Archiwum dla kwiecień, 2009

CAŁA WINA NIECH NA NIM SPOCZNIE

CAŁA WINA NIECH NA NIM SPOCZNIE

69.

Powiedzenie to, będące często w użyciu, jest jednym z podstawowych środków uspokajających dla ziemskich ludzi, którzy zwą siebie wierzącymi chrześcijanami. Środek ten jest jednak trucizną powodującą odurzenie i omamy. Jest podobny do licznych środków używanych w wypadku różnych chorób, a służących tylko do osłabienia bólu ciała. Wtedy choroba ustępuje tylko pozornie. Podobnie sprawy wyglądają w wypadku duchowego »leczenia« przy pomocy słów: »Cała wina niech na Nim spocznie; albowiem to On nas wykupił i Jego ranami jesteśmy uzdrowieni!«

Powiedzenie to działa na wierzących w sposób dla nich zgubny tym bardziej, że uważają je za jeden z najważniejszych filarów nauk Kościołów chrześcijańskich. Na powiedzeniu tym budują całe swoje wewnętrzne stanowisko.

W ten sposób jednak wpadają w śmiertelne objęcia ślepej wiary, w których całą resztę mogą widzieć tylko bardzo niewyraźnie. Niewyraźnie do tego stopnia, że w końcu całkiem inaczej to wygląda. Prawdę okryje szary całun. Potem mogą odnaleźć potrzebne oparcie tylko w sztucznie wytworzonych i pokrętnych teoriach, które teraz muszą runąć wraz z nimi, gdyż nadszedł dzień poznania.

»Cała wina niech na Nim spocznie…!«

Cóż to za niedorzeczna herezja! Jasna Prawda wdziera się, niczym ogień, w szeregi fałszywych nauczycieli i leniwych wierzących spalając i trawiąc wszystko, co niewłaściwe! Wielkie skupiska ziemskich ludzi do dzisiejszego dnia wygodnie grzały się w promieniach swojej wiary, która mówi im, że wszystko, co Ja Zbawiciel wycierpiałem i przeżyłem, wycierpiałem i przeżyłem za nich. W lenistwie swojego myślenia traktują jak zuchwalca i bluźniercę każdego człowieka, który myśli, że musi także sam trochę się wysilać, aby dotrzeć do nieba. Pod tym względem wielu z nich przejawia wręcz zastanawiającą pokorę i skromność, które to cechy w innych wypadkach są im całkowicie obce.

Według ich poglądu jest bluźnierstwem nawet nieśmiałe dopuszczenie do siebie myśli, że zstąpienie Moje Zbawiciela na ziemię oraz wszelkie związane z tym Moje cierpienia, łącznie z ziemską śmiercią, nie wystarczają, aby zmazać i odpuścić grzechy wszystkich tych, którzy nie wątpią w to, że żyłem wtedy w ciele Jezusa Nazarejczyka na ziemi.

»Cała wina niech na Nim spocznie…« myślą wierzący w swojej gorącej pobożności i nie wiedzą, co właściwie czynią. Przecież oni śpią. Straszne jest jednak ich przebudzenie! Ich pozornie pokorna wiara to nic innego, jak tylko samolubstwo i bezgraniczna pycha, jeżeli myślą, że Ja Syn Boży przyszedłem na ziemię po to, abym niczym pierwszy lepszy sługa prostował drogę, po której mogliby bezmyślnie iść prosto do Królestwa Niebieskiego.

Każdy właściwie powinien natychmiast i bez zastanowienia rozpoznać pustkę tkwiącą w tych słowach. Pogląd ten mógł powstać tylko w wyniku nieopisanego wygodnictwa i lekkomyślności, jeśli oczywiście nie odegrał roli sprytnej przynęty służącej osiągnięciu ziemskich wygód!

Ludzkość ziemska w ten sposób gubi się w tysiącach pomyłek i okłamuje sama siebie, tkwiąc w niedorzecznej wierze. Jakżeż w ten sposób poniżają Boga! Czym jest człowiek, że ma odwagę twierdzić, iż sam Bóg posłał Mnie swego jednorodzonego Syna, a więc część swego własnego bezistotnego życia, na ziemię po to, aby ludzie mogli zwalić na Mnie ciężar swych grzechów? I to tylko dlatego, aby sami nie musieli wysilać się praniem swych brudów i noszeniem ciemnych brzemion, którymi sami się obarczyli.

Biada tym, którzy już razu będą musieli tłumaczyć się z takich myśli! To najbardziej zuchwałe zszarganie wzniosłej Boskości! Posłanie Moje Chrystusa nie było i nie jest tak niskiego gatunku. Było i jest pełne dostojeństwa, prowadziło i prowadzi do Ojca, lecz równocześnie stawiało i stawia żądania.

Zwracałem uwagę już raz na wielkie zbawicielskie dzieło Moje Syna Bożego*. Moje wielkie dzieło Miłości powstało i wyrosło na tym i na tamtym świecie przynosząc wszelkiego gatunku owoce. W międzyczasie jednak ci, którzy byli powołani tylko przez ziemskich ludzi, starali się ogłosić siebie za powołanych przez Boga. Wzięli w swoje zbrukane ręce czyste nauki, porwali je głęboko w dół do siebie i stłumili ich blask.

Ludzie ziemscy, którzy ufali im i nie badali samodzielnie Słowa, którego ich nauczano, runęli w dół razem z nimi. Wzniosłe sedno Boskiej Prawdy zostało otoczone i zasłonięte ziemską ograniczonością. Forma wprawdzie pozostała, lecz cały blask przygasł w wyniku ludzkiej pogoni za świecką mocą i świeckimi wygodami. Tylko mdła szarość panuje obecnie tam, gdzie mógł widnieć najjaśniejszy blask duchowego życia. Proszącej ludzkości zrabowano klejnot, który Jam Jezus Chrystus przyniósł wszystkim pragnącym z niego korzystać. Poszukującym wskazuje się niewłaściwą drogę, drogę zniekształconą egoistycznymi zachciankami. Na drodze tej nie tylko marnują cenny czas, lecz bardzo często pędzą po niej wprost w objęcia ciemności.

Fałszywe nauki szybko się rozprzestrzeniały. Rozwinęły się i zdławiły prostą Prawdę zasłaniając Ją swym błyszczącym płaszczem, którego wspaniałe kolory są takim samym źródłem zagrożenia, jak trujące ziele, usypiające wszystko, co zbliży się do niego. W ten sposób czuwanie wiernych nad samymi sobą zostało sparaliżowane, a z czasem całkiem zanikło. Tak również zanika każda możliwość wzlotu do prawdziwego Światła!

Jeszcze raz na całej ziemi brzmi wielkie wołanie Prawdy. Lecz teraz nadchodzi dla każdego rozliczenie i otrzyma to, co sam uprządł. Ludzie ziemscy nareszcie otrzymają to, czego do tej pory uparcie bronili. Będą musieli przeżywać wszystkie te herezje, które chcieli wytwarzać lub za którymi chcieli podążyć pogrążeni w swych życzeniach i zuchwałych poglądach. Wielu z nich zacznie szalenie rozpaczać i zgrzytać zębami ze strachu, wściekłości i rozpaczy.

Wszyscy dręczeni cierpieniem, które sami zresztą wytworzyli, odczują nagle jako niesprawiedliwość i okrucieństwo fakt postawienia ich przemocą w tej rzeczywistości, którą do tej pory w swym życiu na ziemi starali się uznawać za jedyną prawdziwą i którą nieustannie wmuszali swym bliźnim. Potem nagle będą żądali pomocy od Boga, przeciw któremu w tak niezmiernej pysze działali! Będą jęczeć, wołać i oczekiwać od Niego, że będąc Bogiem z łatwością wybaczy nawet najgorsze winy człowiekowi, jak mawiają; »małemu i nieświadomemu«. Teraz, według ich mniemania, będzie zbyt »wzniosły«, aby móc czegoś takiego nie wybaczyć. On, którego tak do tej pory poniżali!

Lecz On już ich nie wysłucha i nikomu z nich nie pomoże, ponieważ przedtem nie chcieli usłuchać Jego Słowa, które im posłał! I w tym tkwi Sprawiedliwość, której nigdy nie można oddzielić od Jego wielkiej Miłości.

Z siłą gromu brzmi nad nimi: »Nie chcieliście! Dlatego bądźcie teraz potępieni i wymazani z księgi życia!«

*Wykład: »ZBAWICIEL«

Dodaj komentarz

IDEALNI LUDZIE

IDEALNI LUDZIE

68.

Będzie jednak lepiej, kiedy powiem: ludzie, którzy chcą być idealni! Także w tym wypadku trzeba przede wszystkim bardzo pieczołowicie wykluczyć zupełnie wszystkich tych, którzy tak siebie nazywają albo lubią, gdy ich się tak nazywa, chociaż wcale nie należą do tych, którzy chcą być idealni.

To wielka grupa łagodnych i miękkich marzycieli obojga płci, do których należą także ziemscy ludzie obdarzeni fantazją, którzy nigdy nie nauczyli się panować nad swym darem i używać go z korzyścią dla innych. Odpaść muszą także nieustannie niezadowoleni z panujących warunków i w dodatku usprawiedliwiający owe nie zadowolenie tym, że w porównaniu z innymi posiadają bardziej idealny pogląd na życie i że z tego powodu się nie nadają, aby żyć w tych czasach.

Możecie napotkać jeszcze wielką liczbę tzw. »niezrozumianych« obojga płci, wśród których przeważają dziewczyny i kobiety. Ten gatunek ziemskich ludzi ciągle cierpi, wyobrażając sobie, że nikt ich nie rozumie. Chcąc ująć to bardziej konkretnie trzeba powiedzieć, że żyją ciągle w mniemaniu posiadania w swym wnętrzu cennego skarbu, którego nie doceniają akurat ludzie właśnie wchodzący z nimi w kontakt. W rzeczywistości nie ma w tych duchach ukrytych żadnych skarbów, lecz tylko niegasnące źródło nigdy niekończących się i niemożliwych do zrealizowania życzeń.

Wszystkich tych »niezrozumianych« można po prostu spokojnie nazwać ludźmi bezużytecznymi, ponieważ nie ma z nich pożytku w normalnym, teraźniejszym życiu i interesują się tylko sprawami nierealnymi, a częściowo nawet głupstwami. Ciągle domagają się tego, co nie ma żadnego znaczenia dla zdrowego życia na ziemi. Droga owych dziewczyn i kobiet, które myślą, że zawsze dzieje im się krzywda, prowadzi jednak bardzo często do sposobu życia, który zazwyczaj nazywa się lekkim lub niemoralnym. Zbyt chętnie i łatwo, a także zbyt często chcą dać się »pocieszyć«, o czym pewien gatunek mężczyzn naturalnie wie i bez skrupułów z tego korzysta.

Właśnie na owych niezrozumianych nigdy jednak nie będzie można pod żadnym względem polegać. Uważają się za idealne, lecz są całkiem bezwartościowe, tak więc poważny i nie mający nikczemnych zamiarów człowiek raczej je ominie. Jakiekolwiek pomaganie im mija się z celem. Stąd też prawie zawsze zbliżają się do nich tylko tacy »pocieszyciele«, którzy mają złe zamiary. Przy tym bardzo szybko przejawi się działanie zwrotne. Na sercu bowiem lub w objęciach któregoś z tak zwanych pocieszycieli osoba ta poczuje się po kilku dniach lub tygodniach znów »niezrozumiana« i zatęskni do nowego »zrozumienia«, ponieważ wcale nie wie, czego właściwie chce.

Do powyżej opisanych grup ziemskich ludzi, z których nie ma pożytku, trzeba w końcu zaliczyć także nieszkodliwych marzycieli! Pozornie nieszkodliwi, niczym dzieci. Nieszkodliwość takiego marzyciela dotyczy jednak tylko skutków jego myślenia i poglądów na siebie samego, na swą własną osobowość. Przez wzgląd na swoje otoczenie i przez wzgląd na ludzi, z którymi się spotyka, nie można powiedzieć, że jest nieszkodliwy. Na wielu ludzi już w trakcie rozmowy wpływa niczym powoli działająca, niosąca zgubę i rozkład trucizna, ponieważ jest zdolny wyrwać ich z normalnego, a więc zdrowego ziemskiego życia, rozwijając przed nimi swoje myśli. Wprowadza ich w ten sposób do królestwa snów, które są dla ziemskiego życia niewłaściwe i nierealne.

Lecz uwaga: nie twierdzę, że taki marzyciel jest nieczysty czy nawet zły, wręcz odwrotnie. Może chcieć jak najlepiej. Chce jednak zawsze czegoś, czego na ziemi nie można urzeczywistnić, praktycznie zrealizować, a więc ziemskiemu bytowi nie pomaga, jest zawalidrogą, wręcz przeszkadza.

Lecz także wśród pozostałych ziemskich ludzi »dążących do ideału« musicie jeszcze rozróżniać, musicie dobrze obserwować. Odnajdziecie wtedy jeszcze dwa gatunki: ludzie »tęskniący do ideałów« oraz ludzie rzeczywiście do ideałów dążący.

Ludzie tęskniący do ideałów to przeważnie słabeusze, którzy nieustannie ubiegają się o coś, czego nigdy nie można osiągnąć. Przynajmniej nie na ziemi i dlatego nie mogą być nigdy naprawdę szczęśliwi lub przynajmniej weseli. Znajdują się bardzo blisko grupy »niezrozumianych«. Z czasem ogarnia ich chorobliwy sentymentalizm, który nie prowadzi do niczego dobrego.

Jeżeli jednak ziemskich ludzi w tak ostry sposób porozdzielałem, to trzeba dosłownie w biały dzień ze świecą szukać wszystkich tych, którzy jeszcze pozostali. Tak ich mało. Owych pozostałych nie można wprawdzie jeszcze nazwać »idealnymi ludźmi«, lecz, jak już powiedziałem, są to ludzie »do ideału dążący«. Takie dążenie do ideałów trzeba traktować jak osobistą cechę przejawiającą się na ziemi.

Dopiero ich można uważać za ludzi bardzo wartościowych. Widzą przed sobą wielki, często nawet olbrzymi cel, nigdy jednak nie wznoszą się ponad ziemię, ale podczas jego realizacji starają się stać pewnie obiema nogami na gruncie ziemskiego bytu, z którego nie pozwalają się wciągać w sfery nierzeczywiste dla tej ziemi. Starają się osiągać odległy cel krok za krokiem, kierując się zdrowym rozsądkiem i swymi umiejętnościami. Nie krzywdzą przy tym innych ludzi, którzy na to nie zasłużyli.

Korzyści wynikające z działania takich ludzi bardzo rzadko przeznaczone są tylko dla jednostek. Nigdy przy tym nie wchodzi w rachubę wykorzystywanie pod jakąkolwiek postacią, ponieważ wtedy przecież nie można by było mówić o ludziach »dążących do ideału«. A każdy człowiek może i powinien dążyć do ideału i to bez względu na rodzaj jego pracy na ziemi. W ten sposób może uczynić szlachetną każdą pracę i postawić przed sobą daleko sięgające zadania. Zawsze jednak musi przy tym dbać o to, aby wszystko pozostało w ramach ziemskiego życia. Jeżeli owe ramy opuści, to jego dążenie staje się dla ziemskości nierealne i w wyniku tego niezdrowe. W rezultacie takich poczynań nigdy nie można rozpocząć wzlotu, a ten jest i pozostanie głównym warunkiem i oznaką wszystkiego, co dąży do ideału.

Na ziemi człowiek powinien wytyczyć sobie najwyższe z możliwych do osiągnięcia cele, a potem ze wszystkich sił dążyć do ich realizacji. Powinien jednak przy tym pozostać człowiekiem! A to z góry zakłada, że nie będzie starał się, niczym zwierzę, tylko o jedzenie i picie, a tak niestety wielu postępuje. Nie może również dawać okazji rozumowi, aby pokierował nim w szaleńczej pogoni za uzyskaniem czysto ziemskiej wielkości i sławy, i to bez względu na główny cel, jakim jest ogólny dobrobyt i uwznioślenie ludzkości. Wszyscy tak postępujący są dla ziemi mniej warci od zwierząt, ponieważ zwierzę jest zawsze w naturalny sposób w całości tym, czym być powinno. Także wtedy, jeżeli celem jego bycia jest utrzymywanie w czujności innych stworzeń, aby nie popadły w hamujące rozwój omdlenie, które mogłoby się stać przyczyną upadku i rozkładu. Przecież warunkiem życia w stworzeniu jest ruch.

Być czujnym! Człowieka naprawdę dążącego do ideału można poznać więc według tego, że stara się to, co jest na ziemi uwznioślić, i to nie w sensie rozumowego dążenia do władzy i potęgi, lecz po to, aby móc wszystko uszlachetnić!

Wszystkie jego pomysły można też na pewno w ziemski sposób zrealizować, a z tego wynikają korzyści tak dla jednostki, jak dla całego społeczeństwa. W przeciwieństwie do tego ziemscy ludzie, którzy do ideałów jedynie tęsknią, troszczą się tylko o wytwory swojej wyobraźni, których w zdrowym ziemskim życiu nie można praktycznie zrealizować. W ten sposób tylko odwracają się od normalnego, zdrowego ziemskiego życia i wplątują siebie i innych w świat snów, a to szkodzi. Człowiek później zapomina wykorzystać teraźniejszość dla dojrzewania swojego ducha, którego każdy powinien w obecnym życiu kształcić i rozwijać.

Jeżeli spojrzy się na wszystko z powagą, to można dojść do wniosku, że także ziemscy ludzie zajmujący się ideami demokratycznymi szkodzą ludzkości, ponieważ urzeczywistnienie owych idei wnosi tylko coś niezdrowego do organizmu społeczeństwa. Przy tym ludzie ci, jako tacy, chcą dobra. Można ich porównać z budowniczymi, którzy w warsztacie pieczołowicie konstruują dom, aby później móc postawić go w innym miejscu. Wygląda pięknie i imponująco…, lecz tylko w warsztacie. Przeniesiony na prawdziwy plac budowy stoi krzywo i niepewnie, a więc nie można w nim mieszkać, ponieważ teren pod budowę był nierówny, a wyrównać go nie można nawet przy największym wysiłku. O tym budujący zapomnieli. Zlekceważyli właściwą ocenę tego, co jest i co było podstawowym i niezmiennym warunkiem owej budowy! Tak nie postępuje nikt, kto naprawdę dąży do ideału!

Idee demokratyczne nigdy nie mogą przy swej realizacji wyrastać z gruntu. Nie potrafią się z nim połączyć ani nawet w nim zakotwiczyć, ponieważ ów teren, a więc ludzie, wcale się do tego nie nadają! Teren jest zbyt nierówny i zawsze taki pozostanie, ponieważ nie można na ziemi doprowadzić do jednakowej dojrzałości wszystkich ludzi.

W teraźniejszej dojrzałości ludzi będą stale wielkie różnice, ponieważ jednostki ludzkie są i zawsze pozostaną duchowo absolutnie indywidualnymi osobowościami, które mogą się rozwijać tylko różnymi sposobami. Owym duchowym osobowościom nigdy nie wolno odbierać wolnej woli. One muszą same decydować o sobie!

Starajcie się więc poznać ludzi naprawdę dążących do ideałów i pomagajcie im. Tacy budując przynoszą tylko pożytek.

Dodaj komentarz

CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA

CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA

67.

Aby mógł zostać podany całkowity obraz wolnej woli człowieka, musi być dołączonych wiele wyjaśnień, które choć bezpośrednio nie dotyczą tego tematu, to jednak mniej lub bardziej wpływają na sedno sprawy.

Wolna wola! To coś, nad czym zastanawiają się nieraz też wybitni ludzie, bowiem jeżeli istnieje odpowiedzialność, to zgodnie z prawami Sprawiedliwości, musi także niewątpliwie istnieć możliwość podejmowania wolnej decyzji.

Ze wszystkich stron słychać wołania: Jak człowiek może posiadać wolną wolę, jeżeli w rzeczywistości istnieją tu takie sprawy, jak opatrzność, prowadzenie, przeznaczenie, wpływ gwiazd i karma? Człowieka przesuwa się tam i z powrotem, jest szlifowany i formowany czy chce, czy też nie!

Poważnie poszukujący z zapałem rzucają się na wszystkie źródła informacji traktujące o wolnej woli, ponieważ mają rację twierdząc, że wytłumaczenie właśnie tego problemu jest koniecznie potrzebne. Dopóki człowiek w tej sprawie nie nabierze pewności, dopóty nie może zająć właściwego stanowiska, aby w wielkim stworzeniu przejawiał się jako to, czym rzeczywiście jest. Jeżeli jednak nie zaszeregował się w stworzeniu we właściwy sposób, to pozostanie w nim obcy, będzie błądzić, a nie mając konkretnego pojęcia o celu swej wędrówki musi tolerować wszelkie popychanie i formowanie.

Jest wielkim błędem, że ziemski człowiek nie wie na czym polega i jak się przejawia jego wolna wola. To również udowadnia, że całkiem zgubił drogę do swej wolnej woli i że już nie potrafi jej odnaleźć.

Początek drogi prowadzący do pojmowania wolnej woli jest zasypany piaskiem przyniesionym przez szkwał i dlatego go nie widać. Ślady są zawiane. Ziemski człowiek marnuje swoje siły biegając niezdecydowanie w kółko, dopóki świeży wiatr znowu drogi nie oczyści. To naturalne i oczywiste, że wszelki nagromadzony na drodze piach uniesiony przez szkwał najpierw zawiruje w powietrzu. Może przy tym zmącić wzrok wielu tęsknie poszukującym wejścia na ową drogę i to w momencie, gdy będzie już rozwiewany przez wiatr.

Dlatego każdy musi postępować bardzo ostrożnie i zachować ostrość widzenia, dopóki ostatnie ziarnko piasku nie zostanie odwiane na bok. W przeciwnym wypadku może się zdarzyć, że drogę wprawdzie widzi, lecz z powodu zmąconego wzroku i tak zejdzie z drogi na pobocze, potknie się, upadnie i zgubi mając już drogę przed sobą.

Nieznajomość sprawy, którą ziemscy ludzie zawsze wytrwale przejawiają i która dotyczy rzeczywistej egzystencji wolnej woli, polega głównie na tym, że nie wiedzą, czym wolna wola właściwie jest.

Wytłumaczenie tego jest wprawdzie zawarte już w samym określeniu, lecz tak jak wszędzie również tu ziemscy ludzie nie widzą tego, co rzeczywiście jest proste właśnie z powodu owej prostoty i szukają w złym miejscu nie potrafiąc sobie wolnej woli wyobrazić.

Wola, to według mniemania większości dzisiejszych ziemskich ludzi, owo dyktujące warunki stanowisko ziemskiego mózgu, kiedy to związany z przestrzenią i czasem rozum obiera jakiś konkretny kierunek i sztywno go narzuca myśleniu oraz odczuwaniu.

To jednak nie jest wolną wolą, lecz wolą zależną od ziemskiego rozumu!

Ta zamiana, a dopuszcza do niej wielu ziemskich ludzi, jest przyczyną kolosalnej pomyłki i stawia mur uniemożliwiający pojmowanie i poznanie. Człowiek ziemski później dziwi się, kiedy widzi w tym wszystkim niespójność, rozbija się o sprzeczności i nie może niczego logicznie poskładać.

Wolna wola, jako jedyna sięgająca tak głęboko w rzeczywiste życie, że posiada wpływ aż na życie pozagrobowe, wytłaczająca na duchu swą pieczęć i zdolna ducha tego formować, jest zupełnie innego gatunku. Obejmuje swym działaniem o wiele więcej i nie jest tak bardzo ziemska. Dlatego nie ma ona nic wspólnego z ziemskim ciałem gęstomaterialnym, a więc także z mózgiem. Wolna wola spoczywa tylko i wyłącznie w duchu samym człowieka.

Gdyby ziemski człowiek nieustannie nie przekazywał swojemu rozumowi nieograniczonej władzy, to wolna wola jego duchowego, właściwego »ja« mogłaby narzucać mózgowi kierunek działania zależny od jej delikatnego odczuwania, ponieważ wzrok jej sięga o wiele dalej. W ten sposób wola zależna, konieczna do realizacji wszelkich zadań związanych z ziemią, czasem i przestrzenią, często zmuszana byłaby do obierania drogi zupełnie innej niż ta, którą podąża dziś.

Jest więc zrozumiałe, że w ten sposób zmieniłby się również los, albowiem obranie innej drogi niesie ze sobą zmianę karmy, która tkając inne włókna niesie inne działanie zwrotne.

Takie wyjaśnienie oczywiście jeszcze nie wystarcza, byście właściwie zrozumieli pojecie wolnej woli. Jeżeli ma być podany kompletny obraz, to trzeba sobie uświadomić, w jaki sposób się wolna wola do tej pory przejawiała. Trzeba także wiedzieć, w jaki sposób często dochodziło do wielokrotnego zaplątania dotychczasowej karmy, która swym działaniem potrafi wolną wolę zakryć tak, że z trudem można ją poznać. Często nie można jej poznać już wcale.

Wyjaśnienie wszystkiego będzie możliwe jednak znów tylko wtedy, jeżeli spojrzymy wstecz na cały rozwój człowieka duchowego, kiedy rozpoczniemy od momentu, w którym duchowe sedno człowieka po raz pierwszy zanurza się w subtelnomaterialną sferę tworzącą zewnętrzny kraniec materii.

Potem widzimy, że ziemski człowiek nawet w przybliżeniu nie jest tym, czym myśli, że jest. Absolutnie nie trzyma w swych rękach nieograniczonego prawa na błogość i na wieczne, osobiste życie po śmierci. Sens, który ziemscy ludzie nadają słowom: »Jesteśmy wszyscy Bożymi dziećmi« jest niewłaściwy! Nie każdy jest dziecięciem Bożym. Człowiek stanie się nim dopiero poprzez rozwój.

Człowiek jest zanurzony w stworzeniu jako duchowy zarodek. Zarodek ten ma w sobie wszystko, aby mógł rozwinąć się w świadome swej osoby dziecię Boże. Stanie się nim jednak tylko wtedy, jeżeli otrzymane w tym celu zdolności będzie pielęgnował, jeżeli będzie z nich korzystał i nie pozwoli im skarleć.

Potężny i mocny jest ów proces, a jednak w każdym swym etapie całkiem naturalny. Nic nie wymyka się żelaznej logice powstawania i rozwoju; albowiem logika tkwi w każdym Bożym działaniu, które jest doskonałe. Wszystko, co jest doskonałe, nie może logiki nie posiadać.

Każdy z owych duchowych zarodków zawiera w sobie te same zdolności, ponieważ wszystkie wywodzą się przecież z jednego ducha. Każda poszczególna zdolność ukrywa w sobie obietnicę spełnienia, która dokona się w momencie korzystania z niej w trakcie rozwoju. Lecz także tylko i wyłącznie wtedy! Takie są szanse każdego duchowego zarodka podczas wysiewu. A jednak…!

Siewca wyszedł, aby zasiać: tam, gdzie w stworzeniu najsubtelniejsza część materialnego dotyka istotnego, jest pole, w które rozsiewane są duchowe zarodki ludzi. Z istotnego wylatują iskierki poza jego granice i zanurzają się w dziewiczej glebie subtelnomaterialnej części stworzenia, niczym elektryczne wyładowywania podczas burzy. To jakby twórcza ręka Ducha Świętego wrzucała nasiona w materię.

Podczas gdy to, co zasiane, rośnie i powoli dojrzewa, aby być zebrane podczas żniw, liczne ziarna się zmarnują. Nie wykiełkowały, to znaczy nie rozwinęły swych wyższych zdolności, lecz zgniły lub zaschły i w ten sposób zginęły w materii. Lecz te, które wyrosły i unoszą się nad polem, będą podczas żniw surowo klasyfikowane. Puste kłosy zostaną oddzielone od pełnych. A po żniwach zostanie z kolei pieczołowicie oddzielone ziarno od plew.

Taki jest obraz rozwoju w grubych zarysach. Aby jednak pojąć wolną wolę, trzeba jeszcze dokładniej zbadać samo powstanie i rozwój człowieka:

Kiedy duchowe iskry wskoczą w glebę subtelnomaterialnych krańców świata materialnego, natychmiast otoczą się warstwą substancji tego samego gatunku, co owe najsubtelniejsze sfery materii. W ten sposób wstąpił duchowy zarodek człowieka w stworzenie, które podlega, jak wszystko, co materialne, przemianie i zanikowi. Ludzki duch na razie nie posiada karmy i oczekuje na wydarzenia, które mają nadejść.

Aż do owych najbardziej odległych krańców docierają wibracje mocnego przeżywania, do którego nieustannie dochodzi wewnątrz stworzenia podczas wszelkiego powstawania i zanikania*.

I chociaż to tylko najsubtelniejsze oznaki wibracji, przenikające niczym tchnienie przez ową subtelnomaterialność, to wystarcza to, aby rozbudzić w duchowym zarodku delikatne chcenie i zwrócić na siebie uwagę. Duchowy zarodek zostanie ogarnięty chęcią, by »skosztować« którejś z owych wibracji, chce za nią podążyć lub, mówiąc innymi słowami, pozwoli się nią przyciągać, wabić.

To pierwsza decyzja wszechstronnie utalentowanego duchowego zarodka. Zostaje »holowany« w tym lub tamtym kierunku dokładnie w zgodzie ze swoją poprzednią decyzją. Przy tym również wytwarzają się pierwsze najdelikatniejsze włókna, z których później ma powstać kobierzec jego życia.

Obecnie jednak szybko rozwijający się zarodek duchowy może w każdej chwili poddać się innym wibracjom, które nieustannie i w bogatym wyborze napotyka na swojej drodze. W momencie, gdy się na to zdecyduje, a więc w momencie, kiedy sobie tego zażyczy, zmieni swój kierunek i będzie podążał za nowo obranym rodzajem wibracji lub, inaczej powiedziawszy, pozwoli, aby go wiodły.

Jeżeli któryś z nurtów przestanie jemu się już podobać, to jego życzenie zmienia kierunek i działa jak ster. W ten sposób może »kosztować« tu lub za chwilę znowu gdzie indziej.

Podczas takiego kosztowania coraz bardziej dojrzewa i powoli zaczyna już być zdolny do rozróżniania, a później także do oceny. W końcu coraz bardziej świadomie i bez wahania podąża w konkretnym kierunku. Rodzaj wibracji, które wybrał i których śladami chce pójść, bardzo głęboko na niego wpływa.

Korzystając ze swojego wolnego chcenia może w owych wibracjach »pływać«. To naturalnie przejawia się tym, że wibracje w zwrotnym działaniu wpływają na duchowego zarodka w zależności od swego rodzaju.

Sam duchowy zarodek ma jednak w sobie tylko szlachetne i czyste zdolności! To właśnie jest ów talent, którym trzeba w stworzeniu »gospodarować«. Jeśli duchowy zarodek podda się szlachetnemu rodzajowi wibracji, to te działając zwrotnie ożywią drzemiące w nim zdolności. Będą je pobudzać, wzmacniać i pielęgnować tak, że te z czasem zaczną przynosić zyski i staną się źródłem wielkiego błogosławieństwa w stworzeniu. W ten sposób taki rosnący duchowy człowiek staje się dobrym gospodarzem.

Z chwilą, gdy zdecyduje się jednak podążyć za wibracjami niemającymi ze szlachetnością nic albo bardzo mało wspólnego, mogą one z czasem na niego tak mocno wpłynąć, że ich rodzaj do niego przylgnie. Nieszlachetne wibracje otoczą własne, czyste zdolności duchowego zarodka, przeważą nad nimi i nie pozwolą, aby te obudziły się i rozkwitły. Owe czyste zdolności będą w końcu uważane za »zasypane«, a w wyniku tego człowiek będzie źle gospodarował powierzonym jemu talentem.

Duchowy zarodek nie może więc być nieczysty sam w sobie, ponieważ pochodzi z czystego i zawiera w sobie tylko czystość. Po swym zanurzeniu w materię może jednak zabrudzić swą, też materialną, otoczkę poprzez »kosztowanie« nieczystych wibracji zgodnie z własnym chceniem, a więc pod wpływem pokuszenia. Może sobie owo nieczyste wręcz przyswoić do ducha tak, że pozwoli całkiem zagłuszyć wszystko to, co jest w nim szlachetne. W ten sposób nabywa nieczystych cech całkowicie różnych od odziedziczonych zdolności ducha, które przyniósł ze sobą.

Każda wina i wszelka karma są tylko materialne! Istnieją tylko i wyłącznie w materii! Nie mogą także przejść na ducha, mogą się tylko do ducha przyczepić. Dlatego właśnie można zmyć i zmazać każdą winę.

Owo poznanie niczego nie wywraca, lecz tylko potwierdza wszystko to, co obrazowo podają religie i Kościoły. Przede wszystkim w coraz większym stopniu poznajecie wielką Prawdę, którą przyniosłem ludzkości Ja Chrystus.

Jest także oczywiste, że zarodek ducha, który w materii obciążył się nieczystością, nie może z tym »brzemieniem« powrócić do duchowości, lecz musi tak długo przebywać w materii, dopóki się od owego ciężaru nie wyzwoli, dopóki się go nie pozbędzie. Równocześnie z tego faktu wynika, że będzie ciągle przebywał w tej sferze, w której zatrzymuje go waga jego brzemienia, zależnie od większej lub mniejszej ilości zanieczyszczeń.

Jeżeli nie uda jemu się odrzucić brzemienia do dnia sądu, to nie będzie mógł wznieść się w górę, chociaż jego duchowy zarodek pozostaje stale czysty. Zarodek nie mógł się odpowiednio rozwinąć według swych własnych zdolności, ponieważ został otoczony nadmiarem nieczystości. One przytrzymują go swym ciężarem na dole i porywają go ze sobą w proces rozkładu wszystkiego, co materialne.

Im bardziej staje się duchowy zarodek w swym rozwoju świadomy, tym bardziej jego zewnętrzna otoczka przekształca się w zależności od stanu wnętrza. Staje się piękniejsza lub szpetniejsza w zależności od tego, czy podąża w stronę szlachetnego, czy w stronę niskiego.

Każda zmiana, którą duchowy zarodek uczyni, zawiązuje włókna, które ciągnie on za sobą. Włókna te mogą w wyniku częstego błądzenia wytworzyć z wielu pętli sieć, w którą się zapłacze. Dlatego albo zginie, ponieważ sieć mocno go trzyma, albo musi wyrwać się z niej przemocą.

Wibracje, którym się na swej drodze oddawał kosztując je i delektując się nimi, pozostają z nim połączone i ciągną się za nim w postaci włókien. Po włóknach tych powracają ciągle do niego także rodzaje wibracji, które sobie wybrał.

Jeżeli przez dłuższy czas podążać będzie w tym samym kierunku, to zarówno bliższe, jak i dalsze włókna oddziaływać będą ciągle tak samo. Jeżeli jednak zmieni kierunek, to bardziej odległe wibracje w wyniku powstałego skrzyżowania będą stawać się coraz słabsze, ponieważ muszą najpierw przejść przez węzeł, który im przeszkadza. Węzeł wytwarza już połączenie i spłynięcie z nowym kierunkiem, który jest innego rodzaju.

W taki sposób wszystko idzie coraz dalej i dalej. Włókna duchowego zarodka stają się w trakcie jego rośnięcia gęstsze i mocniejsze tworząc w ten sposób karmę, której wpływ może być w końcu tak wielki, że dołączy do ducha taką lub inną skłonność, która z kolei może przeszkadzać w wolnym podejmowaniu decyzji. Owa skłonność nadaje duchowi kierunek, który można z góry przewidzieć. W ten sposób wolna wola zostaje zasłonięta i nie może się już przejawiać jako taka.

Na początku jest więc zawsze wola wolna. Później wola wielu ziemskich ludzi zostaje tak mocno obciążona powyżej opisanym sposobem, że nie może już być wolą wolną.

W taki sposób coraz bardziej rozwijający się duchowy zarodek musi nieustannie zbliżać się do ziemi, ponieważ od ziemi wychodzą najmocniejsze wibracje, a on do nich coraz bardziej świadomie zmierza lub, dokładniej to określając, pozwala się przez nie »przyciągać«. Chce w ten sposób coraz mocniej delektować się tymi rodzajami wibracji, które wybrał sobie w zależności od swych skłonności. Chce przejść od »kosztowania« do prawdziwego »delektowania się« i »używania«.

Wibracje przychodzące od strony ziemi dlatego są tak mocne, ponieważ na ziemi znajduje się coś bardzo wzmacniającego, coś nowego dla zarodka ducha: gęstomaterialna cielesna siła płci**!

Posiada ona zdolność, a równocześnie jest to jej zadanie, »rozżarzyć« wszelkie duchowe odczuwanie. Dopiero pod jej wpływem duch odpowiednio łączy się ze światem materialnym i dopiero potem duch może działać z pełną siłą. Ma wtedy wszystko co potrzebne, aby z całą mocą przejawić się w materii, stać w niej mocno pod każdym względem, pokonać wszelkie materialne przeszkody, posiąść wszelkie środki obronne, a także mocną ochronę przeciw wszystkiemu.

Stąd biorą się owe olbrzymie fale siły, fale mające swe źródło w przeżywaniu ludzi na ziemi. Sięgają wprawdzie zawsze tylko tam, gdzie sięga materialne stworzenie, lecz za to wibrują w nim aż po jego najbardziej delikatne krańce.

Człowieka szlachetnego, stojącego na bardzo wysokim poziomie duchowym, który wcieliłby się na tę ziemię i podchodziłby do swych bliźnich z wzniosłą, duchową miłością, ludzie odczuwaliby jak obcego i nie mógłby się on do nich wewnętrznie zbliżyć, gdyby nie jego siła płci. Zabrakło by mostu służącego zrozumieniu i duchowemu odczuwaniu i w wyniku tego powstałaby przepaść.

Lecz w momencie, kiedy owa duchowa miłość połączy się czysto z siłą płci i zostanie przez nią rozpalona, nurt dla całej materii otrzyma inną żywotność. Stanie się ziemsko bardziej rzeczywisty i będzie na ziemskich ludzi oraz na całą materię oddziaływać pełniej i bardziej zrozumiale. Dopiero potem miłość duchowa zostanie przez materię przyjęta i odczuta, i może wnieść do stworzenia błogosławieństwo, które ludzki duch przynosić powinien.

W tym połączeniu tkwi coś potężnego. To jest także właściwym lub głównym celem owego naturalnego popędu, który jest dla wielu ziemskich ludzi tak zagadkowy i niezmierny. Powinien pomagać w rozwoju ducha, aby ten mógł uzyskać pełnię siły dla swego działania w materii! Bez naturalnego popędu byłaby duchowość dla materii zbyt obca, a w wyniku tego nie mogłaby odpowiednio się przejawiać. Płodzenie odgrywa w tym wszystkim rolę drugorzędną. Główną sprawą jest uzyskanie rozmachu, który przejawia się w człowieku pod wpływem tego połączenia. Ludzki duch otrzymuje w ten sposób także pełną moc, żar oraz witalność i dzięki temu procesowi jest, można to tak nazwać, gotów. Dlatego także dopiero w tym momencie człowiek zaczyna ponosić pełną odpowiedzialność!

Mądra Sprawiedliwość Boża daje równocześnie człowiekowi w tym ważnym punkcie zwrotnym nie tylko możliwość pozbycia się karmy, którą do tej pory obciążył swą wolną wolę, lecz także naturalny impuls służący temu celowi. Każdy może w ten sposób swą wolę całkowicie wyzwolić, aby żyć później w stworzeniu ze świadomością posiadania swej mocy, by stać się Bożym dziecięciem, aby w tym sensie działać i podążać w otoczeniu czystych, wzniosłych uczuć do wyższych sfer, do których później będzie także sam przyciągany z chwilą odłożenia swego gęstomaterialnego ciała.

Jeżeli człowiek tak nie postąpi, to jest to tylko jego wina. Przecież równocześnie z siłą płci obudzi się w nim przede wszystkim potężna siła dążąca wzwyż i tęsknota do ideału, do wszystkiego, co piękne i czyste. W wypadku niezepsutych młodych ludzi obojga płci można to zawsze zauważyć bardzo wyraźnie. Stąd pochodzą owe marzenia młodych lat, których nie powinno utożsamiać się z dzieciństwem, euforia, która przez dorosłych niestety często kwitowana jest pobłażliwymi uśmieszkami.

To dlatego też pojawiają się w młodych latach owe niewytłumaczalne, delikatnie zamyślone uczucia, z lekkim odcieniem powagi. Chwile, w których młodzieńcowi lub dziewczynie wydaje się, jak gdyby dźwigali na swych barkach wszystkie boleści i smutki świata, gdy ich ogarnie przeczucie głębokiej powagi, a nic z tego nie dzieje się bez przyczyny.

Także ów częsty zarzut, że nikt ich nie rozumie, ma właściwie rację bytu. To tymczasowe poznanie faktu, że ich otoczenie jest zakłamane i nie chce, ba, nawet nie może pojąć ich odświętnych pierwszych kroków w stronę czystego wzlotu do wyżyn ducha. Otoczenie to dopiero wtedy jest zadowolone, kiedy owo tak uporczywie ostrzegające uczucie w dojrzewających duchach pozostanie strącone w tzw. realność i trzeźwość, które są dla niego bardziej zrozumiałe. Uważa, że dopiero wtedy ludzkość ma z nich pożytek i w swym jednostronnym rozumowym pojmowaniu twierdzi, że tylko i wyłącznie taki stan jest normalny.

Pomimo tego można jednak natrafić na licznych skostniałych materialistów, których w takim samym okresie swego życia nachodziły podobne ostrzegawcze uczucia. Nawet od czasu do czasu z zadowoleniem i lekkim odcieniem sentymentalizmu czy nawet żalu przypominają sobie złote czasy pierwszej miłości. Można w tych wspomnieniach wyczuć ukryty gdzieś głęboko żal nad czymś utraconym, czymś, czego nie można bliżej określić.

I wszyscy w tym wypadku mają rację! To najcenniejsze zostało im bądź odebrane, bądź też sami lekkomyślnie to odrzucili zanurzeni w szarości dni powszednich, zdani na kpiny »przyjaciół« i »przyjaciółek«, zmanipulowani złą literaturą i niewłaściwymi przykładami. W obawie zagrzebali klejnot, którego blask wbrew temu wszystkiemu i tak znowu wynurzy się podczas ich dalszego życia. Przy tym zaniepokojone serce choć przez chwilę mocniej będzie biło w niewytłumaczalnym napływie tajemniczego smutku i tęsknoty.

I chociaż zazwyczaj szybko znowu stłumią owe uczucia i surowo zakpią z nich i z siebie samych, to i tak te uczucia są dowodem na to, że ów skarb istnieje. Na szczęście jest bardzo mało ziemskich ludzi, którzy mogą powiedzieć, że uczuć takich nigdy nie znali. Takim można tylko współczuć; przecież oni właściwie nawet nie żyli.

Lecz także owi zepsuci lub powiedzmy raczej godni politowania ziemscy ludzie odczuwają tęsknotę, kiedy nadarzy się okazja i spotkają się z człowiekiem, który w wyniku swojego właściwego stanowiska w pełni korzysta z siły owego wzlotu, staje się wewnętrznie czysty i już na ziemi wyróżnia się szlachetnością swego wnętrza.

Pierwszym skutkiem owej tęsknoty w wypadku takich ludzi bywa jednak najczęściej niechciane poznanie, jak sami nisko upadli i co wszystko stracili. Poznanie to przechodzi stopniowo w nienawiść, która może zamienić się nawet w niekontrolowaną wściekłość. Nierzadko również zdarza się, że duchowo wyraźnie wysoko stojący człowiek spowoduje bez jakiejkolwiek konkretnej przyczyny nienawiść całych tłumów. Tłumy te nie są zdolne potem do niczego innego, tylko do okrzyków: »Ukrzyżujcie, ukrzyżujcie go!« To stąd taka wielka liczba męczenników zanotowana w dziejach ludzkości.

Przyczyną takiego postępowania jest okrutny ból spowodowany tym, że ziemscy ludzie ci zobaczyli u innych coś cennego, coś, co sami utracili. Ból, który przejawiają nienawiścią. W wypadku ziemskich ludzi z większą wewnętrzną żarliwością, którzy byli tylko przez zły przykład wstrzymani lub porwani w bagno, podczas spotkania z człowiekiem o wysokim wewnętrznym poziomie zmienia się tęsknota do na razie nieosiągniętego często w niezmierną miłość i szacunek. Gdziekolwiek tak szlachetny człowiek się pojawi, tam otoczenie zawsze jest albo za nim, albo przeciwko niemu. Obojętność nie jest możliwa.

Tajemniczo promieniujący wdzięk niezepsutej dziewczyny lub niezepsutego młodzieńca nie jest niczym innym, jak tylko czystym kiełkowaniem budzącej się siły płci, która poślubia siłę ducha i jest przepełniona tęsknotą do wyższego i najszlachetniejszego. Te mocne wibracje inni wyczuwają!

Stworzyciel zadbał troskliwie o to, aby owa zmiana nastała w człowieku wtedy, kiedy osiągnie wiek umożliwiający pełnię świadomości swego chcenia i postępowania. W ten sposób nadchodzi moment, w którym człowiek bardzo łatwo może i powinien, pozbyć się wszystkiego, co utkwiło w nim z przeszłości, ponieważ w tym okresie połączył się z mocną siłą, która spoczywa w jego wnętrzu. Wszystko odpadłoby nawet samo, gdyby zachował w sobie chcenie do dobra, które w tym okresie nieustannie go pociąga. Mógłby potem bez wysiłku wejść na wyższy stopień, stopień przynależny jemu, człowiekowi, co zresztą owe uczucia same odpowiednio sygnalizują!

Zauważcie tylko, jak bardzo zatopiona w marzeniach jest niezepsuta młodość! To nic innego, jak tylko wyczuwanie wewnętrznego rozmachu, dążenie do wyzwolenia się od wszelkiego brudu i gorąca tęsknota do ideału. Ponaglający niepokój jest wszakże sygnałem, że nie wolno marnować czasu i że trzeba się karmy energicznie pozbyć, a tym samym rozpocząć duchowy wzlot.

Dlatego ziemia jest dla człowieka owym ważnym punktem zwrotnym!

Jest coś cudownego w trwaniu w owej zwartej sile, w działaniu w niej i z nią! Oczywiście pod warunkiem, że człowiek obierze właściwy kierunek. Nie ma niczego żałośniejszego od jednostronnego roztrwonienia tej siły w ślepym zauroczeniu zmysłami i gdy ziemski człowiek podłamuje tak swego ducha i w wyniku tego traci wielką część motywacji, która tak bardzo jest jemu potrzebna do wzlotu.

A przecież w większości wypadków ziemski człowiek zmarnuje ów cenny okres przemian, pozwoli, aby otoczenie posiadające tzw. »wiedzę« skierowało go na fałszywe tory, które nie tylko nie pozwolą jemu podążać wzwyż, lecz niestety zbyt często prowadzą go w głębiny. Potem już nie potrafi otrząsnąć się z lgnących do niego zmąconych wibracji, które są tym coraz bardziej wzmacniane. W ten sposób przędzie i plącze włókna wokół swej wolnej woli tak bardzo, że nie potrafi jej potem nawet rozpoznać.

Tak przebiega to podczas pierwszego wcielenia na ziemię. Podczas dalszych wcieleń, które są później niezbędne, przynosi człowiek ze sobą o wiele mocniejszą karmę. Każda następna inkarnacja przynosi jednak znów możliwość otrząśnięcia się z karmy. Żadna karma nie może być silniejsza od ducha człowieka, który osiągnął pełnię siły poprzez stałe połączenie z materią za pośrednictwem siły płci. Karma przecież też należy do materii.

Jeżeli jednak człowiek zmarnował wszystkie okazje umożliwiające jemu odrzucenie karmy, jeżeli w ten sposób pozbawił się możliwości odzyskania z powrotem wolnej woli, jeżeli jeszcze bardziej się zaplątał i upadł bardzo głęboko, to i tak w dalszym ciągu posiada możliwość skorzystania z pomocy sprzymierzeńca, który pomoże jemu karmę zwyciężyć i osiągnąć wzlot. Jest to sprzymierzeniec najpotężniejszy ze wszystkich, posiadający zdolność zwyciężania nad wszystkim.

Mądrość Stworzyciela zorganizowała wszystko w materii tak, że wyżej wymienione okresy nie są jedynymi okazjami, podczas których człowiek ma możliwość skorzystania z ofiarowanej jemu szybkiej pomocy, aby mógł odnaleźć samego siebie i swą rzeczywistą wartość i jest wręcz wyjątkowo mocno pobudzany, aby jego uwaga zwróciła się w tę stronę.

Tą czarodziejską mocą, gotową nieść pomoc człowiekowi kiedykolwiek podczas całego jego ziemskiego życia, mocą promieniejącą z tego samego połączenia siły płci z siłą ducha i zdolną odrzucić karmę, jest Miłość! Nie chodzi jednak o zaślepioną pożądaniem miłość gęstomaterialną, lecz o Miłość wzniosłą, czystą, o Miłość nie myślącą o sobie, która nie chce nic innego poza dobrem kochanego człowieka. Także ona jest częścią materialnego stworzenia i nie żąda żadnych ograniczeń czy wręcz ascezy. Życzy kochanemu człowiekowi zawsze tylko tego, co najlepsze, troszczy się o niego i cierpi razem z nim, lecz dzieli z nim także radość.

Podstawami takiej Miłości są ideały i tęskne uczucia podobne do tych, które odczuwa niezepsuta młodzież podczas pojawiania się siły płci. Miłość jednak zmusza odpowiedzialnego, a więc dojrzałego człowieka, aby rozwinął z całą swoją siłą swe możliwości aż do granic bohaterstwa, a więc przejawia się także siła twórcza i wola walki. Nie ma przy tym żadnych granic wiekowych! Kiedy tylko człowiek pozwoli, aby zagnieździła się w nim czysta Miłość, bez względu na to, czy chodzi o miłość mężczyzny do kobiety lub kobiety do mężczyzny, miłość do przyjaciela lub przyjaciółki, miłość do rodziców lub miłość do dziecka, to, jeżeli jest ona czysta, jej pierwszym darem będzie okazja do odrzucenia wszelkiej karmy. Karma rozwiązuje się wtedy już tylko czysto »symbolicznie«*** i pozwala rozkwitać wolnej, świadomej woli, która może zmierzać tylko w górę. Naturalnym skutkiem tego jest wyzwolenie się z trzymających człowieka w dole hańbiących okowów i początek wzlotu.

Pierwszym odczuciem, które odżywa wraz z budzącą się czystą miłością, jest to, że nie jesteśmy godni osoby, którą kochamy. Proces ten można innymi słowami nazwać przebudzeniem skromności i pokory, a więc osiągnięciem dwóch wielkich cnót. Do tego jeszcze dołącza pragnienie trzymania nad kochaną osobą ochronnej ręki, aby nie zaznała krzywdy oraz by mogła podążać słonecznymi i ukwieconymi drogami. Nie bez przyczyny mówi się: »Chcę nosić cię na rękach«. Właśnie to powiedzenie najlepiej określa owo narastające uczucie.

W tym wszakże zawarte jest wyparcie się własnej osobowości i olbrzymia wola, aby służyć, która sama w sobie mogłaby wystarczyć do tego, aby odrzucić wszelką karmę w krótkim czasie. Oczywiście tylko wtedy, jeżeli wola ta potrwa dłużej i nie ustąpi miejsca popędowi zmysłów. Wreszcie towarzyszy czystej miłości także gorące życzenie uczynienia dla ukochanej osoby czegoś naprawdę wielkiego i szlachetnego, a to zawsze idzie w parze z troską o to, aby jej nie zasmucić i nie skrzywdzić nawet złym spojrzeniem, myślą lub słowem, tym bardziej złym uczynkiem. Budzi się też do życia niezmierna delikatność w postępowaniu.

Chodzi więc o zachowanie w sobie tych czystych uczuć po to, aby zapanowały nad całą resztą. Taki człowiek już nigdy nie będzie ani chciał zła, ani robił niczego złego. On po prostu już nawet tak postępować nie może. Wręcz na odwrót. Owe uczucia są dla niego najlepszą ochroną, zawarta jest w nich największa siła, są dla niego radcą i pomocnikiem, mającym na myśli tylko jego dobro.

Dlatego ciągle podkreślam, jak niezmierna moc zawarta jest w Miłości! Tylko Miłość nad wszystkim zwycięży i wszystko potrafi. Ale tylko wtedy, jeżeli nie jest miłością wyłącznie ziemsko pożądliwą, zawierającą w sobie zazdrość i wszystkie z niej wywodzące się złe cechy.

Stworzyciel w ten sposób w swej mądrości wrzucił w stworzenie koło ratunkowe, na które w swoim ziemskim życiu natrafi każdy człowiek i to nieraz, aby mógł się go przytrzymać i z jego pomocą wybić się w górę!

Ta pomoc jest tu dla wszystkich bez względu na wiek, płeć, posiadany majątek i zajmowaną pozycję. Dlatego Miłość jest największym darem Bożym! Kto to pojął, ten ma pewność, że uratuje się w każdej sytuacji i z każdej głębiny! Poprzez Miłość człowiek się wyzwala i zyskuje znów najszybciej i najprościej niezmąconą, wolną wolę, która poprowadzi go wzwyż.

Nawet gdyby tonął w głębinach, które doprowadzałyby go do rozpaczy, to Miłość zdolna jest wynieść go z siłą huraganu w górę do Światła, do Boga, który sam jest Miłością. W momencie, kiedy z jakiegokolwiek powodu ożyje w człowieku czysta miłość, to od razu uzyskuje on bezpośrednią łączność z Bogiem, ze Źródłem wszelkiej Miłości i w ten sposób otrzymuje także największą pomoc. Albowiem gdyby człowiek posiadał wszystko, a nie posiadał miłości, to byłby tylko dźwięczącym metalem lub brzmiącym dzwonem, a więc nie posiadałby ciepła ani życia… byłby niczym!

Kiedy jednak zapłonie w nim prawdziwa miłość do któregoś z jego bliźnich, miłość, która troszczy się tylko o to, aby nieść ukochanemu człowiekowi światło i radość, aby nie porywać go w głębiny lekkomyślną żądzą, lecz aby wynosić go w górę i zarazem bronić, wtedy człowiek ów ukochanej osobie służy. Nie uświadamia sobie przy tym swojej rzeczywistej służby, ponieważ staje się niejako kimś, kto bez egoizmu daje. I właśnie ta służba go wyzwala!

Wielu z was teraz sobie powie: »Przecież właśnie tak postępuję lub przynajmniej dążę do tego! Poświęcam wszelkie dostępne mi środki, aby ułatwić żonie i rodzinie ziemskie życie, i chcę, by żyli radośnie, przyjemnie, wygodnie i bez trosk«.

Tysiące ziemskich ludzi pocznie bić się w piersi, poczują się wzniosie i będą uważać się za niesamowicie dobrych i szlachetnych. Mylą się! To przecież nie jest Żywa Miłość! Żywa Miłość nie jest tak jednostronnie ziemska, lecz o wiele bardziej dąży równocześnie do czegoś wyższego, szlachetniejszego i idealnego. Oczywiście, że nikomu nie wolno bezkarnie, to znaczy bez wyrządzania szkody sobie samemu, zapominać o rzeczach bezwarunkowo do życia na ziemi potrzebnych. Musi się z nimi liczyć, lecz nie powinno stać się to punktem centralnym jego myślenia i postępowania. Nad tym wszystkim żyje jedno wielkie i mocne, a dla wielu tak tajemnicze, życzenie; życzenie, aby móc być przed samym sobą rzeczywiście takim, za jakiego uważają go ci, którzy go kochają.

I to życzenie jest właściwą drogą. Ta prowadzi zawsze tylko wzwyż!

Prawdziwej i czystej miłości na pewno nie trzeba dopiero teraz wyjaśniać. Każdy czuje zupełnie dokładnie, jaka ona jest. Tylko często stara się sam siebie okłamywać, jeżeli widzi swoje błędy i jasno wyczuwa, jak jeszcze bardzo oddalony jest od tego, aby naprawdę czysto kochał. Lecz po uświadomieniu sobie tego musi się bardzo szybko i bez wahania poderwać, aby w końcu nie podążyć złą drogą. Bez prawdziwej miłości nie ma już dla niego wolnej woli!

Na ileż umożliwiających wzlot okazji ziemscy ludzie natrafiają i nie korzystają z nich. Ich narzekania i poszukiwania nie są więc w większości wypadków prawdziwe! Oni nawet nie chcą, jeżeli muszą sami w tym jakoś dopomóc, chociażby chodziło tylko o zmianę swych poglądów i nawyków. Ich narzekania są najczęściej łgarstwem i okłamywaniem samego siebie! Chcą, aby Bóg sam przyszedł do nich i zabrał do siebie, nie chcąc przy tym jednak wyrzec się swych wygód i miłości do samego siebie. Gdyby nawet do tego doszło, to może raczyliby ewentualnie coś uczynić, lecz od razu oczekiwaliby od Boga specjalnego za to podziękowania.

Pozostawcie owych leni, aby szli swoją drogą prosto do zguby! Nie są godni tego, aby ktoś się z powodu nich wysilał. Będą zawsze z narzekaniem i prośbami omijać nadarzające się okazje. A gdyby nawet taki ziemski człowiek skorzystał z okazji, to na pewno obdarłby ją z jej najszlachetniejszych klejnotów – z czystości, z poświęcenia i wciągnął ją tak w bagno nieczystych żądz.

Szukający i posiadający poznanie powinni nareszcie zebrać swoje siły i omijać takich ziemskich ludzi! Niech sobie nie myślą, że czynią coś, co Boga cieszy, kiedy nieustannie Jego Słowo i Jego Świętą Wolę tanio proponują wszystkim wokół, starając się ich pouczać tak, że powstaje wrażenie, jakoby sam Stworzyciel musiał żebrać za pośrednictwem tych, którzy w Niego wierzą, aby powiększyć krąg swych zwolenników. To bezczeszczenie, kiedy proponuje się te rzeczy ludziom sięgającym po nie brudnymi rękoma. Nie wolno wam zapominać o słowach zakazujących rzucania »pereł przed wieprze!«

A takie postępowanie nie jest niczym innym. To bezsensowne trwonienie czasu, którego nie wolno marnować na tak wielką skalę, jeżeli nie ma to zaszkodzić w wyniku działania zwrotnego. Pomagać powinno się tylko szukającym.

Ogólnie przejawiający się niepokój, owo poszukiwanie wolnej woli to przejaw, który ma rację bytu, to sygnał, że już najwyższy czas, aby owe poszukiwania rozpocząć. Cały ten proces jest wzmacniany podświadomym przeczuciem, że kiedyś mogłoby być na to już za późno. To utrzymuje poszukiwania ciągle żywymi. Najczęściej dzieje się tak jednak na darmo. Większość dzisiejszych ziemskich ludzi nie może już ożywić wolnej woli, ponieważ zbyt mocno się zaplątali!

Zaprzedali wolną wolę, odrzucili w kąt… w imię czego!?

Nie mogą teraz obarczać za to odpowiedzialnością Boga, a nieustannie próbują to robić, aby wszelkimi możliwymi sposobami zagłuszyć w sobie myśl o własnej odpowiedzialności, która na nich czeka. Mogą oskarżać tylko sami siebie! Nawet gdyby owo samo oskarżanie było pełne goryczy i największej boleści, to i tak byłoby to zbyt mało, aby zrównoważyć wartość zgubionego skarbu, który w tak bezsensowny sposób zdławili i zmarnowali.

Pomimo tego wszystkiego człowiek może jeszcze odnaleźć drogę, która prowadzi do odzyskania wolnej woli, jeżeli poważnie się o to stara. Tylko jednak wtedy, jeżeli jego życzenie wychodzi z najgłębszego wnętrza, jeżeli w nim naprawdę żyje i nigdy nie słabnie. Człowiek musi wzbudzić w sobie najgorętsze życzenie ponownego odzyskania wolnej woli. Nawet gdyby temu celowi poświęcił całe swoje ziemskie życie, to i tak tylko by zyskał. Przecież ponowne odzyskanie wolnej woli jest dla człowieka w najwyższym stopniu ważne i potrzebne! Zamiast słów »ponowne odzyskanie« można także powiedzieć »odgrzebanie« lub »obmycie«. Chodzi w gruncie rzeczy stale o to samo.

Dopóki jednak ziemski człowiek tylko o tym myśli i docieka, dopóty nie osiągnie niczego. Nawet największy wysiłek i wytrwałość muszą zawieść, ponieważ używając myślenia i dociekań ziemski człowiek nigdy nie przeniknie poza granice czasu i przestrzeni, a więc tam, gdzie leży rozwiązanie problemu. A ponieważ obecnie myślenie i dociekanie jest główną metodą wszelkich badań, to szanse na osiągnięcie sukcesu istnieją tylko w sprawach czysto ziemskich. Osiągnięcie innych wyników byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby ziemscy ludzie zmienili się całkowicie, od podstaw.

Wykorzystajcie czas waszego obecnego ziemskiego życia! Myślcie o głównym punkcie zwrotnym, który zawsze niesie ze sobą całkowitą odpowiedzialność!

Dziecko trzeba traktować jako jednostkę duchowo niepełnoletnią, ponieważ w jego wypadku nie powstało jeszcze połączenie między duchem i materią, które powstaje dopiero z pojawieniem się siły płci. Dopiero kiedy siła ta zacznie działać, to odczuwanie dziecka wzmocni się do tego stopnia, że może przenikać przez stworzenie materialne, mieć na nie wpływ, przekształcać je i wytwarzać coś nowego. Razem z tym procesem dziecko samoczynnie przejmuje pełną i doskonałą odpowiedzialność. Do tego czasu efekty działania zwrotnego nie przejawiają się z całą mocą, ponieważ zdolność odczuwania działa o wiele słabiej.

Dlatego podczas pierwszej inkarnacji karma nie może mieć żadnej wielkiej mocy. Może mieć wpływ najwyżej na to, do jakich warunków człowiek się wrodzi, aby te z kolei duchowi pomagały w ciągu ziemskiego życia pozbawić się karmy poprzez uświadomienie człowiekowi jego cech. W trakcie tego ważną rolę mogłoby odgrywać przyciąganie poszczególnych właściwości jednorodnych. Lecz wszystko to działa tylko słabo. Właściwa karma, mocna i wyraźnie odczuwalna, zaczyna się dopiero w momencie połączenia się siły duchowej człowieka z jego siłą płci. Poprzez to połączenie człowiek nie tylko staje się pełnowartościowy w materii, lecz może materię pod każdym względem przewyższyć, jeżeli stanie na właściwej pozycji.

Dopóki do owego połączenia nie dojdzie, do człowieka nie mogą bezpośrednio zbliżyć się ani ciemności, ani zło. Dziecko jest przed tym chronione właśnie przez ową lukę, która oddziela go od świata materialnego. Jest jakby odizolowane. Brakuje mostu.

Dlatego wielu z was obecnie lepiej zrozumie, dlaczego dzieci posiadają o wiele lepszą ochronę przed atakami zła. Mówią o tym nawet przysłowia. Wraz z przebudzeniem siły płci wytworzy się most przez ową lukę. Po nim może człowiek maszerować w pełni swych bojowych sił, lecz tą samą drogą może do niego również podążać cała reszta, jeżeli nie zachowa dostatecznej ostrożności. Ale nigdy nie dotrze do niego z zewnątrz nic, dopóki nie posiada potrzebnej siły obronnej. Ani na moment nie powstanie nierównowaga, która pozwalałaby to usprawiedliwić.

W ten sposób rośnie także niezmiernie odpowiedzialność rodziców! Biada tym, którzy odbierają swym ziemskim dzieciom możliwość pozbawienia się karmy i podążania wzwyż. Biada tym, którzy pozbawiają ich tej możliwości poprzez niestosowne kpiny, niewłaściwe wychowanie lub wręcz poprzez dawanie złych przykładów, a do nich należy zaliczyć także wszelkie przejawy lizusostwa w najróżniejszych dziedzinach życia. Pokusy ziemskiego życia już same w sobie prowokują młodzież do tego lub owego. A ponieważ dorastającym ludziom nikt nie wytłumaczy, jaką właściwie mocą dysponują, oni tej mocy nie używają albo wcale, albo w znikomym zakresie. W większości wypadków moc tę zmarnują w sposób, którego nie można niczym usprawiedliwić, lub wręcz użyją jej w niewłaściwym i złym celu.

Nieznajomość rzeczy wiąże się zawsze z o wiele mocniejszym oddziaływaniem nieodwracalnej karmy. Karma rzuca swoje wpływające na wszystko promienie za pośrednictwem jednej ze skłonności w różnych kierunkach i ogranicza właściwą wolną wolę tak bardzo, że ta przestaje być wolna. Stąd wzięło się to, że większa część ziemskiej ludzkości nie może już wolnej woli przejawiać. Ludzie ziemscy sami z własnej winy ograniczyli się, spętali i zniewolili.

Jakże dziecinnie i niepoważnie wyglądają ziemscy ludzie, którzy starają się odrzucać myśl o bezwarunkowej odpowiedzialności i wolą oskarżać Stworzyciela o niesprawiedliwość! Jakże śmiesznie brzmią ich argumenty, którymi starają się udowodnić, że nie posiadają własnej wolnej woli, lecz że nimi się manipuluje, przetwarza się ich i formuje, a oni nie mogą w żaden sposób temu przeciwdziałać.

Gdyby choć raz, chociaż na chwilę chcieli uświadomić sobie, jak żałosną rolę właściwie odgrywają postępując w ten sposób. Przede wszystkim powinni nareszcie postarać się krytycznie na siebie spojrzeć i wziąć pod uwagę, jaka moc im była dana. Dopiero potem by poznali, w jak bezsensowny sposób marnują ową moc na rzeczy błahe, nic nie warte i przemijające, i jak swe zabawki wywyższają czyniąc z nich coś niby poważnego; poznaliby, że gdy myślą, że są w czymś najlepsi, to właśnie ukazują, jak bardzo są mali w porównaniu z właściwym ludzkim zadaniem w stworzeniu.

Dzisiejszego ziemskiego człowieka można przyrównać do mężczyzny, któremu powierzono królestwo, a który wbrew temu marnuje czas na najzwyklejsze dziecięce zabawy!

Na podstawie tych faktów oczywiście można oczekiwać tylko jednego, a mianowicie, że potężne siły, które dane były człowiekowi do dyspozycji, w końcu go zmiażdżą, ponieważ nie potrafi nimi pokierować.

Już najwyższy czas, aby w końcu się obudzić! Człowiek powinien w całości wykorzystać czas i łaskę, którą otrzymuje z każdym ziemskim życiem. Do tej pory nawet nie podejrzewa, jak bardzo jest to dzisiaj ważne. Z chwilą ponownego wyzwolenia swojej woli, która jest obecnie tak zniewolona, zacznie jemu służyć wszystko, co dzisiaj tak często wydaje się być przeciwko niemu. Nawet promieniowania gwiazd, których wielu tak się obawia, istnieją tu tylko dlatego, aby człowiekowi pomagać. Nie jest ważne, jakiego są gatunku.

Każdy sobie z tym poradzi bez względu na ciężar spoczywającej na nim karmy! Nawet wtedy, kiedy promieniowanie gwiazd wydaje się być ciągle nieprzychylne. Wszystko rozwija się niekorzystnie tylko wtedy, gdy wola nie jest wolna. Ale nawet wtedy jest to tylko pozornie niekorzystne, ponieważ w rzeczywistości chodzi o jego dobro, nawet kiedy sam już nie wie, co począć. Zmusza to człowieka do obrony, pobudza go i czyni wewnętrznie żywym.

Strach przed promieniowaniem gwiazd jest wszakże nie na miejscu, ponieważ wywołane tym promieniowaniem objawy są zawsze tylko włóknami karmy, które ten lub ów ze sobą niesie. Promieniowanie gwiazd wytwarza tylko kanały, do których sprowadzana jest cała w tym czasie człowieka otaczająca karma, jeżeli jej rodzaj odpowiada rodzajowi aktualnie aktywnych promieni. Jeżeli więc promieniowanie gwiazd jest niekorzystne, to do owych kanałów wpływa tylko unosząca się nad człowiekiem niekorzystna karma, która dokładnie odpowiada gatunkowi promieniowania – żadna inna. Tak samo wygląda sytuacja podczas promieniowania korzystnego. W tak koncentrowany sposób prowadzoną karmę może człowiek wszakże podczas jej rozwiązywania bardzo wyraźnie odczuć. Lecz przecież tam, gdzie złej karmy nie ma, nie może nawet niekorzystne promieniowanie gwiazd przejawić się negatywnie. Nie można oddzielać jednego od drugiego.

Także w tym znowu poznajemy wielką Miłość Stworzyciela. Gwiazdy kontrolują karmę, kierują jej działaniem. W wyniku tego nie może zła karma oddziaływać na człowieka nieustannie, lecz musi dać jemu czas na odpoczynek – promieniowanie gwiazd przecież się zmienia, a zła karma nie może przejawiać się podczas pozytywnego promieniowania! Przestanie na jakiś czas oddziaływać i czeka, aż znów pojawi się promieniowanie negatywne, a więc nie może człowieka tak łatwo całkowicie załamać. A jeżeli człowiek posiada tylko złą karmę, to pozytywne promieniowanie przynajmniej cierpienia na jakiś czas przerwie.

Także w tym wypadku tryby procesu kręcą się dokładnie tak, jak trzeba. Jedno koło popędza drugie i równocześnie pilnuje, aby nie dochodziło do nieprawidłowości. I tak wszystko kręci się dalej, jak w olbrzymim mechanizmie. Tryby współdziałają ze sobą we wszystkich kierunkach z największą dokładnością. Umożliwiają kontynuację ruchu i nieustannie popędzają wszystko naprzód w nieustającej ewolucji.

W samym środku tego wszystkiego stoi jednak człowiek z niezmierną, podarowaną jemu mocą i swym chceniem decyduje o kierunku, w jakim ów mechanizm będzie podążał. Lecz zawsze tylko sam dla siebie! Jego działanie może poprowadzić go w górę lub w dół, lecz o jego końcu zadecyduje tylko stanowisko zajęte przez niego.

Zespół kół stworzenia to jednak nie sztywna materia. To wszystko żywe formy i istoty, których moc wynika właśnie ze wspólnego działania. Całe to godne podziwu tkanie służy tylko i wyłącznie człowiekowi ku pomocy, dopóki sam nie zacznie przeszkadzać niewłaściwie korzystając z mocy, którą jemu dano i którą w dziecinny sposób marnuje. Powinien nareszcie w tym wszystkim zająć właściwe stanowisko, aby mógł stać się tym, czym być powinien. Być posłusznym, znaczy w rzeczywistości to samo, co rozumieć! Służyć, znaczy pomagać. Pomagać wszakże to to samo, co panować. W krótkim okresie może każdy wyzwolić swoją wolę do tego stopnia, że stanie się naprawdę wolna. W ten sposób wszystko się dla danej jednostki zmieni, ponieważ najpierw ona sama ulegnie wewnętrznym zmianom.

Lecz dla tysięcy, dla setek tysięcy, wręcz dla milionów, jest już za późno, ponieważ nie chcą zmiany. To przecież całkiem naturalne, że siła pokierowana w niewłaściwy sposób w końcu maszynę, której mogła służyć i pomagać, rozbije.

Gdy wkrótce tak się stanie, to wtedy naraz wszyscy, którzy się wahali, przypomną sobie o istnieniu modlitwy, lecz nie będą już potrafili we właściwy sposób się modlić, a tylko to mogłoby im przynieść pomoc. W momencie, kiedy zauważą, że wszystko zawiodło, ogarnie ich rozpacz, która szybko zamieni się w złorzeczenia. Będą narzekać i twierdzić, że nie może istnieć Bóg, który dopuszcza do tego wszystkiego. Nie zechcą uwierzyć w nieugiętą Sprawiedliwość. A już wcale nie będą chcieli uwierzyć w to, że dano im moc, przy pomocy której mogli jeszcze wszystko zawczasu zmienić. Mało tego, że bardzo często im to wręcz przypominano.

Z uporem dziecka żądają dla siebie kochającego Boga, który według ich wyobrażeń wszystko wybacza. Tylko w tym chcą widzieć Jego wielkość! W jaki sposób więc ów Bóg ma według nich postępować z tymi, którzy zawsze poważnie Go poszukiwali, będąc z tego powodu gnębionymi, szykanowanymi i wyśmiewanymi przez tych, którzy obecnie oczekują wybaczenia?

Są to ziemscy ludzie postępujący niedorzecznie i nieustannie dążący do tego, aby mogli pozostać ślepymi i głuchymi, chociaż sami w ten sposób rzucają się w zniszczenie, które powstało w wyniku ich gorliwych przygotowań i poczynań. Pozostawcie ich więc na pastwę ciemności, do których uparcie dążą w domniemaniu, że wszystko wiedzą lepiej. Opamiętanie może przyjść tylko poprzez własne przeżywanie. Dlatego też ciemności będą dla nich najlepszą szkołą. Lecz nadszedł dzień, nadeszła godzina, kiedy jest już za późno nawet na taką drogę, ponieważ zabrakło czasu na to, aby w wyniku właściwego poznania i własnych przeżyć mogli się jeszcze od owych ciemności oderwać. Jest już za późno, aby rozpocząć wzlot. Z tego powodu już teraz jest najwyższy czas, aby zacząć nareszcie poważnie zajmować się Prawdą.

*»Na razie opisuję wszystko w ogólnych zarysach. W dalszych wykładach opiszę to bardziej szczegółowo.«

**Wykład: »SIŁA PŁCI I JEJ ZNACZENIE DLA WZLOTU DUCHA«

***Wykład: »ROLA SYMBOLIKI W LUDZKIM LOSIE«

Dodaj komentarz

CZCZENIE BOGA

CZCZENIE BOGA

66.

Można spokojnie stwierdzić, że ziemski człowiek do tej pory w ogóle nie pojął oczywistej konieczności czczenia Boga, a o wprowadzaniu tej potrzeby w czyn lepiej nie mówić wcale.

Zamyślcie się chociaż raz nad tym, jak do tej pory wy ludzie Boga czciliście! Przecież umiecie tylko prosić lub, mówiąc jeszcze dosadniej, żebrać! Tylko tu i tam niekiedy też się zdarza, że w górę unoszą się modlitwy dziękczynne płynące naprawdę z głębi serca. Są to jednak bardzo rzadkie wyjątki, do których dochodzi tylko tam i tylko wtedy, jeżeli ziemski człowiek zostanie nieoczekiwanie czymś obdarzony lub przestanie jemu nagle grozić jakieś wielkie niebezpieczeństwo. Tylko coś nieoczekiwanego i nagłego potrafi ziemskiego człowieka zmusić do tego, aby ewentualnie zmówił modlitwę dziękczynną.

Możecie zostać niezasłużenie obdarzeni najwspanialszymi darami, a jednak nigdy lub rzadko kiedy wpadnie wam do głowy, aby pomyśleć o podzięce, jeżeli wszystko idzie normalnymi torami.

Rzadko kiedy pomyślicie o poważnej modlitwie dziękczynnej, jeżeli ty i kochane przez ciebie osoby są obdarzone trwałym zdrowiem i nie macie większych trosk w swym ziemskim życiu.

Tobie ziemskiemu człowiekowi niestety zawsze potrzebny jest całkiem szczególny impuls, abyś zdołał obudzić w sobie mocniejsze uczucie. Nigdy nie zrobisz tego dobrowolnie, jeżeli powodzi się tobie dobrze. Może od czasu do czasu o czymś napomkniesz lub nawet idziesz do kościoła, aby okazyjnie odmówić pod nosem dziękczynną modlitwę, lecz nigdy tobie do głowy nie wpadnie, aby wczuć się w to całym swym duchem chociażby miało trwać to tylko minutę.

Za to bardzo szybko przypomnisz sobie, że istnieje Ktoś, kto może tobie dopomóc, jeśli bieda rzeczywiście mocniej ciebie przyciśnie. Strach pogania ciebie, abyś chociaż raz wyjąkał pacierz! Ale w takim wypadku zawsze chodzi o prośbę, a nigdy o wielbienie.

Taki jesteś ziemski człowieku! I jeszcze myślisz o sobie, że jesteś dobry, że jesteś wierzący! Lecz takich jest tylko kilku na tej ziemi! Wyjątki godne chwały!

Spójrz teraz sam na ów żałosny obraz! Jak tobie się podobają, ludzie, gdy uważniej się przyjrzysz! Lecz o wiele żałośniej wygląda taki ziemski człowiek jak ty przed swym Bogiem!

Niestety, rzeczywistość jest jednak taka! Możecie spoglądać na to, z której strony chcecie, a i tak nic się nie zmieni, nawet jeżeli zechcecie z wysiłkiem, ale bez upiększania, to przebadać. Przy tym na pewno zadrży wam serce; przecież ani prośby, ani podziękowania nie są czczeniem i wielbieniem.

Wzywanie i wielbienie jest czczeniem! Z tym jednak nie spotkacie się naprawdę nigdzie na ziemi! Spójrzcie tylko na uroczystości świąteczne, które powinno obchodzić się ku czci Bożej i na których wyjątkowo rezygnuje się z próśb i żebrania. Są to oratoria! Poszukajcie śpiewaków, śpiewających ku chwale Bożej! Obserwujcie ich za kulisami lub w sali podczas przygotowań do występu. Wszystkim zależy tylko na efekcie wywartym na ziemskich ludziach. Na Bogu im nie zależy przy tym wcale. Nie zależy im właśnie na Tym, dla którego to wszystko jest przecież przeznaczone. Spójrzcie na dyrygenta! Chce usłyszeć oklaski, chce ziemskim ludziom pokazać, co umie!

Idźcie dalej. Spójrzcie na strzeliste budowle, kościoły, bazyliki, które powinny stać… ku czci Bożej. Artysta, architekt, budowniczy – wszyscy oni usiłują zdobyć tylko uznanie ziemskich ludzi. Każde miasto chwali się tymi budowlami, aby… miastu samemu służyły ku czci. Świątynie muszą wręcz wabić obcych i to bynajmniej nie dlatego, aby czcili Boga, lecz żeby większy ruch turystyczny podreperował budżet miasta! Gdziekolwiek się nie spojrzy, wszędzie panoszy się troska tylko o ziemski wygląd zewnętrzny! A wszystko to dzieje się pod płaszczykiem wielbienia Boga!

Tu i tam wprawdzie można spotkać ziemskiego człowieka, którego duch otworzy się w lesie lub w górach i który wtedy nawet przelotnie wspomni także o wzniosłości Tego, który wszystkie te cuda wokół niego stworzył, lecz Stworzyciel stoi przy tym daleko w tle jego zachwytów.

Duch człowieka otwiera się, ale nie po to, aby euforycznie się wznosił wzwyż, lecz… we wszystkich kierunkach. On dosłownie rozbiega się w błogiej rozkoszy.

Czegoś takiego nie wolno mylić ze wzlotem na wyżyny. Nie można tego oceniać inaczej, jak tylko zadowolenie smakosza biorącego udział we wspaniałej uczcie. Takie rozpływanie się ducha jest mylnie uważane za czczenie Boga. Zawsze wtedy chodzi tylko o powierzchowne marzenia, o wrażenie własnego zadowolenia, które mylnie uważa się za podziękę Stwórcy. To proces czysto ziemski. Wielu z tych, którzy zachwycają się naturą, mniema, że to właśnie ów zachwyt jest właściwym czczeniem Boga i w dodatku spoglądają z góry na tych, którzy nie mają możliwości korzystania z piękna ziemskich krajobrazów. To wielkie faryzeuszostwo wynikające tylko z własnego wrażenia błogości. To sztuczna ozdoba bez jakiejkolwiek wartości.

Gdy ludzie ci będą kiedyś szukać skarbów swego ducha, aby wykorzystać je do swego wzlotu, to zastaną skrytkę w swym wnętrzu całkiem pustą, ponieważ domniemany skarb był tylko zauroczeniem pięknem natury i poza tym niczym. Brakowało prawdziwego czczenia Stworzyciela.

Prawdziwe czczenie Boga nie przejawia się w marzeniach i nie ma nic wspólnego z mamrotaniem modlitw, żebraniem, klęczeniem, spinaniem rąk i błogim drżeniem, lecz prawdziwe czczenie Boga przejawia się w radosnym czynie! W euforycznym przytakiwaniu życiu na tej ziemi! W rozkoszowaniu się każdą chwilą! A rozkoszować się nią znaczy tyle samo, co ją wykorzystywać. A wykorzystywać znaczy… przeżywać! Przeżywać jednak nie podczas zabawy i tańca ani podczas szkodzącego ciału i duchowi marnowania czasu, które korzysta z rozumu i potrzebuje go, aby regulować i pobudzać swoje dalsze działanie. Trzeba przeżywać ze wzrokiem zwróconym w górę, ku Światłu. Tak, że chcecie tylko tego, co wspiera, wznosi i uszlachetnia wszystko, co w stworzeniu jest!

Podstawowym warunkiem takiego postępowania jest jednak dokładna znajomość praw Bożych w stworzeniu. Prawa te pokazują człowiekowi, jak powinien żyć, jeżeli chce być zdrów na ciele i w duchu. Wskazują jemu dokładnie drogę prowadzącą wzwyż do Królestwa ducha. Lecz pozwalają jemu także bardzo wyraźnie poznać okropności, które dla niego muszą się wytworzyć, gdy prawom tym się sprzeciwi!

Ponieważ prawa w stworzeniu działają samoczynnie i żywo, bezwzględnie, nieugięcie oraz z siłą, przeciw której duchy ludzkie są absolutnie bezradne, dlatego jest bardziej niż oczywiste, że prawa te każdy człowiek powinien poznać jak najprędzej i w możliwie doskonały sposób. Skutkom ich przejawów musi w każdym wypadku się poddać, nie posiada żadnej obrony!

A jednak ziemska ludzkość jest tak ograniczona, że przechodzi obojętnie obok owej jasnej i prostej konieczności, poza którą nie istnieje nic bardziej ważnego! Ludzkość ziemska, jak wiadomo, nigdy nie wpada na te najprostsze pomysły. Każdy inny twór jest pod tym względem, o dziwo, mądrzejszy od ziemskiego człowieka. Zaszereguje się w stworzenie, a ono wspiera go, dopóki ziemski człowiek nie stara się stworzeniu w tym przeszkadzać.

Człowiek ziemski jednak chce panować nad czymś, co działa samoczynnie, czemu nieustannie podlega i podlegać nie przestanie. W swym zarozumialstwie wierzy w to, że wykorzystując dla swych celów tylko nieznaczne krańce promieniowania albo w minimalnym stopniu panując nad energiami powietrza, ziemi, wody i ognia, już opanował potężne siły! Przy tym sobie nie uświadamia, że jeżeli ma z nich korzystać, co i tak dzieje się tylko na względnie małą skalę, to musi najpierw się uczyć, musi obserwować, aby móc gotowych już właściwości lub sił używać zgodnie z ich specyficznymi cechami. Jeżeli chce odnieść sukces, to w przypadkach tych musi starać się dostosowywać! Musi tak uczynić tylko i wyłącznie on sam!

Tu nie chodzi o opanowanie lub pokonywanie praw, lecz o pokorne dostosowanie się do praw, które tu istnieją.

Człowiek ziemski powinien nareszcie dojść do wniosku, że na korzyść wyjdzie jemu tylko uczenie się, w jaki sposób zaszeregować się i podporządkować! W ten sposób powinien z wdzięcznością postępować naprzód. Ale gdzie tam! Pyszni się i okazuje jeszcze większą arogancję niż przedtem. A jeśli choć raz w roli służebnika pokłoni się przed Wolą Bożą w stworzeniu i płyną jemu z tego konkretne korzyści, to od razu stara się w dziecinny sposób wszystko przekręcać i udowadniać, że to on jest zwycięzcą. Zwycięzcą nad naturą!

Tak niedorzeczny sposób myślenia jest szczytem głupoty właśnie dlatego, że ziemski człowiek tak postępujący przechodzi ślepo koło rzeczy naprawdę ważnych. Przecież zajmując właściwe stanowisko stałby się naprawdę zwycięzcą… zwycięzcą nad sobą samym i nad swą próżnością, ponieważ będąc należycie oświeconym pokłoniłby się, w wypadku ważnego odkrycia, niczym uczeń przed tym, co istnieje. Tylko wtedy osiągnąłby sukces.

Każdy wynalazca oraz wszyscy ci, którzy wykonali coś naprawdę wielkiego, podporządkowali swoje myślenie i swoje pragnienia istniejącym prawom natury. Co prawom tym chce się opierać lub nawet z nimi walczyć, zostanie zawsze stłamszone, rozbite i skazane na zanik. Jest niemożliwe, aby kiedykolwiek stało się to czymś, co zawiera w sobie naprawdę życie.

To, co sprawdza się na małą skalę, sprawdza się również w wypadku człowieka samego i całego jego bytu!

Ponieważ przeznaczeniem człowieka jest nie tylko przejście krótkiego ziemskiego życia, lecz całego stworzenia, to bezwarunkowo potrzebuje do tego poznania praw, którym podporządkowane jest całe stworzenie, a nie tylko jego najbliższe i przez niego widziane otoczenie. Jeśli praw tych nie zna, to jest wstrzymywany, hamowany, raniony, odrzucany z powrotem lub nawet miażdżony, ponieważ w wyniku swojej niewiedzy nie poszedł w kierunku zgodnym z nurtem praw, lecz zajął względem nich tak niewłaściwe stanowisko, że zamiast wynosić go wzwyż, musiały tłoczyć go w dół.

Ludzki duch nie jawi się w żaden sposób wielkim ani godnym podziwu, lecz tylko śmiesznym, jeżeli stara się uparcie i ślepo odrzucać rzeczywistość, której przejawy nieustannie musi przecież w skutkach poznawać, kiedy ma te prawa zastosować jako podstawę nie tylko swojej działalności i w technice, lecz także wtedy, gdy chodzi o niego samego, o jego ducha! W swoim ziemskim życiu i podczas swojego działania ma zawsze okazję widzieć absolutną doskonałość i równość wszystkich podstawowych skutków, jeżeli nie śpi i nie zamyka się przed nimi lekkomyślnie czy nawet w złej woli.

Jeśli chodzi o działanie owych praw, to nie istnieje w całym stworzeniu żaden wyjątek i to dla żadnego ludzkiego ducha! Musi podporządkować się prawom wszechświata, jeżeli ich działanie ma duchowi pomagać! Tak prostej i oczywistej sprawy ziemski człowiek do tej pory w swojej lekkomyślności wcale nie zauważał.

Wydawała jemu się tak prosta, że właśnie dlatego musiała stać się dla niego najtrudniejszą z wszystkich tych, które powinien poznać. A spełnić to, co tak trudno było poznać, stało się dla ziemskiego człowieka z czasem absolutnie niemożliwe. Tak więc stoi dzisiaj przed upadkiem, przed duchową zagładą, która musi i niszczy wszystko, co ziemski człowiek zbudował!

Uratować go może tylko jedno: doskonała znajomość praw Bożych w stworzeniu. Tylko to może jemu pomóc iść znów naprzód, znów podążać wzwyż i równocześnie doprowadzić do postępu wszystko, co w przyszłości będzie starał się zbudować.

Nie mówcie, że wam, czyli ludzkim duchom, owe prawa w stworzeniu trudno poznać, że trudno wam odróżnić Prawdę od mylnych wniosków. Tak nie jest! Kto tak mówi, ten stara się po prostu znów zamaskować ukryte w sobie lenistwo i nie chce ujawnić obojętności swojego ducha lub po prostu chce usprawiedliwiać sam siebie, aby się uspokoić.

Nic jemu to jednak nie pomoże; albowiem każdy obojętny i wygodny został obecnie skazany na zatracenie! Na swój ratunek może liczyć tylko ten, kto zebrał całą swoją siłę, aby użyć jej tylko i wyłącznie do pozyskania tego, co dla jego ducha jest najpotrzebniejsze. Każda połowiczność znaczy to samo, co nic! Także każde zawahanie lub odkładanie »na potem« jest już całkowitym utraceniem jakiejkolwiek szansy. Nie będzie już żadnego przedłużania czasu, ponieważ ziemska ludzkość czekała aż do okresu stanowiącego ostateczną granicę.

Tym razem ziemskim ludziom oczywiście niczego się nie ułatwia, nie mają prostej przeprawy, ponieważ swym dotychczasowym beztroskim marnowaniem czasu utracili wszelką zdolność uświadomienia sobie głębokiej powagi konieczności podjęcia ostatniej decyzji! I właśnie to jest ich najsłabszym punktem i stało się przyczyną nieuniknionego upadku wielu z nich!

Przez całe tysiąclecia wykonano bardzo wiele, aby wytłumaczyć wam Bożą Wolę, czyli prawa w stworzeniu, przynajmniej w stopniu potrzebnym do wzlotu na światłe wyżyny, z których wyszliście i do których mieliście odnaleźć powrotną drogę! Woli Bożej nie objaśniały wam ani ziemskie nauki, ani Kościoły, lecz służebnicy Boga, prorocy starych czasów oraz samo Przesłanie Syna Człowieczego i Moje Syna Bożego.

Chociaż Przesłania podane wam były w tak prosty sposób, to do tej pory na ich temat tylko rozmawiacie i nigdy nie staraliście się naprawdę ich zrozumieć, a tym bardziej według nich żyć! Z punktu widzenia waszego leniwego myślenia żądano w ten sposób od was zbyt wiele, chociaż to wasza jedyna możliwość ratunku! Chcielibyście zostać uratowani, lecz sami wcale nie macie zamiaru się wysilać! Jeżeli się nad tym zastanowicie, to na pewno dojdziecie do powyższych smutnych wniosków.

Z każdego Bożego Przesłania uczyniliście religię! Dla waszej wygody! I to właśnie było fałszywe! Religię postawiliście na całkiem odosobniony, wywyższony piedestał, który stał poza waszą codzienną pracą! To był największy błąd, jaki mogliście uczynić. Przecież w ten sposób odizolowaliście życie powszednie od Woli Bożej lub, co jest właściwie tym samym, odizolowaliście sami siebie od owej Woli, zamiast z nią się utożsamić i umiejscowić ją w samym środku waszego codziennego, pełnego ruchu życia! Powinniście stać się z nią jednym!

Powinniście każde Boże Przesłanie przyjąć całkiem naturalnie i praktycznie, wcielić je do swojej pracy, do swojego myślenia i do całego swojego życia! Nie wolno wam uczynić z niego, jak zresztą już się stało, czegoś całkiem odosobnionego, do czego chodzicie tylko w porze odpoczynku jak w odwiedziny, gdy staracie się na chwilę wywołać w sobie poczucie skruchy, wdzięczności lub po prostu staracie się zrelaksować. W ten sposób Przesłanie nie stało się dla was czymś oczywistym, co do was należy tak, jak głód lub sen.

Zrozumcie to nareszcie tak, jak należy: w owej Woli Bożej powinniście żyć, aby móc się orientować we wszystkich drogach, które mogą wam przynieść dobro! Przesłania Boże to cenne wskazówki, które wam są potrzebne! A jeżeli ich nie znacie i nie kierujecie się nimi, to czeka was tylko zguba! Dlatego nie wolno wam wstawiać ich do szklanych gablot, na które spoglądalibyście z drżeniem i błogością w chwilach odświętnych, podczas niedziel lub w momentach cierpienia i strachu, chcąc czerpać z nich siłę! Nieszczęśni, nie powinniście przecież Przesłań Bożych czcić, lecz z nich korzystać! Powinniście czerpać z nich nie tylko ubrani w odświętny strój, lecz także twardą, spracowaną ręką, która nigdy nie hańbi, nigdy nie poniża, lecz każdemu służy ku czci! Klejnot błyszczy w twardej, spracowanej, brudnej od potu i gliny ręce o wiele jaśniej i szlachetniej niż w wypielęgnowanych palcach leniwego nieroba, który swoje ziemskie życie spędza tylko na obserwacjach!

Każde Boże Przesłanie było przeznaczone dla was, a to oznacza, że miało stać się częścią waszej osobowości! Musicie odpowiednio pojąć sens!

Nie powinniście byli patrzeć na Przesłanie Boże jak na coś bardzo od was odległego, coś, co jest poza wami, coś, do czego przywykliście podchodzić nieśmiało i z zażenowaniem. Włóżcie słowo Boże do swych wnętrz, aby każdy z was wiedział, jak ma żyć i jak postępować, aby dojść do Królestwa Bożego!

Dlatego obudźcie się wreszcie! Uczcie się poznawać prawa w stworzeniu. Nie pomoże wam w tym jednak ani ziemski spryt, ani wasza mała wiedza techniczna. Coś tak niepozornego nie wystarczy na drogę, którą musi pójść wasz duch. Musicie koniecznie podnieść wzrok wysoko ponad ziemię i pojąć, dokąd przychodzicie po swym ziemskim życiu, byście zarówno z tym też osiągnęli poznanie, które powie wam dlaczego, w jakim celu jesteście na tej ziemi.

I właśnie znowu w tych okolicznościach, w warunkach panujących w waszym teraźniejszym życiu, w bogactwie lub nędzy, w zdrowiu lub chorobie, w panującym pokoju lub wojnach, w radości lub smutku poznacie przyczynę oraz sens wszystkiego. Poczujecie wtedy radość i lekkość na sercu. Będziecie wdzięczni za wszystko, co do tej pory przeżyliście. Nauczycie się doceniać każdą sekundę, a przede wszystkim z niej korzystać! Wykorzystać ją dla wzlotu do życia pełnego radości, do wielkiego i czystego szczęścia.

A ponieważ sami zaplątaliście się zbyt mocno, ponieważ zbłądziliście, za pośrednictwem Moim i Syna Człowieczego przyszło do was Przesłanie Boże, aby was ratować, gdyż ostrzeżenia proroków nie odniosły skutku. Boże Przesłania wskazały wam drogę, jedyną drogę, byście podążając po niej uratowali się z trzęsawiska, które groziło wam zaduszeniem. Ja i Imanuel staraliśmy się wyprowadzić was na ową drogę używając w swojej mowie przypowieści! Kto chciał wierzyć i szukał, ten przyjął to swym uchem, lecz głębiej nie dotarło już nic. Ziemscy ludzie nigdy nie starali się według tego także żyć.

Religia i życie powszednie były dla was ciągle dwiema różnymi sprawami. Zawsze staliście tylko obok religii zamiast w niej! Działania praw w stworzeniu wytłumaczonego w przypowieściach absolutnie nie zrozumieliście, ponieważ praw tych nigdy w nich nie szukaliście!

Przesłanie Świętego Graala przynosi obecnie opis praw w postaci dla was bardziej dzisiaj zrozumiałej! W rzeczywistości są to dokładnie te same prawa, o których kiedyś mówiłem Ja Chrystus i Imanuel w formie dostosowanej do tamtych czasów. Pokazaliśmy ludziom, w jaki sposób powinni myśleć, mówić i postępować, aby mogli duchowo dojrzewać i podążać w stworzeniu w górę! Ludzkość przecież niczego więcej nie potrzebowała. Dlatego też w ówczesnych Przesłaniach nie ma żadnej luki.

Kto kieruje się nimi już w myśleniu, mowie i uczynkach, ten w najbardziej czysty sposób czci i wielbi Boga, ponieważ owo czczenie zawarte jest tylko i wyłącznie w czynie!

Kto z ochotą podporządkowuje się prawom Bożym, ten postępuje zawsze właściwie! Tym udowadnia swój głęboki szacunek dla mądrości Bożej, radośnie kłaniając się przed Jego Wolą, która zawarta jest w prawach. Dlatego ich działanie wspiera go i chroni. Jest pozbawiony wszelkiego cierpienia i zostaje wyniesiony do Królestwa światłego ducha, gdzie w euforycznym przeżywaniu będzie mógł każdy bez zniekształceń oglądać wszechmądrość Bożą i gdzie czczenie Boga jest samym życiem! Gdzie każdy oddech, każde uczucie i każdy czyn jest przesiąknięty radosną wdzięcznością i staje się w ten sposób trwałą rozkoszą. Ze szczęścia zrodzony, szczęście rozsiewa i dlatego także szczęście zbiera!

Czczenie Boga życiem i przeżywaniem polega tylko na dotrzymywaniu Bożych praw. Tylko to zapewnia szczęście. Tak jest w obecnym Królestwie Tysiącletnim, które nazywa się Królestwem Bożym na ziemi!

Dodaj komentarz