ZBRODNIA HIPNOZY

ZBRODNIA HIPNOZY

70.

To dziwne! Kiedyś ziemscy ludzie, przede wszystkim liczni lekarze ostro sprzeciwiali się teoriom, które twierdziły, że hipnoza rzeczywiście istnieje. Bez wahania oznaczali hipnozę za bezsens i podstęp. Tak samo zresztą niedawno wyglądała sytuacja z magnetoterapią, która jest dzisiaj błogosławieństwem dla wielu chorych. Osoby leczące z jej pomocą były bezwzględnie atakowane i oskarżane o szarlataństwo oraz wyłudzanie pieniędzy.

Dzisiaj wbrew temu wszystkiemu najczęściej używają hipnozy właśnie lekarze. Tego, co kiedyś w najbardziej niewybredny sposób atakowali, dzisiaj bronią.

Ową rzeczywistość można oceniać z dwóch punktów widzenia. Kto całkiem obiektywnie obserwował ówczesne spory i kłótnie, teraz musi uśmiechać się pod nosem, widząc, jak ci, którzy jeszcze nie tak dawno byli wrogami hipnozy, starają się obecnie jeszcze gorliwiej nią się posługiwać. Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że tak groteskowemu obrotowi sprawy należy się również uznanie. Trzeba mieć niemało odwagi, aby wystawiać swoją reputację na w tym wypadku mające rację bytu kpiny i docinki.

Można w takim postępowaniu zauważyć szczere chęci, z jakimi lekarze rzeczywiście chcą ludzkości pomóc, nie lękając się równocześnie zagrożenia ze strony prześmiewców.

Szkoda tylko, że ludzie nie wzięli z tego nauki na przyszłość i nie stali się bardziej ostrożni w wystawianiu swych ocen w wypadkach wręcz jawnego atakowania spraw należących do tego samego kręgu spraw, co hipnoza. W wielu innych sprawach tego typu rzecz wygląda, wbrew wszelkim doświadczeniom, niestety zupełnie tak samo lub jeszcze gorzej.

W końcu znowu sytuacja będzie się powtarzać. Ludzie ziemscy znów ni stąd, ni zowąd zaczną nagle gorliwie popierać coś, z czym do tej pory z uporem walczyli. Ba, mało tego. Będą bezwzględnie i wszelkimi środkami dążyć do opanowania tych rzeczy tylko we własnym zakresie, aby tylko oni sami mogli z tego korzystać, chociaż przedtem z ostrożnością pozostawiali odkrywanie tego innym, najczęściej tak zwanym »laikom«, których nieustannie atakowali.

Nie ustalam na razie, czy takie postępowanie powinno być traktowane jak zasługa i czyn bohaterski. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że w wyniku ciągłego powtarzania się tej sytuacji może się ona pokazać w całkiem innym świetle. Taki zawsze jest wynik powierzchownego badania sprawy.

Cała rzecz jednak stanie się o wiele bardziej poważna, jeżeli należycie znacie skutki korzystania z hipnozy. To dobrze, że nareszcie uznano i potwierdzono istnienie hipnozy i że w wyniku tego nauka zaprzestała swych ataków. Ataków obfitych w słowa, lecz po obecnych doświadczeniach zdradzających tylko swoją niekompetencję. Ale to, że używanie hipnozy tak bardzo się rozprzestrzeniło i to w dodatku pod ochroną jej byłych przeciwników, którzy nagle posiedli wiedzę, świadczy tylko o tym, że owi wiedzący w rzeczywistości są o wiele bardziej oddaleni od rzeczywistego poznania niż laicy, którzy pierwotnie szukali i którzy czuli się obrażeni.

To straszne mieć świadomość tego, jakie nieszczęście powstaje w wyniku ufnego powierzania swego losu przez tysiące ziemskich ludzi w tak zwane powołane ręce w celu dobrowolnego poddania się hipnozie. Zostali do tego namówieni, lub, a to jest bardziej niż karygodne, bez swej wiedzy zmuszeni. I chociaż wszystko to dzieje się z jak najlepszymi zamiarami i z chęcią osiągnięcia dobra, to i tak nic nie zmieni faktu powstawania ogromnych szkód w każdym wypadku użycia hipnozy! Ręce używające hipnozy nie są powołane. Powołanym może być tylko ten, kto doskonale zna sfery, do których należą środki, jakich używa. W wypadku hipnozy chodzi o sferę subtelnomaterialną! Kto ją zna naprawdę, a nie tylko domyśla się tego, ten nigdy nie będzie używał hipnozy, jeżeli życzy swemu bliźniemu dobra. Chyba, że chce jemu umyślnie i z całą świadomością wyrządzić wielką krzywdę.

W ten sposób ziemscy ludzie obciążają się winą wszędzie tam, gdzie stosują hipnozę i to bez względu na to czy są laikami, czy też nie! Pod tym względem nie ma żadnych wyjątków!

Wystarczy po prostu logicznie się zastanowić, aby dojść do wniosku, że chodzi w końcu o niesamowitą lekkomyślność, jeżeli pracuje się z czymś, czego wyniki można przewidzieć tylko w początkowym stadium, a o końcowym efekcie nie potrafi się niczego powiedzieć.

Nie można spokojnie spoglądać na tak lekkomyślne postępowanie w dziedzinie dotyczącej błogości lub cierpienia bliźnich. Chodzi przecież o szkody spowodowane nie tylko osobie, która hipnozie się poddała. Odpowiedzialność spada także podwójnie ciężko na tego, który wszystko przeprowadził. Ludzie ziemscy nie powinni z ufnością poddawać się czemuś, czego sami dokładnie nie znają. A jeżeli dzieje się to bez ich wiedzy i woli, to postępowanie takie jest i tak zbrodnią, chociaż przeprowadzane jest przez tak zwane powołane ręce.

Ponieważ nie można zakładać, że wszyscy używający hipnozy mają zamiar swym bliźnim szkodzić, w rachubę wchodzi więc już tylko absolutny brak rozeznania dotyczący tak mechanizmu działania hipnozy, jak skutków swej własnej czynności. W to nie można wątpić nawet przez chwilę; można brać pod uwagę tylko jedno lub drugie. Jako jedyny możliwy pozostaje więc wariant drugi: nieznajomość rzeczy.

Kiedy więc ktoś działa na swego bliźniego za pomocą hipnozy, to pęta tym jego ducha! Owo pętanie samo w sobie jest przestępstwem duchowym, zbrodnią. Nie pomoże usprawiedliwianie się tym, że hipnoza została użyta w celu leczenia choroby cielesnej lub psychicznej. Obroną hipnozy nie może być również fakt poprawy kondycji psychicznej, a więc twierdzenie, że w ten sposób tylko polepszyła się wola człowieka, czyli, że ten zyskał.

Życie i postępowanie opierające się na takim przekonaniu to okłamywanie samego siebie. Duch może skorzystać tylko i wyłącznie z tego, co przeprowadzi w swym wolnym i przez nikogo nie zmanipulowanym chceniu, które właśnie potrzebne jemu jest do rzeczywistego wzlotu. Cała reszta to rzeczy, które się nie liczą i które mogą przynosić tylko chwilową korzyść lub szkodę.

Każde spętanie ducha, bez względu na to, w jakim celu zostało przeprowadzone, zawsze uniemożliwia postęp, a ten jest bezwarunkowo potrzebny Nie bacząc już nawet na to, że owo spętanie niesie ze sobą więcej zagrożenia niż pożytku. Na w ten sposób spętanego ducha może później w łatwy sposób oddziaływać nie tylko hipnotyzer, lecz duch ten jest do pewnego stopnia także zdany na wpływy subtelnomaterialne i to nawet wtedy, kiedy hipnotyzer ewentualnie tego zakazał. Jeżeli duch jest spętany, to brak jemu tak bardzo potrzebnej obrony przeciwko takim wpływom, obrony, którą może jemu dać tylko całkowita wolność poruszania się.

Fakt nie zaobserwowania żadnych przejawów owych ciągłych walk, ataków i udanej lub nieudanej obrony nie jest dowodem na to, że świat subtelnomaterialny nie jest żywy i że ludzie nie biorą w tym wszystkim udziału.

Każdy, kto znajduje się pod wpływem skutecznej hipnozy, ma więc bardziej lub mniej ograniczoną możliwość prawdziwego rozwoju swego najbardziej wewnętrznego sedna. Towarzyszące temu okoliczności zewnętrzne, bez względu na to, czy są przejściowo korzystne, czy niosące szkodę, są drugorzędne i nie mogą wpływać na ocenę zjawiska. Duch musi pozostać pod każdym względem wolny, ponieważ ostatecznie chodzi tylko o niego!

Załóżmy, że dojdzie do widzialnej, na pierwszy rzut oka wyraźnej poprawy, co zresztą jest częstym argumentem tych, którzy z hipnozy przy pracy korzystają. Lecz człowiek, o którego chodzi, nie odniósł z tego w rzeczywistości żadnej korzyści. Jego spętany duch nie może w subtelnomaterialności działać tak twórczo, jak duch posiadający doskonałą wolność. Subtelnomaterialne wytwory jego spętanej lub zmuszonej do czegoś woli nie posiadają siły, ponieważ zostały sformowane dopiero z drugiej ręki i w świecie subtelnomaterialnym bardzo szybko więdną. Dlatego jego ulepszone chcenie nie może jemu w zwrotnym działaniu przynieść takich korzyści, jakich można by oczekiwać w wypadku wytworów wolnego ducha.

Lecz tak samo sprawy wyglądają wtedy, kiedy duch spętany rozkazem hipnotyzera chce wykonać lub wykona coś złego. Jego subtelnomaterialne wytwory nie posiadają potrzebnej siły i szybko zanikną lub pozostaną wchłonięte przez inne wytwory z nimi jednorodne, chociaż gęstomaterialne postępowanie jest złe. W ten sposób w ogóle nie może nastać subtelnomaterialne działanie zwrotne, tak więc człowiek, który został do tego zmuszony, może wprawdzie odpowiadać za swoje czyny w obliczu świeckiej sprawiedliwości, lecz nigdy nie duchowo. Dokładnie o taki sam mechanizm działania chodzi w wypadku ludzi chorych umysłowo.

Widzimy w tym znów absolutną Sprawiedliwość Stwórcy, która w świecie subtelnomaterialnym przejawia się pod postacią żywych i doskonałych praw. Osoba zmuszona przez obcą wolę do złych czynów nie może być winna w takim samym stopniu, w jakim nie otrzyma błogosławieństwa człowiek czyniący dobro, ponieważ co uczynił lepszego, to uczynił będąc pod ciśnieniem obcej woli. On sam jako samodzielne »ja«, nie brał w tym udziału.

Może za to nastać coś innego: Do ducha hipnotycznie przemocą spętanego przykuty jest, jak łańcuchami do swej ofiary, również hipnotyzer. Łańcuchów tych się nie pozbawi, dopóki nie dopomoże swej przemocą spętanej i zatrzymanej w rozwoju ofierze dogonić wszystkiego tego, co w wyniku spętania hipnozą utraciła. Po zakończeniu swojego ziemskiego życia musi hipnotyzer podążyć aż do poziomów osiągniętych przez ducha przez niego spętanego, nawet jeżeli miałby zanurzyć się w najgłębszą głębinę.

Można sobie łatwo wyobrazić, co czeka na ziemskich ludzi często parających się hipnotyzowaniem. Kiedy po ziemskiej śmierci przebudzą się i trochę się opamiętają, to poznają z przerażeniem, jak wiele pętli wiąże ich zarówno z tymi, którzy umarli przed nimi, jak również z tymi, którzy jeszcze wędrują po ziemi. Ani jedna pętla nie zostanie im wybaczona. Włókno po włóknie muszą wszystkie rozwiązać, nawet gdyby mieli w ten sposób stracić tysiące lat.

Jest jednak całkiem prawdopodobne to, że uczynić tego nie zdążą, lecz zostaną porwani w rozkład do leja, który zniszczy ich osobowość, ich własne »ja«, albowiem ciężko zgrzeszyli przeciw Duchowi!

Dodaj komentarz

Musisz być Zalogowany aby dodać komentarz.