TAJEMNICA NARODZIN
45.
Ziemscy ludzie nie wiedzą, co czynią, kiedy mówią, że jest wielką niesprawiedliwością to, do jakich warunków człowiek się narodzi!
Jeden stanowczo ogłasza: »Jeżeli istnieje jakakolwiek sprawiedliwość, to jak może urodzić się dziecko obciążone chorobą dziedziczną! Niewinne dziecko musi cierpieć za grzechy rodziców!«
Ktoś inny mówi: »Jedno dziecko rodzi się w bogactwie, a drugie w nędzy i ubóstwie. Z tego nie może powstać wiara w sprawiedliwość«.
Albo słyszymy: »Nawet, jeżeli przypuścimy, że rodzice zasłużyli na karę, która ich spotkała, to jednak niedobrze, że karą tą była choroba i śmierć dziecka. Dziecko przecież w tym wypadku musi cierpieć niewinnie«.
Poglądy takie są rozpowszechnione między ziemskimi ludźmi w tysiącach odmian. I nawet prawdziwie szukający łamią sobie często nad tym głowę.
Proste stwierdzenie – »niezbadane są drogi Boże i prowadzą do dobrego końca« – nie wykreśli natrętnego słówka »dlaczego«. Kto chce się tym zadowolić, musi obojętnie z tym się pogodzić lub musi każde wewnątrz dręczące go pytanie stłumić w sobie jako bezpodstawne.
Tak jednak być nie powinno! Poprzez pytania można odnaleźć prawdziwą drogę. Obojętność lub nienaturalne tłumienie przypomina niewolnictwo. Bóg jednak nie chce mieć niewolników! Nie chce tępego poddaństwa, lecz swobodnego i świadomego w górę podniesionego wzroku.
Jego cudowny i mądry układ wszechrzeczy nie musi kryć się w pełnej tajemnic szarości, lecz przedstawiony w jasnym świetle i bez niedomówień jawi się nam jeszcze wspanialszy, większy i doskonalszy! Układ ten niezmiennie i nieugięcie, stale z jednakowym spokojem i pewnością wykonuje swoje wieczne dzieło.
Ludzki gniew czy uznanie są mu całkowicie obojętne, tak samo jak to czy mechanizm jego działania jest komuś znany, czy nie. Każdej jednostce przynosi z powrotem dojrzałe owoce jej własnego wysiewu i to dokładnie, w najbardziej delikatnych odcieniach.
»Boże młyny mielą powoli, lecz niezawodnie«. To ludowe powiedzenie trafnie określa snucie nieuniknionych uczynków zwrotnych wszędzie w stworzeniu, którego niezmienne prawa kryją w sobie Bożą Sprawiedliwość i są jej wykonawcami. Płyną, tętnią i uderzają we wszystkich ludzi bez względu na to czy sobie tego życzą, czy nie, czy poddają się temu, czy też z tym walczą. Oni muszą przyjmować to jako sprawiedliwą karę i odpuszczenie, bądź też jako nagrodę, jeżeli wolno im podążać w górę.
Gdyby mógł ktoś narzekający albo wątpiący chociaż raz ujrzeć owo subtelnomaterialne falowanie, owo tkanie przeniknięte Duchem surowości, to od razu umilkłby ze wstydem i zdruzgotany uświadomiłby sobie zuchwałość swych słów. Owo nawijanie i snucie losu, podobne do wiecznie czynnego Bożego warsztatu tkackiego, przenika przez całe stworzenie i jest jego żywą częścią.
Widok tej potężnej wzniosłości i pewności od razu zmusiłby człowieka, aby padł na kolana i przeprosił.
Jakże małego wyobrażał sobie swego Boga! A jakże niezmierną wielkość ujrzałby w Jego dziełach. Dopiero potem uświadomiłby sobie, że nawet w swych najwyższych ziemskich pojęciach mógł Boga tylko poniżać, pomniejszać doskonałość Jego wielkiego dzieła w daremnej próbie umiejscowienia Go w wąskich granicach wytworzonych pielęgnowaniem rozumu, który nigdy nie może wznieść się ponad przestrzeń i czas.
Człowiekowi nie wolno zapomnieć, że żyje wewnątrz Bożego dzieła, że sam jest częścią tego dzieła i dlatego koniecznie podlega jego prawom.
Owo Boże dzieło nie składa się jednak tylko z tego, co można widzieć ziemskim wzrokiem, lecz także ze świata subtelnomaterialnego, w którym odgrywa się największa część właściwego ludzkiego bytu i działania. Od czasu do czasu na ziemi przebiegające życia są tylko małymi ułamkami owego bytu. Są jednak zawsze bardzo ważnymi momentami decydujących zwrotów.
Narodziny na tę ziemię są tylko rozpoczęciem jednego szczególnego etapu w całości ludzkiego bytu, nie są wszakże jego rzeczywistym początkiem.
Kiedy człowiek, jako taki, rozpoczyna swą wędrówkę przez stworzenie, to jest wolny, niezwiązany włóknami losu, które wytwarza dopiero potem swym chceniem. Włókna losu wnikają w subtelnomaterialność i po drodze pod wpływem przyciągania jednorodnych gatunków coraz bardziej się wzmacniają, spotykają się z innymi oraz splatają nawzajem i działają zwrotnie na tego, kto je wytworzył, z którym są połączone przynosząc mu w ten sposób jego los, czyli karmę.
Skutki włókien, równocześnie powracających do swego twórcy, łączą się ze sobą i w ten sposób kolory, które były pierwotnie wyraźne, zmieniają swoje odcienie i dają nowe, bardziej złożone obrazy*.
Poszczególne włókna wytwarzają drogę dla działania zwrotnego tak długo, dopóki ich twórca dostarcza im swym życiem wewnętrznym oparcia potrzebnego ich gatunkowi. Jeżeli więc pod wpływem własnej decyzji przestanie dbać o owe drogi, to włókna nie mogąc utrzymać się odpadają suche i martwe, i to bez względu na to czy są dobre, czy złe.
Tak więc każde włókno losu formuje się subtelnomaterialnie czynem woli w momencie, kiedy człowiek decydował się coś wykonać. Rozwija się dalej będąc równocześnie zakotwiczone w swym twórcy. Stwarza w ten sposób bezpieczną drogę dla takich samych gatunków, wzmacnia je, lecz równocześnie otrzymuje od nich nową siłę, która płynie z powrotem do punktu wyjścia.
W procesie tym zawarta jest zarówno pomoc, która zgodnie z obietnicami dociera do tego, kto dąży do dobra, jak również fakt, że »zło musi płodzić znów tylko zło«**.
Każdemu człowiekowi przynoszą zwrotne skutki owych przebiegających włókien, do których codziennie nawiązuje nowe, jego los, który sam sobie utworzył i któremu zostaje poddany. Jakakolwiek samowola, a więc i niesprawiedliwość jest przy tym niemożliwa. Karma, która lgnie do człowieka niczym pozornie niesprawiedliwe przeznaczenie, jest w rzeczywistości tylko nieuniknionym skutkiem przeszłości człowieka, jeśli owej przeszłości nie wyrównało do tej pory działanie zwrotne.
Rzeczywisty początek ludzkiego bytu jest zawsze dobry, a w wypadku wielu ludzi taki jest także koniec. Wyjątek stanowią ci, którzy zginęli z własnej winy podając swymi decyzjami rękę złu, które potem całkowicie porwało ich w zamęt zniszczenia. Los zmienia się zawsze tylko między poszczególnymi etapami życia, w których ludzkie wnętrze rozwija się i dojrzewa.
Człowiek więc swoje przyszłe życie kształtuje zawsze sam. Dostarcza włókien i w ten sposób decyduje o ich kolorze, a także o deseniu szaty tkanej dla niego przez prawo działania zwrotnego na krosnach Bożego warsztatu tkackiego.
Przyczyny decydujące o zewnętrznych warunkach, w jakich zrodzi się duch, leżą często w bardzo odległej przeszłości, tak samo, jak przyczyny decydujące o okresie, pod którego wpływem dziecko wstępuje w ziemski świat. Te podczas jego życia na ziemi trwale potem na niego działają i osiągają to, co jest dla ducha niezbędne, aby mógł wyrównać, co zaniedbał, by przekształcił się, odrzucił to i dalej się rozwijał.
Ale nawet to nie wpływa jednostronnie wyłącznie na dziecko, lecz włókna łączą się samoczynnie w sposób umożliwiający najbliższej okolicy równoczesne korzystanie z działania zwrotnego.
Rodzice dają dziecku właśnie to, czego jemu potrzeba dla jego rozwoju, a dziecko tak samo daje rodzicom i to bez względu na to, czy chodzi o rzeczy dobre, czy o złe. Przecież częścią rozwoju ducha oraz jednym z etapów wzlotu jest naturalnie także wyzwolenie się od zła. To dzieje się w taki sposób, że człowiek przeżyje zło aż do najdrobniejszych skutków, a to jemu umożliwi rozpoznanie zła jako takiego i odrzucenie go. Wszak okazję do tego daje jemu zawsze działanie zwrotne. Bez niego człowiek nigdy nie mógłby naprawdę wyzwolić się od tego, co uczynił.
Prawo działania zwrotnego zawiera więc w sobie drogę do wolności lub wzlotu, co jest niezmiernym darem i łaską. Dlatego absolutnie nie można mówić o karze. »Kara« jest niewłaściwym wyrazem, bo przecież to właśnie w niej najwyraźniej przejawia się miłość, pomocna dłoń, którą podaje Stworzyciel, aby człowiek mógł pozbawić się grzechów i wyzwolić się.
Przyjście człowieka na świat składa się z poczęcia, wcielenia i narodzin. Wcielenie jest właściwym wejściem człowieka w ziemskie życie***.
Niezliczona jest ilość włókien współdziałających i decydujących o wcieleniu. Procesy te jednak zawsze, jak zresztą wszystko w stworzeniu, opierają się na absolutnej Sprawiedliwości zróżnicowanej w najmniejszych szczegółach i powodują postęp wszystkich w nich uczestniczących.
Dlatego narodziny dziecka są czymś o wiele bardziej ważnym i wartościowym niż ziemscy ludzie zazwyczaj myślą. Zawarta jest w nich równocześnie nowa, specjalna łaska Stworzyciela dla dziecka, jego rodziców, ewentualnie jego rodzeństwa i dla innych ludzi, którzy z dzieckiem wejdą w kontakt. Wszyscy oni otrzymują tak możliwość rozwoju, w podążaniu naprzód.
Rodzice mają możliwość rozwijania swojego ducha poprzez opiekę nad dzieckiem podczas jego choroby czy w czasie różnych kłopotów i zmartwień związanych z jego wychowaniem. To po prostu albo środek służący osiągnięciu konkretnego celu, albo rzeczywiste odpokutowanie starej winy, a niekiedy nawet symboliczne rozwiązanie grożącej karmy.
Bardzo często zdarza się, że ogarnięty łaską Bożą człowiek w wyniku własnego dobrego chcenia z góry odpokutuje swoją własną ciężką chorobę, która w postaci karmy powinna uderzyć w niego według prawa działania zwrotnego. Tak dzieje się wtedy, kiedy ktoś z własnej woli poświęca się dla cudzego lub własnego dziecka.
Rzeczywiste odpokutowanie może nastać tylko poprzez głębokie odczuwanie, w pełnym przeżywaniu. Kiedy człowiek kierowany prawdziwą miłością troszczy się o kogoś innego, to jego przeżycia są często o wiele mocniejsze niż w wypadku własnej choroby. Gdy chodzi o dziecko lub osobę, którą naprawdę kochamy, to strach i boleść odczuwamy wtedy o wiele głębiej. Tak samo głęboko oczywiście odczuwamy radość z ponownego powrotu do zdrowia.
Już tylko owe mocne przeżycia wypalają na zawsze ślady w uczuciu, w duchu człowieka. W ten sposób przetwarzają go i zrywają włókna losu, które w przeciwnym wypadku zdążyłyby go jeszcze dopaść.
Po owym zerwaniu włókna powracają, niczym naprężone gumowe taśmy, szybko z powrotem w odwrotną stronę, a więc do subtelnomaterialnych centrali jednorodności, których siła przyciąga obecnie włókna jednostronnie w swoją stronę. W ten sposób niemożliwe jest jakiekolwiek dalsze oddziaływanie na człowieka, który się zmienił, ponieważ brakuje drogi łączącej.
Stare winy można odpokutować tak na tysiące różnych sposobów, jeżeli człowiek dobrowolnie, chętnie i z miłości przyjmie na siebie jakieś obowiązki wobec drugiego.
Najpiękniejsze przykłady takiego postępowania podałem w swoich przypowieściach. Zbawienne skutki takiego postępowania przypomniałem bardzo wyraźnie także w swoim »Kazaniu na Górze« i wszystkich innych mowach. Zawsze wtedy mówiłem o »bliźnim« i wskazywałem najlepszą drogę prowadzącą do rozwiązania karmy i do wzlotu sposobem bardzo prostym i pełnym czystego życia.
»Miłuj bliźniego, jak siebie samego« napominałem i dawałem w ten sposób klucz do bramy prowadzącej w stronę szeroko pojętego wzlotu. Nie musi zawsze chodzić o chorobę. Dzieci i związana z nimi potrzebna opieka i wychowanie dają w najbardziej naturalny sposób tyle okazji, że to już samo wystarcza do odpokutowania wszystkiego, co tylko wchodzi w rachubę. Dlatego dzieci są błogosławieństwem bez względu na ich zdrowie i rozwój!
To, co dotyczy rodziców, dotyczy także rodzeństwa i wszystkich tych, którzy częściej się z dziećmi spotykają. Także oni mają okazję skorzystać z narodzin nowego obywatela świata starając się z cierpliwością i troską na wszelkie sposoby jemu pomagać, chociażby miało to polegać tylko na wyzbyciu się swych negatywnych cech itp.
Niemniej jednak pomaga to także samemu dziecku. Każdemu człowiekowi narodziny umożliwiają przesunięcie się o dużą część drogi w górę! Jeżeli w czyimś wypadku tak się nie dzieje, to jest to wyłącznie jego wina, ponieważ sam tego nie chciał.
Dlatego trzeba traktować każde narodziny jak dobrotliwy dar Boży, który rozdzielany jest równomiernie. Błogosławieństwo nie ominie nawet tego, kto sam własnych dzieci nie posiadając, weźmie na wychowanie dziecko obce, może być nawet o wiele większe, jeśli tak uczynił nie dla własnego zadowolenia, lecz dla dobra samego dziecka.
W wypadku zwykłego wcielenia najważniejszą rolę odgrywa przyciąganie tego samego gatunku duchowego, które współwytwarza skutki zwrotne. Cechy traktowane przez ludzi jako dziedziczne, nie są w rzeczywistości dziedziczone, są tylko wynikiem owego przyciągania jednorodnego. Nie ma cech, które byłyby duchowo odziedziczone po matce lub ojcu, ponieważ dziecko jest tak samo pełnym i całym człowiekiem, jak oni sami. Posiada tylko takie same cechy swojego wnętrza i przez te cechy czuło się przyciągane.
Lecz podczas wcielenia nie decyduje tylko siła przyciągania tego samego gatunku duchowego. Swój wpływ mają tu także inne włókna losu lgnące do ducha, który ma inkarnować. Włókna te mogą być ewentualnie jakoś związane z którymś z członków rodziny, do której jest duch doprowadzony. Wszystko to współdziała razem na urzeczywistnieniu wcielenia.
Inaczej jest, jeżeli duch dobrowolnie zdecyduje się spełnić jakieś zadanie lub posłanie, aby pomóc konkretnym ludziom na ziemi, bądź też bierze udział w szeroko zakrojonej akcji, mającej pomóc całej ludzkości. W tym wypadku świadomie z góry przyjmuje to wszystko, co na ziemi go spotka. Dlatego nawet w tym wypadku nie można mówić o niesprawiedliwości. Działanie zwrotne przyniesie takiemu duchowi nagrodę, jeśli działa on w miłości pełnej poświęcenia, w miłości bezinteresownej.
W rodzinach, w których pojawiają się choroby dziedziczne, wcielają się duchy, którym choroby te są potrzebne, aby się wyzwolić poprzez działanie zwrotne, oczyścić lub by mogły posunąć się do przodu.
Włókna, które kierują i decydują, nigdy nie dopuszczą do pomyłki lub wcielenia niesprawiedliwego. Pomyłka jest niedopuszczalna. Można by ją porównać do daremnej próby pływania pod prąd. Pod prąd, który płynie swym głównym korytem z niezmierną siłą uniemożliwiającą jakikolwiek opór, tak więc każda próba sprzeciwu skazana jest na niepowodzenie. Jeżeli jednak ktoś korzysta dokładnie z cech owego nurtu, to przynosi jemu on tylko i wyłącznie błogosławieństwo.
Nawet w wypadku owych dobrowolnych inkarnacji, kiedy duch bierze na siebie z własnej woli w konkretnym celu ciężar choroby, nie może dojść do przeoczenia czegokolwiek. Na przykład, jeżeli ojciec lub matka zachorowali z własnej winy, a przyczyną mogło być naruszanie praw natury żądających bezwarunkowego dbania o zdrowie powierzonego ciała, to w bólu spowodowanym widokiem tejże choroby u dziecka będzie już odpokutowanie winy. Jeżeli ich ból będzie szczery i prawdziwy, to doprowadzi do oczyszczenia ducha.
Nie ma sensu przytaczanie konkretnych przykładów, ponieważ każde narodziny, do których doszło pod wpływem wielokrotnie splecionych włókien losu, dawałyby za każdym razem nowy obraz różniący się od innych. Nawet przypadki tego samego gatunku jawiłyby się w odmiennym świetle w wyniku zlewania się niezliczonych subtelnych odcieni działania zwrotnego.
Chciałbym przytoczyć tylko jeden prosty przypadek: matka kocha swojego ziemskiego syna tak bardzo, że na wszelkie sposoby uniemożliwia jemu ożenek, byle tylko pozostał z nią. Nieustannie wiąże go ze sobą. Taka miłość jest fałszywa, absolutnie egoistyczna, chociaż matce wydaje się, że czyni wszystko, aby życie syna na ziemi było możliwie najpiękniejsze. Swoją egoistyczną miłością bezprawnie ingerowała w życie ziemskiego syna.
Prawdziwa miłość nigdy nie myśli o sobie, lecz zawsze dba tylko o dobro drugiego i w ten sposób także postępuje. Nawet za cenę własnych rezygnacji.
Nadchodzi czas, kiedy matka zostaje odwołana. Syn ziemski pozostaje teraz sam. Jest jednak już o wiele za późno, aby jeszcze potrafił zmobilizować się i podążyć drogą swoich własnych życzeń, którą podążać umożliwia młodość. A jednak było to dla niego pewnym zyskiem. Utrata czegoś w życiu coś dla niego załatwiła. Albo rozwiązało się coś jednorodnego z jego przeszłego życia, a więc na przykład ominęła go sądzona mu wewnętrzna samotność w małżeństwie, gdyby się ożenił albo coś innego. W każdym wypadku mógł na tym tylko zyskać.
Matka jednak odeszła zabierając swą egoistyczną miłość ze sobą. Siła przyciągająca do siebie wszystko, co jest duchowo jednorodne i przed którą nie potrafi się bronić, prowadzi ją prosto do ludzi o tych samych cechach charakteru. Przebywając bowiem w pobliżu takich ludzi ma możliwość za pośrednictwem ich uczuć odczuć sama na sobie małą część swojej pasji, ponieważ oni także będą przejawiać wobec innych swoją egoistyczną miłość. Pozostaje w ten sposób związana z ziemią.
Jeżeli wśród ludzi, w których pobliżu przebywa, dojdzie do poczęcia, to w wyniku owego mocnego duchowego przyciągania znowu się inkarnuje.
I tu się karta odwraca. Będąc dzieckiem jest w taki sam sposób traktowana, jak niegdyś ona traktowała swojego ziemskiego syna i cierpi z powodu wad ziemskiego ojca lub matki, które tak samo były kiedyś jej wadami. Nie uda jej się opuścić domu ziemskich rodziców, choć o tym marzy i choć nadarzy się ku temu niejedna okazja. Jej wina zostanie odpokutowana, jeżeli przeżyciem swych wad na sobie samej pozna, że źle postępowała i tym sposobem od wad tych się wyzwoli.
Podczas połączenia z ciałem gęstomaterialnym, a więc podczas wcielenia, każdy człowiek otrzymuje opaskę na oczy, która uniemożliwia jemu widzenie przeszłego życia. Także to, jak zresztą wszystko w stworzeniu, przynosi jemu tylko korzyści. Również w tym zawarta jest mądrość i miłość Stworzyciela.
Gdyby każdy pamiętał wszystkie szczegóły swojego poprzedniego życia, to w swoim nowym życiu na ziemi odgrywałby tylko rolę spokojnego postronnego obserwatora, który jest świadomy swojego awansu lub pokutowania. W tym wypadku jednak jakikolwiek jego postęp byłby niemożliwy, a groziłoby jemu o wiele większe niebezpieczeństwo upadku.
Życie na ziemi, jeżeli ma mieć jakikolwiek sens, musi być naprawdę przeżyte. Tylko to, co człowiek wewnętrznie przeżyje, a więc odczuje we wszystkich odcieniach czerni i bieli, do niego naprawdę należy. Gdyby człowiek z góry zawsze jasno znał kierunek, który musi obrać, aby odpokutować swoje winy, to nie musiałby wcale myśleć i podejmować decyzji. Przez to jednak nie zyskałby siły samodzielności, która jest jemu koniecznie potrzebna.
Lecz tak każdą życiową sytuację odbiera bardziej prawdziwie. Wszystko, co człowiek naprawdę przeżył, pozostawia niezatarte ślady w uczuciu, a więc w tym, co nie przemija i co zabiera człowiek zawsze ze sobą, jako swój majątek, z którym jest nierozerwalnie połączony i który człowieka przetwarza w zależności od owych głębokich uczuć. Zabiera ów majątek ze sobą podczas zmiany swojego bytu w nową formę. Zabiera jednak ze sobą naprawdę tylko to, co rzeczywiście przeżył, a cała reszta zanika w momencie ziemskiej śmierci. Uczuciowe przeżycia są trwałym zyskiem, są czystym ekstraktem jego życia na ziemi!
Do rzeczy przeżytych nie należy nic z tego, czego się człowiek nauczył, za wyjątkiem tych spraw, których się nauczył i przyswoił sobie w uczuciach, w przeżyciach. Cała reszta, cały ten olbrzymi balast wiedzy, dla którego niejeden człowiek poświęca całe swoje ziemskie życie, odpada niczym bezwartościowy śmieć. Dlatego każda chwila życia powinna być traktowana poważniej niż stało się to zwyczajem, aby ludzkie myśli, słowa i czyny zostały przepełnione mocnym ciepłem życia i nie popadały w puste schematy.
Ponieważ podczas wcielenia każdy otrzymuje opaskę na oczy, to wydaje się, że noworodek jest całkiem nieświadomy, a to z kolei prowadzi do mylnego poglądu traktującego nieświadomość na równi z niewinnością. Przy tym często taki noworodek przynosi ze sobą bardzo obszerną karmę, stwarzającą jemu możliwości do odpokutowania jego poprzednich błędnych dróg poprzez ich przeżycie. W wypadku przeznaczenia losu jest karma tylko koniecznym wynikiem przeszłości. W wypadku dobrowolnego podjęcia się konkretnego zadania, człowiek przyjmuje jednak karmę z własnej woli, aby przy jej pomocy mógł osiągnąć potrzebne ziemskie doświadczenie i dojrzałość, umożliwiające jemu lepsze spełnienie swojego zadania. W niektórych wypadkach karma jest nawet częścią samego zadania.
Dlatego niech człowiek już nie narzeka twierdząc, że proces narodzin cechuje niesprawiedliwość, ale wdzięcznie podniesie swój wzrok do Stworzyciela, który każdymi narodzinami daje tylko nową łaskę!
*Wykład: »LOS«
**Wykład: »CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA«
***Wykład: »STWORZENIE CZŁOWIEKA«