WIARA
73.
Wiara nie jest taka, jak przejawia ją większość tzw. wierzących ludzi. Rzeczywista wiara powstaje dopiero wtedy, kiedy człowiek w doskonały sposób przyswoił sobie zawartość Bożych Przesłań i kiedy owe Boże Przesłania stały się dla niego żywym, osobistym, własnym przekonaniem.
Boże Przesłania przychodzą tak za pośrednictwem Bożego Słowa, jak i poprzez Jego stworzenie. Wszystko świadczy o Bogu i o Jego Woli. Z chwilą, kiedy człowiek może przeżywać cały ów proces, cały swój byt, będą jego uczucia, myśli i czyny jednym radosnym wielbieniem Boga.
Później jednak zamilknie i nie będzie na ten temat wiele mówił. Stał się wszakże osobowością, która poprzez swoje ciche czczenie Boga, które można również nazwać zawierzeniem Bogu, stoi mocno i bezpiecznie w całym stworzeniu. Przestanie fantazjować i unosić się w ekstatycznych marzeniach. Równocześnie przestanie żyć na ziemi tylko sprawami duchowymi, lecz będzie także swoją codzienną pracę wykonywał śmiało i z czujnymi zmysłami. Jeżeli zostanie zaatakowany i zmuszony do obrony, użyje umiejętnie swojego chłodnego rozumu niczym ostrej broni, bacząc jednak, aby nie był niesprawiedliwy.
Nigdy nie powinien milcząco znosić i tolerować krzywdy. W przeciwnym wypadku tylko by wspierał i wzmacniał zło.
Lecz istnieje bardzo wielu ziemskich ludzi, którzy tylko mniemają, że są wierzącymi! Chociaż w swym wnętrzu przyznają, że istnieje Bóg i Jego działanie, to obawiają się uśmieszków ze strony niedowiarków. Czują się głupio i nieprzyjemnie, a rozmowy na ten temat omijają z dyplomatycznym wyrazem twarzy. Zachowując się tak nieśmiało, idą ciągle wobec owych niedowiarków na ustępstwa. To nie wiara, lecz tylko wewnętrzne przyznanie! Tacy ziemscy ludzie w rzeczywistości wypierają się swego Boga, chociaż modlą się do Niego w ukryciu i oczekują z Jego strony wszelkiego dobra.
Fałszywego tolerowania zachowania niedowiarków nie może usprawiedliwić wymawianie się, że dla »wierzących« są sprawy te zbyt »święte i poważne«, aby narażać je na pośmiewisko. Nie można tego także nazwać skromnością, ponieważ jest to po prostu podłe tchórzostwo! Powiedzcie nareszcie głośno, czyjego Ducha jesteście dziećmi! Postępujcie hardo i odważnie z każdym człowiekiem, bo tylko tak wypada czynić dzieciom Bożym! Jedynie tak można wreszcie zmusić niedowiarków do powściągnięcia swych kpin, które są jedynie wyrazem ich niepewności. Obecnie wszakże kpiny te są pielęgnowane i odżywiane bojaźliwym zachowaniem wielu tak zwanych »wierzących«.
Ludzie ci okłamują sami siebie, nadając słowu »wiara« sens całkowicie różniący się od tego, którego ono żąda. Wiara musi być żywa, a to oznacza, że musi się stać czymś więcej niż tylko przekonaniem. Ona musi stać się czynem! A czynem się staje dopiero wtedy, gdy przeniknęła przez wszystko, przez uczucia, myślenie i postępowanie. Nie musi być nachalna, lecz wychodząc z wnętrza powinna stać się wyraźnie widoczna w każdym postępowaniu człowieka, musi stać się czymś oczywistym. Nikomu nie wolno trzymać jej przed sobą jak tarczy, jak zwykłe marzenie. Wszystko, co człowiek na zewnątrz przejawia, musi być tylko naturalnym wynikiem promieniowania wewnętrznego duchowego sedna.
Prawdziwa wiara musi po prostu być siłą, która promieniując z ducha człowieka przenika przez jego ciało i krew, i staje się w ten sposób jedyną, naturalną oczywistością. Nie ma w tym niczego nienaturalnego, wymuszonego lub nauczonego. To samo życie!
Spójrzcie na wielu wierzących: twierdzą, że bezwarunkowo wierzą w dalszy ciąg życia po śmierci i pozornie rzeczywiście nadają swym myślom taki kierunek. Kiedy jednak nadarzy im się okazja do otrzymania dowodu na owo pośmiertne życie, dowodu przekraczającego granice codziennego obserwowania, to są przerażeni lub głęboko tym faktem roztrzęsieni! W ten sposób jednak właśnie dają dowód tego, że w rzeczywistości ich przekonanie o życiu po śmierci nie było tak mocne. W przeciwnym wypadku każdy nadarzający się dowód musieliby traktować jak coś całkiem naturalnego. Nie powinno ich to więc ani przerażać, ani zbytnio wyprowadzać z równowagi.
Oprócz tego można by jeszcze przytoczyć niezliczoną liczbę przykładów wyraźnie mówiących o tym, jak mało wierzącymi są tak zwani wierzący. Wiara w nich nie jest żywa.