Archiwum dla styczeń, 2009

PRZYKAZANIE PIERWSZE

Przykazanie PierwszePRZYKAZANIE PIERWSZE

JAM JESTEM PANEM, BOGIEM TWOIM! NIE BĘDZIESZ MIAŁ CUDZYCH BOGÓW PRZEDE MNĄ!

55.

Kto potrafi prawidłowo odczytać powyższe słowa, ten zapewne ujrzy w nich wyrok na wielu tych, którzy nie przestrzegają owego najgłówniejszego ze wszystkich Przykazań.

»Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną!«

Dla niejednego ziemskiego człowieka słowa te oznaczają za mało. Zbytnio je sobie upraszcza. Uważa, że bałwochwalcami są przede wszystkim ci, którzy klękają przed szeregiem drewnianych figur, z których każda przedstawia danego boga. Wpadną jemu może do głowy czciciele szatana i im podobni obłąkańcy, na których w najlepszym wypadku spogląda z politowaniem, lecz nie myśli przy tym wcale o sobie.

Wniknijcie, choć raz w spokoju w siebie samych i sprawdźcie, czy przypadkiem także do nich nie należycie!

Jeden ma dziecko, które stawia ponad wszystko, dla którego mógłby ponieść każdą ofiarę, zapominając przy tym o całej reszcie. Dla drugiego wszystkim są ziemskie wygody i mimo najlepszych chęci nie byłby zdolny wyrzec się ich dobrowolnie, gdyby tego od niego żądano, a on mógłby podjąć decyzję. Trzeci kocha pieniądze, czwarty władzę, piąty kobietę, następny ziemskie honory, a w końcu wszyscy kochają tylko… samych siebie! To właśnie bałwochwalstwo w najwłaściwszym tego słowa znaczeniu. Przed tym ostrzega Pierwsze Przykazanie! Zabrania tego! I biada temu, kto tego Przykazania nie przestrzega w każdej jego literze!

Naruszenie owego Przykazania mści się natychmiast w taki sposób, że człowiek musi pozostać na stałe związany z ziemią, kiedy tylko przeniesie się w królestwo subtelnej materii. W rzeczywistości jednak człowiek sam związał się z ziemią poprzez skłonność do czegoś, co na tej ziemi się znajduje! W ten sposób zostaje wstrzymany przed dalszym wzlotem, traci przeznaczony jemu na to czas, naraża się na niebezpieczeństwo pozostania na stałe w sferze subtelnej materii i nie zostanie z niej wskrzeszony do światłej rzeszy wolnych duchów.

W końcu popadnie wraz z wszelką materią w nieuchronny rozkład, który służy jej oczyszczeniu, aby po nim mogła znowu powstać i sformować się. Lecz to oznacza dla ludzkiego ducha duchową śmierć wszelkiej nabytej świadomości samego siebie, a tym samym także zniszczenie jej formy oraz jej imienia na wieki!

Przed tym strasznym końcem chroni przestrzeganie tego Przykazania! Jest Przykazaniem najważniejszym, ponieważ jest dla człowieka także najbardziej potrzebnym! Ten jest jednak, niestety, bardzo podatnym na uleganie skłonności, która w końcu uczyni z niego niewolnika! Gdy pozwoli, aby coś stało się dla niego skłonnością, to od razu uczyni z niej złotego cielca, którego stawia na najwyższe miejsce, niczym idola lub bożka, obok swojego Boga, ba, jakże często nawet nad Niego!

Istnieje jednak, niestety, zbyt wiele »zamiłowań«, które sobie ziemski człowiek wyhodował i którym oddaje się w absolutnej beztrosce! Jak już powiedziałem, skłonność jest upodobaniem sobie czegoś ziemskiego. Takich skłonności jest naturalnie jeszcze o wiele więcej.

Kto jednak wypielęgnował sobie jakąś skłonność, ten skłania się w jej stronę, co owo słowo we właściwy sposób oddaje. Kiedy później przejdzie w zaświaty, czyli w świat pozagrobowy, aby dalej się rozwijać, to skłania się w stronę gęstomaterialnego i nie może się dlatego tak łatwo uwolnić. Zostaje, więc zahamowany, zatrzymany! Można to nazwać wręcz klątwą, która na nim zaciąży! Proces jest stale ten sam bez względu na słowa, które go wyrażą.

Kto jednak podczas ziemskiego bytu stawia Boga ponad wszystko i to nie tylko w wyobraźni czy tylko w słowie, lecz również w uczuciu, a więc prawdziwie i szczerze, w pełnej szacunku miłości, która pęta go niczym skłonność, ten w wyniku skutków owego przyciągania od razu, kiedy tylko przejdzie w zaświaty, podąży w górę. Przecież zabiera ze sobą szacunek i miłość do Boga. Kontakt z nimi doprowadza zawsze do jasnej Prawdy Bożej! To go podtrzymuje i w końcu niesie do raju, w którym przebywają niepokalane, pozbawione wszelkiego ciężaru duchy.

Starajcie się, więc w rygorystyczny sposób nie naruszać tego Przykazania! Unikniecie w ten sposób wielu nieprzychylnych włókien losu.

Dodaj komentarz

MODLITWA

MODLITWA

54.

Jeżeli już padną na temat modlitwy jakiekolwiek słowa, to są one zwrócone oczywiście tylko w stronę tych, którzy modlitwą się interesują.

Kto w sobie nie odczuwa pragnienia modlitwy, ten całkiem spokojnie może z niej zrezygnować, ponieważ jego słowa lub myśli na pewno rozpłyną się w nicość. Jeśli modlitwa nie jest do głębi przeniknięta uczuciami, to nie ma wartości i dlatego też nie odnosi żadnego skutku.

Chwila, w której człowieka w wielkiej radości ogarnie wdzięczność, tak samo jak w cierpieniu uczucie najgłębszej boleści jest najlepszą podstawą do modlitwy i ta na pewno wtedy przyniesie efekt. W takich chwilach ogarnia człowieka szczególne uczucie, które stłumi w nim całą resztę. To umożliwia głównemu celowi modlitwy otrzymanie niezmąconej siły i to bez względu na to czy chodzi o dziękczynienie, czy o prośbę.

Ludzie ziemscy w ogóle często niewłaściwie wyobrażają sobie początek modlitwy, jej przebieg i cały dalszy rozwój. Nie każda modlitwa dotrze w pobliże Tego, który kieruje światami. Wręcz na odwrót – tylko w bardzo nielicznych wypadkach modlitwa może rzeczywiście dotrzeć aż do stopni Jego tronu. Także w tym wypadku o efekcie decyduje w największym stopniu prawo przyciągania jednorodnego.

Poważnie potraktowana, głęboko przepojona uczuciem modlitwa tym, że sama przyciąga i równocześnie jest przez jednorodność przyciągana, nawiązuje kontakt z centralą siły takiego gatunku, którym przeniknięta jest główna myśl modlitwy. Owe centrale sił można równie dobrze nazwać poszczególnymi poziomami, czy jeszcze inaczej, w gruncie rzeczy chodzi jednak ciągle o to samo.

Działanie zwrotne przyniesie potem ze sobą to, co było zgodne z głównym celem i zawartością modlitwy. Może to być spokój, siła, odpoczynek, nagłe we wnętrzu powstałe plany, rozwiązanie problemu i tak dalej. Wynikiem modlitwy zawsze będzie coś dobrego, choćby miał to być tylko większy spokój i koncentracja, które potem zawsze odnajdą wyjście z sytuacji, ratunek.

Jest także możliwe, że w ten sposób wysłane modlitwy, zwielokrotnione siłą jednorodnych z nimi central, odnajdą subtelnomaterialną drogę do takich ludzi, którzy znalazłszy się pod ich wpływem zdolni są przynieść pomoc. Tak oto modlitwa się spełni.

Jeżeli bacznie obserwujecie życie subtelnomaterialne, to wszystkie te procesy są dla was zrozumiałe. Także w tym wypadku sprawiedliwość polega na tym, że o modlitwie zawsze decyduje stan wewnętrzny modlącego się i stan ten wpływa na siłę modlitwy oraz na to, co z niej wyniknie.

Podczas olbrzymich procesów subtelnomaterialnych we wszechświecie odnajdzie każdy gatunek uczucia jednorodność, albowiem inny gatunek nie tylko nie mógłby go przyciągać, lecz działałby wręcz odpychająco. Tylko podczas kontaktu z jednorodnym następuje połączenie, a w wyniku tego także wzmocnienie.

Modlitwa zawierająca różnorodne uczucia, które pomimo swego rozproszenia niosą jeszcze w wyniku głębokiego zaangażowania modlącego się pewną siłę, będzie więc przyciągać różne uczucia i w zwrotnych skutkach przyniesie także różne spełnienia.

To, czy spełnienia te zrealizują się, zależy całkowicie od gatunku poszczególnych części modlitwy, a te z kolei mogą się wzajemnie wzmacniać lub sobie przeszkadzać. Podczas modlitwy jednak w każdym wypadku lepsze efekty przynosi wysyłanie tylko jednej myśli jako uczucia, aby nie mógł nastać chaos.

Dlatego też nie chcę, aby ludzie odmawiali modlitwę »Ojcze nasz« jako jedną całość. Podsumowałem w niej tylko to wszystko, co człowiek może dla siebie podczas poważnie potraktowanej modlitwy przede wszystkim wyprosić tak, że na pewno będzie to spełnione.

W owych prośbach zawarte są podstawy wszystkiego, co człowiek potrzebuje dla osiągnięcia swojego cielesnego zdrowia i duchowego wzlotu. Dają wszakże jeszcze więcej! Prośby te równocześnie wskazują, dokąd mają zmierzać wysiłki człowieka podczas jego ziemskiego życia. Konstrukcja owych próśb jest sama w sobie dziełem mistrzowskim.

Już tylko »Ojcze nasz« może być dla poszukującego wszystkim, jeśli człowiek zagłębi się w nim i we właściwy sposób go pojmie. Niczego innego poza modlitwą »Ojcze nasz« jemu nie potrzeba. Ona umożliwia w najbardziej zwartej formie poznanie całej Ewangelii. Kto we właściwy sposób potrafi przeżywać tę modlitwę, ten posiadł klucz do światłych wyżyn. Może ona być dla każdego dążącego wzwyż tak samo kosturem, jak światłem na drodze naprzód i wzwyż! Tak wielkie wartości w sobie ukrywa*.

Już owo bogactwo modlitwy »Ojcze nasz«, wskazuje w jakim celu ją ludziom ofiarowano. Jest ona kluczem do Królestwa Bożego ofiarowanym ludzkości przeze Mnie Jezusa! To sedno Mojego ówczesnego Przesłania. Nie chciałem jednak, abyście odmawiali ją w całości, tak, jak została podana.

Człowiek odmawiający z uwagą »Ojcze nasz« zauważy sam, do jakiego stopnia głębokość jego uczucia doznała różnych zmian i odchyleń, gdy przechodził kolejno przez poszczególne prośby. Tak będzie się działo nawet w tym wypadku, jeżeli prośby te są dla niego bardzo zwyczajne i powszednie. Przechodzenie od jednej prośby do drugiej z gorącym zaangażowaniem, które jest w wypadku modlitwy nieodzowne, po prostu nie jest dla niego możliwe!

Ja Jezus na swój sposób wszystko ludzkości ułatwiam. Właściwym określeniem w tym wypadku byłoby: Czynie wszystko »dziecinnie prostym«. Podkreślam: »Bądźcie jak dzieci!« Niech więc wasze myśli są dziecinnie proste, nie szukajcie problemów. Nigdy nie żądałbym od ludzkości czegoś tak niemożliwego, jak odmawiania z głębokim zaangażowaniem całego »Ojcze nasz«.

To powinno ludzi przekonać o tym, że chcę czegoś innego, czegoś wyższego. Nie ofiarowałem tylko prostej modlitwy, lecz ofiarowałem klucz do Królestwa Bożego!

Wielostronność modlitwę zawsze osłabia. Nawet dziecko nie przychodzi do ojca z siedmioma prośbami równocześnie, lecz zawsze tylko z tym, co najbardziej leży jemu na sercu i to bez względu na to, czy chodzi o jakieś zmartwienie, czy o prośbę.

Tak samo człowiek powinien w swym cierpieniu zwracać się z prośbą do Boga i mówić, co go gnębi. Najczęściej będzie to zawsze tylko jedna, całkiem szczególna prośba, a nie wiele próśb na raz. Także nie powinien prosić o pomoc w sprawach, które na razie go nie dręczą. Taka prośba staje się tylko formą, ponieważ człowiek nie może się w nią w swym wnętrzu wystarczająco żywo wczuć. Równocześnie osłabia także inną, może o wiele ważniejszą prośbę.

Człowiek powinien więc prosić zawsze tylko o to, co jest dla niego rzeczywiście konieczne! Unikajcie wszelkich pustych form, które zawsze rozpraszają, a z czasem prowadzą do obłudy!

Modlitwie jest potrzebna naprawdę głęboka powaga. Módlcie się więc w spokoju i czystości ducha, aby spokój ów wasze uczucia wzmocnił, a czystość mogła nadać im świetlistą lekkość, która zdolna jest wynieść modlitwę aż do wyżyn Światła, do wyżyn Czystości. Dopiero potem nadejdzie takie spełnienie, które jest dla proszącego najbardziej korzystne, które pomoże jemu podążyć naprzód w jego całym bycie!

To nie siła modlitwy potrafi tę modlitwę pchnąć wzwyż, lecz tylko czystość i wraz z nią równocześnie jej odpowiadająca lekkość. Czystość podczas modlitwy jest przecież osiągalna dla każdego człowieka, chociaż może nie w trakcie każdej modlitwy i to wtedy kiedy obudzi się w nim do życia tęsknota do proszenia. W tym celu nie potrzeba spędzać koniecznie całego życia w czystości. To nie może przeszkadzać, a unieść się, przynajmniej tu i tam przy modlitwie na sekundę w czystości swojego uczucia, może przecież każdy.

Siły modlitwy nie wspiera jednak tylko spokój i izolacja, która umożliwia głębszą koncentrację, lecz wzmacniają ją także wszystkie gwałtowne przeżycia, takie jak strach, troska lub radość.

To równocześnie nie oznacza jednak, że modlitwa spełni się za każdym razem zgodnie z ziemsko pojmowanymi wyobrażeniami i życzeniami. Jej pełne miłości spełnienie sięga o wiele dalej, a do dobra prowadzi nie ulotna ziemska chwila, lecz całość! Później często dochodzicie do wniosku, że właśnie pozorne niespełnienie prośby było jedynym właściwym i najlepszym wysłuchaniem modlitwy. Człowiek jest potem szczęśliwy, że nie działo się według życzenia, które go podczas modlitwy wypełniało.

A teraz o wstawiennictwie! Czytelnicy i słuchacze często pytają, jak może działanie zwrotne podczas wstawiennictwa odnaleźć drogę do człowieka, który sam się nie modlił, lecz za niego modlił się ktoś inny. Wskazują na to, że uczynki działania zwrotnego powracają z powrotem po utorowanej drodze do tego, kto prosił.

Nawet w tym wypadku nic nie może odchylić się od obowiązujących praw. Orędownik podczas modlitwy tak intensywnie myśli o tym, za kogo prosi, że w wyniku tego jego życzenie najpierw zakotwiczy na danej osobie, mocno się jej uchwyci i dopiero potem od niej podąża swoją drogą wzwyż. W ten sposób również może do osoby będącej celem wstawiennictwa powrócić, osoby, wokół której silne prośby proszącego stały się już wcześniej żywymi i krążą wokół niej. Przy tym wszakże podstawowym założeniem jest to, że grunt osoby, o którą w prośbach chodzi, potrafi przyjmować i w wyniku jednorodności umożliwia zakotwiczenie, że więc owemu zakotwiczeniu nie przeszkadza.

Jeżeli grunt przyjąć tego nie potrafi, a więc jeżeli jest bezwartościowy, to bezskuteczność orędownictwa jest znowu tylko godną podziwu sprawiedliwością praw Bożych, które nie mogą pozwolić, aby pomoc za pośrednictwem innej osoby połączyła się z gruntem jałowym. To, że pomoc nie może nadejść, jest wynikiem odbicia się lub ześliźnięcia zamierzonych próśb. Osoba ta nie jest godna pomocy ze względu na stan swojego wnętrza.

Także w tym samoczynnym i oczywistym procesie tkwi coś tak nieskończenie doskonałego, że zdumienie ogarnia, kiedy widzicie, jak każdy otrzymuje w absolutnie sprawiedliwy sposób tylko owoce tego, czego sam chciał!

Wstawiennictwa ziemskich ludzi orędujących bez wewnętrznych impulsów prawdziwego uczucia nie posiadają ani żadnej wartości, ani nie przynoszą wyników. Są tylko pustymi plewami.

Prawdziwe orędownictwa działają także w jeszcze inny sposób. A mianowicie wskazują drogę! Modlitwa podąża prosto w górę i wskazuje tego, kto potrzebuje pomocy. Jeżeli później po wskazanej drodze podąży poseł duchowy po to, aby pomóc, to urzeczywistnienie zależne jest także od tych samych praw wewnętrznej wartości lub miernoty, a więc od tego czy pomoc może być przyjęta, czy też musi się odbić.

Jeżeli potrzebujący pomocy ziemski człowiek w swym wnętrzu odwrócił się ku ciemnościom, to poseł śpieszący w wyniku orędownictwa z pomocą nie może nawiązać kontaktu, nie może działać i musi powrócić z niczym. Orędownictwo nie mogło więc zostać wysłuchane, ponieważ nie dopuściły do tego żywe prawa.

Jeżeli jednak istnieje ku temu odpowiedni grunt, to prawdziwe orędownictwo posiada nieocenioną wartość! Może bądź nieść pomoc, chociaż niekoniecznie o tym wie ten, dla kogo jest ona przeznaczona, bądź łączy się z modlitwą człowieka pomocy tej potrzebującego i w ten sposób wyraźnie go wspiera.

* Wykład: »OJCZE NASZ«

Dodaj komentarz

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

53.

Wiele ziemskich dzieci jest poszkodowanych i nieszczęśliwych tylko dlatego, że nie rozumieją stosunków panujących między nimi, a ich rodzicami. Sądzą, że to rodzice są odpowiedzialni za powołanie ich do ziemskiego bytu. Często można usłyszeć: »Oczywiście, że rodzice muszą się o mnie troszczyć, przecież to oni spowodowali moje przyjście na świat. To nie moja wina, że tu jestem.«

Nie można wypowiedzieć czegoś bardziej niedorzecznego. Każdy człowiek znajduje się na ziemi bądź na swą własną prośbę, bądź w wyniku swej własnej winy! Rodzice tylko umożliwiają inkarnację i nic poza tym. Każdy wcielony duch powinien odczuwać wdzięczność za to, że otrzymał tę możliwość!

Duch dziecka nie jest niczym innym, jak tylko gościem swych rodziców. Już sam ten fakt przemawia w tak wyraźny sposób, że staje się całkiem jasne, iż dziecko nie posiada wobec swych rodziców absolutnie żadnych praw! Nie posiada wobec rodziców praw duchowych! Prawa ziemskie powstały przecież tylko w wyniku działania czysto ziemskiego, ustanowionego przez państwo ładu społecznego, aby nie musiało ono przejąć konkretnych obowiązków.

Z duchowego punktu widzenia dziecko jest samodzielną osobowością! Oprócz ziemskiego ciała, które jako narzędzie potrzebne jemu jest do przejawiania się na tej gęstomaterialnej ziemi, nie przyjęło dziecko od rodziców niczego. Otrzymało więc tylko przybytek, z którego może skorzystać duch będący już wcześniej samodzielnym.

Lecz jeżeli rodzice płodzą, to biorą na siebie obowiązek zapewnienia owemu przybytkowi godziwych warunków dopóty, dopóki duch w nim usadowiony nie będzie zdolny sam się o niego zatroszczyć. To, kiedy ów czas nadejdzie, zależy od naturalnego rozwoju samego ciała. Wszystko, co rodzice oferują ponad to, jest z ich strony darem.

Dlatego dzieci powinny wreszcie raz przestać liczyć na rodziców i raczej pomyśleć o tym, aby możliwie szybko się usamodzielnić.

Oczywiście, że w tym wypadku nie decyduje to czy pracują w gospodarstwie rodziców, czy gdzie indziej. W każdym wypadku powinny jednak przejawiać aktywność, którą wszakże nie mogą być zabawy lub wypełnianie tak zwanych funkcji towarzyskich, lecz rzeczywisty i pożyteczny obowiązek, konkretna praca. Taka praca, którą musiałaby wykonywać inna osoba, specjalnie w tym celu zatrudniona, gdyby dziecko ją wykonywać przestało. Tylko w tym wypadku można mówić o pożytecznym bytowaniu na ziemi, o życiu przynoszącym dojrzałość ducha!

Kiedy dziecko zacznie pełnić takie obowiązki w gospodarstwie rodziców, bez względu na jego płeć powinni je rodzice nagradzać w taki sposób, w jaki musieliby nagradzać obcą zatrudnioną osobę. Mówiąc innymi słowy: jeżeli dziecko spełnia jakiś obowiązek, to trzeba go traktować i z nim rozmawiać jak z naprawdę samodzielnym człowiekiem.

A jeśli pomiędzy dziećmi, a rodzicami istnieją dodatkowo szczególne więzy miłości, zaufania i przyjaźni, to jest to dla obu stron tym piękniejsze, ponieważ w tym wypadku chodzi o dobrowolny kontakt, mający swoje źródło w wewnętrznym przekonaniu i dlatego cenniejszy. Chodzi wtedy o kontakt czysty i szczery, który potrwa także w zaświatach i służyć będzie wzajemnej pomocy i radości.

Różnego rodzaju tradycje rodzinne i wynikające z tego zmuszanie dzieci do czegokolwiek są czymś niezdrowym i karygodnym w momencie, kiedy dzieci przekroczyły pewną wiekową granicę.

Oczywiście, że nie istnieją nawet tak zwane prawa wynikające z pokrewieństwa, do których tak często odwołują się przede wszystkim różne ciotki, wujkowie, siostrzenice, bratankowie i wszyscy im podobni. Właśnie powoływanie się na prawa wynikające w tych wypadkach jakoby z pokrewieństwa jest godnym potępienia nawykiem, który musi wzbudzać sprzeciw każdego wewnętrznie samodzielnego człowieka.

W wyniku panujących tradycji stało to się, niestety, nawykiem do tego stopnia, że zazwyczaj nikt nie stara się nawet inaczej myśleć i pokornie, choć z wewnętrznymi oporami, temu się poddaje. Kto jednak choć raz odważy się samodzielnie myśleć, ten w głębi ducha będzie uznawać to za rzeczy tak śmieszne, tak godne pogardy, że oburzony odwróci się od takiej pretensjonalności.

Trzeba odrzucić raz na zawsze owe nienaturalne praktyki! Jak tylko w ludziach obudzi się żywszy i zdrowszy sposób myślenia, to przestaną tolerować taki nieporządek sprzeciwiający się zdrowemu rozsądkowi.

Przecież z życia zniekształconego w tak nienaturalny i gwałtowny sposób nigdy nie może powstać nic naprawdę wielkiego, ponieważ ludzi to ogranicza. Niby to drobnostka, lecz krępuje ludzi niesamowicie.

To tu musi rozpocząć się wyzwalanie, a polegać ma ono na odrzuceniu od siebie poniżających nawyków! Prawdziwa wolność polega tylko na właściwym poznaniu swych obowiązków, a to z kolei jest ściśle połączone z dobrowolnym ich spełnianiem! Jedynie spełnianie obowiązków daje prawa! To dotyczy także dzieci, ponieważ również one, jeśli spełniają sumiennie swoje obowiązki, mają swoje prawa.

Wszyscy rodzice maja jednak cały szereg ważnych obowiązków, które z prawami dzieci nie mają nic wspólnego.

Każdy dorosły człowiek powinien być świadom tego, co wynika z faktu płodzenia. Lekkomyślność i bezmyślność, jak również i niewłaściwe poglądy, zemściły się już w wystarczający sposób.

Uświadomcie sobie, że na tamtym świecie w pobliżu was jest przygotowanych wiele duchów, które czekają na możliwość ponownej inkarnacji na ziemię. Chodzi w większości wypadków o takie ludzkie duchy, które są spętane włóknami karmy i mają zamiar w nowym ziemskim życiu coś odpokutować.

Kiedy tylko nadarzy im się okazja, to od razu uchwycą się w miejscach, w których doszło do aktu płodzenia i czekają, aż dojrzeje nowe ludzkie ciało, w którym mogłyby zamieszkać. Podczas owego czekania dochodzi do łączenia się nowopowstających subtelnomaterialnych włókien młodego ciała i ducha wytrwale przebywającego w bezpośredniej bliskości przyszłej matki i włókien łączących matkę z czekającym duchem. Po osiągnięciu określonego stadium dojrzałości płodu włókna te odgrywają rolę pomostu, po którym obcy duch z zaświatów wchodzi do młodego ciała i od razu zajmuje go dla siebie.

Przychodzi w ten sposób obcy gość, który swoją karmą może spowodować wychowawcom niemałe kłopoty! Obcy gość! Jakże nieprzyjemna myśl! Człowiek powinien o tym nieustannie pamiętać i nigdy nie powinien zapomnieć, że może współdecydować o tym, który z czekających duchów zostanie wybrany, jeżeli lekkomyślnie nie zmarnuje czasu, w którym inkarnacja się odbywa.

Wcielenie jednakże podlega prawu przyciągania tych samych gatunków. Biegunem magnetycznym nie zawsze jednak musi być jednorodność jednego z rodziców, lecz często jest nim jakiś człowiek przebywający nieustannie w okolicy przyszłej matki.

Znajomość tych praw i świadome kierowanie się nimi może zapobiec licznym tragediom, lecz jak na razie ziemscy ludzie podchodzą do tych spraw bardzo lekkomyślnie i niefrasobliwie. W owym tak bardzo ważnym dla nich okresie uczestniczą w towarzyskich zabawach, zapraszają do swego domu przeróżne towarzystwo i nie troszczą się zbytnio o to, co ważnego szykuje się w tym czasie, aby później mogło to z wielką siłą wpłynąć na przebieg całego ich życia.

A przecież ludzie powinni wieloma sprawami świadomie kierować za pośrednictwem modlitwy wypływającej z nieustannych gorących życzeń. Mogliby w ten sposób osłabiać zło i wzmacniać dobro. Obcy gość, który do nich zawita w postaci dziecka, należałby do gatunku mile widzianego pod każdym względem! Ludzie ziemscy zbyt wiele rozmawiają o wychowywaniu dziecka przed jego narodzinami. Jak zawsze, także tu tylko w połowie pojmują skutki przejawiające się na zewnątrz.

Jak często to się zdarza, także w tym wypadku wnioski wyciągnięte z ich obserwacji są błędne. Wychowywanie przed narodzeniem jest absolutnie niemożliwe, zawsze jednak istnieje możliwość wpływania na przyciąganie, jeżeli dzieje się tak we właściwym czasie i z całą powagą! To przecież różnica, ponieważ w ten sposób można osiągnąć o wiele więcej niż przy pomocy jakiegokolwiek wychowywania przed narodzinami.

Kto wie już, o co chodzi, a jednak nadal łączy się bezmyślnie i lekceważąco, ten zasługuje na to, aby w jego najbliższą okolicę wdarł się ludzki duch, który może przynosić tylko niepokój, a nawet zło.

Dla duchowo wolnego człowieka nie powinno być płodzenie niczym innym, jak tylko dowodem na jego gotowość do przyjęcia na stałe do swojej rodziny jako gościa obcego ludzkiego ducha, aby dać jemu okazję do uwolnienia się na ziemi od starych włókien i do dojrzewania. Okazja do płodzenia powinna nastąpić tylko tam, gdzie obie strony są tego świadome i gorąco sobie tego życzą.

Patrzcie wreszcie na rodziców i dzieci tylko z punktu widzenia powyżej opisanej rzeczywistości, a wiele zmieni się samo przez się. Wzajemne odnoszenie się do siebie, wychowywanie i w ogóle wszystko stanie w ten sposób na innych, poważniejszych w porównaniu z dotychczas panującymi w tak licznych rodzinach, podstawach. Wzajemne względy i poszanowanie zaczną odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Świadomość samodzielności i dążenie do bycia odpowiedzialnym za cokolwiek przejawi się w naturalnym społecznym wzlocie narodu.

Lecz także dzieci wkrótce odzwyczają się od roszczenia sobie wobec rodziców praw, które nigdy nie istniały.

Dodaj komentarz

MAŁŻEŃSTWO

MAŁŻEŃSTWO

52.

Małżeństwa zawiera się w niebie! Zdanie to wypowiadane jest często przez małżonków w gniewie i rozgoryczeniu. Używa go jednak także wielu takich, którzy w swej obłudzie mają do owego nieba bardzo daleko. W wyniku tego naturalną reakcją na to powiedzenie jest obojętne wzruszenie ramion, uśmiech lub nawet szyderstwo i kpiny.

Jeżeli człowiek spojrzy uważniej na wszystkie małżeństwa, które w ciągu lat poznał w swoim bliższym i dalszym otoczeniu, to reakcję tę zrozumie. Prześmiewcy mają rację. Lecz jeżeli już się śmiać, to nie z powiedzenia, a z owych małżeństw! To im prawem należą się nie tylko kpiny, lecz nawet pogarda.

Małżeństwa w dzisiejszej postaci oraz te, zawierane setki lat temu, przynoszą wstyd i hańbę na początku przytoczonemu powiedzeniu. Dzisiaj już nikt w nie nie wierzy. Poza kilkoma bardzo rzadkimi wyjątkami jest małżeństwo stanem dosłownie niemoralnym, którego w dodatku nie można szybko ukończyć, aby ratować tysiące ziemskich ludzi przed ową hańbą, do której zgodnie z dzisiejszym obyczajem ślepo pędzą. Myślą, że nie może być inaczej, ponieważ taki jest zwyczaj. W dodatku trzeba się liczyć z tym, że właśnie w dzisiejszych czasach wszystko stopniuje się aż do granic bezwstydności, aby zmącić i zdusić w zarodku każde czyste uczucie. Nikt nie zastanawia się nad tym, że powinien przejawiać szacunek dla ciała i w ten sposób uczynić z osobowości to, czym osobowość ma być, czym być może i czym być musi.

Ciało w takim samym stopniu, co duch, powinno być dla człowieka czymś bardzo cennym i dlatego także nietykalnym. Czymś, czego nie używa się jako wabika ani nie wystawia na pokaz. Dlatego na ziemi nawet pod tym względem nie można oddzielać ciała od ducha. Jedno i drugie trzeba tak samo ochraniać i czcić, jak coś nietykalnego, jeżeli mają w ogóle mieć jakąś wartość. W przeciwnym razie, podobnie jak w wypadku starego ubrania, od którego można się tylko zabrudzić, nie mają żadnej wartości i zasługują tylko na to, aby rzucić je w kąt na użytek pierwszego lepszego handlarza starzyzną.

W dzisiejszych czasach ziemię nachodzą tłumy owych handlarzy i mają oni do dyspozycji całe stosy takiego śmiecia. Na każdym kroku natykają się na zwały szmat, które na nich już czekają. A handlarzy tych jest już bardzo dużo. To narzędzia ciemności, wysłańcy, którzy z chciwością zagarniają tanią zdobycz, aby móc porywać ją w coraz głębsze przeżycia tego co uczynili w całym swoim bycie. Nad ofiarami tymi zapanuje w końcu nieprzenikniona noc i już nigdy nie będą mogły odnaleźć drogi ku Światłu lecz trafią do leja rozkładu.

Nic dziwnego więc, że jeśli ktoś usłyszy poważną wzmiankę na temat zawierania małżeństw w niebie, to zaczyna się śmiać!

Śluby cywilne niczym nie różnią się od zimno skalkulowanej operacji handlowej. Nowożeńcy nie biorą ślubu po to, aby z powagą poświęcić do wspólnej pracy, która uwznioślałaby wewnętrzne i zewnętrzne wartości obojga uczestników, dziełu, które pomogłoby im wspólnie podążać ku szlachetnym celom i które by się tak stało błogosławieństwem dla nich samych, dla ludzkości i dla całego stworzenia. Nie, ślub jest dla nich tylko umową, która gwarantuje im zabezpieczenie materialne, aby oboje mogli oddawać się pozbawionemu wyrzutów sumienia spółkowaniu cielesnemu.

W tym układzie kobieta staje na pozycji, która ją poniża. W osiemdziesięciu na sto przypadków wynajmuje się lub sprzedaje mężczyźnie. Mężczyzna nie szuka w niej równego jemu partnera, lecz patrzy na nią jak na eksponat wystawowy widząc w niej jeszcze tanią i chętną gospodynię, która zadba o wygodne mieszkanie i z którą może, udając cnotliwego, wspólnie ukoić swoje żądze.

Bardzo często zdarza się, że młode dziewczyny pod byle błahym pozorem opuszczają dom po to tylko, aby zawrzeć małżeństwo. Warunki panujące w ojcowskim domu często przestają im odpowiadać i zaczynają szukać warunków, w których mogłyby same podejmować decyzje. Inne znów pociąga wyimaginowany obraz bujnego życia młodej pani lub nawet możliwość lepszych warunków materialnych.

Tak samo zdarza się, że młode dziewczyny wychodzą za mąż z przekory po to, aby kogoś innego tym rozgniewać. W grę także wchodzi zaspokajanie instynktów cielesnych, które zbyt wcześnie zareagowały pobudzone niewłaściwą lekturą, wątpliwej jakości igraszkami i zostały jakby sztucznie wyhodowane.

Wypadki, w których dziewczyna decyduje się na ów najważniejszy w jej ziemskim życiu krok pod wpływem prawdziwej, wypływającej z ducha miłości, są nader rzadkie. Wspierane gorliwymi argumentami rodziców są po prostu »zbyt sprytne«, aby dać się kierować czystszymi uczuciami. Lecz to właśnie ów »spryt« uczyni je nieszczęśliwymi. Takie kobiety część haraczu płacą już podczas trwania małżeństwa. I to naprawdę tylko część! Dopiero o wiele później gorzko przeżyją skutki zwrotne, które pojawią się jako wynik takich wątpliwej jakości małżeństw. Przecież złe w nich jest przede wszystkim to, że w lekkomyślny sposób marnuje się możliwość wzlotu.

Tak więc, zamiast realizować rzeczywisty cel indywidualnego bytu, całkowicie marnuje się wiele ziemskich żywotów. To wręcz wielki krok wstecz, który trzeba później z ogromnym wysiłkiem nadrobić.

Jakże inaczej sprawy wyglądają w wypadku zawarcia małżeństwa na właściwych podstawach, w wypadku małżeństwa, które rozwija się harmonijnie! Radośnie, dobrowolnie służąc jeden drugiemu wspólnie uszlachetniają swego ducha. Ręka w rękę, z uśmiechem spoglądają w twarz ziemskim kłopotom. Dopiero takie małżeństwo jest zyskiem dla całego bytu. A w szczęściu zawarty jest rozmach nie tylko jednostki, lecz także całej ludzkości!

Dlatego biada rodzicom, którzy kierowani rozumem starają się namawianiem, podstępem lub siłą wpędzić swoje ziemskie dzieci w wątpliwe związki małżeńskie. Ciężar odpowiedzialności, sięgającej w tym wypadku nie tylko ich ziemskiego dziecka, przygniecie ich prędzej lub później tak dotkliwie, że cieszyliby się, gdyby nigdy przedtem nie przychodziły im do głowy tak »fantastyczne« pomysły.

Jeżeli chodzi o ślub kościelny, to ten z kolei traktowany jest przez wielu tylko jako część czysto świeckiej ceremonii ślubnej. Same Kościoły poprzez swych przedstawicieli używają słów: »Co Bóg połączył, niech człowiek nie rozłącza!«

Religijne obrzędy opierają się na poglądzie, że podczas ceremonii ślubnej łączy obu małżonków sam Bóg. Kto uważa siebie za »postępowego«, ten powyższym słowom nadaje taki sens: ślub kościelny połączył dwoje ludzi przed obliczem Boga. Taka interpretacja zawiera w sobie niewątpliwie odrobinę więcej logiki.

Nie tak powinno się jednak tłumaczyć owe słowa! One chcą powiedzieć zupełnie co innego! Opierają się na fakcie rzeczywistego zawarcia ślubu w niebie.

Jeżeli ze słów tych wykluczymy wszystkie fałszywe pojęcia i interpretacje, to nie pozostanie nic, z czego można by było się śmiać lub drwić. Poważny, prawdziwy i niezmienny sens tych słów jawi się wtedy całkiem jasno. Wypływa z tego w całkiem naturalny sposób wniosek, że małżeństwo to coś zgoła innego niż to, co nazywacie małżeństwem obecnie. Oznacza to, że ślub można zawrzeć tylko w oparciu o całkowicie inne założenia, posiadając całkiem inne poglądy i przekonania oraz mając zupełnie czyste zamiary.

Słowa »Małżeństwa zawierane są w niebie« wskazują przede wszystkim na fakt posiadania przez człowieka już w momencie wejścia w ziemskie życie konkretnych cech, które mogą rozwijać się harmonijnie tylko w obecności ludzi posiadających znów odpowiednie ku temu cechy. Cechy te nie są jednak identyczne z cechami partnera, lecz takie, które je dopełniają i w ten sposób czynią je pełnowartościowymi.

Jeśli są w ten sposób pełnowartościowe, to potem wszystkie struny brzmią w harmonijnym akordzie. Inaczej mówiąc, jeżeli jedna strona uczyni stronę drugą stroną pełnowartościową, to również strona druga, która do niej należy, jest pełnowartościowa, a w ich wspólnym życiu i wspólnym działaniu rozbrzmiewa ów harmonijny akord. Takim jest małżeństwo zawarte w niebie.

To jednak nie oznacza, że człowieka dopełnia w harmonijnym małżeństwie tylko jeden, całkiem konkretny inny ziemski człowiek. Najczęściej chodzi o kilku ludzi zdolnych dopełniać go wewnętrznie.

Nie powinniśmy więc bynajmniej wędrować dziesiątki lat po świecie, aby odnaleźć drugą część, która by do nas rzeczywiście pasowała i dopełniała nas we właściwy sposób. Wystarczy podchodzić do tego z odpowiedzialnością temu należną, mieć otwarte oczy i serce, i być czujnym, a przede wszystkim nie dbać o to wszystko, co do tej pory było uważane za podstawy zawarcia małżeństwa. Właśnie to, co dziś obowiązuje, nie powinno być.

Wspólna praca i wysoko postawione cele są niezbędnymi warunkami potrzebnymi do życia w zdrowym małżeństwie. Są tym samym, czym jest ruch i świeże powietrze dla zdrowia cielesnego. Kto oczekuje, że małżeństwo przyniesie mu tylko wygodne i możliwie beztroskie życie i w oparciu o takie właśnie podstawy stara się wspólne życie wybudować, ten wkrótce doczeka się tylko masy niezdrowych spraw i wszystkiego, co im towarzyszy. A więc wstępujcie nareszcie w związki małżeńskie, które zawarte są w niebie. Potem szczęście was odnajdzie!

Zawarcie małżeństwa w niebie oznacza, że obaj małżonkowie zostali dla siebie z góry wybrani już przed wejściem lub w trakcie wejścia w to ziemskie życie. Lecz ów wybór tkwi tylko w cechach, które ze sobą przynieśli i którymi obaj nawzajem doskonale się dopełniają. Tacy ludzie są sobie przeznaczeni.

A że tak właśnie jest, można po prostu wyrazić w słowach: »Pasują do siebie«. To z kolei oznacza, że naprawdę się dopełniają. Na tym polega przeznaczenie.

»Co Bóg złączył, niechaj człowiek nie rozłącza.«

Niezrozumienie Moich słów było przyczyną wielu nieszczęść. Wielu do tej pory sądziło, że słowa »Co Bóg złączył« oznaczają ślub. Ten jednak nie miał prawie nic wspólnego z sensem owych słów. »Co Bóg złączył« oznacza związek spełniający warunki potrzebne do doskonałej harmonii i właśnie taki związek zawarty został w niebie. Czy ślubu udzielił Kościół, czy urząd cywilny, niczego w tym nie zmienia.

Oczywiście, że trzeba się w tym wypadku dostosować do praw i przyzwyczajeń panujących w społeczeństwie. Jeżeli po ślubie w urzędzie cywilnym odbędzie się jeszcze dodatkowo ślub według obrządku którejkolwiek z istniejących w tym czasie religii i to z należną jemu pobożnością, to wtedy związek ten naturalnie zostanie o wiele bardziej uświęcony dzięki wewnętrznemu nastawieniu osób w tym uczestniczących. Uświęcenie to przyniesie małżonkom rzeczywiste i mocne duchowe błogosławieństwo. Takie małżeństwo naprawdę połączone jest przez Boga i przed Bogiem i zawarte w niebie.

Teraz nastanie ostrzeżenie: »Niechaj człowiek nie rozłącza!« Jak bardzo wzniosły sens także tych słów został wypaczony.

A prawda jest przecież tutaj tak prosta! Gdziekolwiek istnieje związek, który został zawarty w niebie, czyli związek, w którym dwoje ludzi dopełniają się nawzajem w absolutnie harmonijnym akordzie, tam nikomu trzeciemu nie wolno próbować związku tego rozbić. Takie zuchwalstwo byłoby grzechem bez względu na to, czy celem tego działania było spowodowanie niezgody, uniemożliwienie zawarcia związku, czy też jego rozłączenie. Byłoby to bezprawie ciężko doświadczające winowajcę w swym zwrotnym działaniu. Albowiem poszkodowanych w tym wypadku jest dwoje ludzi, a wraz z nimi także błogosławieństwo, które płynęłoby z ich szczęścia w świat gęstomaterialny oraz subtelnomaterialny.

W słowach tych tkwi prosta i dla wszystkich widoczna prawda. Wyżej wymieniona przestroga ma chronić tylko związki spełniające powyższe warunki, a więc związki zawarte w niebie, potwierdzone cechami ducha, które przyniesione przez dwoje ludzi nawzajem się dopełniają.

Takim ludziom nie powinien przeszkadzać nikt trzeci, nawet rodzice! Nikomu z dopełniającej się pary nie wpadnie do głowy myśl o rozłące. Harmonia, którą włożył w nich Bóg, polega na wzajemnym dopełnianiu cech swego ducha i harmonia ta nie pozwoli, by myśl taka powstała. W ten sposób ich małżeństwo już z góry ma zabezpieczone szczęście i stałość uczuć.

Jeżeli jeden z małżonków proponuje rozwód, to udowadnia tym najlepiej, że podstawą małżeństwa nie jest potrzebna harmonia, a więc że małżeństwo to nie mogło być zawarte w niebie. W takim wypadku małżeństwo powinno się bezwarunkowo rozejść, aby wzmocnić poczucie moralnej wartości obu małżonków żyjących na tak niezdrowym poziomie.

Takich niewłaściwych małżeństw jest dziś ogromna większość. Winę za taki smutny stan ponosi tak moralny upadek ludzkości, jak dominujące czczenie rozumu.

Rozłączanie tego, co Bóg połączył, nie dotyczy jednak tylko małżeństwa, lecz również poprzedzającego je zbliżania się do siebie dwóch duchów przejawiających harmonię wynikającą z wzajemnego dopełniania się, a więc duchów sobie przeznaczonych. Jeżeli także w tym wypadku ktoś trzeci stara się rozbić lub przynajmniej oszczerstwami oczernić taki związek, to już sam zamiar dokonania tego jest równoznaczny z rozbijaniem małżeństwa.

Sens słów »Co Bóg złączył, niechaj człowiek nie rozłącza!« jest tak jasny i prosty, że trudno pojąć, jak mogło dojść do tak wielkiego ich wypaczenia. Możliwe to było tylko dlatego, że człowiek błędnie oddzielił świat ducha od świata ziemskiego i w ten sposób mogło dojść do głosu ograniczone rozumowe pojmowanie, które jeszcze nigdy nie przyniosło czegoś naprawdę wartościowego.

Słowa te były dane z duchowości i dlatego tylko z duchowości może nadejść ich właściwe wytłumaczenie!

Dodaj komentarz

CZUWAJ I MÓDL SIĘ!

CZUWAJ I MÓDL SIĘ!

51.

Jakże często ziemscy ludzie używają owych słów Moich Syna Bożego jako przyjacielskiej rady i przestrogi. Przy tym ani ten, kto ową radę daje, ani osoba ją przyjmująca nie stara się zastanowić nad tym, co właściwie słowa te oznaczają.

Co znaczą słowa »modlić się«, wie każdy ziemski człowiek lub, prawdę powiedziawszy, mniema, że wie, chociaż w rzeczywistości tego nie wie. W taki sam sposób mniema, że wie, co oznacza »czuwaj«, a jednak od prawdziwego sensu tych słów dzieli go jeszcze bardzo wiele.

»Czuwajcie i módlcie się« to w obrazie podane ostrzeżenie, aby ożywić zdolność odczuwania, a więc czynność ducha! Ducha we właściwym sensie tego słowa, a więc nie pracy mózgu, ponieważ żywy ludzki duch przejawia się tylko i wyłącznie poprzez uczucie. Duch człowieka, to znaczy pierwotne sedno człowieka, które na drodze przez późniejsze stworzenie sformowało się we właściwe »ja«, nie przejawia się w żaden inny sposób.

»Czuwaj i módl się« nie jest więc niczym innym, jak tylko żądaniem, aby ziemski człowiek wysubtelnił i wzmocnił swoją zdolność odczuwania. Jest to równoznaczne z ożywieniem ducha, owej jedynej wiecznej wartości człowieka. Tylko duch może powrócić do raju, skąd wyszedł. Powrócić do raju musi, bądź to pod postacią ducha dojrzałego, który posiada świadomość samego siebie, bądź też pod postacią ducha, który stał się znów nieświadomy, czyli albo jako żywe »ja«, które dążyło do Światła i stało się w stworzeniu pożyteczne, albo jako rozerwane, martwe »ja«, jeżeli duch stał się w stworzeniu niepotrzebny.

Kiedy więc Ja Syn Boży napominam »Czuwaj i módl się«, to ludzkość na ziemi otrzymuje w ten sposób jedno z najpoważniejszych ostrzeżeń. Równocześnie jest to surowe zwrócenie uwagi na to, aby ludzie starali się być w stworzeniu pożyteczni. Tak mogliby uniknąć potępienia, które w przeciwnym wypadku dosięga ich już dziś według samoczynnie działających w stworzeniu praw Bożych.

Spójrzcie na kobietę! Kryje w sobie, niczym najcenniejszy skarb żeńskości, tak wielką delikatność uczuć, jakiej nie jest zdolny okazać żaden inny twór. Dlatego w stworzeniu powinno się mówić tylko o szlachetnej żeńskości, ponieważ żeńskość kryje w sobie najpotężniejsze dary, pomagające urzeczywistnić wszelkie dobro.

W ten sposób jednak także największa odpowiedzialność spoczywa na barkach kobiety. To dlatego Lucyfer atakował wraz z całą swoją sforą przede wszystkim kobietę, aby móc podporządkować sobie całe stworzenie.

I niestety, u kobiety późniejszego stworzenia Lucyfer natrafił na zbyt podatny grunt. Z błyskiem w oczach wybiegała mu naprzeciw i swym zachowaniem, które czyste pojęcia obracało w zakłamane karykatury, zatruwała całe późniejsze stworzenie. W wyniku tego wśród wszystkich ludzkich duchów zapanował chaos.

Czysty kwiat szlachetnej żeńskości, korona tego późniejszego stworzenia, pogrążył się z własnej winy i pod wpływem kusiciela szybko zmienił się w jadowite zielsko, które ozdobione połyskującymi barwami wabi kuszącym zapachem wszystko do miejsc, w których ono samo czuje się świetnie – w trzęsawisko, w którym ugrzęzną wszyscy przywabieni.

Biada kobiecie! Ponieważ powierzono jej to najcenniejsze, a ona tego we właściwy sposób nie wykorzystała, dosięga już dziś uderzenie miecza Bożej Sprawiedliwości najpierw jej karku, ponieważ nie zdecydowała się pójść w pierwszych szeregach ziemskiej ludzkości dążącej do koniecznego wzlotu i opuszczającej ruiny walącej się budowli, która opierała się na wypaczonych poglądach, będących wynikiem podszeptywania Lucyfera. Kobieta może i mogła podjąć taką decyzję, ponieważ aktywność duchowego odczuwania jest jej podstawową cechą.

Ziemska kobieta zamieniła wzorowe dążenie do osiągnięcia drogocennego białego kwiatu szlachetnej czystości na chęć podobania się i próżność, które to cechy mogła w pełni wykorzystać podczas życia towarzyskiego wypielęgnowanego aż do przesady.

Kobieta dobrze wyczuwała, że traci przy tym prawdziwą ozdobę żeńskości i sięgała w stronę tego, co w zamian zaproponowały jej ciemności. Namiastkę odnalazła w ofiarowywaniu swych cielesnych wdzięków, stając się bezwstydną niewolnicą mody. Tak postępując pogrążała się w coraz większych głębinach i pociągała za sobą także mężczyzn drażniąc ich instynkty, co stało się nieuniknioną przeszkodą ich duchowego rozwoju.

W ten sposób wszakże kobiety wyhodowały w sobie zalążek zniszczenia, który podczas sądu, który już się zakończył, przyniósł im w swym zwrotnym działaniu zagładę. Tak jest ze wszystkimi błądzącymi kobietami, które stały się w stworzeniu zgniłymi owocami niezdolnymi przetrzymać przejawiających się z wielkim hukiem oczyszczających szkwałów i burz.

Niech nikt nie brudzi sobie rąk pomagając w niedoli tym, które kłaniają się idolowi próżności i pychy, kiedy będą chwytać się waszych rąk, aby wydostać się z ciężkich opresji. Odepchnijcie je i pozwólcie im się pogrążać, albowiem nie ma w nich żadnej wartości, która mogłaby dopomóc przy obiecanym budowaniu nowego w obecnym Królestwie Tysiącletnim.

Kobiety nie widzą śmieszności i pustki swego postępowania. Lecz ich obelżywe drwiny wymierzone w niewielką garstkę tych, które starają się zachować dla samych siebie prawdziwą kobiecą przyzwoitość i czystość, i które nie pozwoliły, aby zdeptano w nich resztki delikatnej wstydliwości będącej najpiękniejszą ozdobą każdej dziewczyny i kobiety, owe drwiny bardzo szybko w nich zamieniają się w okrzyki bólu i milkną!

Kobieta późniejszego stworzenia stoi obecnie jak na ostrzu noża, ponieważ obdarzono ją tak wzniosłymi cechami. Teraz wreszcie rozlicza się z tego, jak z darów tych korzystała. Podczas obecnego rozliczenia nie są możliwe jakiekolwiek wymówki! Za późno również na to, aby się zmieniła lub poszła inną drogą, ponieważ czas na to przeznaczony już minął. Wszystkie powinny pomyśleć o tym wcześniej i uświadomić sobie, że ich poglądy nie mogły przeciwstawiać się niezmiennej Woli Bożej, w której zawarta jest tylko przejrzysta jak kryształ czystość.

Kobieta przyszłości wszakże, która potrafi uratować siebie i swoją wartość w samym środku obecnego rozpustnego życia, podobnego do życia Sodomy i Gomory, a potem także i ta, która się odrodzi, uczyni z żeńskości nareszcie kwiat, do którego każdy będzie mógł zbliżyć się tylko z uświęconą nieśmiałością i najczystszym szacunkiem. Będzie potem taką kobietą, która żyje według Woli Bożej, co znaczy, że będzie stała w stworzeniu, niczym promienna korona, jak stać może i jak stać powinna. Będzie rozpromieniać wszystko wibracjami przyjmowanymi ze światłych wyżyn i będzie zdolna przekazywać wibracje te dalej, stale jasne i bez zanieczyszczeń. A wszystko to siłą swojej zdolności, która jest zakotwiczona w delikatnym wyczuwaniu prawdziwej żeńskości.

Słowa Moje Syna Bożego »Czuwajcie i módlcie się« będą ucieleśnione w każdej przyszłej kobiecie tak, jak powinny już być ucieleśnione w każdej kobiecie dzisiejszej. Jeśli kobieta dąży do czystości i zmierza ku Światłu, to w wibracjach jej zdolności odczuwania zawarte jest tak nieustanne czuwanie, jak również najpiękniejsza modlitwa, która jest miła Bogu!

Takie wibracje pozwalają przeżywać pełną dziękczynienia radość! I to jest właśnie ta modlitwa, jaka ma być! Wibracje te są wszakże równoznaczne ze staniem na straży, a więc z czuwaniem! Albowiem wszystko wstrętne, co chciałoby się zbliżyć oraz każde złe chcenie, zostaje odkryte i zauważone przez te wibracje delikatnego uczucia jeszcze wcześniej niż może sformować się w myśli. Potem kobieta może łatwo obronić się już zawsze w porę, jeśli tylko sama nie chce inaczej.

Pomimo tego, że wibracje te są tak delikatne, to jest w nich i tak zawarta siła zdolna wszystko w stworzeniu przekształcać. Nie istnieje nic, co mogłoby się jej oprzeć; albowiem siła ta zawiera w sobie Światło, a tym samym także życie!

O tym Lucyfer wiedział bardzo dobrze! Dlatego też ze swymi atakami i kuszeniem zwrócił się głównie przeciwko wszystkim kobietom! Wiedział, że z chwilą kiedy pozyska kobietę, będzie panował nad wszystkim. I niestety, niestety, udało mu się to, jak może dziś każdy wyraźnie widzieć, kto widzieć chce!

Dlatego wołanie Światła skierowane jest w pierwszym rzędzie znów w stronę kobiety! Kobieta musi teraz poznać, na jak niski stopień upadła. I pozna, nawet wtedy gdyby… nie pozwoliła na to jej próżność. Lecz ta pułapka Lucyfera trzymała całą żeńskość w okowach, trzymała tak mocno, że ta już nie mogła Światła poznać, ba, nawet poznać nie chciała! I nie chce, ponieważ dzisiejsza nowoczesna kobieta nie może wyrzec się lekkomyślnych igraszek, chociaż w głębi ducha już podejrzewa, co w ten sposób utraciła. Wręcz bardzo dobrze o tym wie! I żeby zagłuszyć owe ostrzegawcze przeczucie, które równe jest poznaniu, rzuca się, niczym smagana batem, w wir innego paradoksu: Pragnie stać się amazonką i to nie tylko w pracy, lecz także całą swą istotą!

Czyni tak, zamiast nawrócić się w stronę prawdziwej żeńskości, w stronę najbardziej cennego skarbu całego stworzenia, a tym samym w stronę zadania, które Światło jej wyznaczyło!

To ona ograbia mężczyzn z wszelkiej ich uświęconej szlachetności i w ten sposób przeszkadza im rozwinąć czysto męskie cechy.

Tam, gdzie mężczyzna nie może spoglądać na kobietę przedstawiającą prawdziwą żeńskość, tam nie może rozkwitać naród ani lud!

Tylko prawdziwa, najczystsza żeńskość zdolna jest mężczyznę obudzić i doprowadzić do wielkich czynów. Nic poza tym. I to według Woli Bożej jest zadaniem kobiety w stworzeniu. Albowiem tak uskrzydla naród, ludzkość, ba, nawet całe późniejsze stworzenie; przecież tylko kobieta posiada ową niezmierną moc delikatnego oddziaływania! To moc zwycięska, moc, której nie można się oprzeć, a jeżeli kierują nią najczystsze zamiary, to spoczywa na niej błogosławieństwo Boże. Nic jej nie dorówna, ponieważ wszędzie, dokąd dotrze oraz w każdym swym przejawie szerzy najczystsze piękno!

Dlatego oddziaływanie kobiety powinno przenikać przez całe stworzenie, odświeżać je, wzmacniać i ożywiać, ma być podobna do powiewu z utęsknionego raju.

Lucyfer więc w pierwszym rzędzie chytrze i podstępnie sięgnął po najwspanialszą z pereł ofiarowanych wam przez Stwórcę. Doskonale przy tym wiedział, że w ten sposób naruszył wszelkie oparcie w waszym dążeniu do Światła! Kobieta bowiem ma w sobie tajemniczy skarb, zdolny obudzić w stworzeniu czystość i szlachetność myśli, spowodować gwałtowną inwencję twórczą i pobudzić do najbardziej szlachetnych czynów, lecz… tylko wtedy, jeśli kobieta jest taka, jaką chciał ją mieć Stworzyciel, kiedy tak sowicie obsypał ją owymi darami.

A wy dałyście się zbyt łatwo oszukać! Poddałyście się kuszeniu całkiem bez walki. Jako chętna służka Lucyfera wykorzystywała kobieta piękne dary Boże w wypaczony sposób i tym pomagała ciemnościom w opanowaniu całego późniejszego stworzenia.

Wszystko, co w tym stworzeniu powinno było powstać ku radości i szczęściu wszelkich tworów, zamieniło się w odrażające karykatury! Wszystko to wprawdzie powstało, lecz pod wpływem Lucyfera zostało zmieniane, wypaczane i fałszowane!

A kobieta późniejszego stworzenia chętnie pośredniczyła w tym wszystkim! Na światłych podstawach czystości wybudowała grzęzawisko zionące mamiącymi oparami. Promienny entuzjazm zamieniła na opętanie zmysłami. Teraz chcecie walczyć, lecz przeciw wszystkiemu, czego Światło żąda! W ten sposób chcecie nadal trwać w lekkomyślnym samolubstwie, którym się upajacie!

Pozostało już mało kobiet, które zdolne są wytrzymać jasne spojrzenie. Większość z nich przejawia się jak trędowate, których uroda, a więc prawdziwa żeńskość, została już uszkodzona, a tego nigdy nie da się odtworzyć. Wiele z nich, jeśli będą mogły być uratowane, ogarnie wstręt do samych siebie i już po nie wielu dniach przypomną sobie wszystko, co teraz według nich jest dobre i piękne. Będzie to jak przebudzenie z najgorszego koszmarnego snu!

I tak, jak kobieta potrafi porwać za sobą w głębiny całe późniejsze stworzenie, tak posiada również siłę potrzebną do jego wydźwignięcia i wspierania, ponieważ mężczyzna pójdzie tą samą drogą, co ona.

Już wkrótce po oczyszczeniu nadchodzi czas, w którym można będzie radośnie zawołać: »Spójrzcie, oto taka kobieta, jaka powinna być, to prawdziwa kobieta w całej swej wzniosłości, najszlachetniejszej czystości i mocy.« Przy jej boku będziecie potem przeżywać Moje słowa Chrystusa: »Czuwajcie i módlcie się« całkowicie naturalnie i w najpiękniejszej formie!

Dodaj komentarz

FORMY MYŚLI

FORMY MYŚLI

50.

Usiądźcie w którejś z kawiarni lub w innym lokalu i zwróćcie swoją uwagę na otaczających was ziemskich ludzi przy stolikach. Obserwujcie, w jaki sposób spędzają swój wolny czas, o czym rozmawiają. Idźcie do domów, obserwujcie swoje najbliższe otoczenie podczas odpoczynku, kiedy wszystkie ważne sprawy są już załatwione.

Przerażenie was ogarnie, gdy uświadomicie sobie pustkę i jałowość zawartą w rozmowach, które nie są związane z pracą zawodową. Poznacie, jak jałowe są ich myśli i jak niesamowicie wąskie są horyzonty ich zainteresowań. Dotrze do was nagle straszliwa płytkość takich rozmów, a obserwując nadal uważnie poczujecie nagle do owych rozmów wstręt.

Do tych kilku wyjątków, które przy tym spotkacie, do owych ludzi, których słowa są w chwili odpoczynku przeniknięte tęsknotą do doskonalenia ducha, będziecie podchodzić, jak do samotnych obcych zagubionych w wirze powszedniego życia.

Właśnie w tzw. chwilach wolnych od codziennych zajęć można najłatwiej poznać prawdziwe wnętrze człowieka. Gdy przerwane zostaną jego rutynowe zajęcia, odpadnie równocześnie zewnętrzne oparcie o formy specyficznego zakresu zainteresowań i wiadomości. To, co potem pozostaje, jest rzeczywistym człowiekiem. Obserwujcie go nie angażując się i wsłuchajcie się w to, co mówi. Po bardzo krótkiej chwili swoją obserwację przerwiecie, ponieważ stanie się ona dla was nie do zniesienia.

Kiedy uświadomicie sobie, jak wielu ziemskich ludzi właściwie nie różni się niczym od zwierząt, ogarnie was głęboki smutek. Nie są wprawdzie tak tępi, są bardziej rozumni, lecz w gruncie rzeczy są tym samym, co zwierzęta. Z klapkami na oczach jednostronnie idą przez życie na ziemi widząc tylko to, co materialne. Troszczą się o jedzenie i picie, o większe lub mniejsze gromadzenie ziemskiego majątku, zabiegają o przyjemności cielesne. Myślenie o czymś, co jest niewidzialne, traktują jak stratę czasu, który według ich mniemania można wykorzystać o wiele lepiej w wirze rozrywek i zabaw.

Nie mogą pojąć i także nigdy nie pojmą, że ziemskie życie wraz ze wszystkimi swoimi korzyściami i radościami dopiero wtedy otrzymuje właściwą treść, jeżeli człowiek chociaż trochę poznał subtelnomaterialność, która także jest częścią życia, a kiedy wie o działaniu zwrotnym, które łączy go ze światem subtelnomaterialnym, przestaje mieć wrażenie, że wydany jest na łaskę przypadku. Lecz większość ziemskich ludzi dystansuje się od tych rzeczy mylnie sądząc, że jeżeli rzeczywiście istnieje świat subtelnomaterialny, a oni będą przejawiać o niego zainteresowanie, to zaplączą się w sprawy dla nich niewygodne lub wręcz przerażające.

Myślenie o tym, że dopiero dążenie do wyższych celów nadaje rzeczywisty sens całemu ziemskiemu życiu, jest dla nich całkiem obce. Dopiero w wyniku tego dążenia przepływa przez wszelkie ziemskie radości i przyjemności ciepły nurt prawdziwego życia. Owe radości nie są wtedy bynajmniej spychane na bok. Wręcz odwrotnie. Ci, którzy tęsknią do czystego i szlachetnego, i którzy poważnie poszukują, otrzymują w zamian najpiękniejsze działanie zwrotne w postaci gorącego życiowego optymizmu, który często przemienia się w entuzjastyczny zachwyt nad wszystkim, co istnieje.

Jakże naiwni są ziemscy ludzie, którzy obojętnie przechodzą obok tych faktów! To tchórze, którzy nigdy nie zaznają radości człowieka zdecydowanie idącego naprzód.

Niech więc zapanuje w was radosny entuzjazm, wywodzący się ze świadomości, że wszystko, dosłownie wszystko, łącznie z tymi odległymi i pozornie dla was nieosiągalnymi przestrzeniami dookoła was żyje! Nic nie jest martwe, nic puste, jak mogłoby się wydawać. A wszystko współdziała i tka w prawie wzajemnego oddziaływania, którego centrum jesteście wy, ludzie. To wy tworzycie nowe włókna losu i kierujecie nimi, z was wychodzą skutki zwrotne i wy jesteście w końcu ich celem. Jesteście potężnymi władcami, a każdy z was tworzy sobie swe królestwo, które albo wyniesie go wzwyż, albo pod sobą pogrzebie.

Obudźcie się! Wykorzystajcie z pełną świadomością i znajomością rzeczy moc, która była wam dana, byście nie wytwarzali w głupocie, uporze i lenistwie szkodliwych kreatur, które uzyskają przewagę nad wszystkim, co zdrowe i dobre, i które w końcu także tego, kto je wytworzył, doprowadzą do zachwiania i upadku.

Już najbliższa subtelnomaterialna okolica człowieka może bardzo dopomóc jego wzlotowi, ale też upadkowi. To ów specyficzny świat form myśli, który w swym żywym oddziaływaniu jest tylko małą częścią olbrzymiego systemu kół całego stworzenia. Włókna łączące wychodzą z form myśli, przenikają do gęstomaterialności tak samo jak dalej w górę do subtelnomaterialności, lecz tak samo przenikają w dół – do królestwa ciemności. Wszystko jest nawzajem mocno powiązane i złączone, niczym w ogromnym splocie naczyń krwionośnych i włókien nerwowych. Mocno i nierozerwalnie! Pamiętajcie o tym!

Ludzie obdarzeni specjalną łaską mogą od czasu do czasu część tego obserwować, lecz większość raczej wyczuć. W ten sposób ludzkość się już wiele dowiedziała. Człowiek starał się budować na owym poznaniu, aby uzyskać pełniejszy obraz. W ten sposób powstawało jednak wiele błędnych poglądów i luk. Wielu z badaczy sfery subtelnomaterialnej przeprowadzało zbyt karkołomne doświadczenia zatracając przy tym jasny obraz całości. Inni znów swoje luki w poznaniu zastępowali fantastycznymi wymysłami, które powodowały wypaczanie rzeczywistości i musiały nadwerężyć wiarę w świat subtelnomaterialny jako taki. Wynikiem takiego działania były mające w tym wypadku rację bytu drwiny, które wzmacniane nielogicznymi argumentami musiały zwyciężyć.

Jeżeli mam już o tym mówić, to muszę przede wszystkim przez wszystko, co dzieje się w stworzeniu, poprowadzić mocną linę, aby obserwator mógł się przytrzymać i wspinać po niej w górę. Wiele z niezrozumiałych dla niego procesów ma swój początek już w najbliższej jego okolicy. Gdyby zajrzał w świat form myśli, to na pewno wiele rzeczy wcześniej dla niego niepojętych stałoby się bardziej zrozumiałymi.

Także wymiar sprawiedliwości odnalazłby w wielu przypadkach prawdziwych winowajców wśród całkiem innych ludzi niż ci, których oskarżył i ich pociągnąłby najpierw do odpowiedzialności. A wszystko polega na tym, że człowiek, jako jednostka, jest mocno uzależniony od świata sformowanych myśli, świata, który jest dla ziemskiej ludzkości najbliższy.

To, że ludzie nie mogą tych rzeczy oglądać wprost, że nie widzą dalej niż sięga ich wzrok cielesny, jest bez wątpienia dla wielu z nich wielkim dobrodziejstwem. Widząc jakiego gatunku są dzisiejsze formy myśli, po prostu by się przestraszyli.

Obezwładniające przerażenie ogarnęłoby większość ziemskich ludzi, którzy dziś pośród tego żyją lekkomyślnie, naiwnie i bez wyrzutów sumienia. Przecież każda powstała myśl, jak zresztą wszystko w świecie subtelnomaterialnym, otrzymuje od razu konkretną postać, która ucieleśnia i wyobraża rzeczywisty sens owej myśli.

Żywa Siła przepływająca przez stworzenie, a więc także przez ludzi, uchwyci mocno przy pomocy konkretnej woli zawartej w wytworzonej myśli jej subtelnomaterialność i zagęści ją w scaloną formę, która wyraża sens tego, czego myśl chce. A więc pod wpływem Żywej Siły powstaje coś rzeczywistego, coś żywego, coś, co później w owej sferze form myśli przyciąga jednorodne według prawa, które mówi, że lgnie do siebie to, co jest do siebie podobne lub jest na odwrót przez jednorodne przyciągane, zawsze zależnie od swej siły.

W zależności od tego, jak została myśl podczas swego powstawania równocześnie przesiąknięta uczuciem, mocniej czy słabiej, takie będzie miała jej subtelnomaterialna postać życie, które będzie wprost proporcjonalne do owej siły lub słabości. Ów świat myśli jest gęsto zamieszkały. W wyniku wzajemnego przyciągania powstały całe ośrodki sił. Z ośrodków tych spływa na ludzi skoncentrowana siła i wpływa na nich.

Przede wszystkim działa zawsze na tych, którzy mają skłonności tego samego gatunku, którzy mają w sobie coś podobnego. Ludzie ci są przez to wzmacniani w ich odpowiadającemu temu chceniu i są prowokowani do ponownego wytwarzania podobnych form. Formy te działają tak samo i włączają się w świat sformowanych myśli.

Lecz ośrodki myśli mogą wpływać także na ludzi mających inne cechy charakteru i powoli ich do siebie przyciągać. Tak się dzieje, jeśli ośrodki są nagle wzmocnione w wyniku nieustannie odnawianego przypływu. Przed takim działaniem chronieni są tylko ci, którzy w swym wnętrzu posiadają coś mocniejszego, odróżniającego się od ośrodka, ponieważ łączenie się z różnorodnym nie jest możliwe.

Nie tak dawno jeszcze najmocniejszymi ośrodkami w świecie subtelnomaterialnym, a więc mającymi najwięcej zwolenników, były niestety ośrodki nienawiści, zawiści, gniewu, zmysłowości, łakomstwa i wszelkiego innego zła. Mniejszy wpływ miały ośrodki czystości i miłości. Z tego też powodu zło rozprzestrzeniało się niebezpiecznie szybko. Do tego trzeba jeszcze doliczyć to, że takie ośrodki myśli nawiązywały z kolei łączność z jednorodnymi z nimi sferami ciemności. Stamtąd były najbardziej pobudzane do coraz mocniejszych przejawów, w wyniku czego w swym dalszym działaniu mogły narobić ludzkości wiele szkód i katastrof.

Dlatego jest błogosławiona godzina, w której myśli czystej miłości zaczęły wśród ludzi znowu dominować, aby w świecie sformowanych myśli powstawały i rozwijały się jednorodne, mocne ośrodki, które otrzymują pomoc bezpośrednio przeze Mnie i ze światlejszych sfer. W ten sposób nie tylko wspierają dążących do dobra, lecz równocześnie mocno oczyszczają myśli ciemniejsze.

Trzeba jednak zwrócić uwagę jeszcze na inny proces zachodzący w owym subtelnomaterialnym świecie: w wyniku starań tego, kto myśl wytworzył, sformowane myśli atakują konkretne osoby i mogą do nich przylgnąć.

Jeżeli owe formy myśli są czyste i szlachetne, to daną osobę uszlachetnią, wzmocnią ochraniającą ją czystość, a jeśli w dodatku są jednorodne z jej wewnętrznymi uczuciami, to mogą wydźwignąć ją jeszcze wyżej, mogą przyśpieszyć jej wzlot i przyśpieszają.

Nieczyste myśli jednak drugą osobę skalają akurat tak samo, jak można zabrudzić gęstomaterialne ciało rzucając w nie błotem. Jeśli w ten sposób skalany człowiek nie posiada mocnego wewnętrznego wsparcia w ośrodkach światłych nurtów, to z czasem, pod wpływem rzuconych na niego nieczystych myśli, może zostać zmącone jego własne odczuwanie. Może tak się dziać, ponieważ lgnące do niego nieczyste myśli przyciągają do siebie myśli z nimi jednorodne, wzmacniają się i zatruwają powoli myśli tego, którego otaczają.

Główny ciężar odpowiedzialności spada oczywiście z powrotem na człowieka, który nieczyste myśli wytworzył i wysłał do poszkodowanej osoby, posługując się przy tym swym chceniem lub życzeniem. Przecież sformowane myśli pozostają połączone również z ich twórcą i działają zwrotnie na niego w taki sam sposób.

Dlatego trzeba ciągle wołać do wszystkich poważnie poszukujących: »Dbajcie o czystość swych myśli!« Starajcie się ze wszystkich sił. Nie macie nawet pojęcia, co tym wytworzycie. Spoczywa w tym olbrzymia potęga! W ten sposób oddziałujecie niczym mocni wojownicy. Jesteście czołówką szerzącą Światło, a tym samym także wojownikami walczącymi o wyzwolenie swych bliźnich z ciernistych łanów jadowitego zielska w świecie sformowanych myśli.

Gdyby w tej chwili komuś zdjęto opaskę z oczu, aby mógł obserwować najbliższą subtelnomaterialną okolicę, to wystraszony najpierw zobaczyłby dziki chaos, który niejednego mógłby przerazić. Lecz strach miałby nad nim władzę tylko do momentu, w którym uświadomiłby sobie, jaką siłą sam dysponuje. Z jej pomocą potrafi torować sobie drogę niczym mieczem. I to bez wysiłku! Korzystając tylko ze swego chcenia.

Zobaczyłby bardzo wiele różnych gatunków form myśli wszelkich możliwych i dla ludzkiego oka często »niemożliwych« kształtów. Mógłby zauważyć, że każdy poszczególny kształt w swym wyraźnie zdefiniowanym stylu przejawia się i żyje dokładnie tak, jak myślał ten, kto daną myśl wytworzył. Myśl ta odzwierciedla dokładnie jego chcenie w rzeczywistej postaci i bez sztucznych ozdobników.

Lecz po upływie krótkiego czasu, bez względu na tysiące przejawiających się gatunków, zacząłby jednak rozróżniać to, co dla poszczególnych form myśli jest podstawowe i mógłby każdą z nich zaszeregować tam, gdzie jest jej właściwe miejsce bez względu na jej przeróżne kształty. Tak samo jak możemy według kształtów odróżnić człowieka od zwierzęcia lub nawet odróżnić poszczególne ludzkie rasy według charakterystycznych rysów twarzy. Tak samo każda sformowana myśl posiada specyficzne rysy, na podstawie których możemy określić czy forma zalicza się do nienawiści, zawiści, zmysłowości lub innej klasy podstawowej.

Każda taka klasa podstawowa posiada swoją charakterystyczną cechę, która wtłoczona jest do poszczególnych form myśli i która jest podstawą tego, co myśl ucieleśnia. Nie zależy to od postaci zewnętrznej, jaką dana forma przyjęła pod wpływem myśli podstawowej. W ten sposób można natychmiast rozróżnić, do jakiego podstawowego rodzaju dana forma należy bez względu na możliwość jej zniekształcenia i przetworzenia w najbardziej fantastyczną obrzydliwość. Wraz z pojawieniem się takiego poznania znika nawet tak pozornie dziki chaos. Przestaje to tak wyglądać.

Widzimy surowy ład i konsekwencję podstawowych praw, które płyną przez całe stworzenie. Jeżeli owe prawa poznamy i dostosujemy się do nich z ufnością, to będą one nas bezgranicznie ochraniać i przyniosą wielkie błogosławieństwo.

Kto jednak prawom w stworzeniu się sprzeciwia, ten będzie cierpiał i jeśli nie zostanie wręcz powalony oraz zmiażdżony, to przeżyje w najlepszym przypadku ostre szlifowanie. To będzie go tak długo przetwarzać przy pomocy bólu i cierpkich doświadczeń, aż w końcu ziemski człowiek dostosuje się do nurtów owych praw i przestanie im przeszkadzać. Dopiero potem prawa te będą mogły wynieść go wzwyż.

Powyżej opisane formy myśli działały zwrotnie nie tylko na ludzkość, lecz ich działanie sięgało o wiele dalej, ponieważ najbliższą okolicę świata subtelnomaterialnego zamieszkuje także większość istotnych natury. Kto już raz pogodził się z myślą, że wszystko żyje i w wyniku tego wszystko posiada kształt, bez względu na to, czy można to widzieć ziemskim okiem, czy nie, ten nie będzie miał problemu wyobrazić sobie to, że także wszystkie siły żywiołów posiadają swą postać.

Do owych sił natury należą istoty ziemi, powietrza, ognia i wody, czyli skrzaty, nimfy, sylfy, elfy, gnomy itp., które niekiedy ludzie widywali – dawniej zdarzało się to częściej niż dziś. Na istoty te wpływały sformowane myśli, przez co znowu powstało wiele dobra lub zła. I tak wszystko idzie dalej, wszystko zazębia się, niczym tryby maszyny skonstruowanej w najbardziej umiejętny sposób.

Lecz w samym środku tego całego ruchu stoi człowiek! Wyposażony w środki wybierające gatunek tkaniny, która ma powstać na krosnach stworzenia. Człowiek może poszczególne tryby owej maszyny nastawić w różnych kierunkach.

Pamiętajcie o owej niezmiernej odpowiedzialności, albowiem wszystko to dzieje się tylko we własnym kręgu waszej ziemskiej wędrówki przez życie. Według mądrych zasad Stworzyciela nic nie opuści tego kręgu, lecz powróci z powrotem do was samych. Swymi życzeniami, myślami i swą wolą mogliście oba światy zatruć lub na odwrót oczyścić i wydźwignąć w górę, Światłu naprzeciw. Dlatego czystością swych myśli decydujcie o zmierzaniu swego losu na wyżyny!

Dziś jednak procesy energetyczne wymuszają na was konieczne i ostateczne rozliczenie, abyście nie mogli szkodzić dalej sobie i swojemu otoczeniu!

Dodaj komentarz

CZY WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ SEKSUALNA SPRZYJA SPRAWOM DUCHA?

CZY WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ SEKSUALNA SPRZYJA SPRAWOM DUCHA?

49.

Gdy ziemscy ludzie odrzucą błędne poglądy dotyczące wygód wstrzemięźliwości seksualnej, to będzie o wiele mniej nieszczęść. Wymuszanie wstrzemięźliwości to błąd, który może się gorzko zemścić.

Gdzie tylko się nie spojrzy, tam wszystkie prawa w stworzeniu wskazują przecież dosyć wyraźnie drogę, którą trzeba podążać. Tłumienie jest nienaturalne. A wszystko, co nienaturalne, jest przecież buntem przeciwko prawom natury, a więc przeciwko prawom Bożym, co ani w tym, ani jakimkolwiek innym przypadku nie może przynieść niczego dobrego.

Pod tym względem nie ma żadnego wyjątku. Nie wolno jednak człowiekowi dopuścić do tego, aby cielesny popęd go opanował, nie wolno jemu stać się niewolnikiem własnych instynktów, w przeciwnym wypadku instynkty rozwinie w namiętną pasję, a to, co naturalne i zdrowe, zamieni się w chorobliwą rozpustę.

Człowiek powinien stać ponad tym, a to oznacza, że nie powinien wstrzemięźliwości wymuszać, lecz powinien, utrzymując wewnętrzną czystą moralność, czuwać, aby nie działa się w tych sprawach krzywda ani jemu, ani innym ludziom.

Jeżeli ktoś myśli, że wstrzemięźliwość seksualna pomaga jemu w sprawach ducha, to łatwo może mu się zdarzyć, że osiągnie akurat odwrotność tego, co zamierza. W zależności od swej kondycji będzie ciągle, mniej lub bardziej, walczył z naturalnymi instynktami. Walka ta pochłonie znaczną część jego sił duchowych, które w ten sposób nie mogą przejawić się gdzie indziej. Przeszkadza to wolnemu rozwojowi sił duchowych. Taki człowiek cierpi niekiedy z powodu opanowującej go dręczącej melancholii, która przeszkadza w radosnym rozmachu jego wnętrza.

Ciało to wartość ofiarowana przez Stworzyciela, o którą człowiek ma obowiązek troszczyć się i dbać. Tak jak nie może bezkarnie tłumić cielesnych żądań jedzenia, picia, odpoczynku i snu, potrzeby opróżniania pęcherza i jelit, jak szybko nieprzyjemnie odczuje brak świeżego powietrza i dostatecznej ilości ruchu, tak też nie może w różny sposób sztucznie korygować zdrowych żądań dojrzałego organizmu do płciowej samorealizacji, jeżeli nie chce tym sam sobie zaszkodzić.

Spełnianie naturalnych żądań ciała może ludzkiemu duchowi wyjść tylko na korzyść i nigdy nie będzie hamowało jego rozwoju, w przeciwnym wypadku Stworzyciel by ciała w ten sposób nie wyposażył.

Lecz, jak w każdym przypadku, tak również tutaj jakakolwiek przesada szkodzi. Trzeba bezwzględnie dopilnować, aby popęd nie powstał w wyniku sztucznie drażnionej lekturą lub czym innym fantazji, bądź też w wyniku osłabienia ciała lub podrażnienia nerwów. Musi to być rzeczywiście tylko i wyłącznie żądanie zdrowego ciała, które to żądanie w żadnym wypadku nie przejawia się zbyt często.

Stanie się tak tylko wtedy, gdy wcześniej nastała już pomiędzy obiema płciami doskonała harmonia ducha, która w końcu przejawi się niekiedy dążeniem do połączenia ciał.

Jakakolwiek inna motywacja jest dla obu stron znieważająca i nieczysta, niemoralna i to nawet w małżeństwie. Tam, gdzie nie istnieje harmonia ducha, małżeństwo zawsze zmierza, jeżeli wcześniej się nie rozpadnie, do niemoralnego życia.

Jeżeli instytucje społeczne nie znalazły do tej pory rozwiązania tego problemu, to nie oznacza to, że fakt ten zmieni prawa natury. One nigdy się nie będą kierowały ludzkimi postanowieniami i niewłaściwymi poglądami. Ziemscy ludzie w końcu będą musieli dostosować instytucje państwowe i społeczne do praw natury, a więc do praw Bożych. Tylko w ten sposób ludzkość rzeczywiście osiągnie wewnętrzny spokój i stanie się zdrowsza, a to nastało już w granicach Królestwa Tysiącletniego na ziemi.

Wstrzemięźliwość seksualna nie ma także nic wspólnego z cnotliwością. Mogłaby być ewentualnie porównana z takim pojęciem, jak »karność«, pojęciem, które wywodzi się od dyscypliny, wychowania lub samodyscypliny.

Prawdziwą cnotliwość trzeba pojmować w sensie czystości myśli i to we wszystkich sprawach, a więc także tych bardziej przyziemnych, które powiązane są z pracą zawodową. Cnotliwość jest właściwością czysto duchową i nie ma nic wspólnego z ciałem. Może być zachowana także przy spełnianiu popędu płciowego w wypadku zachowania obustronnej czystości myśli.

Oprócz tego połączenie cielesne ma przecież za cel nie tylko płodzenie. Podczas niego ma dochodzić do nie mniej cennego i potrzebnego procesu gorącego połączenia oraz wymiany wzajemnych nurtów sił, aby doszło do większego rozwoju siły.

Dodaj komentarz

ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ

ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ

48.

Słów tych często się używa. Kto jednak tak naprawdę pojmuje, co one oznaczają? »Związany z ziemią« – to brzmi jak straszliwa kara. Większość ziemskich ludzi odczuwa lekki strach i niepokoją ich ci, którzy do tej pory są związani z ziemią. A jednak prawdziwe znaczenie owych słów nie jest aż tak złe.

Oczywiście, że sprawy wiążące tego lub owego człowieka z ziemią są chmurne. W większości wypadków jednak sprawy, których nieodzownym następstwem jest związaniem z ziemią, są całkiem proste.

Spójrzmy na przykład na taki przypadek: Grzechy rodziców mszczą się aż do trzeciego i czwartego pokolenia!

W domu dziecko zapyta ojca o sprawy związane z życiem po śmierci albo z Bogiem, o których słyszało coś w szkole lub kościele. Ojciec zbędzie dziecko krótką odpowiedzią: »Cóż ci przyszło do głowy! Umieramy i po wszystkim«.

Dziecko zamilknie i zacznie wątpić. Podobnie opryskliwe i lekceważące odpowiedzi ojca lub matki stale się powtarzają, dziecko spotyka się z podobnymi poglądami także w wypadku innych ziemskich ludzi i w końcu przyjmuje ów pogląd.

Nadchodzi czas śmierci ziemskiego ojca, a ten stwierdza z przerażeniem, że po swojej śmierci nie przestał istnieć. Budzi się w nim gorące życzenie, aby powiadomić o tym swoje dziecko. Życzenie to wiąże go z dzieckiem.

Dziecko go jednak nie słyszy i nie odczuwa jego obecności, ponieważ jest teraz przekonane, że ziemskiego ojca już nie ma, a to stwarza między nim, a wysiłkiem ojca barierę nie do przebycia. Cierpienia ojca, który musi patrzeć, jak dziecko teraz podąża z jego winy złą drogą, jak stale coraz bardziej oddala się od Prawdy i niepokój, że dziecko na tej niewłaściwej drodze nie może ustrzec się niebezpieczeństwa głębszego upadku i jest bardziej wystawione na nie niż na coś innego, to wszystko jest dla ojca teraz jednocześnie tak zwaną karą za to, że dziecko na taką drogę wprowadził.

Przypadki nawrócenia w ten sposób wychowanego potomka są bardzo rzadkie. Ojciec musi patrzeć, jak niewłaściwe poglądy przenoszą się na wnuki i jeszcze dalej, a wszystko to jest następstwem jego własnym błędów. Wyzwoli się dopiero wtedy, kiedy któryś z jego potomków odnajdzie właściwą drogę, podąża nią i równocześnie wpływa na innych. W ten sposób związany człowiek zyskuje coraz więcej wolności, aż w końcu może pomyśleć o swoim własnym wzlocie.

Spójrzmy na inny przykład: Namiętny palacz bierze ze sobą na tamten świat silną żądzę palenia papierosów. Jest to możliwe, ponieważ żądza ta jest nałogiem wpływającym, wprawdzie bardzo lekko, na zewnętrznych krańcach, ale jednak, na uczucie, a więc na ducha człowieka. Nałóg ten staje się gorącym życzeniem i przyciąga człowieka tam, gdzie można go zaspokoić… na tę ziemię. Może mu hołdować towarzysząc nieustannie palaczom i z nimi, a właściwie w ich uczuciach, zaspokaja swoją zachciankę.

Jeżeli ludzie ci nie są związani ciężką karmą z innym miejscem, to jest im całkiem dobrze i bardzo rzadko uświadamiają sobie, że spotyka ich właściwie kara. Tylko ten, kto traktuje życie jako jedną całość, rozpoznaje w tym karę, którą przyniosło nieubłagane działanie zwrotne. Karę, polegającą na tym, że dany człowiek nie może podążać wzwyż dopóty, dopóki dążeniem do zaspokojenia swych żądz związany jest z ziemskimi ludźmi żyjącymi dotąd jeszcze w ciele gęstomaterialnym. Zaspokojenie jego żądz jest możliwe tylko za pośrednictwem ich odczuwania.

Podobnie wygląda sprawa z zaspokajaniem żądz związanych z seksem, z pijaństwem, narkotykami, a nawet z niepohamowanym apetytem. W tym ostatnim przypadku człowiek stara się być obecny podczas różnego rodzaju uczt i skazany jest na błądzenie po kuchniach i lokalach gastronomicznych, aby móc odczuwać chociaż niewielką część tego, co czują inni podczas jedzenia.

W sensie dosłownym jest to jednak »kara«. Uporczywe dążenie »związanych z ziemią« nie zezwala im jednak na odczuwanie tego jako kary, ponieważ owo dążenie wszystko zagłusza. Dlatego tęsknota do rzeczy szlachetnych i wzniosłych nie może wzmocnić się do tego stopnia, aby przeważyć i pozwolić na wzlot z okolicy, w której dany człowiek przebywa.

Ludzie ci absolutnie nie uświadamiają sobie, jak wiele cennego czasu tracą, dopóki nie osłabnie i nie wyblaknie ich dążenie do zaspokojenia swych żądz, do zaspokojenia, które i tak może przecież być tylko małe i częściowe, bo przebiegające za pośrednictwem przeżywania innych osób. Dążenie słabnie właśnie za przyczyną owego powolnego odzwyczajania się. Potem na miejsce owego dążenia, a później nawet na pierwsze miejsce, wysuwają się powoli inne w danym człowieku jeszcze tkwiące uczucia, które nie były napełnione tak mocnym dążeniem. Wtedy od razu możliwe jest ich przeżycie i stają się dla człowieka najwyraźniejszą rzeczywistością.

Gatunek przebudzonego do życia uczucia doprowadza go przy tym w okolice z uczuciem tym jednorodne, wyżej lub niżej, aż także również to uczucie, jak i pierwsze, powoli zaniknie i znów przejawi się to, które jeszcze pozostało.

W ten sposób człowiek z biegiem czasu oczyści się i pozbędzie wszystkich tych nanosów, które przyniósł ze sobą na tamten świat. Czy w trakcie owego procesu nie zatrzyma się gdzieś podczas przeżywania swych ostatnich uczuć? Czy siła jego odczuwania z czasem nie osłabnie? Nie! Albowiem w chwili, kiedy wszelkie niskie uczucia przeżyte odpadły od niego, a on może już powędrować w górę, zaczyna budzić się w nim trwała tęsknota do wychodzenia coraz wyżej, czystości naprzeciw, a ta zmusza go, aby podążał wzwyż.

Taki jest normalny proces! Istnieje jednak niezliczona liczba innych możliwości, które mogą się przytrafić. Niebezpieczeństwo upadku lub ugrzęźnięcia jest o wiele większe niż w ciele na ziemi.

Jeżeli znajdując się wyżej poddasz się choćby tylko na chwilę niskiemu uczuciu, to uczucie to staje się w oka mgnieniu przeżyciem, a przez to także rzeczywistością. Stajesz się gęstszy i cięższy, a w wyniku tego opadasz do okolic jednorodnych z tobą. W ten sposób twoje horyzonty stają się węższe, a ty musisz znów wysilać się, aby podążyć w górę, jeżeli oczywiście nie opadasz coraz głębiej i głębiej.

Słowa »Czuwajcie i módlcie się« nie są więc słowami pustymi. Obecnie twoje ciało subtelnomaterialne chronione jest ciałem gęstomaterialnym, niczym zabezpieczającą kotwicą. Z chwilą ich oddzielenia poprzez nadejście tzw. śmierci i rozpadu ciała gęstomaterialnego, ochronę tę jednak tracisz, a będąc człowiekiem subtelnomaterialnym zostaniesz nieodparcie przyciągany przez środowisko z tobą jednorodne – w dół lub w górę. Tego nie możesz uniknąć. Tylko wielka siła pędu może dopomóc ci w dążeniu wzwyż, a siłą tą jest twoje mocne chcenie dobra i szlachetności, które stanie się tęsknotą i uczuciem. W ten sposób stanie się potem także przeżyciem i rzeczywistością według prawa świata subtelnomaterialnego, które zna tylko uczucia.

Dlatego już teraz zdobądź oręż i zacznij chcieć dobra, aby podczas przemiany, która może nadejść lada godzina, nie było owe chcenie zagłuszone zbyt mocnymi ziemskimi żądzami! Człowieku, miej się na baczności i czuwaj!

Dodaj komentarz

CZY MOŻNA POLECAĆ PRAKTYKI OKULTYSTYCZNE I EZOTERYCZNE?

CZY MOŻNA POLECAĆ PRAKTYKI OKULTYSTYCZNE I EZOTERYCZNE?

46.

Na to pytanie trzeba odpowiedzieć zdecydowanym »Nie«! Okultyzm i ezoteryka do których zaliczają się wszelkie szeroko pojmowane ćwiczenia, mające na celu osiągnięcie jasnowidzenia, jasnosłyszenia itp., hamuje swobodny wewnętrzny rozwój i rzeczywisty duchowy wzlot. Co jest w ten sposób osiągalne, można zobaczyć na przykładzie tzw. magów minionych epok zakładając, że praktyki przebiegały przynajmniej w trochę sprzyjający sposób.

Jest to jednostronne dążenie po omacku naprzód, z dołu do góry, przy którym nigdy nie można przekroczyć tak zwanego pasma ziemskiego. Wszystkie zjawiska i procesy, które mogą w konkretnych warunkach nastać, są zawsze tylko niskiego lub najniższego gatunku i nie mogą człowiekowi pomagać, aby dostał się w swym wnętrzu wyżej, lecz mogą łatwo go zawieść.

Człowiek w ten sposób może przeniknąć tylko do najbliższej okolicy subtelnomaterialnej, w której istoty inteligentne posiadają często o wiele niższy stopień poznania niż ludzie ziemscy. Wszystko, co może człowiek w ten sposób osiągnąć, to to, że otwiera się na działanie nieznanych i groźnych dla niego nurtów, przed którymi byłby chroniony właśnie tym, że by się na nie nie otworzył.

Kto w wyniku praktyk okultystycznych czy ezoterycznych stał się jasnowidzący lub jasnosłyszący, ten często w owej okolicy niskiego gatunku widzi lub słyszy także coś, co pozornie jest wzniosłe i czyste, chociaż ma to do tego bardzo daleko. Na to nawarstwia się jeszcze jego własna, ćwiczeniem mocno podrażniona fantazja, która również wytwarza środowisko widziane i słyszane później przez adepta, i chaos gotowy.

Taki ziemski człowiek, stojąc na chwiejnych nogach z winy sztucznych praktyk, nie może poznać, nie może nawet przy najlepszych chęciach rozróżniać ostrej granicy między prawdą a iluzją, ani granic leżących między tysiącami form w subtelnomaterialnym życiu. No i w końcu trzeba się liczyć z zawsze dla niego szkodliwym działaniem niskich wpływów, na które sam się z wielkim wysiłkiem dobrowolnie otworzył, a którym nie może przeciwdziałać siłą wyższego gatunku. W ten sposób staje się wrakiem bez steru, dryfującym po otwartym morzu i niebezpiecznym dla wszystkiego, z czym wejdzie w kontakt.

To sytuacja całkiem podobna do tej, kiedy człowiek nieumiejący pływać potrafi płynąć w obcym żywiole posługując się łodzią, która doskonale go zabezpiecza. Można to porównać z ziemskim życiem. Jeżeli jednak podczas pływania usunie z dna łodzi, która człowieka chroni, deskę, to powstanie wyrwa, przez którą wtargnie woda pozbawiając go azylu i porywając go ze sobą. Taki nieumiejący pływać człowiek staje się ofiarą obcego żywiołu.

To samo dzieje się także podczas praktyk okultystycznych i ezoterycznych. Człowiek usuwa tylko deskę z dna chroniącej go łodzi, nie uczy się jednak pływać!

Lecz są także pływacy, którzy zwą siebie mistrzami. Pływacy w tej branży to tacy ziemscy ludzie, którzy posiadają już pewną cechę wrodzoną i poprzez praktyki okultystyczne czy ezoteryczne podali jej rękę, aby ją rozwinąć i starają się nieustannie w ten sposób ją pogłębiać. W takich wypadkach łączą się ze sobą mniej lub bardziej przygotowana zdolność i sztuczne praktyki. Nawet najlepszemu pływakowi ustanowiono jednak dosyć ograniczone pole działania. Jeżeli odważy się wypłynąć za daleko, to jego siły osłabną i w końcu skończy tak samo, jak ten, który nie umiał pływać w ogóle, jeśli… podobnie jak nie umiejący pływać nie otrzyma pomocy.

Taka pomoc może w świecie subtelnomaterialnym przyjść tylko ze światłych wyżyn, z czysto duchowego i to tylko wtedy, jeżeli osoba zagrożona osiągnęła w rozwoju swego ducha dany stopień czystości, z którą pomoc może się później połączyć i udzielić wsparcia. Czystości takiej nie można jednak osiągnąć poprzez praktyki okultystyczne czy ezoteryczne, lecz tylko poprzez osiągnięcie wyższego stopnia wewnętrznej, prawdziwej moralności w nieustannym zwracaniu wzroku w stronę czystości Światła.

Jeżeli człowiek podążał taką drogą, to z czasem doprowadzi go ona do konkretnego stopnia wewnętrznej czystości, a ta z kolei w naturalny sposób odbije się w jego myślach, słowach i uczynkach umożliwiając jemu coraz silniejszą łączność z czystymi wyżynami, z których później popłynie do niego w zwrotnym działaniu zwielokrotniony nurt siły.

Przez to uzyskał połączenie przebiegające przez wszystkie stopnie pośrednie, to zaś podtrzymuje go i daje jemu oparcie. Potem nie trzeba już długo czekać, a otrzyma bez własnych wysiłków to, co bezskutecznie usiłowali osiągnąć pływacy. Nieugięte prawa działania zwrotnego obdarują go jednak ostrożnie i tylko w takim stopniu, aby mógł dar ów opanować własną siłą. W ten sposób z góry wykluczono jakiekolwiek zagrożenie.

Odgradzająca bariera, którą można porównać z deską łodzi, staje się w ten sposób coraz cieńsza, aż w końcu zniknie całkiem. Nastaje wtedy taki moment, kiedy człowiek czuje się w świecie subtelnomaterialnym aż po światłe wyżyny tak, jak ryba w wodzie. Tylko taka droga jest właściwa.

Wszystko, co osiągnięto w wyniku przeróżnych praktyk zbyt wcześnie, jest chybione. Woda jest bezpieczna tylko dla ryby, ponieważ jest »jej« żywiołem, do którego ryba jest świetnie przystosowana. Taki stopień przystosowania nie jest osiągalny nawet dla najlepiej wyszkolonego pływaka.

Kiedy ziemski człowiek rozpoczął praktykowanie okultyzmu, ezoteryki, to musiało zostać to poprzedzone dobrowolną decyzją. Skutkom tej decyzji zostaje później podporządkowany. Dlatego też nie może polegać na tym, że pomoc musi nadejść. Miał możliwość wcześniejszego podjęcia wolnej decyzji.

Człowiek ziemski namawiający do praktyk okultystycznych czy ezoterycznych innych ludzi, którzy są potem w różny sposób zagrożeni, bierze na siebie wielką część skutków winy każdej takiej jednostki. Będzie z wszystkimi takimi ludźmi subtelnomaterialnie mocno związany. Po ukończeniu swojego ziemskiego życia będzie musiał nieodwracalnie runąć aż na dół do tych, którzy go poprzedzili, którzy niebezpieczeństwom podlegli. Dotrze aż do tego, który upadł najgłębiej.

Sam nie będzie mógł poruszać się w górę dopóty, dopóki nie pomoże każdej swej ofierze w odnalezieniu właściwej drogi wzwyż i dopóki każda z ofiar nie dogoni straconego czasu. To jest wyrównanie w działaniu zwrotnym, a równocześnie ofiarowana łaska, która umożliwia naprawienie błędów i jego własny wzlot.

A jeżeli ktoś działał nie tylko słowem mówionym, lecz także pismem, to działanie zwrotne przygniecie go jeszcze bardziej, ponieważ książki szkodzą dalej po jego ziemskiej śmierci. Taki człowiek musi w życiu subtelnomaterialnym czekać dopóty, dopóki nie przestaną pojawiać się ludzie zwiedzeni przez jego słowo pisane, ponieważ takim musi pomagać dostać się w górę. W ten sposób mogą upłynąć całe stulecia.

To mówiąc wcale jednak nie twierdzę, że sfera świata subtelnomaterialnego powinna pozostać dla życia ziemskiego zamknięta i odizolowana!

Ludzie wewnętrznie dojrzali stwierdzą zawsze we właściwym czasie, że czują się jak w domu tam, gdzie na innych czyha niebezpieczeństwo. Wolno im Prawdę widzieć i krzewić ją dalej. Posiądą jednak przy tym jasne rozeznanie w sprawach grożących tym, którzy praktykami okultystycznymi czy ezoterycznymi chcą jednostronnie wedrzeć się na niziny nieznanej im ziemi. Owi wewnętrznie dojrzali ludzie nigdy jednak nie będą nikogo namawiać do praktyk okultystycznych i ezoterycznych.

Dodaj komentarz