OJCZE NASZ
65.
Istnieje tylko niewielu ludzi, którzy starają się uświadomić sobie, czego właściwie chcą, kiedy odmawiają modlitwę »Ojcze nasz.« Jeszcze mniej jest tych, którzy rzeczywiście wiedzą, jaki jest sens zdań, które przy tym odklepują. Odklepywanie jest chyba jedynym właściwym określeniem czynności, którą ziemscy ludzie w tym wypadku nazywają modleniem.
Kto siebie w tej sprawie surowo bada, ten musi się z tym zgodzić, w przeciwnym wypadku udowadnia, że w taki sam sposób, to znaczy powierzchownie, spędza całe życie oraz że nie potrafi i nigdy nie potrafił utworzyć głębszej myśli. Na tej ziemi jest dosyć ludzi, którzy siebie wprawdzie traktują poważnie, lecz inni, nawet mimo najlepszych chęci, traktować ich w ten sposób nie mogą.
Właśnie początek tej modlitwy odczuwano od dawna niewłaściwie, chociaż na różne sposoby. Ludzie, którzy starają się traktować ową modlitwę prawdziwie, przystępują do niej niewątpliwie z pewną dozą dobrej woli, czują, jak powstaje w nich po pierwszych słowach lub podczas owych pierwszych słów wrażenie bezpieczeństwa i spokoju ducha! I to wrażenie przeważa w nich jeszcze także przez kilka sekund po modlitwie.
Z tego faktu można wywnioskować dwie rzeczy: W pierwszym rzędzie, że ten, kto odmawia modlitwę, potrafi być poważnym tylko podczas pierwszych słów, które w nim owo wrażenie wywołują, a po drugie właśnie przebudzenie owego wrażenia udowadnia, jak odległy jest modlący się od pojmowania tego, co modlitwą wyraża!
Wyraźnie w ten sposób udowadnia, że nie potrafi na dłuższą metę głębiej się zastanowić, lub że myśli powierzchownie. Przecież w przeciwnym wypadku podczas wymawiania dalszych słów musiałoby powstać w nim całkiem inne wrażenie, które odpowiadałoby zmienionej treści słów, gdyby w człowieku, który modlitwę odmawia, słowa te naprawdę stały się żywe.
Pozostaje w nim więc tylko to, co przebudziły pierwsze słowa. Gdyby jednak pojął właściwy sens oraz prawdziwe znaczenie owych słów, to musiałoby w nim powstać odczucie całkiem różne od przyjemnego poczucia bezpieczeństwa.
Bardziej zarozumiali ludzie widzą znów w słowie »Ojcze« potwierdzenie tego, że pochodzą wprost od Boga i że w ten sposób podczas właściwego rozwoju w końcu sami staną się boskimi, że po prostu już teraz mają owo boskie w sobie. Tak więc wśród ziemskich ludzi można natrafić jeszcze na wiele mylnych poglądów dotyczących tego zdania.
Większość modlących się ludzi podchodzi jednak do owego zdania, jakby było ono zwracaniem się do kogoś, jakby było zawołaniem. W tym wypadku nie potrzebują wiele myśleć. Toteż w zgodzie z tym wszystko bezmyślnie się odklepuje, chociaż właśnie to wołanie do Boga powinno zawierać wszelki żar, do jakiego duch ludzki w ogóle jest zdolny!
Lecz pierwsze zdanie wszystkiego powyższego wyrażać nie powinno i także nie wyraża. Albowiem Ja Syn Boży równocześnie w wybrane słowa włożyłem wytłumaczenie, jakby instrukcję, w jaki sposób powinien ludzki duch podejść do modlitwy, jak może i powinien stawać przed swym Bogiem, jeżeli jego modlitwa ma zostać wysłuchana. Mówię dokładnie, w jakim stanie w tym momencie powinien się znajdować i jak czyste ma być jego uczucie, jeżeli chce kłaść swoje prośby przed stopniami Bożego tronu!
Tak więc cała modlitwa dzieli się na trzy części. Pierwsza część jest całkowitym oddaniem się ducha swemu Bogu. Kładzie się, mówiąc obrazowo, otwarty przed Nim i, zanim wypowie swoją naglącą prośbę, przedkłada świadectwo czystości oraz zdolności swej własnej woli.
Chce w ten sposób wyjaśnić, wyłącznie jakiemu uczuciu wolno wytwarzać podstawę zbliżania się do Boga! Kiedy więc zabrzmią na początku słowa: »Ojcze nasz, któryś jest w niebie!«, brzmi to, jak wielka, święta obietnica.
Zauważcie, że modlitwa nie jest tym samym, co prośba! W przeciwnym wypadku nie istniałaby przecież modlitwa dziękczynna, która nie zawiera żadnej prośby. Modlić się nie znaczy prosić. Już pod tym względem był »Ojcze nasz« do tej pory niewłaściwie oceniany, a to z kolei spowodowane było złym nawykiem człowieka, który dopóty nie staje przed Bogiem,… dopóki równocześnie od Niego czegoś nie oczekuje lub wręcz czegoś nie żąda. Przecież oczekiwanie już zawiera w sobie żądanie. A ziemski człowiek rzeczywiście podczas modlitwy zawsze czegoś oczekuje, temu nie może zaprzeczyć! Nawet jeżeli jest to mniej lub bardziej mgliste poczucie tego, że kiedyś otrzyma miejsce w niebie.
Ziemski człowiek nie zna euforycznej podzięki, która towarzyszy radosnemu korzystaniu ze swojego świadomego bytu, który był jemu dany po to, aby w przez Boga chcianym lub w przez Boga prawem oczekiwanym postępowaniu współdziałał w wielkim stworzeniu dla dobrobytu swego otoczenia! I także nawet nie podejrzewa, że właśnie tylko i wyłącznie to zawiera w sobie jego rzeczywisty własny dobrobyt i jego postęp, jego wzlot.
Na takich przez Boga chcianych podstawach stoi w rzeczywistości modlitwa »Ojcze nasz«! W przeciwnym wypadku bym jej nawet nie mógł dać. Chciałem i chcę tylko dobra ludzi, które tkwi we właściwym dotrzymywaniu i wypełnianiu Bożej Woli.
Dana przeze Mnie modlitwa nie jest więc modlitwą błagalną, lecz wielkim, wszechogarniającym uroczystym ślubowaniem człowieka, który w ten sposób kładzie się u stóp swego Boga! Ja ofiarował ją swym uczniom, którzy byli wtedy zdecydowani żyć w czystym czczeniu Boga, służyć Bogu swym życiem w stworzeniu i ową służbą czcić Jego Świętą Wolę!
Człowiek powinien się dobrze i dokładnie zastanowić, czy wolno jemu w ogóle ważyć się na skorzystanie z tej modlitwy i na jej odmówienie. Powinien sam siebie poważnie badać, czy przypadkiem nie próbuje przy tym swojego Boga okłamać!
Początkowe zdania bardzo wyraźnie w swojej wymowie zwracają uwagę na to, aby każdy sam siebie badał, czy jest rzeczywiście takim, jakim się w modlitwie przedstawia, czy więc ma odwagę stanąć bez fałszu przed Bożym tronem!
Jeżeli wszakże przeżyjecie w sobie pierwsze trzy zdania modlitwy, to poprowadzą was one do stopni tronu Bożego. Są drogą do owych stopni, w momencie kiedy je duch w sobie przeżyje! Inna droga do nich nie prowadzi. Ta jednak na pewno! Jeżeli jednak owych zdań nie przeżyjecie, to żadna z waszych próśb tam nie dotrze.
Jeśli odważycie się powiedzieć: »OJCZE NASZ, KTÓRYŚ JEST W NIEBIE«, to ma to być oddane, a jednak radosne zawołanie!
W tym zawołaniu jest wasze szczere zapewnienie: »Powierzam Tobie, Boże, wszystkie prawa ojcowskie nad sobą i pragnę poddać się im z dziecięcą pokorą. W ten sposób uznaję, Boże, także Twoją wszechogarniającą mądrość we wszystkim, co przyniesie mi Twoje ustanowienie i proszę, byś postąpił ze mną tak, jak ojciec postępuje ze swymi dziećmi! Oto jestem, Panie, bym Cię słyszał i był wobec Ciebie posłuszny jako dziecko!«
Drugie zdanie: »ŚWIĘĆ SIĘ IMIĘ TWOJE!«
To zapewnienie modlącego się ducha, jak prawdziwe jest dla niego wszystko, co ma odwagę powiedzieć Bogu. Zapewnienie, że w pełni odczuwa każde słowo i każdą myśl, oraz że nie bierze powierzchownie Imienia Bożego nadaremno! A czyni tak dlatego, że Imię Boga jest dla niego zbyt święte!
Wy, którzy odmawiacie modlitwę, zastanówcie się, co w ten sposób obiecujecie! Jeżeli chcecie być wobec siebie całkiem szczerzy, to musicie przyznać, że do tej pory, wy, ziemscy ludzie, kłamaliście w ten sposób Bogu prosto w oczy, ponieważ nigdy nie byliście podczas modlitwy tak prawdziwi, jak żądałem tego Ja Syn Boży i co ustanowiłem owymi słowami jako warunek!
Trzecie zdanie: »NIECH SIĘ SPEŁNIA KRÓLESTWO TWOJE!«
I znów nie chodzi tu o żadną prośbę, lecz tylko o następną obietnicę! To przejaw gotowości ducha ludzkiego do współpracy w celu przetwarzania ziemi na podobieństwo Królestwa Bożego.
Dlatego słowa: »Niech się spełnia Królestwo Twoje!« Oznaczają one: »My, ludzie, chcemy doprowadzić ziemię do takiego stanu, aby Twoje doskonałe Królestwo sięgało aż tu do nas! W tym celu mamy przygotować glebę, by wszystko żyło tylko w Twojej Świętej Woli, a więc, aby całkowicie spełniało prawa Twojego stworzenia. By wszystko wyglądało tutaj tak, jak w Twoim Królestwie, w Królestwie ducha, gdzie przebywają dojrzałe, wszelkiej winy i obciążenia pozbawione duchy, których życie jest tylko służbą Woli Bożej, ponieważ tylko w jej bezwarunkowym spełnianiu i w niej tkwiącej doskonałości powstaje dobro. Jest to więc zapewnienie, że chcemy stać się takimi, aby również ziemia za pośrednictwem ducha ludzkiego stała się Królestwem, w którym wypełnia się Wola Boża.«
To zapewnienie jest następującym zdaniem jeszcze wzmocnione: »BĄDŹ WOLA TWOJA, JAKO W NIEBIE, TAK I NA ZIEMI!«
To nie tylko deklaracja gotowości do całkowitego podporządkowania się Woli Bożej, w tym zawarta jest także obietnica, że człowiek będzie się o ową Wolę troszczył i że będzie z wszelką gorliwością dążył do jej poznania. To dążenie do poznania musi wszakże poprzedzać dostosowanie się człowieka do owej Woli, ponieważ dopóki jej rzeczywiście nie zna, dopóty nie potrafi swym uczuciem, myśleniem, mową i uczynkiem według niej kierować!
Jakaż to niezmierna i karygodna lekkomyślność tkwi w ciągłym zapewnianiu przez ziemskiego człowieka swego Boga, podczas gdy w rzeczywistości wcale nie troszczy się o to, w jaki sposób przejawia się Wola Boża, która jest mocno zakotwiczona w stworzeniu. Przecież człowiek kłamie każdym słowem modlitwy, gdy tylko odważy się je wymówić! Stoi w ten sposób przed Bogiem niczym obłudnik! Do swych starych win doczepia ciągle nowe i w końcu czuje się jeszcze pokrzywdzony, musząc się w zaświatach pod tym brzemieniem subtelnomaterialnie załamać.
Dopiero wtedy, kiedy duch rzeczywiście spełni owe warunki, może mówić dalej:»CHLEBA NASZEGO POWSZEDNIEGO DAJ NAM DZISIAJ!«
Oznacza to: »Kiedy spełniłem wszystko i stałem się takim, jak obiecałem, niech spocznie Twoje błogosławieństwo na mym świeckim działaniu tak, abym podczas załatwiania swych gęstomaterialnych potrzeb miał zawsze czas żyć według Twej Woli!«
»I ODPUŚĆ NAM NASZE WINY, JAKO I MY ODPUSZCZAMY NASZYM WINOWAJCOM!«
W tym zdaniu tkwi poznanie bezkompromisowego i sprawiedliwego działania zwrotnego praw duchowych, które zawierają Bożą Wolę. To równocześnie przejaw zapewnienia o całkowitym zaufaniu owym prawom! Albowiem prośba o wybaczenie, a więc o odpuszczenie winy jest uwarunkowana tym, że ludzki duch sam musi najpierw odpuścić wszelkie krzywdy i bezprawia, których się względem niej bliźni dopuścili.
Kto jednak to potrafi, kto swym bliźnim wszystko wybaczył, ten jest także w swym wnętrzu do tego stopnia oczyszczony, że sam umyślnie nigdy nikomu krzywdy nie wyrządzi! Tym samym jest także w obliczu Boga pozbawiony wszelkiej winy, ponieważ tam bezprawiem jest tylko to, co uczynione zostało umyślnie w złej woli! Bo tylko tak wszelkie poczynanie staje się bezprawiem. Na tym także polega olbrzymia różnica w porównaniu z wszystkimi obowiązującymi dziś prawami ludzkimi oraz poglądami świeckimi.
Dlatego podstawą również tego zdania jest obietnica dana Bogu przez każdego ducha dążącego do Światła. To przejaw jego prawdziwego chcenia. Duch ma nadzieję, że zgłębieniem i uprzytomnieniem sobie siebie samego w modlitwie otrzyma siłę potrzebną do spełnienia obietnicy. Ta w wypadku zajęcia przez niego właściwego stanowiska także będzie jemu dana według prawa działania zwrotnego.
»I NIE POZWÓL NAM PODĄŻAĆ BŁĘDNYMI DROGAMI!«
Nie możecie iść złymi drogami, błądzić, schodząc tak z drogi Prawdy, czy poszukiwać w niewłaściwy sposób drogi do Światła, do Boga.
Jest to równoznaczne z tym: »Nie pozwól, byśmy kroczyli błędnymi drogami i niewłaściwie poszukiwali. Nie dopuść, byśmy tracili czas lub go w ten sposób marnowali i trwonili! A jeżeli zajdzie taka potrzeba, to użyj przemocy, aby temu zabronić! Nawet gdyby to miało nam sprawić ból i cierpienie!«
Sens tego człowiek musi wyczuwać już z drugiej części zdania, która nawiązuje do pierwszej i swym brzmieniem wprost do niej należy: »ALE ZBAW NAS ODE ZŁEGO!«
Słówko »ale« wskazuje całkiem wyraźnie na wzajemne powiązanie. Znaczenie tego jest równe temu: »Spraw, żebyśmy rozpoznali zło za wszelką cenę, nawet za cenę cierpienia. Za pośrednictwem swego działania zwrotnego spraw, byśmy potrafili osiągnąć poznanie w wypadku każdego naszego przewinienia.« W poznaniu zawarte jest także odkupienie dla ludzi dobrej woli!
Na tym kończy się druga część, rozmowa z Bogiem.
Trzecią część tworzy zakończenie: »BO TWOJE PANIE JEST KRÓLESTWO, POTĘGA I CHWAŁA NA WIEKI! I NIECH TAK SIĘ STANIE! «
To entuzjastyczne wyznanie ducha, który, po spełnieniu wszystkiego tego, co Bogu kładzie podczas modlitwy do stóp, niczym obietnicę, czuje się pod ochroną Jego wszechmocy!
Ta modlitwa, którą dałem ludziom Ja Syn Boży, ma więc dwie części. Wstępne zbliżanie się do Boga oraz rozmowę z Nim. Do nich dołączył na zakończenie Luter entuzjastyczne wyznanie tego, że duch wie o pomocy, którą otrzyma we wszystkim, co zawiera rozmowa. To poznanie mówiące, że osiągnie siłę w celu spełnienia wszystkiego, co swemu Bogu obiecał. A owo spełnienie musi potem wynieść ducha do Królestwa Bożego, do Królestwa wiecznej radości i Światła! W ten sposób staje się »Ojcze nasz«, jeśli go naprawdę przeżyjecie, oparciem i pomocą podczas wzlotu do Królestwa ducha!
Nie wolno człowiekowi nigdy zapominać o tym, że powinien podczas modlitwy właściwie tylko nabrać siły, by mógł sam zrealizować to, o co prosi! Tak powinien się modlić! I taką jest też modlitwa, którą dałem Ja Syn Boży wam uczniom i apostołom oraz tym wszystkim, którzy Mojego Ojca, a waszego Pana i Boga umiłowali sobie najmocniej!!

PRZYKAZANIE DZIESIĄTE
PRZYKAZANIE DZIEWIĄTE
PRZYKAZANIE ÓSME
PRZYKAZANIE SIÓDME