CAŁA WINA NIECH NA NIM SPOCZNIE

CAŁA WINA NIECH NA NIM SPOCZNIE

69.

Powiedzenie to, będące często w użyciu, jest jednym z podstawowych środków uspokajających dla ziemskich ludzi, którzy zwą siebie wierzącymi chrześcijanami. Środek ten jest jednak trucizną powodującą odurzenie i omamy. Jest podobny do licznych środków używanych w wypadku różnych chorób, a służących tylko do osłabienia bólu ciała. Wtedy choroba ustępuje tylko pozornie. Podobnie sprawy wyglądają w wypadku duchowego »leczenia« przy pomocy słów: »Cała wina niech na Nim spocznie; albowiem to On nas wykupił i Jego ranami jesteśmy uzdrowieni!«

Powiedzenie to działa na wierzących w sposób dla nich zgubny tym bardziej, że uważają je za jeden z najważniejszych filarów nauk Kościołów chrześcijańskich. Na powiedzeniu tym budują całe swoje wewnętrzne stanowisko.

W ten sposób jednak wpadają w śmiertelne objęcia ślepej wiary, w których całą resztę mogą widzieć tylko bardzo niewyraźnie. Niewyraźnie do tego stopnia, że w końcu całkiem inaczej to wygląda. Prawdę okryje szary całun. Potem mogą odnaleźć potrzebne oparcie tylko w sztucznie wytworzonych i pokrętnych teoriach, które teraz muszą runąć wraz z nimi, gdyż nadszedł dzień poznania.

»Cała wina niech na Nim spocznie…!«

Cóż to za niedorzeczna herezja! Jasna Prawda wdziera się, niczym ogień, w szeregi fałszywych nauczycieli i leniwych wierzących spalając i trawiąc wszystko, co niewłaściwe! Wielkie skupiska ziemskich ludzi do dzisiejszego dnia wygodnie grzały się w promieniach swojej wiary, która mówi im, że wszystko, co Ja Zbawiciel wycierpiałem i przeżyłem, wycierpiałem i przeżyłem za nich. W lenistwie swojego myślenia traktują jak zuchwalca i bluźniercę każdego człowieka, który myśli, że musi także sam trochę się wysilać, aby dotrzeć do nieba. Pod tym względem wielu z nich przejawia wręcz zastanawiającą pokorę i skromność, które to cechy w innych wypadkach są im całkowicie obce.

Według ich poglądu jest bluźnierstwem nawet nieśmiałe dopuszczenie do siebie myśli, że zstąpienie Moje Zbawiciela na ziemię oraz wszelkie związane z tym Moje cierpienia, łącznie z ziemską śmiercią, nie wystarczają, aby zmazać i odpuścić grzechy wszystkich tych, którzy nie wątpią w to, że żyłem wtedy w ciele Jezusa Nazarejczyka na ziemi.

»Cała wina niech na Nim spocznie…« myślą wierzący w swojej gorącej pobożności i nie wiedzą, co właściwie czynią. Przecież oni śpią. Straszne jest jednak ich przebudzenie! Ich pozornie pokorna wiara to nic innego, jak tylko samolubstwo i bezgraniczna pycha, jeżeli myślą, że Ja Syn Boży przyszedłem na ziemię po to, abym niczym pierwszy lepszy sługa prostował drogę, po której mogliby bezmyślnie iść prosto do Królestwa Niebieskiego.

Każdy właściwie powinien natychmiast i bez zastanowienia rozpoznać pustkę tkwiącą w tych słowach. Pogląd ten mógł powstać tylko w wyniku nieopisanego wygodnictwa i lekkomyślności, jeśli oczywiście nie odegrał roli sprytnej przynęty służącej osiągnięciu ziemskich wygód!

Ludzkość ziemska w ten sposób gubi się w tysiącach pomyłek i okłamuje sama siebie, tkwiąc w niedorzecznej wierze. Jakżeż w ten sposób poniżają Boga! Czym jest człowiek, że ma odwagę twierdzić, iż sam Bóg posłał Mnie swego jednorodzonego Syna, a więc część swego własnego bezistotnego życia, na ziemię po to, aby ludzie mogli zwalić na Mnie ciężar swych grzechów? I to tylko dlatego, aby sami nie musieli wysilać się praniem swych brudów i noszeniem ciemnych brzemion, którymi sami się obarczyli.

Biada tym, którzy już razu będą musieli tłumaczyć się z takich myśli! To najbardziej zuchwałe zszarganie wzniosłej Boskości! Posłanie Moje Chrystusa nie było i nie jest tak niskiego gatunku. Było i jest pełne dostojeństwa, prowadziło i prowadzi do Ojca, lecz równocześnie stawiało i stawia żądania.

Zwracałem uwagę już raz na wielkie zbawicielskie dzieło Moje Syna Bożego*. Moje wielkie dzieło Miłości powstało i wyrosło na tym i na tamtym świecie przynosząc wszelkiego gatunku owoce. W międzyczasie jednak ci, którzy byli powołani tylko przez ziemskich ludzi, starali się ogłosić siebie za powołanych przez Boga. Wzięli w swoje zbrukane ręce czyste nauki, porwali je głęboko w dół do siebie i stłumili ich blask.

Ludzie ziemscy, którzy ufali im i nie badali samodzielnie Słowa, którego ich nauczano, runęli w dół razem z nimi. Wzniosłe sedno Boskiej Prawdy zostało otoczone i zasłonięte ziemską ograniczonością. Forma wprawdzie pozostała, lecz cały blask przygasł w wyniku ludzkiej pogoni za świecką mocą i świeckimi wygodami. Tylko mdła szarość panuje obecnie tam, gdzie mógł widnieć najjaśniejszy blask duchowego życia. Proszącej ludzkości zrabowano klejnot, który Jam Jezus Chrystus przyniósł wszystkim pragnącym z niego korzystać. Poszukującym wskazuje się niewłaściwą drogę, drogę zniekształconą egoistycznymi zachciankami. Na drodze tej nie tylko marnują cenny czas, lecz bardzo często pędzą po niej wprost w objęcia ciemności.

Fałszywe nauki szybko się rozprzestrzeniały. Rozwinęły się i zdławiły prostą Prawdę zasłaniając Ją swym błyszczącym płaszczem, którego wspaniałe kolory są takim samym źródłem zagrożenia, jak trujące ziele, usypiające wszystko, co zbliży się do niego. W ten sposób czuwanie wiernych nad samymi sobą zostało sparaliżowane, a z czasem całkiem zanikło. Tak również zanika każda możliwość wzlotu do prawdziwego Światła!

Jeszcze raz na całej ziemi brzmi wielkie wołanie Prawdy. Lecz teraz nadchodzi dla każdego rozliczenie i otrzyma to, co sam uprządł. Ludzie ziemscy nareszcie otrzymają to, czego do tej pory uparcie bronili. Będą musieli przeżywać wszystkie te herezje, które chcieli wytwarzać lub za którymi chcieli podążyć pogrążeni w swych życzeniach i zuchwałych poglądach. Wielu z nich zacznie szalenie rozpaczać i zgrzytać zębami ze strachu, wściekłości i rozpaczy.

Wszyscy dręczeni cierpieniem, które sami zresztą wytworzyli, odczują nagle jako niesprawiedliwość i okrucieństwo fakt postawienia ich przemocą w tej rzeczywistości, którą do tej pory w swym życiu na ziemi starali się uznawać za jedyną prawdziwą i którą nieustannie wmuszali swym bliźnim. Potem nagle będą żądali pomocy od Boga, przeciw któremu w tak niezmiernej pysze działali! Będą jęczeć, wołać i oczekiwać od Niego, że będąc Bogiem z łatwością wybaczy nawet najgorsze winy człowiekowi, jak mawiają; »małemu i nieświadomemu«. Teraz, według ich mniemania, będzie zbyt »wzniosły«, aby móc czegoś takiego nie wybaczyć. On, którego tak do tej pory poniżali!

Lecz On już ich nie wysłucha i nikomu z nich nie pomoże, ponieważ przedtem nie chcieli usłuchać Jego Słowa, które im posłał! I w tym tkwi Sprawiedliwość, której nigdy nie można oddzielić od Jego wielkiej Miłości.

Z siłą gromu brzmi nad nimi: »Nie chcieliście! Dlatego bądźcie teraz potępieni i wymazani z księgi życia!«

*Wykład: »ZBAWICIEL«

Dodaj komentarz

Musisz być Zalogowany aby dodać komentarz.