Archiwum dla styczeń, 2009
MODLITWA
MODLITWA
54.
Jeżeli już padną na temat modlitwy jakiekolwiek słowa, to są one zwrócone oczywiście tylko w stronę tych, którzy modlitwą się interesują.
Kto w sobie nie odczuwa pragnienia modlitwy, ten całkiem spokojnie może z niej zrezygnować, ponieważ jego słowa lub myśli na pewno rozpłyną się w nicość. Jeśli modlitwa nie jest do głębi przeniknięta uczuciami, to nie ma wartości i dlatego też nie odnosi żadnego skutku.
Chwila, w której człowieka w wielkiej radości ogarnie wdzięczność, tak samo jak w cierpieniu uczucie najgłębszej boleści jest najlepszą podstawą do modlitwy i ta na pewno wtedy przyniesie efekt. W takich chwilach ogarnia człowieka szczególne uczucie, które stłumi w nim całą resztę. To umożliwia głównemu celowi modlitwy otrzymanie niezmąconej siły i to bez względu na to czy chodzi o dziękczynienie, czy o prośbę.
Ludzie ziemscy w ogóle często niewłaściwie wyobrażają sobie początek modlitwy, jej przebieg i cały dalszy rozwój. Nie każda modlitwa dotrze w pobliże Tego, który kieruje światami. Wręcz na odwrót – tylko w bardzo nielicznych wypadkach modlitwa może rzeczywiście dotrzeć aż do stopni Jego tronu. Także w tym wypadku o efekcie decyduje w największym stopniu prawo przyciągania jednorodnego.
Poważnie potraktowana, głęboko przepojona uczuciem modlitwa tym, że sama przyciąga i równocześnie jest przez jednorodność przyciągana, nawiązuje kontakt z centralą siły takiego gatunku, którym przeniknięta jest główna myśl modlitwy. Owe centrale sił można równie dobrze nazwać poszczególnymi poziomami, czy jeszcze inaczej, w gruncie rzeczy chodzi jednak ciągle o to samo.
Działanie zwrotne przyniesie potem ze sobą to, co było zgodne z głównym celem i zawartością modlitwy. Może to być spokój, siła, odpoczynek, nagłe we wnętrzu powstałe plany, rozwiązanie problemu i tak dalej. Wynikiem modlitwy zawsze będzie coś dobrego, choćby miał to być tylko większy spokój i koncentracja, które potem zawsze odnajdą wyjście z sytuacji, ratunek.
Jest także możliwe, że w ten sposób wysłane modlitwy, zwielokrotnione siłą jednorodnych z nimi central, odnajdą subtelnomaterialną drogę do takich ludzi, którzy znalazłszy się pod ich wpływem zdolni są przynieść pomoc. Tak oto modlitwa się spełni.
Jeżeli bacznie obserwujecie życie subtelnomaterialne, to wszystkie te procesy są dla was zrozumiałe. Także w tym wypadku sprawiedliwość polega na tym, że o modlitwie zawsze decyduje stan wewnętrzny modlącego się i stan ten wpływa na siłę modlitwy oraz na to, co z niej wyniknie.
Podczas olbrzymich procesów subtelnomaterialnych we wszechświecie odnajdzie każdy gatunek uczucia jednorodność, albowiem inny gatunek nie tylko nie mógłby go przyciągać, lecz działałby wręcz odpychająco. Tylko podczas kontaktu z jednorodnym następuje połączenie, a w wyniku tego także wzmocnienie.
Modlitwa zawierająca różnorodne uczucia, które pomimo swego rozproszenia niosą jeszcze w wyniku głębokiego zaangażowania modlącego się pewną siłę, będzie więc przyciągać różne uczucia i w zwrotnych skutkach przyniesie także różne spełnienia.
To, czy spełnienia te zrealizują się, zależy całkowicie od gatunku poszczególnych części modlitwy, a te z kolei mogą się wzajemnie wzmacniać lub sobie przeszkadzać. Podczas modlitwy jednak w każdym wypadku lepsze efekty przynosi wysyłanie tylko jednej myśli jako uczucia, aby nie mógł nastać chaos.
Dlatego też nie chcę, aby ludzie odmawiali modlitwę »Ojcze nasz« jako jedną całość. Podsumowałem w niej tylko to wszystko, co człowiek może dla siebie podczas poważnie potraktowanej modlitwy przede wszystkim wyprosić tak, że na pewno będzie to spełnione.
W owych prośbach zawarte są podstawy wszystkiego, co człowiek potrzebuje dla osiągnięcia swojego cielesnego zdrowia i duchowego wzlotu. Dają wszakże jeszcze więcej! Prośby te równocześnie wskazują, dokąd mają zmierzać wysiłki człowieka podczas jego ziemskiego życia. Konstrukcja owych próśb jest sama w sobie dziełem mistrzowskim.
Już tylko »Ojcze nasz« może być dla poszukującego wszystkim, jeśli człowiek zagłębi się w nim i we właściwy sposób go pojmie. Niczego innego poza modlitwą »Ojcze nasz« jemu nie potrzeba. Ona umożliwia w najbardziej zwartej formie poznanie całej Ewangelii. Kto we właściwy sposób potrafi przeżywać tę modlitwę, ten posiadł klucz do światłych wyżyn. Może ona być dla każdego dążącego wzwyż tak samo kosturem, jak światłem na drodze naprzód i wzwyż! Tak wielkie wartości w sobie ukrywa*.
Już owo bogactwo modlitwy »Ojcze nasz«, wskazuje w jakim celu ją ludziom ofiarowano. Jest ona kluczem do Królestwa Bożego ofiarowanym ludzkości przeze Mnie Jezusa! To sedno Mojego ówczesnego Przesłania. Nie chciałem jednak, abyście odmawiali ją w całości, tak, jak została podana.
Człowiek odmawiający z uwagą »Ojcze nasz« zauważy sam, do jakiego stopnia głębokość jego uczucia doznała różnych zmian i odchyleń, gdy przechodził kolejno przez poszczególne prośby. Tak będzie się działo nawet w tym wypadku, jeżeli prośby te są dla niego bardzo zwyczajne i powszednie. Przechodzenie od jednej prośby do drugiej z gorącym zaangażowaniem, które jest w wypadku modlitwy nieodzowne, po prostu nie jest dla niego możliwe!
Ja Jezus na swój sposób wszystko ludzkości ułatwiam. Właściwym określeniem w tym wypadku byłoby: Czynie wszystko »dziecinnie prostym«. Podkreślam: »Bądźcie jak dzieci!« Niech więc wasze myśli są dziecinnie proste, nie szukajcie problemów. Nigdy nie żądałbym od ludzkości czegoś tak niemożliwego, jak odmawiania z głębokim zaangażowaniem całego »Ojcze nasz«.
To powinno ludzi przekonać o tym, że chcę czegoś innego, czegoś wyższego. Nie ofiarowałem tylko prostej modlitwy, lecz ofiarowałem klucz do Królestwa Bożego!
Wielostronność modlitwę zawsze osłabia. Nawet dziecko nie przychodzi do ojca z siedmioma prośbami równocześnie, lecz zawsze tylko z tym, co najbardziej leży jemu na sercu i to bez względu na to, czy chodzi o jakieś zmartwienie, czy o prośbę.
Tak samo człowiek powinien w swym cierpieniu zwracać się z prośbą do Boga i mówić, co go gnębi. Najczęściej będzie to zawsze tylko jedna, całkiem szczególna prośba, a nie wiele próśb na raz. Także nie powinien prosić o pomoc w sprawach, które na razie go nie dręczą. Taka prośba staje się tylko formą, ponieważ człowiek nie może się w nią w swym wnętrzu wystarczająco żywo wczuć. Równocześnie osłabia także inną, może o wiele ważniejszą prośbę.
Człowiek powinien więc prosić zawsze tylko o to, co jest dla niego rzeczywiście konieczne! Unikajcie wszelkich pustych form, które zawsze rozpraszają, a z czasem prowadzą do obłudy!
Modlitwie jest potrzebna naprawdę głęboka powaga. Módlcie się więc w spokoju i czystości ducha, aby spokój ów wasze uczucia wzmocnił, a czystość mogła nadać im świetlistą lekkość, która zdolna jest wynieść modlitwę aż do wyżyn Światła, do wyżyn Czystości. Dopiero potem nadejdzie takie spełnienie, które jest dla proszącego najbardziej korzystne, które pomoże jemu podążyć naprzód w jego całym bycie!
To nie siła modlitwy potrafi tę modlitwę pchnąć wzwyż, lecz tylko czystość i wraz z nią równocześnie jej odpowiadająca lekkość. Czystość podczas modlitwy jest przecież osiągalna dla każdego człowieka, chociaż może nie w trakcie każdej modlitwy i to wtedy kiedy obudzi się w nim do życia tęsknota do proszenia. W tym celu nie potrzeba spędzać koniecznie całego życia w czystości. To nie może przeszkadzać, a unieść się, przynajmniej tu i tam przy modlitwie na sekundę w czystości swojego uczucia, może przecież każdy.
Siły modlitwy nie wspiera jednak tylko spokój i izolacja, która umożliwia głębszą koncentrację, lecz wzmacniają ją także wszystkie gwałtowne przeżycia, takie jak strach, troska lub radość.
To równocześnie nie oznacza jednak, że modlitwa spełni się za każdym razem zgodnie z ziemsko pojmowanymi wyobrażeniami i życzeniami. Jej pełne miłości spełnienie sięga o wiele dalej, a do dobra prowadzi nie ulotna ziemska chwila, lecz całość! Później często dochodzicie do wniosku, że właśnie pozorne niespełnienie prośby było jedynym właściwym i najlepszym wysłuchaniem modlitwy. Człowiek jest potem szczęśliwy, że nie działo się według życzenia, które go podczas modlitwy wypełniało.
A teraz o wstawiennictwie! Czytelnicy i słuchacze często pytają, jak może działanie zwrotne podczas wstawiennictwa odnaleźć drogę do człowieka, który sam się nie modlił, lecz za niego modlił się ktoś inny. Wskazują na to, że uczynki działania zwrotnego powracają z powrotem po utorowanej drodze do tego, kto prosił.
Nawet w tym wypadku nic nie może odchylić się od obowiązujących praw. Orędownik podczas modlitwy tak intensywnie myśli o tym, za kogo prosi, że w wyniku tego jego życzenie najpierw zakotwiczy na danej osobie, mocno się jej uchwyci i dopiero potem od niej podąża swoją drogą wzwyż. W ten sposób również może do osoby będącej celem wstawiennictwa powrócić, osoby, wokół której silne prośby proszącego stały się już wcześniej żywymi i krążą wokół niej. Przy tym wszakże podstawowym założeniem jest to, że grunt osoby, o którą w prośbach chodzi, potrafi przyjmować i w wyniku jednorodności umożliwia zakotwiczenie, że więc owemu zakotwiczeniu nie przeszkadza.
Jeżeli grunt przyjąć tego nie potrafi, a więc jeżeli jest bezwartościowy, to bezskuteczność orędownictwa jest znowu tylko godną podziwu sprawiedliwością praw Bożych, które nie mogą pozwolić, aby pomoc za pośrednictwem innej osoby połączyła się z gruntem jałowym. To, że pomoc nie może nadejść, jest wynikiem odbicia się lub ześliźnięcia zamierzonych próśb. Osoba ta nie jest godna pomocy ze względu na stan swojego wnętrza.
Także w tym samoczynnym i oczywistym procesie tkwi coś tak nieskończenie doskonałego, że zdumienie ogarnia, kiedy widzicie, jak każdy otrzymuje w absolutnie sprawiedliwy sposób tylko owoce tego, czego sam chciał!
Wstawiennictwa ziemskich ludzi orędujących bez wewnętrznych impulsów prawdziwego uczucia nie posiadają ani żadnej wartości, ani nie przynoszą wyników. Są tylko pustymi plewami.
Prawdziwe orędownictwa działają także w jeszcze inny sposób. A mianowicie wskazują drogę! Modlitwa podąża prosto w górę i wskazuje tego, kto potrzebuje pomocy. Jeżeli później po wskazanej drodze podąży poseł duchowy po to, aby pomóc, to urzeczywistnienie zależne jest także od tych samych praw wewnętrznej wartości lub miernoty, a więc od tego czy pomoc może być przyjęta, czy też musi się odbić.
Jeżeli potrzebujący pomocy ziemski człowiek w swym wnętrzu odwrócił się ku ciemnościom, to poseł śpieszący w wyniku orędownictwa z pomocą nie może nawiązać kontaktu, nie może działać i musi powrócić z niczym. Orędownictwo nie mogło więc zostać wysłuchane, ponieważ nie dopuściły do tego żywe prawa.
Jeżeli jednak istnieje ku temu odpowiedni grunt, to prawdziwe orędownictwo posiada nieocenioną wartość! Może bądź nieść pomoc, chociaż niekoniecznie o tym wie ten, dla kogo jest ona przeznaczona, bądź łączy się z modlitwą człowieka pomocy tej potrzebującego i w ten sposób wyraźnie go wspiera.
* Wykład: »OJCZE NASZ«
PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW
PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW
53.
Wiele ziemskich dzieci jest poszkodowanych i nieszczęśliwych tylko dlatego, że nie rozumieją stosunków panujących między nimi, a ich rodzicami. Sądzą, że to rodzice są odpowiedzialni za powołanie ich do ziemskiego bytu. Często można usłyszeć: »Oczywiście, że rodzice muszą się o mnie troszczyć, przecież to oni spowodowali moje przyjście na świat. To nie moja wina, że tu jestem.«
Nie można wypowiedzieć czegoś bardziej niedorzecznego. Każdy człowiek znajduje się na ziemi bądź na swą własną prośbę, bądź w wyniku swej własnej winy! Rodzice tylko umożliwiają inkarnację i nic poza tym. Każdy wcielony duch powinien odczuwać wdzięczność za to, że otrzymał tę możliwość!
Duch dziecka nie jest niczym innym, jak tylko gościem swych rodziców. Już sam ten fakt przemawia w tak wyraźny sposób, że staje się całkiem jasne, iż dziecko nie posiada wobec swych rodziców absolutnie żadnych praw! Nie posiada wobec rodziców praw duchowych! Prawa ziemskie powstały przecież tylko w wyniku działania czysto ziemskiego, ustanowionego przez państwo ładu społecznego, aby nie musiało ono przejąć konkretnych obowiązków.
Z duchowego punktu widzenia dziecko jest samodzielną osobowością! Oprócz ziemskiego ciała, które jako narzędzie potrzebne jemu jest do przejawiania się na tej gęstomaterialnej ziemi, nie przyjęło dziecko od rodziców niczego. Otrzymało więc tylko przybytek, z którego może skorzystać duch będący już wcześniej samodzielnym.
Lecz jeżeli rodzice płodzą, to biorą na siebie obowiązek zapewnienia owemu przybytkowi godziwych warunków dopóty, dopóki duch w nim usadowiony nie będzie zdolny sam się o niego zatroszczyć. To, kiedy ów czas nadejdzie, zależy od naturalnego rozwoju samego ciała. Wszystko, co rodzice oferują ponad to, jest z ich strony darem.
Dlatego dzieci powinny wreszcie raz przestać liczyć na rodziców i raczej pomyśleć o tym, aby możliwie szybko się usamodzielnić.
Oczywiście, że w tym wypadku nie decyduje to czy pracują w gospodarstwie rodziców, czy gdzie indziej. W każdym wypadku powinny jednak przejawiać aktywność, którą wszakże nie mogą być zabawy lub wypełnianie tak zwanych funkcji towarzyskich, lecz rzeczywisty i pożyteczny obowiązek, konkretna praca. Taka praca, którą musiałaby wykonywać inna osoba, specjalnie w tym celu zatrudniona, gdyby dziecko ją wykonywać przestało. Tylko w tym wypadku można mówić o pożytecznym bytowaniu na ziemi, o życiu przynoszącym dojrzałość ducha!
Kiedy dziecko zacznie pełnić takie obowiązki w gospodarstwie rodziców, bez względu na jego płeć powinni je rodzice nagradzać w taki sposób, w jaki musieliby nagradzać obcą zatrudnioną osobę. Mówiąc innymi słowy: jeżeli dziecko spełnia jakiś obowiązek, to trzeba go traktować i z nim rozmawiać jak z naprawdę samodzielnym człowiekiem.
A jeśli pomiędzy dziećmi, a rodzicami istnieją dodatkowo szczególne więzy miłości, zaufania i przyjaźni, to jest to dla obu stron tym piękniejsze, ponieważ w tym wypadku chodzi o dobrowolny kontakt, mający swoje źródło w wewnętrznym przekonaniu i dlatego cenniejszy. Chodzi wtedy o kontakt czysty i szczery, który potrwa także w zaświatach i służyć będzie wzajemnej pomocy i radości.
Różnego rodzaju tradycje rodzinne i wynikające z tego zmuszanie dzieci do czegokolwiek są czymś niezdrowym i karygodnym w momencie, kiedy dzieci przekroczyły pewną wiekową granicę.
Oczywiście, że nie istnieją nawet tak zwane prawa wynikające z pokrewieństwa, do których tak często odwołują się przede wszystkim różne ciotki, wujkowie, siostrzenice, bratankowie i wszyscy im podobni. Właśnie powoływanie się na prawa wynikające w tych wypadkach jakoby z pokrewieństwa jest godnym potępienia nawykiem, który musi wzbudzać sprzeciw każdego wewnętrznie samodzielnego człowieka.
W wyniku panujących tradycji stało to się, niestety, nawykiem do tego stopnia, że zazwyczaj nikt nie stara się nawet inaczej myśleć i pokornie, choć z wewnętrznymi oporami, temu się poddaje. Kto jednak choć raz odważy się samodzielnie myśleć, ten w głębi ducha będzie uznawać to za rzeczy tak śmieszne, tak godne pogardy, że oburzony odwróci się od takiej pretensjonalności.
Trzeba odrzucić raz na zawsze owe nienaturalne praktyki! Jak tylko w ludziach obudzi się żywszy i zdrowszy sposób myślenia, to przestaną tolerować taki nieporządek sprzeciwiający się zdrowemu rozsądkowi.
Przecież z życia zniekształconego w tak nienaturalny i gwałtowny sposób nigdy nie może powstać nic naprawdę wielkiego, ponieważ ludzi to ogranicza. Niby to drobnostka, lecz krępuje ludzi niesamowicie.
To tu musi rozpocząć się wyzwalanie, a polegać ma ono na odrzuceniu od siebie poniżających nawyków! Prawdziwa wolność polega tylko na właściwym poznaniu swych obowiązków, a to z kolei jest ściśle połączone z dobrowolnym ich spełnianiem! Jedynie spełnianie obowiązków daje prawa! To dotyczy także dzieci, ponieważ również one, jeśli spełniają sumiennie swoje obowiązki, mają swoje prawa.
Wszyscy rodzice maja jednak cały szereg ważnych obowiązków, które z prawami dzieci nie mają nic wspólnego.
Każdy dorosły człowiek powinien być świadom tego, co wynika z faktu płodzenia. Lekkomyślność i bezmyślność, jak również i niewłaściwe poglądy, zemściły się już w wystarczający sposób.
Uświadomcie sobie, że na tamtym świecie w pobliżu was jest przygotowanych wiele duchów, które czekają na możliwość ponownej inkarnacji na ziemię. Chodzi w większości wypadków o takie ludzkie duchy, które są spętane włóknami karmy i mają zamiar w nowym ziemskim życiu coś odpokutować.
Kiedy tylko nadarzy im się okazja, to od razu uchwycą się w miejscach, w których doszło do aktu płodzenia i czekają, aż dojrzeje nowe ludzkie ciało, w którym mogłyby zamieszkać. Podczas owego czekania dochodzi do łączenia się nowopowstających subtelnomaterialnych włókien młodego ciała i ducha wytrwale przebywającego w bezpośredniej bliskości przyszłej matki i włókien łączących matkę z czekającym duchem. Po osiągnięciu określonego stadium dojrzałości płodu włókna te odgrywają rolę pomostu, po którym obcy duch z zaświatów wchodzi do młodego ciała i od razu zajmuje go dla siebie.
Przychodzi w ten sposób obcy gość, który swoją karmą może spowodować wychowawcom niemałe kłopoty! Obcy gość! Jakże nieprzyjemna myśl! Człowiek powinien o tym nieustannie pamiętać i nigdy nie powinien zapomnieć, że może współdecydować o tym, który z czekających duchów zostanie wybrany, jeżeli lekkomyślnie nie zmarnuje czasu, w którym inkarnacja się odbywa.
Wcielenie jednakże podlega prawu przyciągania tych samych gatunków. Biegunem magnetycznym nie zawsze jednak musi być jednorodność jednego z rodziców, lecz często jest nim jakiś człowiek przebywający nieustannie w okolicy przyszłej matki.
Znajomość tych praw i świadome kierowanie się nimi może zapobiec licznym tragediom, lecz jak na razie ziemscy ludzie podchodzą do tych spraw bardzo lekkomyślnie i niefrasobliwie. W owym tak bardzo ważnym dla nich okresie uczestniczą w towarzyskich zabawach, zapraszają do swego domu przeróżne towarzystwo i nie troszczą się zbytnio o to, co ważnego szykuje się w tym czasie, aby później mogło to z wielką siłą wpłynąć na przebieg całego ich życia.
A przecież ludzie powinni wieloma sprawami świadomie kierować za pośrednictwem modlitwy wypływającej z nieustannych gorących życzeń. Mogliby w ten sposób osłabiać zło i wzmacniać dobro. Obcy gość, który do nich zawita w postaci dziecka, należałby do gatunku mile widzianego pod każdym względem! Ludzie ziemscy zbyt wiele rozmawiają o wychowywaniu dziecka przed jego narodzinami. Jak zawsze, także tu tylko w połowie pojmują skutki przejawiające się na zewnątrz.
Jak często to się zdarza, także w tym wypadku wnioski wyciągnięte z ich obserwacji są błędne. Wychowywanie przed narodzeniem jest absolutnie niemożliwe, zawsze jednak istnieje możliwość wpływania na przyciąganie, jeżeli dzieje się tak we właściwym czasie i z całą powagą! To przecież różnica, ponieważ w ten sposób można osiągnąć o wiele więcej niż przy pomocy jakiegokolwiek wychowywania przed narodzinami.
Kto wie już, o co chodzi, a jednak nadal łączy się bezmyślnie i lekceważąco, ten zasługuje na to, aby w jego najbliższą okolicę wdarł się ludzki duch, który może przynosić tylko niepokój, a nawet zło.
Dla duchowo wolnego człowieka nie powinno być płodzenie niczym innym, jak tylko dowodem na jego gotowość do przyjęcia na stałe do swojej rodziny jako gościa obcego ludzkiego ducha, aby dać jemu okazję do uwolnienia się na ziemi od starych włókien i do dojrzewania. Okazja do płodzenia powinna nastąpić tylko tam, gdzie obie strony są tego świadome i gorąco sobie tego życzą.
Patrzcie wreszcie na rodziców i dzieci tylko z punktu widzenia powyżej opisanej rzeczywistości, a wiele zmieni się samo przez się. Wzajemne odnoszenie się do siebie, wychowywanie i w ogóle wszystko stanie w ten sposób na innych, poważniejszych w porównaniu z dotychczas panującymi w tak licznych rodzinach, podstawach. Wzajemne względy i poszanowanie zaczną odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Świadomość samodzielności i dążenie do bycia odpowiedzialnym za cokolwiek przejawi się w naturalnym społecznym wzlocie narodu.
Lecz także dzieci wkrótce odzwyczają się od roszczenia sobie wobec rodziców praw, które nigdy nie istniały.
CZUWAJ I MÓDL SIĘ!
CZUWAJ I MÓDL SIĘ!
51.
Jakże często ziemscy ludzie używają owych słów Moich Syna Bożego jako przyjacielskiej rady i przestrogi. Przy tym ani ten, kto ową radę daje, ani osoba ją przyjmująca nie stara się zastanowić nad tym, co właściwie słowa te oznaczają.
Co znaczą słowa »modlić się«, wie każdy ziemski człowiek lub, prawdę powiedziawszy, mniema, że wie, chociaż w rzeczywistości tego nie wie. W taki sam sposób mniema, że wie, co oznacza »czuwaj«, a jednak od prawdziwego sensu tych słów dzieli go jeszcze bardzo wiele.
»Czuwajcie i módlcie się« to w obrazie podane ostrzeżenie, aby ożywić zdolność odczuwania, a więc czynność ducha! Ducha we właściwym sensie tego słowa, a więc nie pracy mózgu, ponieważ żywy ludzki duch przejawia się tylko i wyłącznie poprzez uczucie. Duch człowieka, to znaczy pierwotne sedno człowieka, które na drodze przez późniejsze stworzenie sformowało się we właściwe »ja«, nie przejawia się w żaden inny sposób.
»Czuwaj i módl się« nie jest więc niczym innym, jak tylko żądaniem, aby ziemski człowiek wysubtelnił i wzmocnił swoją zdolność odczuwania. Jest to równoznaczne z ożywieniem ducha, owej jedynej wiecznej wartości człowieka. Tylko duch może powrócić do raju, skąd wyszedł. Powrócić do raju musi, bądź to pod postacią ducha dojrzałego, który posiada świadomość samego siebie, bądź też pod postacią ducha, który stał się znów nieświadomy, czyli albo jako żywe »ja«, które dążyło do Światła i stało się w stworzeniu pożyteczne, albo jako rozerwane, martwe »ja«, jeżeli duch stał się w stworzeniu niepotrzebny.
Kiedy więc Ja Syn Boży napominam »Czuwaj i módl się«, to ludzkość na ziemi otrzymuje w ten sposób jedno z najpoważniejszych ostrzeżeń. Równocześnie jest to surowe zwrócenie uwagi na to, aby ludzie starali się być w stworzeniu pożyteczni. Tak mogliby uniknąć potępienia, które w przeciwnym wypadku dosięga ich już dziś według samoczynnie działających w stworzeniu praw Bożych.
Spójrzcie na kobietę! Kryje w sobie, niczym najcenniejszy skarb żeńskości, tak wielką delikatność uczuć, jakiej nie jest zdolny okazać żaden inny twór. Dlatego w stworzeniu powinno się mówić tylko o szlachetnej żeńskości, ponieważ żeńskość kryje w sobie najpotężniejsze dary, pomagające urzeczywistnić wszelkie dobro.
W ten sposób jednak także największa odpowiedzialność spoczywa na barkach kobiety. To dlatego Lucyfer atakował wraz z całą swoją sforą przede wszystkim kobietę, aby móc podporządkować sobie całe stworzenie.
I niestety, u kobiety późniejszego stworzenia Lucyfer natrafił na zbyt podatny grunt. Z błyskiem w oczach wybiegała mu naprzeciw i swym zachowaniem, które czyste pojęcia obracało w zakłamane karykatury, zatruwała całe późniejsze stworzenie. W wyniku tego wśród wszystkich ludzkich duchów zapanował chaos.
Czysty kwiat szlachetnej żeńskości, korona tego późniejszego stworzenia, pogrążył się z własnej winy i pod wpływem kusiciela szybko zmienił się w jadowite zielsko, które ozdobione połyskującymi barwami wabi kuszącym zapachem wszystko do miejsc, w których ono samo czuje się świetnie – w trzęsawisko, w którym ugrzęzną wszyscy przywabieni.
Biada kobiecie! Ponieważ powierzono jej to najcenniejsze, a ona tego we właściwy sposób nie wykorzystała, dosięga już dziś uderzenie miecza Bożej Sprawiedliwości najpierw jej karku, ponieważ nie zdecydowała się pójść w pierwszych szeregach ziemskiej ludzkości dążącej do koniecznego wzlotu i opuszczającej ruiny walącej się budowli, która opierała się na wypaczonych poglądach, będących wynikiem podszeptywania Lucyfera. Kobieta może i mogła podjąć taką decyzję, ponieważ aktywność duchowego odczuwania jest jej podstawową cechą.
Ziemska kobieta zamieniła wzorowe dążenie do osiągnięcia drogocennego białego kwiatu szlachetnej czystości na chęć podobania się i próżność, które to cechy mogła w pełni wykorzystać podczas życia towarzyskiego wypielęgnowanego aż do przesady.
Kobieta dobrze wyczuwała, że traci przy tym prawdziwą ozdobę żeńskości i sięgała w stronę tego, co w zamian zaproponowały jej ciemności. Namiastkę odnalazła w ofiarowywaniu swych cielesnych wdzięków, stając się bezwstydną niewolnicą mody. Tak postępując pogrążała się w coraz większych głębinach i pociągała za sobą także mężczyzn drażniąc ich instynkty, co stało się nieuniknioną przeszkodą ich duchowego rozwoju.
W ten sposób wszakże kobiety wyhodowały w sobie zalążek zniszczenia, który podczas sądu, który już się zakończył, przyniósł im w swym zwrotnym działaniu zagładę. Tak jest ze wszystkimi błądzącymi kobietami, które stały się w stworzeniu zgniłymi owocami niezdolnymi przetrzymać przejawiających się z wielkim hukiem oczyszczających szkwałów i burz.
Niech nikt nie brudzi sobie rąk pomagając w niedoli tym, które kłaniają się idolowi próżności i pychy, kiedy będą chwytać się waszych rąk, aby wydostać się z ciężkich opresji. Odepchnijcie je i pozwólcie im się pogrążać, albowiem nie ma w nich żadnej wartości, która mogłaby dopomóc przy obiecanym budowaniu nowego w obecnym Królestwie Tysiącletnim.
Kobiety nie widzą śmieszności i pustki swego postępowania. Lecz ich obelżywe drwiny wymierzone w niewielką garstkę tych, które starają się zachować dla samych siebie prawdziwą kobiecą przyzwoitość i czystość, i które nie pozwoliły, aby zdeptano w nich resztki delikatnej wstydliwości będącej najpiękniejszą ozdobą każdej dziewczyny i kobiety, owe drwiny bardzo szybko w nich zamieniają się w okrzyki bólu i milkną!
Kobieta późniejszego stworzenia stoi obecnie jak na ostrzu noża, ponieważ obdarzono ją tak wzniosłymi cechami. Teraz wreszcie rozlicza się z tego, jak z darów tych korzystała. Podczas obecnego rozliczenia nie są możliwe jakiekolwiek wymówki! Za późno również na to, aby się zmieniła lub poszła inną drogą, ponieważ czas na to przeznaczony już minął. Wszystkie powinny pomyśleć o tym wcześniej i uświadomić sobie, że ich poglądy nie mogły przeciwstawiać się niezmiennej Woli Bożej, w której zawarta jest tylko przejrzysta jak kryształ czystość.
Kobieta przyszłości wszakże, która potrafi uratować siebie i swoją wartość w samym środku obecnego rozpustnego życia, podobnego do życia Sodomy i Gomory, a potem także i ta, która się odrodzi, uczyni z żeńskości nareszcie kwiat, do którego każdy będzie mógł zbliżyć się tylko z uświęconą nieśmiałością i najczystszym szacunkiem. Będzie potem taką kobietą, która żyje według Woli Bożej, co znaczy, że będzie stała w stworzeniu, niczym promienna korona, jak stać może i jak stać powinna. Będzie rozpromieniać wszystko wibracjami przyjmowanymi ze światłych wyżyn i będzie zdolna przekazywać wibracje te dalej, stale jasne i bez zanieczyszczeń. A wszystko to siłą swojej zdolności, która jest zakotwiczona w delikatnym wyczuwaniu prawdziwej żeńskości.
Słowa Moje Syna Bożego »Czuwajcie i módlcie się« będą ucieleśnione w każdej przyszłej kobiecie tak, jak powinny już być ucieleśnione w każdej kobiecie dzisiejszej. Jeśli kobieta dąży do czystości i zmierza ku Światłu, to w wibracjach jej zdolności odczuwania zawarte jest tak nieustanne czuwanie, jak również najpiękniejsza modlitwa, która jest miła Bogu!
Takie wibracje pozwalają przeżywać pełną dziękczynienia radość! I to jest właśnie ta modlitwa, jaka ma być! Wibracje te są wszakże równoznaczne ze staniem na straży, a więc z czuwaniem! Albowiem wszystko wstrętne, co chciałoby się zbliżyć oraz każde złe chcenie, zostaje odkryte i zauważone przez te wibracje delikatnego uczucia jeszcze wcześniej niż może sformować się w myśli. Potem kobieta może łatwo obronić się już zawsze w porę, jeśli tylko sama nie chce inaczej.
Pomimo tego, że wibracje te są tak delikatne, to jest w nich i tak zawarta siła zdolna wszystko w stworzeniu przekształcać. Nie istnieje nic, co mogłoby się jej oprzeć; albowiem siła ta zawiera w sobie Światło, a tym samym także życie!
O tym Lucyfer wiedział bardzo dobrze! Dlatego też ze swymi atakami i kuszeniem zwrócił się głównie przeciwko wszystkim kobietom! Wiedział, że z chwilą kiedy pozyska kobietę, będzie panował nad wszystkim. I niestety, niestety, udało mu się to, jak może dziś każdy wyraźnie widzieć, kto widzieć chce!
Dlatego wołanie Światła skierowane jest w pierwszym rzędzie znów w stronę kobiety! Kobieta musi teraz poznać, na jak niski stopień upadła. I pozna, nawet wtedy gdyby… nie pozwoliła na to jej próżność. Lecz ta pułapka Lucyfera trzymała całą żeńskość w okowach, trzymała tak mocno, że ta już nie mogła Światła poznać, ba, nawet poznać nie chciała! I nie chce, ponieważ dzisiejsza nowoczesna kobieta nie może wyrzec się lekkomyślnych igraszek, chociaż w głębi ducha już podejrzewa, co w ten sposób utraciła. Wręcz bardzo dobrze o tym wie! I żeby zagłuszyć owe ostrzegawcze przeczucie, które równe jest poznaniu, rzuca się, niczym smagana batem, w wir innego paradoksu: Pragnie stać się amazonką i to nie tylko w pracy, lecz także całą swą istotą!
Czyni tak, zamiast nawrócić się w stronę prawdziwej żeńskości, w stronę najbardziej cennego skarbu całego stworzenia, a tym samym w stronę zadania, które Światło jej wyznaczyło!
To ona ograbia mężczyzn z wszelkiej ich uświęconej szlachetności i w ten sposób przeszkadza im rozwinąć czysto męskie cechy.
Tam, gdzie mężczyzna nie może spoglądać na kobietę przedstawiającą prawdziwą żeńskość, tam nie może rozkwitać naród ani lud!
Tylko prawdziwa, najczystsza żeńskość zdolna jest mężczyznę obudzić i doprowadzić do wielkich czynów. Nic poza tym. I to według Woli Bożej jest zadaniem kobiety w stworzeniu. Albowiem tak uskrzydla naród, ludzkość, ba, nawet całe późniejsze stworzenie; przecież tylko kobieta posiada ową niezmierną moc delikatnego oddziaływania! To moc zwycięska, moc, której nie można się oprzeć, a jeżeli kierują nią najczystsze zamiary, to spoczywa na niej błogosławieństwo Boże. Nic jej nie dorówna, ponieważ wszędzie, dokąd dotrze oraz w każdym swym przejawie szerzy najczystsze piękno!
Dlatego oddziaływanie kobiety powinno przenikać przez całe stworzenie, odświeżać je, wzmacniać i ożywiać, ma być podobna do powiewu z utęsknionego raju.
Lucyfer więc w pierwszym rzędzie chytrze i podstępnie sięgnął po najwspanialszą z pereł ofiarowanych wam przez Stwórcę. Doskonale przy tym wiedział, że w ten sposób naruszył wszelkie oparcie w waszym dążeniu do Światła! Kobieta bowiem ma w sobie tajemniczy skarb, zdolny obudzić w stworzeniu czystość i szlachetność myśli, spowodować gwałtowną inwencję twórczą i pobudzić do najbardziej szlachetnych czynów, lecz… tylko wtedy, jeśli kobieta jest taka, jaką chciał ją mieć Stworzyciel, kiedy tak sowicie obsypał ją owymi darami.
A wy dałyście się zbyt łatwo oszukać! Poddałyście się kuszeniu całkiem bez walki. Jako chętna służka Lucyfera wykorzystywała kobieta piękne dary Boże w wypaczony sposób i tym pomagała ciemnościom w opanowaniu całego późniejszego stworzenia.
Wszystko, co w tym stworzeniu powinno było powstać ku radości i szczęściu wszelkich tworów, zamieniło się w odrażające karykatury! Wszystko to wprawdzie powstało, lecz pod wpływem Lucyfera zostało zmieniane, wypaczane i fałszowane!
A kobieta późniejszego stworzenia chętnie pośredniczyła w tym wszystkim! Na światłych podstawach czystości wybudowała grzęzawisko zionące mamiącymi oparami. Promienny entuzjazm zamieniła na opętanie zmysłami. Teraz chcecie walczyć, lecz przeciw wszystkiemu, czego Światło żąda! W ten sposób chcecie nadal trwać w lekkomyślnym samolubstwie, którym się upajacie!
Pozostało już mało kobiet, które zdolne są wytrzymać jasne spojrzenie. Większość z nich przejawia się jak trędowate, których uroda, a więc prawdziwa żeńskość, została już uszkodzona, a tego nigdy nie da się odtworzyć. Wiele z nich, jeśli będą mogły być uratowane, ogarnie wstręt do samych siebie i już po nie wielu dniach przypomną sobie wszystko, co teraz według nich jest dobre i piękne. Będzie to jak przebudzenie z najgorszego koszmarnego snu!
I tak, jak kobieta potrafi porwać za sobą w głębiny całe późniejsze stworzenie, tak posiada również siłę potrzebną do jego wydźwignięcia i wspierania, ponieważ mężczyzna pójdzie tą samą drogą, co ona.
Już wkrótce po oczyszczeniu nadchodzi czas, w którym można będzie radośnie zawołać: »Spójrzcie, oto taka kobieta, jaka powinna być, to prawdziwa kobieta w całej swej wzniosłości, najszlachetniejszej czystości i mocy.« Przy jej boku będziecie potem przeżywać Moje słowa Chrystusa: »Czuwajcie i módlcie się« całkowicie naturalnie i w najpiękniejszej formie!
FORMY MYŚLI
FORMY MYŚLI
50.
Usiądźcie w którejś z kawiarni lub w innym lokalu i zwróćcie swoją uwagę na otaczających was ziemskich ludzi przy stolikach. Obserwujcie, w jaki sposób spędzają swój wolny czas, o czym rozmawiają. Idźcie do domów, obserwujcie swoje najbliższe otoczenie podczas odpoczynku, kiedy wszystkie ważne sprawy są już załatwione.
Przerażenie was ogarnie, gdy uświadomicie sobie pustkę i jałowość zawartą w rozmowach, które nie są związane z pracą zawodową. Poznacie, jak jałowe są ich myśli i jak niesamowicie wąskie są horyzonty ich zainteresowań. Dotrze do was nagle straszliwa płytkość takich rozmów, a obserwując nadal uważnie poczujecie nagle do owych rozmów wstręt.
Do tych kilku wyjątków, które przy tym spotkacie, do owych ludzi, których słowa są w chwili odpoczynku przeniknięte tęsknotą do doskonalenia ducha, będziecie podchodzić, jak do samotnych obcych zagubionych w wirze powszedniego życia.
Właśnie w tzw. chwilach wolnych od codziennych zajęć można najłatwiej poznać prawdziwe wnętrze człowieka. Gdy przerwane zostaną jego rutynowe zajęcia, odpadnie równocześnie zewnętrzne oparcie o formy specyficznego zakresu zainteresowań i wiadomości. To, co potem pozostaje, jest rzeczywistym człowiekiem. Obserwujcie go nie angażując się i wsłuchajcie się w to, co mówi. Po bardzo krótkiej chwili swoją obserwację przerwiecie, ponieważ stanie się ona dla was nie do zniesienia.
Kiedy uświadomicie sobie, jak wielu ziemskich ludzi właściwie nie różni się niczym od zwierząt, ogarnie was głęboki smutek. Nie są wprawdzie tak tępi, są bardziej rozumni, lecz w gruncie rzeczy są tym samym, co zwierzęta. Z klapkami na oczach jednostronnie idą przez życie na ziemi widząc tylko to, co materialne. Troszczą się o jedzenie i picie, o większe lub mniejsze gromadzenie ziemskiego majątku, zabiegają o przyjemności cielesne. Myślenie o czymś, co jest niewidzialne, traktują jak stratę czasu, który według ich mniemania można wykorzystać o wiele lepiej w wirze rozrywek i zabaw.
Nie mogą pojąć i także nigdy nie pojmą, że ziemskie życie wraz ze wszystkimi swoimi korzyściami i radościami dopiero wtedy otrzymuje właściwą treść, jeżeli człowiek chociaż trochę poznał subtelnomaterialność, która także jest częścią życia, a kiedy wie o działaniu zwrotnym, które łączy go ze światem subtelnomaterialnym, przestaje mieć wrażenie, że wydany jest na łaskę przypadku. Lecz większość ziemskich ludzi dystansuje się od tych rzeczy mylnie sądząc, że jeżeli rzeczywiście istnieje świat subtelnomaterialny, a oni będą przejawiać o niego zainteresowanie, to zaplączą się w sprawy dla nich niewygodne lub wręcz przerażające.
Myślenie o tym, że dopiero dążenie do wyższych celów nadaje rzeczywisty sens całemu ziemskiemu życiu, jest dla nich całkiem obce. Dopiero w wyniku tego dążenia przepływa przez wszelkie ziemskie radości i przyjemności ciepły nurt prawdziwego życia. Owe radości nie są wtedy bynajmniej spychane na bok. Wręcz odwrotnie. Ci, którzy tęsknią do czystego i szlachetnego, i którzy poważnie poszukują, otrzymują w zamian najpiękniejsze działanie zwrotne w postaci gorącego życiowego optymizmu, który często przemienia się w entuzjastyczny zachwyt nad wszystkim, co istnieje.
Jakże naiwni są ziemscy ludzie, którzy obojętnie przechodzą obok tych faktów! To tchórze, którzy nigdy nie zaznają radości człowieka zdecydowanie idącego naprzód.
Niech więc zapanuje w was radosny entuzjazm, wywodzący się ze świadomości, że wszystko, dosłownie wszystko, łącznie z tymi odległymi i pozornie dla was nieosiągalnymi przestrzeniami dookoła was żyje! Nic nie jest martwe, nic puste, jak mogłoby się wydawać. A wszystko współdziała i tka w prawie wzajemnego oddziaływania, którego centrum jesteście wy, ludzie. To wy tworzycie nowe włókna losu i kierujecie nimi, z was wychodzą skutki zwrotne i wy jesteście w końcu ich celem. Jesteście potężnymi władcami, a każdy z was tworzy sobie swe królestwo, które albo wyniesie go wzwyż, albo pod sobą pogrzebie.
Obudźcie się! Wykorzystajcie z pełną świadomością i znajomością rzeczy moc, która była wam dana, byście nie wytwarzali w głupocie, uporze i lenistwie szkodliwych kreatur, które uzyskają przewagę nad wszystkim, co zdrowe i dobre, i które w końcu także tego, kto je wytworzył, doprowadzą do zachwiania i upadku.
Już najbliższa subtelnomaterialna okolica człowieka może bardzo dopomóc jego wzlotowi, ale też upadkowi. To ów specyficzny świat form myśli, który w swym żywym oddziaływaniu jest tylko małą częścią olbrzymiego systemu kół całego stworzenia. Włókna łączące wychodzą z form myśli, przenikają do gęstomaterialności tak samo jak dalej w górę do subtelnomaterialności, lecz tak samo przenikają w dół – do królestwa ciemności. Wszystko jest nawzajem mocno powiązane i złączone, niczym w ogromnym splocie naczyń krwionośnych i włókien nerwowych. Mocno i nierozerwalnie! Pamiętajcie o tym!
Ludzie obdarzeni specjalną łaską mogą od czasu do czasu część tego obserwować, lecz większość raczej wyczuć. W ten sposób ludzkość się już wiele dowiedziała. Człowiek starał się budować na owym poznaniu, aby uzyskać pełniejszy obraz. W ten sposób powstawało jednak wiele błędnych poglądów i luk. Wielu z badaczy sfery subtelnomaterialnej przeprowadzało zbyt karkołomne doświadczenia zatracając przy tym jasny obraz całości. Inni znów swoje luki w poznaniu zastępowali fantastycznymi wymysłami, które powodowały wypaczanie rzeczywistości i musiały nadwerężyć wiarę w świat subtelnomaterialny jako taki. Wynikiem takiego działania były mające w tym wypadku rację bytu drwiny, które wzmacniane nielogicznymi argumentami musiały zwyciężyć.
Jeżeli mam już o tym mówić, to muszę przede wszystkim przez wszystko, co dzieje się w stworzeniu, poprowadzić mocną linę, aby obserwator mógł się przytrzymać i wspinać po niej w górę. Wiele z niezrozumiałych dla niego procesów ma swój początek już w najbliższej jego okolicy. Gdyby zajrzał w świat form myśli, to na pewno wiele rzeczy wcześniej dla niego niepojętych stałoby się bardziej zrozumiałymi.
Także wymiar sprawiedliwości odnalazłby w wielu przypadkach prawdziwych winowajców wśród całkiem innych ludzi niż ci, których oskarżył i ich pociągnąłby najpierw do odpowiedzialności. A wszystko polega na tym, że człowiek, jako jednostka, jest mocno uzależniony od świata sformowanych myśli, świata, który jest dla ziemskiej ludzkości najbliższy.
To, że ludzie nie mogą tych rzeczy oglądać wprost, że nie widzą dalej niż sięga ich wzrok cielesny, jest bez wątpienia dla wielu z nich wielkim dobrodziejstwem. Widząc jakiego gatunku są dzisiejsze formy myśli, po prostu by się przestraszyli.
Obezwładniające przerażenie ogarnęłoby większość ziemskich ludzi, którzy dziś pośród tego żyją lekkomyślnie, naiwnie i bez wyrzutów sumienia. Przecież każda powstała myśl, jak zresztą wszystko w świecie subtelnomaterialnym, otrzymuje od razu konkretną postać, która ucieleśnia i wyobraża rzeczywisty sens owej myśli.
Żywa Siła przepływająca przez stworzenie, a więc także przez ludzi, uchwyci mocno przy pomocy konkretnej woli zawartej w wytworzonej myśli jej subtelnomaterialność i zagęści ją w scaloną formę, która wyraża sens tego, czego myśl chce. A więc pod wpływem Żywej Siły powstaje coś rzeczywistego, coś żywego, coś, co później w owej sferze form myśli przyciąga jednorodne według prawa, które mówi, że lgnie do siebie to, co jest do siebie podobne lub jest na odwrót przez jednorodne przyciągane, zawsze zależnie od swej siły.
W zależności od tego, jak została myśl podczas swego powstawania równocześnie przesiąknięta uczuciem, mocniej czy słabiej, takie będzie miała jej subtelnomaterialna postać życie, które będzie wprost proporcjonalne do owej siły lub słabości. Ów świat myśli jest gęsto zamieszkały. W wyniku wzajemnego przyciągania powstały całe ośrodki sił. Z ośrodków tych spływa na ludzi skoncentrowana siła i wpływa na nich.
Przede wszystkim działa zawsze na tych, którzy mają skłonności tego samego gatunku, którzy mają w sobie coś podobnego. Ludzie ci są przez to wzmacniani w ich odpowiadającemu temu chceniu i są prowokowani do ponownego wytwarzania podobnych form. Formy te działają tak samo i włączają się w świat sformowanych myśli.
Lecz ośrodki myśli mogą wpływać także na ludzi mających inne cechy charakteru i powoli ich do siebie przyciągać. Tak się dzieje, jeśli ośrodki są nagle wzmocnione w wyniku nieustannie odnawianego przypływu. Przed takim działaniem chronieni są tylko ci, którzy w swym wnętrzu posiadają coś mocniejszego, odróżniającego się od ośrodka, ponieważ łączenie się z różnorodnym nie jest możliwe.
Nie tak dawno jeszcze najmocniejszymi ośrodkami w świecie subtelnomaterialnym, a więc mającymi najwięcej zwolenników, były niestety ośrodki nienawiści, zawiści, gniewu, zmysłowości, łakomstwa i wszelkiego innego zła. Mniejszy wpływ miały ośrodki czystości i miłości. Z tego też powodu zło rozprzestrzeniało się niebezpiecznie szybko. Do tego trzeba jeszcze doliczyć to, że takie ośrodki myśli nawiązywały z kolei łączność z jednorodnymi z nimi sferami ciemności. Stamtąd były najbardziej pobudzane do coraz mocniejszych przejawów, w wyniku czego w swym dalszym działaniu mogły narobić ludzkości wiele szkód i katastrof.
Dlatego jest błogosławiona godzina, w której myśli czystej miłości zaczęły wśród ludzi znowu dominować, aby w świecie sformowanych myśli powstawały i rozwijały się jednorodne, mocne ośrodki, które otrzymują pomoc bezpośrednio przeze Mnie i ze światlejszych sfer. W ten sposób nie tylko wspierają dążących do dobra, lecz równocześnie mocno oczyszczają myśli ciemniejsze.
Trzeba jednak zwrócić uwagę jeszcze na inny proces zachodzący w owym subtelnomaterialnym świecie: w wyniku starań tego, kto myśl wytworzył, sformowane myśli atakują konkretne osoby i mogą do nich przylgnąć.
Jeżeli owe formy myśli są czyste i szlachetne, to daną osobę uszlachetnią, wzmocnią ochraniającą ją czystość, a jeśli w dodatku są jednorodne z jej wewnętrznymi uczuciami, to mogą wydźwignąć ją jeszcze wyżej, mogą przyśpieszyć jej wzlot i przyśpieszają.
Nieczyste myśli jednak drugą osobę skalają akurat tak samo, jak można zabrudzić gęstomaterialne ciało rzucając w nie błotem. Jeśli w ten sposób skalany człowiek nie posiada mocnego wewnętrznego wsparcia w ośrodkach światłych nurtów, to z czasem, pod wpływem rzuconych na niego nieczystych myśli, może zostać zmącone jego własne odczuwanie. Może tak się dziać, ponieważ lgnące do niego nieczyste myśli przyciągają do siebie myśli z nimi jednorodne, wzmacniają się i zatruwają powoli myśli tego, którego otaczają.
Główny ciężar odpowiedzialności spada oczywiście z powrotem na człowieka, który nieczyste myśli wytworzył i wysłał do poszkodowanej osoby, posługując się przy tym swym chceniem lub życzeniem. Przecież sformowane myśli pozostają połączone również z ich twórcą i działają zwrotnie na niego w taki sam sposób.
Dlatego trzeba ciągle wołać do wszystkich poważnie poszukujących: »Dbajcie o czystość swych myśli!« Starajcie się ze wszystkich sił. Nie macie nawet pojęcia, co tym wytworzycie. Spoczywa w tym olbrzymia potęga! W ten sposób oddziałujecie niczym mocni wojownicy. Jesteście czołówką szerzącą Światło, a tym samym także wojownikami walczącymi o wyzwolenie swych bliźnich z ciernistych łanów jadowitego zielska w świecie sformowanych myśli.
Gdyby w tej chwili komuś zdjęto opaskę z oczu, aby mógł obserwować najbliższą subtelnomaterialną okolicę, to wystraszony najpierw zobaczyłby dziki chaos, który niejednego mógłby przerazić. Lecz strach miałby nad nim władzę tylko do momentu, w którym uświadomiłby sobie, jaką siłą sam dysponuje. Z jej pomocą potrafi torować sobie drogę niczym mieczem. I to bez wysiłku! Korzystając tylko ze swego chcenia.
Zobaczyłby bardzo wiele różnych gatunków form myśli wszelkich możliwych i dla ludzkiego oka często »niemożliwych« kształtów. Mógłby zauważyć, że każdy poszczególny kształt w swym wyraźnie zdefiniowanym stylu przejawia się i żyje dokładnie tak, jak myślał ten, kto daną myśl wytworzył. Myśl ta odzwierciedla dokładnie jego chcenie w rzeczywistej postaci i bez sztucznych ozdobników.
Lecz po upływie krótkiego czasu, bez względu na tysiące przejawiających się gatunków, zacząłby jednak rozróżniać to, co dla poszczególnych form myśli jest podstawowe i mógłby każdą z nich zaszeregować tam, gdzie jest jej właściwe miejsce bez względu na jej przeróżne kształty. Tak samo jak możemy według kształtów odróżnić człowieka od zwierzęcia lub nawet odróżnić poszczególne ludzkie rasy według charakterystycznych rysów twarzy. Tak samo każda sformowana myśl posiada specyficzne rysy, na podstawie których możemy określić czy forma zalicza się do nienawiści, zawiści, zmysłowości lub innej klasy podstawowej.
Każda taka klasa podstawowa posiada swoją charakterystyczną cechę, która wtłoczona jest do poszczególnych form myśli i która jest podstawą tego, co myśl ucieleśnia. Nie zależy to od postaci zewnętrznej, jaką dana forma przyjęła pod wpływem myśli podstawowej. W ten sposób można natychmiast rozróżnić, do jakiego podstawowego rodzaju dana forma należy bez względu na możliwość jej zniekształcenia i przetworzenia w najbardziej fantastyczną obrzydliwość. Wraz z pojawieniem się takiego poznania znika nawet tak pozornie dziki chaos. Przestaje to tak wyglądać.
Widzimy surowy ład i konsekwencję podstawowych praw, które płyną przez całe stworzenie. Jeżeli owe prawa poznamy i dostosujemy się do nich z ufnością, to będą one nas bezgranicznie ochraniać i przyniosą wielkie błogosławieństwo.
Kto jednak prawom w stworzeniu się sprzeciwia, ten będzie cierpiał i jeśli nie zostanie wręcz powalony oraz zmiażdżony, to przeżyje w najlepszym przypadku ostre szlifowanie. To będzie go tak długo przetwarzać przy pomocy bólu i cierpkich doświadczeń, aż w końcu ziemski człowiek dostosuje się do nurtów owych praw i przestanie im przeszkadzać. Dopiero potem prawa te będą mogły wynieść go wzwyż.
Powyżej opisane formy myśli działały zwrotnie nie tylko na ludzkość, lecz ich działanie sięgało o wiele dalej, ponieważ najbliższą okolicę świata subtelnomaterialnego zamieszkuje także większość istotnych natury. Kto już raz pogodził się z myślą, że wszystko żyje i w wyniku tego wszystko posiada kształt, bez względu na to, czy można to widzieć ziemskim okiem, czy nie, ten nie będzie miał problemu wyobrazić sobie to, że także wszystkie siły żywiołów posiadają swą postać.
Do owych sił natury należą istoty ziemi, powietrza, ognia i wody, czyli skrzaty, nimfy, sylfy, elfy, gnomy itp., które niekiedy ludzie widywali – dawniej zdarzało się to częściej niż dziś. Na istoty te wpływały sformowane myśli, przez co znowu powstało wiele dobra lub zła. I tak wszystko idzie dalej, wszystko zazębia się, niczym tryby maszyny skonstruowanej w najbardziej umiejętny sposób.
Lecz w samym środku tego całego ruchu stoi człowiek! Wyposażony w środki wybierające gatunek tkaniny, która ma powstać na krosnach stworzenia. Człowiek może poszczególne tryby owej maszyny nastawić w różnych kierunkach.
Pamiętajcie o owej niezmiernej odpowiedzialności, albowiem wszystko to dzieje się tylko we własnym kręgu waszej ziemskiej wędrówki przez życie. Według mądrych zasad Stworzyciela nic nie opuści tego kręgu, lecz powróci z powrotem do was samych. Swymi życzeniami, myślami i swą wolą mogliście oba światy zatruć lub na odwrót oczyścić i wydźwignąć w górę, Światłu naprzeciw. Dlatego czystością swych myśli decydujcie o zmierzaniu swego losu na wyżyny!
Dziś jednak procesy energetyczne wymuszają na was konieczne i ostateczne rozliczenie, abyście nie mogli szkodzić dalej sobie i swojemu otoczeniu!
PRZYKAZANIE PIERWSZE