdy niekończącego się procesu jako niezbędna część stworzenia samego oraz ewolucji. Jak olbrzymi system najbardziej delikatnych włókien nerwowych ożywia i utrzymuje cały ów mocny wszechświat i dopomaga w nieustannym ruchu, w wiecznym dawaniu oraz przyjmowaniu!

W prostych, a przy tym tak trafnych słowach ująłem to tak: »Co człowiek zasieje, to zbierze!«

W tych kilku słowach doskonale odzwierciedla się wszystko, co dzieje się w całym stworzeniu i bardzo trudno byłoby wyrazić to lepiej. Sens owych słów wetkany jest niezmiennie we wszystkim co istnieje. Działa nieustannie, nieodwołalnie, bezwarunkowo i bez możliwości jakiejkolwiek zmiany.

Możecie to widzieć, jeśli to chcecie widzieć! Swoje obserwacje rozpocznijcie od otoczenia przez was widzianego. To, co nazywacie prawami natury, to przecież prawa Boże, to Wola Stwórcy. Szybko zrozumiecie, jak niezmiennie i wytrwale działają; przecież gdzie zasiejecie pszenicę, tam nie zbierzecie żyta, a gdzie siejecie żyto, tam nie może wyrosnąć ryż!

Te fakty dla ziemskiego człowieka są tak oczywiste, że wcale się przy tym nie zastanawiacie nad istotą tego procesu. Dlatego ziemski człowiek absolutnie nie uświadamia sobie, że za tym kryje się potężne i nieugięte prawo. A przecież stoi przed rozwiązaniem zagadki, która dla niego wcale nie musi być zagadką.

To samo prawo, które możecie obserwować podczas siewu, działa tak samo nieugięcie i z całą mocą także w najsubtelniejszym środowisku, które jesteście zdolni widzieć tylko przy pomocy mikroskopu. Jego działanie sięga jeszcze dalej, w subtelnomaterialną część całego stworzenia, która jest o wiele większa niż jego część gęstomaterialna. Zawarte jest niezmiennie w każdym procesie, a więc działa także podczas powstawania waszych myśli, które także posiadają przecież jeszcze pewną masę.

Co skłania was do twierdzenia, że dzieje się inaczej akurat tam, gdzie wy sobie tego życzycie? Wasze wątpliwości nie są w rzeczywistości niczym innym, jak tylko wypowiedzianymi wewnętrznymi życzeniami!

W całym przez was widzialnym i niewidzialnym bycie chodzi o to samo, a mianowicie o to, że dany gatunek daje znowu ten sam gatunek i jest całkiem obojętne czy chodzi o gęstomaterialność czy o subtelnomaterialność. Tak samo jednakowe są powstanie i rozwój, owocowanie i rodzenie tego samego gatunku. Wszędzie chodzi o ten sam jednolity proces i nie posiada on żadnych luk, nie czyni żadnych różnic i wyjątków, nie zatrzyma się przed inną częścią stworzenia, lecz niczym niezniszczalne włókno działa wszędzie – nieustannie i bez końca.

I chociaż większa część ziemskiej ludzkości w ograniczony i zarozumiały sposób odcięła się od wszechświata, to prawa Boże lub, jak kto woli, prawa natury, nie przestały uważać tą ziemską ludzkość za część wszechświata i działają nadal niezmiennie, spokojnie i równomiernie.

Tak więc skutkiem prawa działania zwrotnego jest to, że człowiek musi zebrać, co sam zasiał, czyli to, ku czemu sam dał impuls!

Na początku jakiegokolwiek czynu człowiek posiada więc wolną wolę przy podejmowaniu decyzji, a polega to na tym, że ustala sam kierunek działania przepływającej przez niego odwiecznej Siły. Skutki tej decyzji, to znaczy skutki obrania takiego, a nie innego kierunku działania, musi ponosić już sam. Pomimo tego wielu z was nie przestało twierdzić, że człowiek nie posiada wolnej woli, jeżeli zostaje poddany losowi!

Zajmowanie tak lekkomyślnego i niedorzecznego stanowiska ma na celu albo tylko okłamywanie samego siebie, albo chodzi o gniewne dostosowanie się do nieodwracalnej rzeczywistości, o gniewną rezygnację, przede wszystkim jednak o usprawiedliwienie samego siebie. Przecież każdy powracający do człowieka przejaw miał swój początek. I na tym początku w uprzednio podjętej wolnej decyzji człowieka tkwiła przyczyna późniejszych skutków.

Owa wolna decyzja poprzedzała kiedyś każde działanie zwrotne, a więc każdy los! Swym początkowym zamiarem człowiek zawsze wytworzył coś, co prędzej lub później musi sam przeżywać. Kiedy to się stanie, bardzo trudno jednak przewidzieć. Może tak się stać jeszcze w tym samym życiu, w którym została podjęta pierwotna decyzja, lecz może tak stać się również dopiero po opuszczeniu ciała gęstomaterialnego, a więc w świecie subtelnomaterialnym lub nawet jeszcze później – znowu w gęstomaterialnym życiu ziemskim.

Owe przemiany nie grają przy tym żadnej roli, one człowieka nie wyzwalają. Włókna stale lgną do niego, a wyzwolić się może tylko poprzez końcowe wyrównanie rachunku, które zostanie spowodowane przez prawo powracającego czyli zwrotnego działania.

Każdy, kto coś wytworzył, jest związany ze swoim własnym czynem nawet wtedy, jeżeli myślał w tym momencie o kimś innym!

Jeżeli więc człowiek dzisiaj zdecydował się w jakiś sposób drugiego człowieka skrzywdzić i to obojętne, myślami, słowami lub czynem, to tym samym »coś w świecie wytworzył«. Jest przy tym całkiem obojętne, czy to jest przez innych widzialne, czy nie, a więc czy istnieje to w świecie gęstomaterialnym czy w świecie subtelnomaterialnym. Jest w tym zawarta Siła, a tym samym Życie, które nadal rozwija się w kierunku raz przez autora obranym i aktywnie się to przejawi.

Jak zadziała to wszakże na osobę, która ma być odbiorcą, to już zależy całkowicie od stanu jego ducha. Może to zaszkodzić bardzo lub trochę, może przejawić się w całkiem inny sposób niż było pierwotnie planowane, a może też nie przejawić się w ogóle. Przecież jedynie stan ducha jest dla człowieka ważny. Nikt więc bez ochrony nie jest wydany na łaskę lub niełaskę takich spraw.

Inaczej to wygląda z człowiekiem, który swoją decyzją i swoim chceniem cały ów ruch wywołał, a więc był jego sprawcą. Jego wytwór pozostaje z nim bezwarunkowo połączony i po krótszej lub dłuższej wędrówce przez wszechświat powraca do niego wzmocniony, jak pszczoła obciążony w wyniku przyciągania tego, co jednorodne.

W ten sposób przejawi się prawo działania zwrotnego. Równocześnie każdy wytwór przyciąga do siebie na swojej drodze przez wszechświat różne inne wytwory tego samego gatunku lub jest przez nie przyciągnięty. Poprzez taką kumulacje powstaje źródło siły, które emituje, niczym z centrali, wzmocniona siła jednorodności. Siła ta dociera do tych wszystkich, którzy są swymi wytworami związani, jak linami, z centralą tego samego gatunku.

Poprzez takie wzmacnianie wytwór nieustannie się zagęszcza, aż wreszcie powstanie z tego przejaw gęstomaterialny, który pozwoli niegdysiejszemu twórcy samemu przeżyć to, co sam kiedyś chciał uczynić niewłaściwego, aby nareszcie wyzwolił się od tego.

W ten sposób powstaje i rozwija się budzący obawę i niedoceniany los! Los ten jest Sprawiedliwy aż do najmniejszych szczegółów, najdrobniejszych niuansów, ponieważ w wyniku przyciągania tylko tych samych gatunków nie mogą jego płynące z powrotem promienie przynieść nigdy nic innego niż to, co człowiek sam pierwotnie rzeczywiście zamierzał.

I jest całkiem obojętne czy chcenie to dotyczyło konkretnej innej osoby, czy też dotyczyło tylko ogółu. Tak samo oczywiście dzieje się także w wypadku, gdy człowiek w swoim chceniu nie skupia się na jednej osobie czy na grupie osób, lecz po prostu w jakimś gatunku swego chcenia żyje.

Gatunek chcenia, na który się decyduje, jest miarodajny w wypadku owoców, które w końcu sam będzie musiał zebrać. Tak więc na człowieku wiszą niezliczone subtelnomaterialne włókna albo też on na nich i to przez nie płynie do niego z powrotem to, czego kiedyś chciał. Prądy te tworzą mieszankę, która stale i mocno wpływa na formowanie charakteru.

Tak więc potężny kosmiczny kompleks kryje w sobie wiele rzeczy, które współdziałają i od których zależy to, jak się człowiekowi »powodzi«. Nie spotka go jednak nic, czemu sam kiedyś nie dał impulsu.

Człowiek sam dostarcza włókien, z których mu się na nieustającej maszynie włókienniczej życia utka płaszcz, a płaszcz ten będzie musiał nosić.

To samo określiłem jasno i wyraźnie w słowach: »Co człowiek sieje, to zbierze!« Nie powiedziałem »może zebrać«, lecz »zbierze«. To jest to samo, jak gdybym powiedział: »Musi zebrać to, co sieje!«

Jakże często nawet całkiem rozsądni ziemscy ludzie mawiają: »Jak Bóg może do czegoś takiego dopuścić! To dla mnie niepojęte.«

Niepojęte jednak jest to, że ziemscy ludzie mogą tak mówić! Jakże małego wyobrażają sobie Boga twierdząc coś takiego. Udowadniają w ten sposób, że uważają Go za Boga, który »działa tak, jak Jemu się akurat podoba«.

Bóg jednak w żaden bezpośredni sposób nie ingeruje we wszystkie te »małe i wielkie« ludzkie sprawy, w wojny, głód, biedę i inne ziemskie kłopoty! Od początku wetkał w stworzenie swoje doskonałe prawa, które działają tak samoczynnie i bezwzględnie, że wszystko wyrównuje się do ostatniego grosza. Działanie jest wiecznie takie samo i dlatego protegowanie kogoś jest tak samo niemożliwe, jak krzywdzenie lub jakakolwiek niesprawiedliwość.

Bóg nie musi więc specjalnie troszczyć się o to. Jego dzieło nie zawiera luk.

Wielu ziemskich ludzi jednak popełnia wielki błąd oceniając tylko gęstomaterialność, w której za środek obrali siebie. W taki sam sposób błądzą licząc się tylko z jednym ziemskim życiem, choć w rzeczywistości przeżyli ich już kilka. Powtarzający się pobyt na ziemi, tak samo jak okresy między tymi pobytami spędzane w świecie subtelnomaterialnym, są w rzeczywistości jednym bytem, przez który spójnie i bezpośrednio przebiegają włókna łączące, tak więc podczas danego ziemskiego życia można obserwować przejawy tylko małej części tych nitek.

Jest więc olbrzymim błędem pogląd, że narodziny dziecka rozpoczynają zupełnie nowe życie, a więc że dziecko jest niewinne*, a całe życie przebiega podczas krótkiego ziemskiego pobytu. Gdyby tak działo się naprawdę, to wszystkie przyczyny, skutki i działania zwrotne musiałyby oczywiście zmieścić się w ograniczonym okresie jednego ziemskiego życia, ponieważ Sprawiedliwość istnieje.

Skorygujcie swój błąd. Szybko potem odkryjecie we wszystkich wydarzeniach tak często dziś odczuwany brak logiki i sprawiedliwości!

Wielu jest tym przerażonych i obawiają się tego, co jeszcze czeka na nich w związku z przeszłością według działania prawa zwrotnego.

Obawy te są jednak całkiem zbyteczne dla tych, których dobra wola jest prawdziwa, albowiem w samoczynnie działających prawach tkwi równocześnie gwarancja łaski i wybaczenia!

I chociaż wcale nie zwracamy uwagi na to, że równocześnie z podjętą decyzją o mocnym chceniu dobra człowiek sam sobie określa w czasie granicę, za którą musi skończyć się łańcuch złego działania zwrotnego, to dochodzi do głosu jeszcze inny, mający niezmierną wagę proces:

Dzięki wytrwałemu chceniu dobra we wszelkich myślach i uczynkach do człowieka dociera, także w wyniku przejawiania się prawa działania zwrotnego, nurt wypływający ze źródła sił jednorodnych, a tym samym dobro w człowieku nieustannie wzmacnia i potęguje. Dobro płynące z niego kształtuje subtelnomaterialną okolicę człowieka, która otacza go jak warstwa ochronna. W podobny sposób chroni ziemię warstwa powietrza.

Jeżeli do tego człowieka powracają potem z przeszłości złe działania zwrotne, aby wyrównać winę, to odbijają się od czystości jego otoczenia lub otoczki i zostają od niego odwrócone.

Nawet jeżeli uda im się wniknąć do owej otoczki, to i tak złe promieniowania zostaną od razu zneutralizowane lub przynajmniej osłabione. Dlatego szkodliwy skutek nie może w ogóle nastąpić lub całkiem nieznacznie.

Oprócz tego uległo zmianie samo wnętrze człowieka, do którego zmierzają powracające nurty. W wyniku ciągłego chcenia dobra jest ono o wiele subtelniejsze i lżejsze, a co za tym idzie, nie jest jednorodne z większą gęstością nieprzychylnych czy też niskich nurtów. Można porównać to z radiostacją, w której nadajnik pracuje na innej długości fali niż odbiornik.

W wyniku tego w naturalny sposób gęstsze nurty, ponieważ są niejednorodne, nie mogą zakotwiczyć i przejdą obok bez szkodliwych skutków. Do wyrównania winy dojdzie poprzez nieświadome, symboliczne postępowanie, o którego gatunkach wspomnę później.

Dlatego nie traćcie czasu – do dzieła! Stworzyciel wszystko w stworzeniu włożył w wasze ręce. Wykorzystajcie czas! Każda chwila ukrywa w sobie dla was zagładę lub zwycięstwo!

*Wykład: »TAJEMNICA NARODZIN«

Dodaj komentarz

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

A TERAZ PODĄŻAJ Z ODWAGĄ DO KRÓLESTWA TYSIĄCLETNIEGO

 

 

 

 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

36.

Problem ten pojawia się zawsze jako jeden z pierwszych, ponieważ większość ziemskich ludzi zbyt ochoczo pozbyłaby się jakiejkolwiek odpowiedzialności, chcąc zrzucić ją na cokolwiek innego, byle nie brać jej na siebie. Nie przeszkadza im przy tym wcale, że w ten sposób właściwie poniżają siebie samych. W tym wypadku są naprawdę bardzo pokorni i skromni, lecz tylko dlatego, aby mogli potem żyć weselej i bardziej bezwzględnie.

Jakże by to było przecież piękne, gdyby każdy mógł spełniać wszystkie swoje życzenia i dawać upust wszelkim zachciankom także na konto innych, spokojnie i bez pokutowania. Można obejść prawo świeckie i nie wplątywać się w konflikty, kiedy nastaje taka potrzeba. Co sprytniejsi mogą nawet pod osłoną prawa zyskać bardzo wiele, lecz metodami, które z punktu widzenia moralności są godne potępienia. Cieszą się często przy tym opinią ludzi szczególnie zdolnych.

Można by więc z odrobiną sprytu całkiem nieźle sobie pożyć według własnego spojrzenia na świat, gdyby… gdzieś od czasu do czasu nie odzywało się coś, co każe wam zastanowić się nad sobą. To nieprzyjemne uczucie przejawia się coraz mocniejszym niepokojem, przez który przebija myśl, że wszystko powinno chyba przebiegać trochę inaczej niż formują to wasze życzenia.

I naprawdę tak jest! Rzeczywistość jest ważna i nieprzejednana. Ludzkie życzenia nie mogą pod tym względem stanowić absolutnie żadnego wyjątku. Nieubłagane prawo trwa: »Co człowiek zasieje, to wielokrotnie zbierze!«

Za tymi kilkoma słowami kryje się o wiele więcej niż by ktokolwiek pomyślał. Z absolutną dokładnością odpowiadają temu, co w rzeczywistości dzieje się według prawa działania zwrotnego, które zawarte jest w stworzeniu. Trudno byłoby wyrazić to bardziej dokładnie i wyczerpująco. Mechanizm ten działa w taki sam sposób, w jaki żniwa umożliwiają zebranie plonu o wiele bogatszego od tego, co było zasiane. Tak samo to, co człowiek swymi uczuciami wzbudza i emituje, powraca do niego zwielokrotnione i to zawsze adekwatnie do rodzaju jego chcenia.

Człowiek jest więc duchowo odpowiedzialny za wszystko co robi. Odpowiedzialność ta rozpoczyna się już w chwili podjęcia decyzji, a nie aż po ukończeniu czynności, ponieważ czyn jest tylko wynikiem decyzji. A decyzja budzi prawdziwe chcenie!

Świat doczesny nie jest oddzielony od świata pozagrobowego, lecz wszystko jest tylko jednym wielkim bytem. Całe to potężne, przez ludzi widzialne i niewidzialne stworzenie nie przebiega obok siebie, lecz dopełnia się nawzajem niczym niezwykle precyzyjny mechanizm, który nigdy nie sprawi zawodu. Jednolite prawa podtrzymują ową całość i jako włókna nerwowe przenikają na wskroś, utrzymują wszystko razem i rozwiązują się nawzajem w nieustającym działaniu zwrotnym!

Jeżeli szkoły i Kościoły mówią przy tym o niebie i piekle, o Bogu i diable, to mają rację. Niewłaściwe jest wszakże tłumaczenie zakładające istnienie sił dobrych i sił złych. To myli i każdy poważnie poszukujący musi wtedy od razu zwątpić, ponieważ tam, gdzie istnieją dwie siły, muszą logicznie istnieć także dwaj władcy, w tym wypadku dwaj bogowie – jeden dobry, a drugi zły.

Tak jednak nie jest!

Istnieje tylko jeden Stworzyciel, jeden Bóg i dlatego także tylko jedna Siła, która przepływa przez wszystko co istnieje, która wszystko ożywia i wszystko wspomaga!

Owa czysta twórcza Boża Siła przepływa ciągle przez całe stworzenie. Jest w nim zawarta i nie można jej od niego oddzielić. Znajdujemy ją wszędzie: w powietrzu, w każdej kropli wody, w powstających minerałach, w rozwijającej się roślinie, w zwierzęciu, no i oczywiście w człowieku. Nie istnieje nic, w czym nie byłaby zawarta.

I tak, jak przenika przez wszystko, tak samo nieustannie przepływa także przez człowieka. Człowiek działa jak oszlifowana soczewka. Ta skupia przez nią przechodzące promienie słońca i skupione przesyła je dalej, w wyniku czego działają one wspólnie w jednym punkcie i tam rozpalają ogień. Właśnie w taki sam sposób zbiera także człowiek przy pomocy uczucia i swych specyficznych cech przepływającą przez niego siłę twórczą, koncentruje ją i swoimi myślami rozprowadza dalej.

W zależności od gatunku tego uczucia i od gatunku myśli z uczuciem tym połączonych człowiek kieruje więc samoczynnie działającą twórczą Siłą Bożą z dobrym lub złym skutkiem!

I to jest owa odpowiedzialność, którą człowiek musi ponosić! W tym zawarta jest także jego wolna wola!

Wy, którzy tak kurczowo staracie się odnaleźć właściwą drogę, dlaczego czynicie sobie to tak trudnym? Po prostu sobie wyobraźcie, jak czysta Siła Stwórcy przepływa przez was, a wy swym myśleniem prowadzicie ją w dobrym lub złym kierunku. W tym jest zawarte wszystko i nie trzeba się wysilać czy łamać sobie głowy!

Zastanówcie się – tylko od waszego myślenia i uczucia zależy czy owa niezmierna Siła wywoła dobro, czy zło. Jakże olbrzymia wspomagająca lub niszcząca moc została wam w ten sposób powierzona!

Wysiłki, od których pot zalewa oczy są zbędne tak samo, jak wszelkiego rodzaju tzw. ćwiczenia okultystyczne, ezoteryczne, dalekowschodnie, przy pomocy których w najbardziej wymyślny sposób kaleczycie waszego ducha oraz wasze ciało chcąc osiągnąć jakiś stopień, a które i tak są całkiem bez znaczenia, jeżeli chodzi o wasz rzeczywisty duchowy awans!

Przestańcie zabawiać się w ten sposób, tracicie tylko czas. Już i tak często stało się to przyczyną wielkich cierpień. To nic innego, jak tylko niegdyś stosowane biczowanie i umartwianie własnych ciał w klasztorach. Chodzi tylko o inną formę, a ta i tak nie może przynieść wam pożytku.

Tak zwani mistrzowie okultyzmu, ezoteryki, sztuk dalekowschodnich wraz ze swymi uczniami są współczesnymi faryzeuszami! W najprawdziwszym słowa tego znaczeniu! Są wiernym obrazem faryzeuszy z dawnych czasów moich Jezusa z Nazaretu.

Myślcie z czystą radością o tym, że jesteście zdolni prostym uczuciem i myśleniem, które chce dobra, bez wysiłku kierować jedyną i potężną siłą twórczą. Siła ta zadziała potem dokładnie w taki sposób, w jaki czuliście i myśleliście. Ona działa sama, wy możecie tylko nią kierować.

Proces ten przebiega bardzo prosto! Nie potrzeba żadnego wykształcenia, nawet czytanie i pisanie jest zbędne. Każdy z was otrzymał tę zdolność w jednakowym stopniu! Nie ma tu żadnych różnic.

Pozwolono wam kierować działaniem Siły Bożej za pomocą waszych myśli tak samo, jak może dziecko, używając kontaktu, włączyć prąd elektryczny wielkiej mocy.

Możecie się tym cieszyć i być z tego dumni, jeżeli wykorzystujecie to w dobrych celach! Drżyjcie jednak, jeśli trwonicie tę Siłę bez pożytku lub jeżeli wykorzystujecie ją wręcz w nieczystych celach! Albowiem nie możecie uciec przed zawartymi w stworzeniu prawami działania zwrotnego. Nawet gdybyście posiadali skrzydła porannej zorzy, to i tak dosięgnie was ręka Pana, którego Siły używacie w złym celu. Odnajdzie was właśnie z pomocą samoczynnego działania zwrotnego, choćbyście ukryli się gdziekolwiek.

Tak samo dobro, jak i zło, powstaje w wyniku korzystania z tej samej czystej Siły Bożej!

Odpowiedzialność tkwi właśnie w sposobie korzystania z owej jednolitej Bożej Siły, a ten zależy od wolnej decyzji każdej jednostki. Przed tą odpowiedzialnością nie ma ucieczki. Dlatego wołam w stronę wszystkich poszukujących:

»Utrzymuj ognisko swych myśli w czystości. W ten sposób zasiejesz pokój i będziesz szczęśliwy!«

Radujcie się, wy nieświadomi i słabi, ponieważ dano wam tę samą siłę, co mocnym! Nie utrudniajcie więc sobie zbytnio życia! Nie zapominajcie, że czysta, samodzielnie twórcza Siła Boża przepływa także przez was i że wy, będąc ludźmi, posiadacie zdolność kierowania nią w zależności od gatunku waszych wewnętrznych uczuć, a więc waszego chcenia. Możecie skierować ją tak samo w kierunku dobra, jak również zła, by niszczyła lub budowała, przynosiła radość lub cierpienie!

A ponieważ istnieje tylko ta jedna, jedyna Boża Siła, to przestaje być tajemnicą, dlaczego w każdym poważnym pojedynku muszą w końcu ciemności ustąpić przed Światłem, zło przed dobrem. Jeśli kierujecie Bożą Siłę w stronę dobra, to pozostaje ona nieskalana w swej pierwotnej czystości, a w ten sposób także o wiele mocniejsza. Jeśli jednak zanieczyścicie ją, to równocześnie staje się ona słabsza w swym działaniu. Dlatego w decydującym rozrachunku najbardziej skuteczna i decydująca jest zawsze czystość Siły.

Co jest dobre, a co złe, wyczuwa każdy aż do szpiku kości i nie trzeba się na ten temat rozwodzić. Rozważania o tym wprowadzałyby tylko chaos. Tępe dumanie jest marnotrawieniem siły, jest jak bagno, jak gęste trzęsawisko, które wszystko w swym zasięgu sparaliżuje i zadusi. Świeża radość rozrywa jednak kajdany tępych rozważań. Nie ma potrzeby byście okazywali smutek i udrękę!

W każdej chwili możecie skierować swoje kroki na drogę prowadzącą w stronę wyżyn i naprawić swą przeszłość bez względu na to, jaka jest! Nie trzeba czynić niczego innego, wystarczy tylko myśleć o tym, że nieustannie przepływa przez was czysta Boża Siła. Używanie zanieczyszczonych kanałów złych myśli napełni was wtedy przerażeniem, ponieważ uświadomicie sobie, że najwyższe i najbardziej szlachetne cele możecie bez wysiłku osiągać w taki sam sposób. Przecież wystarczy wam tylko Siłą kierować, a ona zacznie potem sama działać w tym kierunku, który chcieliście jej nadać.

Tak więc możecie decydować o waszym szczęściu albo nieszczęściu. Podnieście więc hardo i odważnie swoje czoło. Zło nie może się zbliżyć, jeżeli go nie zawołacie! Jakie jest wasze chcenie, tak będzie wam się działo.

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »